Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

byliśmy w bajce!

detale

Chemia:

raporty unknown

byliśmy w bajce!

[N]: Jest takie miejsce w środku miasta, które przedstawia bajkę i ta

bajka dla nas ożyła.




[Z]: Bajka to genialny teren do tripowania. Po prostu genialny -

stworzony wręcz do tego. Naga uświadomiła mnie o jego istnieniu :-),

za co jej z całego serca dziękuję, ponieważ było to jedną z przyczyn

niesamowitości tego Tripu.




Sceneria jest jak z bajki i związana jest z Romami. Jest tam miedzy

innymi ogromny budynek, w którym wiszą namalowane obrazy

przedstawiające sceny z roznych epok, jest wiele pokoi, kazdy o innym

wystroju. Lokal ma surowe wykończenie. W niektórych miejscach podłoga

jest betonowa. Meble/dekoracje wykonane są ręcznie. Łazilismy tam

chyba z godzinę i prawie zamordowały nas doznania.




[N]: Wlasnie! ciagle odkrywalismy w nim cos nowego. A w kazdej sali

glosnym echem rozbrzmiewala muzyka. Ale budynek to tylko czesc tej

scenerii. Bajka to kawal rozleglego terenu poutykanego przygodami :)




[Z]: Do tego są rozne obiekty, takie jakby troche niedorobione - np.

mlyny, jakies posągi, górki, błota, wozy romskie (z wystrojem

wewnątrz), kozy, ławy, pełno róznych wykręconych drzew.




[N]: Niedorobione?! Dla mnie byly idealne!!! Jak prawdziwe, jak zywe!!!!




Doświadczyliśmy, ze z LSD jest tak, że po pierwsze uświadamia ludzkie

uczucia i związki miedzy ludzmi na znacznie glebszym poziomie niż to

jest normalnie. To co postrzega się na codzień, to wieszcholek góry

tego, co można czuć do innych ludzi i czego się nie czuje w

skutek różnych głupich blokad, instynktów, przytłaczającej

codzienności, a także po prostu - myśli biegną innymi torami.




[N]: To jest wlaśnie to, co w tripowaniu z kwasem lubię najbardziej:

ta niezwykła bliskość emocjonalna z drugą osobą.




[Z]: Po drodze do Bajki zjedliśmy po 1,5 Czarodzieja . Działo się to

doładnie wtedy, kiedy zadzwonił moj kumpel Jacor - była godzina 18:11.




W miarę szybko dotarliśmy do samego obiektu Bajki, tak

naprawdę nie mając pojęcia, co tam będzie. Naga nie wiedziała, że to

taki potwornie rozległy obszar - byl to jej pomysl, bo widziała obiekt

tylko powierzchownie, ale jej się spodobał.




Przysiedliśmy przy stole, wsród jakiś wozów. Stół stał na dworzu.

Powoli robiło się ciemno.




Nie wiedzieliśmy, że te wozy to część scenerii i mysleśliśmy, że w nich

ktoś mieszka. To był element wzbudzający w nas onieśmielenie i

niepewność. Po prostu przycupnęliśmy, czekając na rozwój wypadków.




[N]: Miałam wrażenie, że jesteśmy dziwnymi gośćmi opustoszalego lokalu,

którzy przyniesli wlasna coca-cole i delicje z nadzieniem wiśniowym :)))




[Z]: Leciała przez głośniki zapętlona muzyczka z imprez lat 60 w Polsce.

Sprzęt klasy: czarne plyty i stare glośniki. Strasznie trzeszczało i

pasmo przenoszenia sprawiało wrażenie telefonicznego.




Skąś leciała ta muzyka, ale nie wiedzieliśmy skąd. W pobliskim wozie

poruszały się sylwetki ludzi. Nie wiedzieliśmy, kim są ci ludzie i co

tam robią.




[N]: Myślelismy, że to oni słuchają sobie muzyki...




[Z]: :-) Usiedliśmy i zaczeliśmy patrzeć w niebo zapoznając się. Ona

trochę opowiadała mi o LSD i jak to jest, co robi w życiu - tak sobie

dociekaliśmy powierzchownie co i jak. Pełnia księżyca, białe chmury na

czarnym niebie. Pojawiły się pierwsze gwiazdy. Wiał wiatr i obłoki powoli

płynęły po sklepieniu świata. Potem stało się... poczuliśmy

pierwsze objawy działania LSD.




Chmury zaczeły być dziwnie piękne. Zmieniły kształty, stały się

puszyste i już nie płynęły równo jak normalnie. Przestrzen wyostrzyła

się. Gwiazdy nie świeciły już białym światłem, tylko błyskały dość

intensywnie na różne kolory, ale jednocześnie były białe... ;-)




[N]: Oj tak, chmury zrobiły sie taaaakie puszyste, miekkie i piekne.




[Z]: Pojawiało się coraz wiecej gwiazd i czuliśmy radość widząc, jak

błyszczą, falują i mrygają.




[N]: Zlomik opowiadal mi, że to satelity, a ja ze nas obserwuja kosmici :)




[Z]: ;-) Radość przeszła w euforię, ponieważ zaczynało to wszystko do

nas docierać w tym samym czasie i potrafiliśmy to zauważać. Światła

kolorowych żarówek - dekoracji teraz zaczęły wpływać na kolory

otoczenia, zostawiając barwne plamy.




[N]: Kolorów zrobiło się nagle tak strasznie dużo, a światło nabrało

tysiąca odcieni.




[Z]: Zafascynowani patrzyliśmy na otaczające i zmieniające się cały czas

otoczenie. Ile skojarzeń... ile rożnych obserwacji...

Wydało mi się, ze bariery miedzy nami zaczęły znikać. To że byliśmy w

zasadzie obcymi ludzmi, po woli przestawało mieć znaczenie. Płyneliśmy

na tej samej fali i to było uczucie przebijające wszystko inne.




[N]: A były jakieś bariery? Chyba od razu złapalismy kontakt.




[Z]: No kontakt tak :-) Ale chyba nie otworzyłaś się na mnie odrazu na

przystanku autobusowym ;-)




Poczulismy dziką ciekawość świata i wszystkiego, co się na nim

dzieje, a wszczególności bajkowego otoczenia. Te zmieniające się formy -

pod względem nie jakis halucyjnacji... tylko tak subtelnie. Tak

jakbyście odbierali świadomością obraz jako co innego. Otocznienie

stało się pełne dzwieków. Słyszeliśmy szelesty, które wydawały się

piękne i zarazem nieznajome. Wywoływały w nas dreszcze i ciekawość.

Brzmiały zupełnie inaczej niz zwykle. Kosmos. Synestezja - mieszanie

się doznań ze zmysłów.




[N&Z]: Nie wytrzymaliśmy i wstaliśmy, żeby się rozejrzeć. I od tej pory

zaczęła się prawdziwa podróż.




[Z]: IMHO LSD to podstawa dla rozwiniętego człowika, dopełnienie

duchowe tego, co daje inteligencja i wrażliwość. Zyskuje się jakby

dodatkowy wymiar odczuć, tym silniejszy, im czlowiek jest bardziej

rozwinięty. Działa jak wzmacniacz tego co zostało juz zdobyte i

wydobywa na zewnątrz w nowej i niedostępnej dotychczas postaci.




Teraz o pani Nagiej.


Przez wiekszość czasu postrzegałem ją jako ciekawskie, zafascynowane,

tak jak ja stworzenie, explorujące otoczenie i euforycznie przeżywające

doznania. Tej obserwacji towarzyszyło uczucie zjednoczenia, które będę

ciąglę podkreślał, ponieważ dawało mi ogromną dawkę energii, satysfakcji i

radosci.




Nie bylo żadnych podtekstów sexualnych - to prostackie w porównaniu z

tym, co czuliśmy i się od nich już na samym początku odciąłem. A ty

Naga ?




[N]: Całkowicie sie z Toba zgadzam. Aż trudno uwierzyć, że spotkaliśmy

sie godzinę wcześniej i połaczyła nas taka jedność. To niewiarygodne.




[Z]: Postrzegałem Nagą cały czas jak Przyjaciólkę i Towarzysza Podróży.

Takiej wspólnej niesamowitej wędrówki, która trwa, spaja i powoduje

powstanie więzi i wzajemnej ogromnej sympatii.




[N]: Dobrze to ujales. I ja mialam w tobie Bliskiego Towarzysza Podroży.




Odwiedzilismy wiele miejsc na terenie Bajki. Praktycznie czulismy z

Nagą cały czas nienasycenie przy oglądaniu coraz to nowych scen,

postaci, kolorów. Pamiętam, ze obrazy bardzo działały na uczucia i

emocje.




[N]: O rany a pamietasz jak krzyczałam, że tyle tu fajnych rzeczy, że

nie wiem, w ktorą isc stronę i biegalam w te i spowrotem, nie mogąc

się zdecydowac????




[Z]: No pewnie :))) sam miałem podobne dylematy ! Dało się odczuć dość

mocno zjawisko polegające na tym, ze dopiero skupienie się na

elementach otoczenie powodowało nagły (ogromny) wzrost

zainteresowania. Do tego momentu były obojętne.




[N]: Bo jak zaczynales sie im przygladac to one zaczynaly ozywac!




[Z]: O, o, o - dooookładnie :-) To powodowało w nas fascynacje :-)




W jednym z pomieszczeń stały 2 łózka. Wzór na nich przypominał trochę

marmur. Oprócz tego były dość brudne. Te czynniki sprawiły, w

pewnym momencie Naga zawołała, ze widzi prawdziwe trójwymiarowe płyty

marmurowe. Po chwili widzieliśmy już oboje to samo, radośnie

komentując niesamowite doznania :-).




Jedno z interesujących doznań wywołały podkładki na podłodze,

rozrzucone i wprasowane w beton na ziemi. W skutek stymulacji LSD,

wydawały się niesamowicie pięke, a po dłuższym zatrzymaniu wzroku

ożywały i zaczynały fosforyzowac na niebiesko i falowac razem z resztą

podłogi.




Latalismy po błotach, po górkach, po dachu budynku. A on sam

mial jakies 200 m długości - taki dłuuugi niski budynek, na którego

dachu rosły drzewa. Pierwsza myśl, kiedy go zobaczyłem, to chęc wejścia

na górę. Na początku zrezygnowaliśmy z niego, ponieważ wydawał się

nierealny, ale jak się okazło, jednak była to pomyłka i przemierzyliśmy

przestrzen biegnąc koło rozwalonych kominów i pochylonych z dachu drzew.




[N]: Aha, to mi przypomina nasz pociag do rusztowan! Wszedzie gdzie

dalo sie wspiac od razu chcielismy wlazic!!




[Z]: Tak, szczególnie na to rusztowanie wielopiętrowego budynku,

podczas końcowego powrotu do cywilizacji ! :-))




W kulminacyjnym momencie podświadomie dotarliśmy do najwyższego

punktu w Bajce i ogarnęliśmy cały teren, dotychczas postrzegany jako

fragmenty. Poprzenio nie łączyliśmy ich bezpośrednio ze sobą,

przytłoczeni doznaniami, wytwarzanymi przez zmysły skanujące

otoczenie.




[N]: Wtedy ogarnęła mnie straszna radość i poczułam, że wreszcie

się to stało, tak długo na to czekałam! Wreszcie nauczyłam się latać!!!

Ja lecialam, byłam nad Bajką, widziałam wszystko z góry, ja....

LATAŁAM!!!




[Z]: W jednym momencie wszystko sie zespoliło i wtedy właśnie

weszły CEV-y.(wrazenia wzrokowe, wzmocnione kolory, smugi, błyski).




Przy pełni księżyca były naprawdę piękne. Księżyc świecił jak słońce i

pulsował. Był kolorowy i taki... jasny. Na tarczy wyraźnie widziałem

kratery.




[N]: Niebo było naprawdę niezwykłe, wyglądało

jakby też bylo z bajki!




Staliśmy tam jak cięlęta, oparci o grubą barierkę w dziurawym moście

(miałem wrażenie, że to przełęcz nad jakąś przepascią, wysoko

wysoko...) i patrzyliśmy wzruszeni na miesiąc i całą Bajkę, targani

kosmicznymi emocjami i krzycząc z radosci. A byliśmy prawie obcymi

ludzmi na początku, którzy przypadli sobie wstępnie do gustu

konwersując przez emaila.




Choćbym pisał cały dzień i pokazał fotki z tego, co widziałem, czy nawet

film, to i tak dużo to nie przekaże... Zapachy powodowały skoki

emocjonalne. Czulismy się jak pierwotni ogarnięci i przytłoczeni

ogromem przyrody.




To trzeba przezyć z kimś bliskim. Z kimś kompatybilnym emocjonalnie...

Ech ! LSD strasznie zbliża ludzi... Czuliśmy taaaaaaaką jedność...

taką ludzką, przyjacielską, jak ludzie, którzy robią cos niesamowitego

razem i mają ten swój malutki świat przez chwilę.




Pod koniec wydawało mi się czulismy się podobnie, jakbysmy spedzili ze

sobą jakąs wycieczkę górską, zjednoczeni wspólnymi i jednocześnie

przeżywanymi doznaniami.




Podczas rozmów wystepował bardzo przyjemny efekt - chcesz przekazac co

czujesz, ale placzą ci się słowa. A druga osoba nagle kończy to, co

mówisz i mówi, że ona czuje to samo, chociaż nigdy nie byłbyś w stanie

tego przekazać.




To było cudowne. LSD ma tyle faz działania, ze cały czas nie czułem

się zmeczony czy znużony tym, co się dzieje. Każda zmiana otoczenia

wywoływała skrajnie inne doznania. Pamiętam , że z biegiem

przyzwyczajałem się do euforii i różnych wrazeń zmysłowych, coraz

bardziej zauważając własny umysł.




Pani Naga Twarz, lat 28 jest stworzona do tripowania. Mówilem do niej

"nakwaszona pani psycholog" - studiowała psychologię :-), co się nam

ogromnie podobało. Ciekawe dlaczego ?




[N]: Tak strasznie mnie to śmieszyło :) Złom też jest idealnym partnerem

do tripowania. Jest bardzo bogaty wewnetrznie, wrażliwy i twórczy.

A do tego, tak jak ja, pozytywnie nastawiony do życia.




[Z]: Chyba ani razu nie było między nami zgrzytu - nawet przez zjedzeniem

LSD. Przynajmniej ja nie zauważyłem. Miałem wrażenie ze oboje jesteśmy

entuzjastycznie nastawieni do pomysłu wspólnego zjedzenia LSD :-)




Potem działo się jeszcze duzo rzeczy, opuscilismy bajkę i

spacerowalimy radośni za rękę po okolicach lasku powoli zbliżając się

do cywilizacji. Jazda zmieniła charakter na bardziej refleksyjny.

Rozmawialiśmy dużo o tym, co odczuwamy i przeżywamy, jak LSD jest w

stanie zmienić człowieka.




W pewnym momencie Naga wykrzyknęła, ze widzi najpiękniejszy widok w

jej zyciu :-) Zobaczyłem drzewo błyskające w swietle latarni i lekko

falujące niebiesko-fioletowo-jasne pąki. Był to zaiste cudowny i

niesamowity widok !




[N]: A Zlom na to: "Osz ty w pysk!" :)




Jeden z najprzyjemniejszych momentów zdarzył się na samym końcu.

Strasznie mocno się przytulilismy, tak szczerze i dziką radoscią - jakby

było to dopełnienie empatii, przyjaźni i wszystkich pozytywów jakie

między nami zaszły.




Czułem sie wtedy niesamowicie i ogarnęło mnie wzruszenie.




[N]: Wiedzialam, ze zyskalam bliskiego przyjaciela. Czulam to.




[Z]: Zrozumiałem tyle rzeczy, jesli chodzi o kontakty z ludzmi. Zrozumiałem

tez mnustwo innych zależności - świadomie już ich nie pamiętam, ale

ciągle we mnie gdzies tam siedzą, zmieniając zachowanie.




[N]: Przezyłam fantastyczną podróż pełną radości i skrzydlatego

szczęścia i poznałam wspaniałego człowieka. Dziekuję Ci Zlom.




[Z]: Ja również Ci dziękuję Naga Przyjaciółko :-) Niesamowita z Ciebie

kobieta !




Kind of magic...



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media