Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

benzydamina first contact

detale

Apteka:

raporty unknown

benzydamina first contact

|Nazwa substancji|- Benzydamina





|Doświadczenie|- MJ/Hash(wiele razy, pierwszy raz jakieś 5 lat temu), Grzybki(trzy razy,pierwszy 33 grzybki + 4 blanty, drugi 30 grzybków, trzeci 50 grzybków), Aviomarin(raz 3 opakowania - 15 tabletek), DXM(raz, 15x30 mg, Tussidex), SD(raz, susz, 3gramy, jeden przeżuty dwa spalone z wiadra i fajki), Amfetamina(raz), Efedryna(wiele razy), Alkohol(dawniej bardzo często bardzo dużo, teraz zero), Kodeina(raz), Narkoza(raz), Dormicum(raz), Kawa(raz, 250 g rozpuszczalnej, tak poza tym w ogóle nie pijam kawy), więcej nie pamiętam, lub nie chcę tego pamiętać(z reguły były to pojedyńcze próby środków odurzających)





|Dawka|- 1,5 g(trzy saszetki Tantum Rosa)





|Sposób zażycia|- trzy saczetki rozpuszczone w 0,4 l soku pomarańczowego(ciężko było ale się da)





|Set & Setting|- piątek, 17.12.2004, stan umysłu w porządku, środek użyłem w celu wywołania halucynacji, spożyte w moim akademickim pokoju





|Doznania|- omamy zarówno wzrokowe jak i słuchowe








TRIP RAPORT



Tego dnia wstałem około godziny 7, po zajęciach skoczyłem do apteki, gdzie nabyłem 3 saszetki preparatu Tantum Rosa, resztę czasu przesiedziałem przed kompem relaksując się przed podróżą:). Około 17:30, nalałem do kufla soku pomarańczowego po czym wsypałem do niego 3 saszetki(nie polecam tej metody, mimo wszystko 25,5g soli rozpuszczone w 400ml soku nie smakuje najlepiej), o godzinie 18:00 rozpocząłem spożycie, trwało to trochę ale zmieściłem się w 30 minutach, po czym siadłem do kompa i zająłem się przeglądaniem NeuroGroove\'a:), po 20-30 minutach odczułem działanie benzydaminy, niby nic wielkiego, latające kwadraty, wyglądające jak neonówki, więc uznałem, że wartoby się położyć na tapczanie i czekać na rozwój fazy, jak pomyślałem tak i zrobiłem, w pokoju było dwóch kumpli, którzy dość szybko zajeli się wolnym kompem. Wokół mnie natomiast, latały już tysiące świecących kwadratów, coś na kształt chmury elektronów wokół jądra, co skutecznie spowalniało moje ruchy(obawiałem się by przypadkiem nie dotknąć żadnego z nich), następne co zauważyłem to to, że gdy patrzyłem przez na butelki po piwie stojące na biblioteczce, ożywały one, w pewnym momencie jedna z nich zaczęła się kręcić wokół własnej osi, chybotać się na boki, i zaczęła tryskać we mnie piwem, to mnie ruszyło, siadłem na tapczanie i zauważyłem dosyć dziwne zjawisko, jakiś płaski lecz sporych rozmiarów robak wpełzał mi na buta i starał się dotrzeć do jego wnętrza, trochę się zdenerwowałem i go zrzuciłem ręką, to jednak nic nie dało, nagle okazało się, że tych robaków jest więcej, powiedziałem to na głos, więc kumpel podał mi klapka, którym udało mi się je wytłuc, uspokojony postanowiłem zapalić papierosa,jednak na stole pomiędzy mną a paczką był 20 cm wąż (gadów ani pająków się nie boję, wręcz kocham te zwierzęta, lecz ten wydawał sie jadowity i jakiś agresywny), przez jakiś czas zajęty byłem odciąganiem drania od moich fajek, udało się, zapaliłem fajka, raczej nie odczułem by on wpłynął znacząco na tripa, w tym pokoju było jeszcz wiele halucynacji: spiewające popiersie Churchila, znikające przedmity, jakieś duchy, ale nie było to tak shizujące jak druga część podróży, mianowicie uznałem, że obecność kumpli zapewnia mi bezpieczeństwo, wziąłem więc klucz z ich pokoju, w którym było pusto, cicho i cholernie ciemno, rozsiadłem się na łóżku kumpla i czekałem, z początku nic się nie działo, po chwili zaciekawiło mnie co stoi pod zgaszoną lampką nocną i ty się zaczęło, podszedłem i zauważyłem że jest to mój kubek, zerknąłem do środka, w tym momencie kawa(tak mi się wydaje) zaczęła cholernie realnie wrzeć i pryskać na zewnątrz kubka, po nagle z kawy wyłoniła się torebka z herbaty, która postanowiła chyba wyjść, gdy schodziła po ściance, wrzuciłem ją spowrotem do kubka, i sie trochę wystraszyłem ponieważ łyżka sama zaczęła mieszać napój, po chwili się uspokoiło, następnym omamem było połączenie Boa Dusiciela z jakimś smokiem, był całkiem spory, w sumie tylko podniósł łeb spojrzał na mnie po czym położył łeb na łóżku. Potem ktoś wpuścił przez szczelinę setki małych wężyków, (znowu agresywne i jadowite), to było już trochę za dużo na moją głowę, przebiegłem koło dużego gada, wybiegłem na korytarz gdzie dopadły mnie światła, widma, i inne bezbarwne stwory, wszedłem do mojego pokoju, gdzie poza dwoma kumplami było jeszcze kilka osób, posiedziałem chwilę pogadałem, (podobno w niczym nie było poznać, że coś zarzuciłem), okazało się że dopiero 20, więc wróciłem do pokoju, kolejne zwidy były coraz bardziej realne, żeby wszystko opisać, nie starczy mi czasu, ale m. in. widziałem jak mój kumpel wychodzi z telewizora(którego nie mamy) bez głowy, a za nim wychodzi około 5 letni chłopczyk z jego głową w rękach, widziałem samą głowę drugiego kumpla, ludzi stojących na parapetach zewnętrznych okien, kamienne głowy znanych osób, zdawało mi się, że moje zdolności telekinetyczne polepszają się, co dziwne coraz szybciej przyzwyczajałem się do nowych zjaw, nagle do pokoju wszedł kumpel z portierką żeby powiedzieć, że rodzice mają do mnie dzwonić około 21, wróciłem do swojego pokoju okazało się, że jest 20:40, zszedłem więc na dół. Jako że rodzice jeszcze nie dzwonili postanowiłem się trochę rozejrzeć, po chwili ukazała mi się jakaś dziewczyna gadająca przez telefon(nie wiem czy to halun czy jawa), wyszedłem na chwilę na dwór, tam było naprawdę przyjemnie, sowy i jakieś inne nocne ptaki, mimo że raczej ich tu nigdy nie było. Wróciłem do akademca wszystko się wokół fajnie ruszało, rodzice zadzwonili, pogadałem bezproblemowo, po prostu nie zwracałem uwagi na otoczenie, potem wróciłem do pokoju, i znów pogrążyłem się w ciemności i samotności(no prawie ponieważ półwąż-półsmok nadal leżał gdzie leżał, całkiem przyjemnie sterowało łyżeczką w kubku, tak było jeszcze przez jakiś czas, po czym wizje zaczeły zanikać, w tym czasie siedziałem sam w pokoju i oddawałem się wewnętrzym przemyśleniom, wkrótce wróciłem do własnego pokoju okazało się, że jest 23:50, właściwie z omamów zostały już tylko te przeźroczyste ślady za ruchami, siadłem do kompa, przeglądałem w sumie Hyperreal\'a, allegro, poczte,(z czytaniem były problemy ale po ustawieniu niebieskiego tła i białych liter jakoś poszło) głównie interesowały mnie rzeczy takie jak Ayahuasca, Argyreia Nervosa, Ipomea Violacea, Lophophora Williamsii, Trichocereus Pachanoi, po godzince już nieznacznie odczuwałem wpływ na wzrok i słuch, smaku niestety nie czułem żadnego, pewnie ze względu na dużą (25,5g soli)ilość wypitej solanki. Tak przesiedziałem do 4, co chwile chodząc się odlać, (byłem niepewny trzymania moczu), postanowiłem iść spać, położyłem się, przeleżałem około 15 minut, jednak nici ze snu, ale nie czułem się ani trochę zmęczony, wstałem, a tu znowu halo we łbie (latające kwadraty, zarąbiste cienie, i znowu halunki, lekkie bo lekkie ale byłem z tego zadowolony, dobre i to) poszedłem wziąć prysznic, pół godziny stałem pod strumieniem ciepłej wody, prysznic zadziałał niczym długi i głęboki sen, gdy wróciłem, siadłem do notepada i zacząłem pisać tripraport, po kawałku, chwila na pisanie po czym(trochę dziwne), wziąłem się za sprzątanie(to już bardzo dziwne) i sprawiało mi to wielką przyjemność, w ogóle poczułem nieopisane szczęście, zero zmęczenia czy niewyspania, z efektów ubocznych poczułem chyba tylko szczękościsk(właściwie wystarczyła guma do żucia i po problemie, zero biegunek, wymiotów czy bulu brzucha (zarówno przed, w trakcie jak i po tripie), gdy posprzątałem pokuj było koło 10, więc wybrałem się na spacer(hmmm... 5 km, serio), cały czas czułem się szczęśliwy, dodatkowo zauważyłem, ze bieganie nie męczy mnie jak zwykle. Godzina 12 wróciłem, no i kończe pisanie, radość nie mija, podczs tripa byłem dwa razy zapytany(przez Matkę oraz przez Ciocię) co bym życzył sobie na gwiazdkę, no i dwa razy padła ta sama odpowiedź, że mi nic do szczęścia nie potrzeba, że już mam wszystko czego potrzebuję, kolejnym pozytywem dla benzydaminy, jest to, że miałem dziś przeżyć kolejnego tripa(też chemia), a jednak zrezygnowałem, i nie sądzę aby mi się chciało jeszcze jakieś leki próbować, być może spróbuję jeszcze kiedyś benzydaminy, ale po minimum 6 miechach(mam nadzieję:), coś mnie teraz ciągnie w stronę natury:).





Ogólnie rzecz biorąc na mnie benzydamina podziałała bardzo pozytywnie, jednak nie na wszystkich działa tak samo:)




P.S. Sorry za błędy, ale pisałem ten tekst będąc w jakiejś części pod wpływem benzydaminy, a propos oskarżeń o wyolbrzymianie i przekolorowywanie tripa, ja opisałem swoją jazdę jak najlepiej umiałem, a to co Wasze umysły wyobrażą sobie po przczytaniu moich wypocin, to już nie moja sprawa:]

A jeśli przypadkiem spróbujecie jednak benzadyminy, a nie uzyskacie zadowalających efektów, popracujcie nad własną wyobraźnią np. czytanie książek(pomaga, nie boli:), na przebieg mojego tripa mogły również wpłynąć hmmm... "specyfiki", które testowałem przez ostatnie dni (a było tego trochę:|).
Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media