Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[4-aco-dmt, 4-ho-met] szpitalna misiodela

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Metoksetamina - 100 mg
4-ACO-DMT - 35 mg
4-HO-MET - 45 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wieczór, pokój, nastrój wyrównany.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Doświadczenie z dysocjantami bardzo wysokie, szczególnie z DXM (4 lata, wysokie dawki, ciągi). Gałka muszkatołowa, grzyby, szałwia, bieluń (?), 25B-NBOMe, 5-APB, AMT, benzydamina, dimenhydrynat, 5F-AKB-48, 5F-PB-22. Wszystko oprócz benzydaminy, 5F-AKB-48 i 5F-PB-22 i dimenhydrynatu w małych ilościach, większość nie więcej niż 5 razy.

[4-aco-dmt, 4-ho-met] szpitalna misiodela

Data tripa: 10.04.2014
 Od początku wybór poszedł na metodę podania domięśniowego. Wszystko wymieszałam razem i rozpuściłam w 3,5 ml wody. Zwykle nie mam problemu z wejściem do mięśnia, tutaj nie chciałam ewentualnie marnować materiału podając go podskórnie. Dlatego też zanim poszedł strzał upewniałam się. Zdawało mi się, że weszłam w mięsień, do tej pory w sumie nie jestem pewna jak w końcu było. Bliżej jest wersji tego, że poszło IV, co jak wiadomo = duże zaskoczenie, bo szybsze wejście i zdecydowanie mocniejsze.

Tego dnia pisałam ze znajomymi na facebooku, jak zawsze. Po podaniu zaczęło mnie lekko mdlić, ale pisałam dalej. W pewnym momencie napisałam po prostu "jebło", bo nie dawałam rady już pisać. Myślałam nad tym żeby się położyć i ostatecznie zaczęłam to robić. Jak się okazało - jednak nie. Urwał mi się film. Po wszystkim dowiedziałam się od matki, że mnie wołała, a ja się nie odzywałam. Przyszła, bo myślała, że słucham muzyki na tyle głośno, że jej nie słyszę. Zastała mnie siedzącą po turecku wpatrującą się w jeden punkt. Miałam sinofioletowe usta, po popchnięciu mnie lekko do tyłu tylko się przechyliłam i zostałam w tej samej pozycji. Wiadomo - telefon na pogotowie. Jak mnie zastali, tak mnie wynieśli. W karetce dostałam dwa zastrzyki dosercowo i miałam wykonany masaż serca przez całą drogę (mieszkam niedaleko szpitala, drogami maksymalnie 3 kilometry). Na OIOMie obudziłam się, ale nie nie otwierałam oczu, pod powiekami latały mi trójkąty, robaczki i jakieś inne śmieszne wzorki. Słuchałam rozmowy, ale nic nie rozumiałam. Myślałam cały czas, że to sen. Gdy próbowałam się podnosić ratownik medyczny cały czas mnie kładł z powrotem, ja dalej. Wokół mnie było pełno kabli. Pamiętam moment wkłuwania przez pielęgniarkę i denerwowania się na to, że mimo założonej mocno staży nadal ich nie widać. Znowu straciłam przytomność. Gdy obudziłam się - obok nie było matki. Nie przejęłam sie tym, nie myslałam nawet o tym gdzie ona jest. Spojrzałam w dół i pomyślałam sobie - oho, zakładają mi cewnik. Byłam bardzo rozbawiona całą sytuacją i uśmiechałam się bardzo szeroko, co wygląda u mnie całkiem przerażająco. Posadzono mnie na wózek i przewieziono na oddział. W międzyczasie gdy po korytarzu szła jakaś starsza pani wyciągnęłam rękę i jej dotknęłam - nie wierzyłam, że jest realna. Podczas jazdy windą z 3 razy odchyliłam głowę i powiedziałam do pielęgniarza radośnie "Dzień dobry". Facet już za drugim razem miał minę w stylu "cholera, gdzie ja pracuję" i podejrzewam, że bardzo chciał walnąć facepalma.

Po dojechaniu na oddział i umieszczeniu w sali (osobnej) przyszło stado pielęgniarek i lekarka dyżurna. Spytała czy ją pamiętam, odpowiedziałam, że nie. W tym momencie zauważyłam, że nie mówię swoim głosem. Był zupełnie inny, lekko szyderczy. Taki, jakie są głosy złych charakterów w kreskówkach (np. Mojo Jojo).Wtedy miałam wyostrzone kolory, do tego dosyć pozmieniane. Typowe dla takich tripów. Róże, zielenie, fiolety, niebieskości... Pani spytała mnie czy jej się podobam (wtf?) powiedziałam, że tak. Gdy spytała dlaczego, odpowiedziałam, że jest MISIODELICZNA. Po spytaniu co brałam odpowiedziałam "wszczykiwałam marychłane" Lekarka na to - a to tak się da? Odpowiedziałam, że oczywiście i to bardzo przekonująco. W tamtym momencie chciałam wszystko tulić, miałam bardzo dobry nastrój i po wyjściu pielęgniarek śmieszkowałyśmy sobie z matką. Śpiewałam prawie całą noc "Hera, koka, hasz, LSD" (god, why) co było błędem, bo byłam w sali tuż obok dyżurki. Gdy pielęgniarka przyszła zmienić mi kroplówkę to powiedziałam " Ale pani jest ładna, stara, ale bardzo ładna, naprawdę!". Nie zdziwię się jak kobieta się wtedy załamała, przecież dla kobiet to najgorsze określenie na nie - stara. Wyszła od razu po zapisaniu temperatury. Całą noc chodziłam po pokoju i robiłam wszystko co się dało. Patrzyłam przez okno, czytałam instrukcję używania telewizora, przepisy BHP, patrzyłam w lustro. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że matka ma w torebce dropsy owocowe. Jak one dobrze smakowały! Potem bawiłam się wizualami, machałam rękoma na wszystkie strony, bo leciały za nimi kolorowe smugi.

Śmieszyło mnie wszystko dookoła. Nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu jak pielęgniarka stwierdziła, że musi mnie przytrzymywać w drodze do łazienki, bo oczywiście kolejna dawka moczu do testów była potrzebna. Tymczasem ja wstałam bez problemu i po wskazaniu łazienki prześlizgałam się po podłodze na skarpetkach. 

Wszystko przeszło mi około 4-6 godzin od podania. Została mi duża nadpobudliwość a jednocześnie jakiś spokój. Właściwie taki jak zawsze - ukazało się to w rozmowie z psychologiem. Po powrocie do domu słuchałam sobie Kubana (rap) i bawiłam się świetnie. Zasnęłam dopiero około 2:00 dnia następnego. 
Trip oceniam bardzo dobrze, bardzo mi się podobał, jednak nie jest to najlepsze na pierwszy raz z tak potężnymi substancjami. Nauczył mnie zdecydowanie jednego. Pisać ile czego biorę i co robić w razie utracenia przytomności. Tak na przyszłość - róbcie tak, żeby nie mieć heroiny, kokainy, haszu i LSD w wypisie ze szpitala.
 
Kuban x Essex - Myślałby kto 

Ocena: 

Odpowiedzi

Od czasu kiedy zobaczyłem pierwszy Twój raport czekałem aż znowu coś opublikujesz
i zastanawiałem się czy będzie to równie patalogiczne jak poprzednia retrospekcja. Ten raport jednak mnie zniszczył.  100mg metoksetaminy +  35mg 4-aco-dmt + 45mg 4-ho-met podane i.m. to musiało się skończyć tragedią. Niemniej dziwne, że nie włożyli Ciebie w jakiś kaftan bezpieczeństwa tylko pozwolili Tobie chodzić po szpitalu.  

Haha, miło, że ktoś czeka. Szczerze mówiąc moje życie to jedna wielka patologia. ;)
Zniszczył rozumiem w pozytywnym sensie? Nie włożyli w kaftan, bo byłam zupełnie niegroźna, miałam mega dobry nastrój. Z resztą w zeszłym roku byłam leczona intesywnie psychiatrycznie (7,5 miesiąca w psychiatrykach) i w papierach mam napisane, że groźna jestem raczej tylko dla siebie. 

Świetny trip raport, chodź ten poprzedni bardziej mi się podobał, napisz jeszcze jakiś najlepiej co Ci się działo po heroinie :) Pozdrawiam i proszę przestań tyle ćpac to Ci banie zje 

Lexo

Poprzedni był retrospekcją, bardziej poważny. Ten był pisany raczej na ludzie. Zjedliby to mnie ludzie tutaj gdybym pisała trip raporty o opiatach czy stymulantach. Nie umiem rozpisać się i ocenić na temat takich jazd. Po prostu nie jestem zdolna wyłapywać takich rzeczy przez silne zaburzenia nastroju.

Pisz więcej! W końcu ćpun z prawdziwego zdarzenia :)

pozdro i powodzenia w autodestrukcji! 

Słaby trolling.

A czego sie spodziewasz jak tyle cpasz a nie masz nawet 18 lat

Jak zwykle ograniczeni umysłowo ludzie się wypowiadają. To ciekawe, że człowieka się non stop ocenia po wieku, śmieszne i żałosne też. :)

To mi powiedz co jest na rzeczy. Ja w zyciu tez pocpalem, jak mialem 15-16 lat latalem po fecie czy po ivory (kto wie co to ten wie) na imprezach i tylko na imprezach ale ZAWSZE mialem rozsadek i nigdy nie bylem w ciagu i nigdy mnie to nie wciagnelo. Moze dla Ciebie nie ma w tym nic dziwnego ale chyba raczej kazdy Cie tak oceni po twoim sposobie zycia :) Wychodz z tego bo za pare lat Cie nie bedzie

To nie jest miejsce w którym powinnam to pisać, chociaż kto chce to znajdzie odpowiedź nawet bez rozmów ze mną. Kiedyś wpuściłam za dużo informacji w internet o sobie. 
Nie znasz mojej sytuacji, to mój wybór czy jestem w ciągu, czy nie. Jeśli chciałabym to bym nie była, ya know?
Dążę do tego żeby za pare lat mnie nie było. Gdybym chciała żyć to bym nie ćpała, koniec.  

Jesteś jeszcze czy już Cię nie ma?

Jestem.

Z uśmiechem przeczytałam ten tripraport, będę czekać na kolejny :) Oby znowu nie skończyło się w szpitalu ;/

Mam kilka do napisania, ale jakoś nie mogę się zabrać. Oprócz tego tylko jeden szpitalny był, więc raczej nie jest aż tak źle.

zabawne

ów splot musztardowy - to jest dopiero siła wyrazu!

Heheszki, śmiecheszki. 

Lekko mnie podkurwiłaś swoim tr'em. Gówniara chcąca się doprowadzić do upadku ale nie mająca mocy żeby zrobić to raz a porządnie? Chyba coś się nie klei:
a) albo nie chcesz ze sobą skończyć
a') ale chcesz czymś wytłumaczyć swój popęd do dragów
a'')bo się boisz
b) chcesz zwrócić uwagę społeczeństwa na swoją żałosną postać
c) jesteś trollem
Jak można być takim skurwielem by osobę która kocha Cię najmocniej na świecie tak traktować i zmuszać do patrzenia jak jej własny mały cud niszczy sam siebie i to z własnej woli.  Nie ma usprawiedliwienia do takiego zachowania, mogłaś dużo przejść w życiu, stracić ojca, zostać zgwałcona, cokolwiek... To wszystko wciąż nie upoważnia Cię do odpierdalania takiej maniany. Zaraz się zacznie ,,kim Ty jesteś żeby mnie oceniać", otóż jestem rozsądnie myślącym czytelnikiem tych wypocin, człowiekiem który troche przeszedł, a w sumie przeszedł za mało żeby nazwać się człowiekiem a mimo to posiada w sobie więcej człowieczeństwa niż większość ludzi, streszczając - kompetentny do oceny. I podsumowując, jebać Ciebie bo nie masz serca a po zachowaniu matki widać że serce w domu miałaś. Szkoda mi Twojej rodziny, przypuszczam że włożyli w Ciebie masę miłości i energii w nadzieji że to inwestycja na przyszłość a Ty egoistycznie zatrzymałaś wszystko dla siebie 

Oo Jezu nadrobiłem zaległosci przeczytałem jeszcze 2 tr i jakieś smęty na photoblogu... Jesteś żenująca życiową pizdą... i te płacze ,,rodziców nigdy w domu nie było". Rodzice mają Ci zapewnić spanie sranie i jedzenie, a miłość jest delikatesem niedostępnym dla wszystkich. Mimo to śmiem twierdzić że matka Cię kocha, wnioskując chociażby po jej zachowaniu... Ogarnij się póki czas, nie mówię o rzuceniu dragów bo to oczywiste, przyłóż się do szkoły idź na fajne studia, zarabiaj hajsy i wybierz się czasem w jakąś psychodeliczną podróż a nie płacz jakie to życie jest chujowe... Jak bym mógł to skopałbym Ci Twoje wychudzone dupsko...

Kocham ludzi, którzy znają tylko sytuację z opisów, a i tak piszą. 
NIE JESTEŚ kompetentną osobą żeby oceniać to co się dzieje u mnie w domu.  

To nie pierdol o tym w necie?

Trip report się czytało dobrze, a co tam, mi się podobał.

Fraktalny odklejeniec- mimo swojego pozornego braku rozsądku, wcale nie jesteś głupia. Przeczytałem te komentarze osób wyżej, które miały na celu a)wylać złość na ludzi inaczej patrzących na świat  b)jakoś Cię zmotywować (?) no i aż ja musiałem sobie dać facepalma, czytając ich "straszne, piekielne słowa". Powiem tak- mam przyjaciela z deprechą. Jeszcze go nie leczą psychotropami, ale i tak jest w tak w dość niefajnej sytuacji. I zrozumiałem jedno- tacy ludzie mają inny odbiór. Oni inaczej czytają rzeczywistość, więc nie oceniajcie ich swoją miarą. Za cholerę nie macie prawa jej tutaj jechać, bo gdybyście byli na jej miejscu, wasza psychika ukształtowałaby się TAK SAMO. Załużmy, że rodzicie się jako ona- te same geny, tosamo środowisko, ta sama baza doświadczeń- stopniowo wasza psychika nabiera pewnych "odnośników". Pewni ludzie już mają tak zakodowane, że widzą wszystko "chujowo". Nikt tego nie zmieni, jak nie oni. A i oni nie mogą zbyt często nic zdziałać. Rozwój ludzkiej psychiki to proces cholernie złożony. Mój przyjaciel niejednokrotnie słyszał ode mnie moralizatorskie gadki, pocieszenia, zapewnianie. Niejednokrotnie go wspierałem i rozkminiałem, jak by tu mu chociaż trochę pomóc. Aż wreszcie zrozumiałem, że niewiele mogę. Będzie chciał (jednocześnie nie chcąc) to i tak ze sobą skończy- smutne, ale prawdziwe. Niektórzy ludzie mają taki odbiór rzeczywistości, że każdy problem widzą 1000x większy, a każdą radość 1000x mniejszy. I zamiast wyobrażać sobie, "co ja bym zrobił lepiej w jej życiu jako ja" to sobie pomyślcie, co byście zrobili jako "ona"- co byście ku**a mogli zrobić, gdyby wasz świat przybrał formę piekła? Tak wiem- to tyko jej subiektywne spostrzeżenia- ale chyba będziecie niepoważni, jeżeli stwierdzicie, że subiektywny sposób patrzenia można sobie zmienić w jednej chwili. U nas, ludzi zdrowych, jest tak, że mamy czasem cień nadziei i wiary w lepsze jutro, cień optymizmu (można go mieć mniej lub więcej) ale u ludzi z depresją (która nie na darmo nazywa się chorobą) tego nie ma. I dodatkowo mają blokadę przed zmianą, bo za cholerę nie wierzą, że coś chociażby o 1% może ulec poprawie. To nie takie proste jak myślicie.

 

I teraz pewnie ktoś pomyśli- piszesz tak, bo sam masz deprechę cioto, pizdo bez sumienia, leszczu i frajerze! A guzik- mam zajebiste życie, ale w przeciwieństwie do Ciebie czysty, nie oceniam poletka innych ludzi miarą swojego poletka. Wiem, że niektórzy mają po prostu gorsze warunki. Dla Ciebie jej życie jest szansą i całkeim niegłupią możliwością rozwoju, a dla niej... dla niej to tylko pasmo udręk, bo tyak je odbiera. I jakbyś ku**a miał choć grosz empatii, to zamiast ją ciskaś, byś chociaż się starał zrozumieć. Myślisz, że depresję się wybiera?

 

Widać, jaki jesteś dojżały. Możesz tylko twierdzić, przypuszczać i szufladkować ludzi, biorąc pod uwagę to, co TY być zrobił. A BYĆ nimi już nie tak łatwo. Więc zrozumcie ludzie, że psychika to nie tylko odbiór świata, ale przede wszystkim to, jak go odbierasz. Posłużę się przykładem- człowiek jest jak komputer i jak ma dysk twardy zajebany wirusami, to jakość pracy się pogarsza. Obrazy odbiera w formie pikseli- brak piękna, muzykę w postaci szumu- brak piękna, a do tego na przeglądarce ciągle wyskakują reklamy... jak żyć?

Wirrusem dla psychiki może być nawet jedno słowo, jeden czyn, jedna wtopa przeżyta w okresie umysłowej plastyczności, czyli wtedy, kiedy jesteśmy podatni na wpływy. Wirusem może być wszystko. Więc zamiast piętnować inność, cieszcie się sku***syny, że wy takiego wirusa nie macie. 

 

W tym momencie panie "czysty" dowiadujesz się, że gówno wiesz o psychice, a się najmocniej angażujesz w sianie burzy. Twoją dojżałość miałem, kiedy skończyłem 12 lat, bo przynajmniej zawsze rozumiałem, że nie wolno oceniać, jak stoisz z boku. Bo widzieć walkę jest łatwo- każdy mówi- a to bym zrobił tak, a tu bym nie popełnił tego błędu- ale jak sam stajesz do walki, to masz nogi jak z waty, a umysł niekoniecznie chce współpracować. Więc serdeczne pozdrowienia dla fraktalnegoodklejeńca- jesteś zajebistą osobą, bo przynajmniej nie boisz się wyrażać siebie. I myślę, że w Tobie jest mniej patologii, niż w przeciętnym cebulaku, który myśli, że wie wszystko o wszystkich. 

 

Trzymajcie się ludzie.

Pustota bije od ciebie dziecko nawet po psychodelikach, o ile w ogóle jakieś bierzesz, bo na moje oko to jedynie próbujesz usilnie zwrócić na siebie uwagę. Pozdro i poćwicz.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media