Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

metoksetamino-mahometo-dekstrometorfan

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:

1. Dość znaczna ilość alkoholu.
2. Metoksetamina – 25mg, przyjęte podjęzykowo
3. 4-HO-MET – około 20 mg, przyjęte podjęzykowo
4. DXM – około 300mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Trip nieplanowany. Spotkałem się po długim czasie z moim bliskim przyjacielem i znajomym z liceum. Na pomysł zażycia tych substancji wpadliśmy niespodziewanie, przypadkowo pod wpływem alkoholu. Było to BARDZO głupie i nierozsądne , ale na szczęście nic nikomu się nie stało.
Mieliśmy bardzo dobry humor i pozytywne nastroje więc myślę , że to nas uratowało…
Wszystko wydarzyło się pewnego zimowego wieczoru...
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
MJ, kilka epizodów z jakimiś dropsami/ecstasy, Metoksetamina, 4-HO-MET, DXM, różne kompozycje kolekcjonerskie

metoksetamino-mahometo-dekstrometorfan

 

 

Spotkałem się z moim przyjacielem (nazywanym dalej S.) oraz znajomym z liceum, z którym lubię spędzać czas (nazywanym dalej G.). W takim składzie już trochę imprezowaliśmy i zawsze było bardzo pozytywnie.

Wieczór miał byś z założenia wielką imprezką. Chcieliśmy wypić dużo alkoholu, powspominać stare czasy liceum i potem pójść do klubu pobawić się przy dobrym drum&bass.

Około godziny 21 usiedliśmy do wódki. Rozmowy, dobra muzyczka i cały czas wielkie uśmiechy na twarzach. Naprawdę świetnie się nam rozmawiało.

Około godziny 23-24 odczułem już dość mocne efekt spożycia znacznej ilości alkoholu. O dziwo nie przesadziłem i utrzymywałem się na tym poziomie już do końca mimo, że jeszcze co nieco potem piłem.

Około godziny 3 wychodzimy z G. do kuchni w celu spalenia trochę MJ. Podczas ‘kręcenia’ bibułki G. pyta mnie o moje pierwsze doświadczenie z Metoksetaminą, o którym mu niedawno wspominałem. Gdy skręt jest już gotowy do spalenia wpadamy jednak na pomysł , że zamiast tego spróbujemy właśnie MXE która mi jeszcze została…
Przynoszę do kuchni: Metoksetaminę (75mg) , 4-HO-MET (50mg), DXM (900mg) oraz wagę elektroniczną.
W kuchni czekają na mnie już G. i S. z wielkimi uśmiechami na twarzy.
Doświadczenie S. – MJ i kompozycje kolekcjonerskie, zaś G. – to samo oraz amfetamina.
Wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani.

Zaczynam odmierzać po kolei substancje. Każdy z nas przyjmuje po identycznej ilości Metoksetaminy i trzyma ją pod językiem. (25mg).
Podczas gdy czekamy na wejście MXE odmierzam 4-HO-MET. Niestety waga podczas ważenia odmawia mi posłuszeństwa, więc tutaj dawki są troszkę różne. Ja zupełnie niecelowo przyjmuję najwięcej (20mg) reszta idzie po około 15mg na każdego z moich kompanów.
Już odczuwamy lekką zmianę percepcji, co wskazuje na to że od zaaplikowania MXE minęło już jakieś 20minut.
Po zażyciu wszystkiego (MXE i ‘Mahomet’) przez jakiś czas wydaje nam się , że nic nam nie jest. Odczuwaliśmy tylko taką delikatność i miękkość wszystkiego dookoła.
Wtedy postanawiam dorzucić jeszcze DXM – razem z G. bierzemy po około 300mg, S. nie chce już nic więcej (nie ufa tabletkom na kaszel :P).
Siedzimy i rozmawiamy, ciężko jest mi powiedzieć ile czasu minęło. Wszystko wydaje się troszeczkę inne niż zwykle, ale jednak nie czujemy żadnej wielkiej rewelacji. Do czasu aż…

Ruszam głową w prawo i obraz zaczyna się rozmazywać – tak jakby zaznaczyć fragment zdjęcia w paincie i go przesuwać z trzymanym shiftem :D
Iiiiiii……..

BOOM!!

W pewnym momencie jakaś wyższa siła załącza wielki, fioletowy przełącznik elektryczny znajdujący się gdzieś w nieskończenie odległym miejscu w przestrzeni. Obraz zaczyna wirować i migotać. Przewracam się i TO JEST TO – od tego momentu wszystko się zmienia, zmienia na zawsze… Świat już nigdy nie będzie taki jak wcześniej.
Leżę na kuchennej podłodze, czuję radość euforię, spełnienie, miłość do wszystkich i wszystkiego, śmieję się jak dziecko. G. i S. widocznie jeszcze nie czują tego co ja aż po chwili S. chcąc sobie zażartować podnosi się z krzesła i wyraźnie czując to samo przewraca się na ziemie obok mnie. Śmiejemy się głośno patrząc w sufit. Odkrywam, ukryty przekaz jaki niosą wszystkie otaczające mnie  na co dzień przedmioty. Patrząc na sufit czuję jego suchość, chropowatość. Biała farba zdaje się aż razić.
Od tej pory wszystko jest bardzo chaotyczne i ciężkie do opisania – tak więc z góry przepraszam za formę opisu.

Wstaliśmy z ziemi by znów na nią upaść. Zwykle zimne i twarde kafelki są tym razem miękkie i ciepłe, przez co upadek wydaje się być przyjemny. Wszystko sprawia nam tyle radości…
G. też zaczyna odczuwać pierwsze mocne efekty, lecz wydaje się być trochę zmieszany , może nawet przestraszony. Jednak nasz humor mu się udziela. Wszyscy w końcu opuszczamy kuchnię. Zatrzymujemy się w różnych miejscach mieszkania bo móc nacieszyć się różnymi przedmiotami codziennego użytku, które to zmieniają kolory, ruszają się, wibrują, migają.

Mam bardzo intensywne omamy słuchowe, słyszę dziwne dźwięki ich ton brzmienia wywołuje we mnie na przemian: radość i strach, respekt przed czymś czego nie mogę zobaczyć a otacza mnie niezależnie gdzie się znajduję.

Co jakiś czas obraz przestaje być płynny i moim oczom ukazuje się projekcja poklatkowa. Pojawiają się różne dziwne obiekty i twarze, jednocześnie towarzyszą im dziwne dźwięki. (przeważnie mało czyste, trochę piskliwe, „kwaśne”, skrzeczące).
Chodzenie sprawia mi wiele kłopotów. Wielokrotnie się przewracałem.

Wracamy do kuchni. Wpadam na ściankę gipsową, ta się lamie.
Z pęknięcia wylewa się wszędzie czerwona „radość” , wędrująca po ścianach i suficie jak szarańcza.

Jestem w łazience, siadam na wannie, tracę równowagę i wpadam do niej. S. chwyta za słuchawkę prysznicową i oblewa mnie najpierw zimną a potem przeprasza i zmienia na ciepłą :P
Najpierw wydaje mi się , że tonę, jednak po chwili odkrywam że oddycham bez najmniejszych problemów. Dochodzę do wniosku, że w takim razie ja oddycham pod wodą! Czuję, że zbliża mnie to do poznania bytu absolutnego. Już czuję obecność i moc tego „boga”. Wtedy otwieram oczy i… przecież ja nie jestem zanurzony…
Zostaję wyciągnięty z wanny. Dziewczyna daje mi nowe, suche ubrania i pomaga mi je założyć.
Praktycznie nie mogę wydusić z siebie jakichkolwiek sensownych słów. Wszystko jest jakąś dziwną papką, która mimo wszystko brzmi bardzo „kolorowo” :)

Stwierdzam, że nikt nie może mnie zrozumieć dlatego, że zbliżam się do wyższego bytu. Zaczynam rozumieć sens życia i zgłębiam w końcu wiedzę absolutną. Więc po co oni wszyscy mają mnie rozumieć, jak przecież to i tak nie jest istotne.

Zupełnie poddaję się niewidzialnej sile, która to porywa mnie gdzieś daleko i głęboko…

Otwieram oczy, lecz one pozostają zamknięte. A nie! To jednak jest mój pokój, tyle że inaczej wygląda. Mimo, że pali się światło jest cały ciemny. Jestem sam a obok mnie wyczuwam tajemną moc siedzącą na fotelu.
W jednej chwili dociera do mnie potok myśli o odpowiedzi na wielkie zagadki ludzkości.
Leżę sparaliżowany i przytłoczony nową wiedzą. Nie mogę uwierzyć w to wszystko… Ogarnia mnie straszny myślotok.
Okazuje się, że nasze życie nie różni się wiele od tego pokazanego w „Matrixie”. Całe moje życie, wszystkie wspomnienia przelatują mi przez głowę w ciągu chwili. Zaczynam rozumieć – ‘to’ życie to była tylko zwykła misja, na którą to zostałem wysłany. Odkrywam , że mój pokój jest ogromny i nieskończony, a gdzieś w nim znajdują się drzwi do tej „gry” którą nazywamy życiem.

Jestem zmęczony. ZUPEŁNIE zapominam , że cokolwiek brałem. Nowo zgłębiona wiedza wydaje mi się być prawdziwa. Orientuję się, że obok mnie pojawia się moja dziewczyna. Śpi razem ze mną. Ale przecież ona nie jest prawdziwa, przed chwilą jej tutaj nie było…
Nie może być prawdziwa. To tylko wytwór wyobraźni. Dotykam jej, lecz boję się na nią spojrzeć jakby była jakimś potworem. A nie to jednak nie o to chodzi. Ja po prostu boję się , że rzeczywiście nie jest prawdziwa. Co ja bym zrobił gdyby jej nie było w moim życiu. Przecież moja miłość do niej jest czymś co trzyma mnie przy życiu i  daje sens wszystkiemu…
Dotykam jej i szczęśliwy odkrywam , że tam jest. Jednak nadal nie patrzę na nią. Dotykam ją coraz mocniej. Szczypię i naciskam jej ramię. Chcę poczuć coś co sprawi , że uwierzę w jej realność. Czuję… ale nadal nie wierzę.

Kolejna fala omamów słuchowych. Tym razem słyszę głosy. Niektóre są niezrozumiałe, zaś inne to jakby komendy które mam wykonać. Jednak mimo, że rozumiem słowa to nie mogę ich sobie przyswoić.

Nie czuję, że żyję. Umarłem lub zaraz umrę. Czuję, że nie mam nic do stracenia. Chcę dobrze wykorzystać ostatnie chwile wśród żywych lecz nie mogę się ruszyć. Nie mogę spojrzeć tam gdzie chcę – wzrok jakby mi ucieka na boki. Zamykam więc oczy i widzę wszechświat. Lecę przez niego i dotykam gwiazd oraz planet. Zmniejszam go i zwiększam. Czuję, że to jest to – musiałem już umrzeć. Głosy w mojej głowie się nasilają. Tak, na pewno, nie żyję…

 

Leżałem przez jakieś dwie godziny w łóżku , zupełnie bez ruchu i rozmyślałem o różnych rzeczach. Nie wiem czy trochę spałem czy nie, co było rzeczywistością, co snem, a co CEVami.
Rozmyślenia dotyczyły głównie miłości. Zrozumiałem , że gdybym mógł zmartwychwstać to przyłożyłbym większą wagę do tego by bardziej okazywać moje uczucia, emocje. Moja ukochana była jak jedyny sens mojego minionego życia. Chciałem wrócić do żywych, wyrwać się z tej sytuacji bez wyjścia, cofnąć swoje czyny, lecz nie wiedziałem jak.
Z rozmyślań wyrwał mnie widok porannego słońca i nagły zryw mojego ciała – znów mogłem się ruszać!
W końcu mogłem spojrzeć prosto na moją dziewczynę. Zrozumiałem , że udało mi się wrócić. „Ja znów żyję!” – wymamrotałem, tym razem już w miarę zrozumiale.

 Podsumowanie:
Nie planowałem mieszać tych substancji ze sobą, a co dopiero z dużą ilością alkoholu.
Wiem, że było to głupie, ale niestety po fakcie niż już na to nie poradzę.
Sam trip był nieziemski. Zdaję sobie sprawę, że osoba tak świeża w temacie jak ja odczuwa pierwsze tripy głębiej i mocniej niż inni zaprawieni w bojach psychonauci, ale to naprawdę było BARDZO głębokie.
Pomimo, że wielkim specjalistą nie jestem, wydaje mi się iż Metoksetamina pogłębiła poczucie odrealnienia. Co znacznie zmieniło przebieg tripa.

Dodam tylko, że poczucie czasu zostało zupełnie zachwiane, wręcz zniszczone. Mogę jedynie zgadywać jaka była kolejność niektórych wydarzeń i która była tak naprawdę godzina.

Miks ten zamierzam powtórzyć za jakiś czas, lecz już bez alkoholu. :)

Ocena: 

Odpowiedzi

Genialneeee

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media