Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

namiastka m-hole ?

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
~ 220 mg MXE
~ 2-3ml GBL
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Własny pokój, pozytywne nastawienie, chęć doświadczenia czegoś b. mocnego i głębokiego, następnego dnia pierwsza od dłuższego czasu możliwość nicnierobienia.
Łóżko, na głowie słuchawki, playlista z dobrą muzyką (Shpongle, ambient, muza do medytacji)
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
MXE - >100 razy
THC - kilkadziesiąt razy
4-HO-MET - <10 razy
4-ACO-DMT - 2 razy
Kodeina - 2 razy
2DPMP - >10 razy
DXM - 1 raz
GBL - >30 razy
JWH-201 - >10 razy
ecstasy - kilka razy

namiastka m-hole ?

Metoksetamina to pierwszy specyfik jakiego w życiu spróbowałem poza kilkoma pojedynczymi episodami z dropsami ,paleniem "smartshopowym" i "właściwym". Pierwsza aplikacja nastąpiła mniej więcej rok temu.
Po MXE zacząłem eksperymentować z innymi substancjami (4-HO-MET, 4-ACO-DMT, 2DPMP, DXM, GBL, JWH-201) i o dziwo po każdej próbie wracałem do MXE jako czegoś znacznie głębszego i mocniejszego.
Substancja ta działała na mnie na różne sposoby zależne od dawkowania - lekki spokojny chillout, głębsza podróż przy zamkniętych oczach, totalne odrealnienie, aż do (namiastki?) M-Hole...
Zanim spotkałem na swojej drodze tą substancję prowadziłem mniej lub bardziej porządny żywot studiując i nawet się czasami ucząc :)
Postanowiłem spróbować "czegoś takiego" by po prostu przekonać się jak to jest przebywać w "wyższym stanie ducha". Potraktowałem to wszystko jako swojego rodzaju eksperyment - notowałem wszystko przed, podczas i po tripie. Następnie analizowałem notatki i modyfikowałem dawki, często dzieląc się informacjami i doświadczeniem na forum.
Zaczęło się tak niewinnie...

Podsumowując, w ubiegłym roku doświadczyłem ponad 100 tripów na MXE zjadając łącznie około 10g tej substancji...

Ostatnią podróż przeżyłem jakoś na koniec listopada. Jako, że zostało mi już tylko 1g w pakiecie to postanowiłem przeżyć coś mocniejszego, zbliżyć się a może nawet i przeżyć "legendarne" K-Hole w wersji metoksetaminowej ...
Zaaplikowałem około 200mg MXE i tradycyjnie już przygotowałem sobie na biurku soczek i GBL(około 2-3ml) do uśpienia się na koniec tripa. (Nie zawsze działało, ale mimo wszystko faza się zmieniała i było trochę przyjemniej)

Substancja wchodziła wyjątkowo długo, trzymałem ją pod językiem jeszcze dłużej niż zawsze, a efektów zero. (Zawsze wrzucałem pod język gdyż mimo dłuższego czasu wejścia sam efekt był mocniejszy i inny niż przy aplikacji donosowej)
Poirytowany postanowiłem pojechać na całego i dorzuciłem kolejne 20-30mg (świadom tego co robię)
Dopiero po około 1,5h muzyka zaczęła brzmieć głębiej, miałem ochotę tańczyć i wić się po łóżku. (wcześniej nie odczuwałem aż takiej euforii na MXE)
Od tego momentu wszystko zmieniło się BARDZO szybko.
Nie było okresu przejściowego między zmianą percepcji a właściwym tripem - było jedno wielkie PIERDOLNIĘCIE!
Mrugnąłem oczami i już ich nie otworzyłem. Poleciałem tak daleko, że nie było już powrotu. Poleciałem tak wysoko, że nie wiedziałem czy umarłem czy też nadal żyję. Nie czułem swojego ciała. Byłem kimś lub czymś innym w zupełnie innym miejscu i czasie. CEVy były tak intensywne i realne, że naprawdę wierzyłem, że to co widzę ma miejsce "tu i teraz" - o ile można w ogóle mówić o poczuciu miejsca i czasu...

Podczas tej podróży zrozumiałem, że jestem energią zesłaną na ziemię przez jakąś siłę wyższą.
Po dłuuuugiej (choć ile czasu minęło rzeczywiście nie wiem) i dość mocno już tyrającej podróży udało mi się w końcu otworzyć oczy i wybudzić z transu.
Byłem bardzo zmęczony, ledwo mogłem się ruszać, obraz mi drżał(oczopląs), ale.... zachciało mi się pić i niestety - stało się. Zamiast napić się stojącej obok łóżka wody, chwyciłem po soczek zmieszany z ~2-3ml GBL....

To był gwóźdź do trumny. GBL działa na mnie tak, iż najpierw dostaję mocnego kopa energii i poprawy humoru, zaś później bardzo szybko odpadam. Tak też i było teraz... Początkowo GBL mnie ożywił na tyle, że wstałem i wyszedłem z pokoju...
Tego co było dalej nie chciałbym opisywać w detalach. W wielkim skrócie: czołgałem się po podłodze, macałem ściany, kręciłem się w kółko i niespodziewanie, stojąc traciłem kilkukrotnie przytomność spadając bezwładnie na ziemię jak kłoda. Dodam jeszcze, że próbowałem wyjść na balkon co na szczęście mi się nie udało... (Możliwe, że nie mógłbym już nic nigdy Wam tutaj napisać)
Z pomocą znajomych trafiłem do łóżka. Wtedy nastąpiło apogeum w działaniu... no właśnie nie wiem czy samej MXE, czy połączenia MXE i GBL... ale efekt był jeden - istniałem i nie istniałem jednocześnie.
Leżałem w łóżku, patrzyłem na sufit, by po zamknięciu oczu przestać odczuwać swoje ciało i spojrzeć na siebie z perspektywy samego sufitu - widziałem jak leżę z zamkniętymi oczami na swoim łóżku i ruszając (na tyle na ile mogłem) dłońmi widziałem swoje "ruchy"...
No właśnie - "ruchy" - nawet przy otwartych oczach nie mogłem się praktycznie ruszyć, ewentualnie lekko zmienić pozycję na łóżku, kiwnąć palcem. Przestałem czuć, że mam ciało, że jestem człowiekiem, byłem tylko "ja" jako energia, jako umysł, który szybował gdzie wysoko, wysoko...

Wszystko przestało mieć znaczenie, wszystko było, ale nie było. "Istnienie" zaczęło być pojęciem względnym od czasu, który przecież też tak naprawdę... nie istniał. Nie było mnie, nie było moich znajomych, nie było tego łóżka, nie było sufitu, nie było nic poza mną i moją energią zdolną wytworzyć wszystko co zechciałem. Tak, tak - czułem się tak jakbym to ja tworzył wszystko dookoła.

Leżałem tak na łóżku jak warzywo, wchodząc i wychodząc ze świata halucynacji przez ładne kilka godzin. Zasnąłem dopiero nad ranem. Gdy obudziłem się o godz 13 czułem się jak śmieć. Było mi wstyd tego co sobie zrobiłem przed moimi znajomymi, było mi wstyd przed samym sobą. Byłem cały poobijany. Wziąłem wszystkie substancje jakie miałem w moim "magicznym kuferku 'la Las Vegas Parano" i spuściłem je w kiblu, wyrzuciłem również wszystkie notatki z tripów jakie robiłem. Czułem się naprawdę źle, potwornie wręcz... zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Miałem kłopoty z ostrym widzeniem przez następne 30h. To był prawdziwy bad trip. Czy to był "ten" M-Hole czy nie - spierać się o to nie będę. Pomimo głębi jaka towarzyszyła tej podróży, było to doświadczenie bardzo negatywne. Rzeczywiście podczas tripa na MXE można poczuć się jak schizofrenik - przez kilka godzin nie miałem pojęcia kim jestem, co robię w danym miejscu, nie wiedziałem nic o otaczającym mnie świecie...

Mimo negatywnego charakteru tej podróży, teraz cieszę się, że tego doświadczyłem - wiem jak źle może być i że nie wolno igrać z tak dużymi dawkami tej jak i innych substancji. Wydawało mi się, że jestem przygotowany na taką dawkę - byłem w błędzie... Na to po prostu nie można się przygotować. Próbować można, ale za wiele to nie da gdy nie ma się kontroli nad własnym ciałem.

Kto wie, może samo MXE nie zadziałało by tak niszcząco, ale próbować tak dużych dawek już nie zamierzam. Możliwe, że jeszcze spróbuję MXE, ale na pewno w ZNACZNIE mniejszych dawkach. Widziałem co jest na końcu i zdecydowanie wolę spokojne i przyjemne tripy na dawkach poniżej 120mg.

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Zaczyna się już od ok. 60mg, im więcej tym po prostu bardziej intensywnie  :) Żadna tam namiastka.

Fan mocnych wrażeń, z życiem tragicznym.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media