Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[150mg metoksetamina] najtragiczniejsze, najbardziej ohydne chwile mego życia. przestroga.

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
150mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Godzina ok. 22
Nastawienie pozytywne.
Chęć na mocny, pełnowartościowy trip.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Psychodeliki:
+ LSD ( 1 raz )
+ Grzybki - Psilocybe Cubensis ( 1 raz )
+ Marihuana ( 12 razy )
+ Haszysz ( 1 raz )
+ Kocimiętka ( 9 razy )
+ Tujon ( 1 raz )
+ 4-AcO-DMT ( 1 raz )
+ 4-HO-MET ( 1 raz )
+ JWH-210 ( 25 razy )
+ AM-2233 (1 raz )
+ AM 2201 ( 1 raz )
+ 2C-E ( 1 raz )
+ 2C-B ( 1 raz )
+ 2C-D (1 raz )
+ 25D-NBOME ( 3 raz )
+ 25B-NBOME ( 1 raz )

Dysocjanty:
+ Podtlenek azotu ( 1 raz )
+ Dekstrometorfan ( 2 razy , w tym 1 raz próba uczuleniowa )
+ Meroksetamina ( 1 raz i o ten 1 za dużo )

Depresanty:
+ Alkohol ( czasami )
+ GBL ( 8 razy )
+ Oxazepam ( 1 raz )
+ Alprazolam ( 2 razy )
+ Belergot ( 7 razy )
+ L'Opium ( 1 raz )
+ Narkoza ( 1 raz - w szpitalu )

Stymulanty:
+ Kofeina - Kawa, Guarana, bezwodnik ( czasami )
+ Piracetam ( 6 razy )
+ Nikotyna ( papierosy : 1 raz , tabaka: 3 razy, shisha: 1 raz )
+ Pseudoefedryna ( 2 razy )
+ 3,4 DMMC ( 1 raz i o ten 1 za dużo )

Niesklasyfikowane:
+ 5-HTP ( 2 miesiące terapii )
+ Bk-MDMA ( 1 raz )

[150mg metoksetamina] najtragiczniejsze, najbardziej ohydne chwile mego życia. przestroga.

Moja perspektywa: 

Moje ego zostało rozbite na drobne cząsteczki tworząc chmurę miliona drobnych cząsteczek. Pomimo, że są one niemal nieruchome to czuje ogromne tarcie i twardość. Jest to strasznie nieprzyjemne uczucie, która narasta w sile. Gdy osiąga apogeum poszczególne cząsteczki zapadają się w sobie i przechodzą do innego wymiaru. Wtedy tarcie i twardość spada do zera. Po czym znowu zaczyna narastać aby po odpowiednim czasie sytuacja mogła się powtórzyć. Temu wszystkiemu towarzyszą błyski światła.

Wszystkie siły, stany, obrazy, które widzę były nieuporządkowane i bardzo chaotyczne. Obserwowałem to biernie, aż do momentu gdy w moim umyśle zrodziła się pierwsza myśl?
Czym ja jestem? Potem stało się słowo i wykrzyczałem: "Czym ja jestem?
- Człowiekiem - odpowiedział mi znajomy głos.

Kurwa! Ja jestem naćpany. - stwierdziłem z przerażeniem w swojej głowie. Coś wziąłem.
Tylko czy to powinno tak działać? Jaki jest normalny stan mojego umysłu?
Nie jestem w stanie sobie przypomnieć. W co się zmienię gdy wytrzeźwieje?
Wytrzeźwieje? Jaka jest moja normalna postać? Czy moja normalna postać jest równie męcząca jak obecna egzystencja? Gdzie ja w ogóle jestem?

Liczba pytań w mojej głowie narastała. A ja nie byłem sobie w stanie nawet uświadomić, że jestem człowiekiem! Wszystko działo się na cholernie dużym poziomie abstrakcji.

Prawdziwy szok przeżyłem jednak gdy odzyskałem część wspomnień z przeszłości.
Wraz z D. biorę 150mg metoksetaminy, F. bierze 100mg i wychodzimy we trójkę na miasto po wodę. Kurwa! Zdążyliśmy wrócić? Czy leżymy gdzieś w środku miasta z piano w pysku?
A może ktoś zadzwonił na pogotowie i leżę na oddziale toksykologii? Kurwa! Wszystko poszło nie tak jak miało.

Co się działo przed wejściem substancji?
Poszliśmy do sklepu. Jak wychodziłem z mieszkania to substancja zaczynała już działać.
"Mózg odcięty od rdzenia kręgowego zaczyna panikować " - powiedziałem do D. tekst podobnie brzmiący do tego z Las Vegas Parano ale idealnie odzwierciedlający to co czułem.

Opowiadałem D. jakieś głupoty i nagle sam siebie zapytałem: czemu i po co ja to Tobie mówię? Zacząłem iść szybciej.

W sklepie było już mocno. Butelka wody była dziwaczna i ledwo co czułem ją w rękach.
Facetowi za ladą dałem 10zł bo nie mogłem policzyć drobnych. Traciłem czucie w rękach i nogach.

Biegliśmy do domu aby nie zmienić się w zombie w środku miasta. Otwieram klamkę od klatki schodowej i jest pustka, otchłań. Przedzieramy się do mieszkania. Zamykam za sobą drzwi. To ostatnie wspomnienie z "normalnego świata".

Czyli, kurwa się udało! Na styk. Zdążyliśmy. Jesteśmy w bezpiecznym miejscu.
Czuje się wybitnym człowiekiem, który po powrocie do normalnego świata będzie miał misje do spełnienia. Bezwzględnie należy zalegalizować picie piwa w miejscach publicznych.
Policja kierowana przez złe moce żeruje na normalnych ludziach, który chcą sobie w parku wypić piwo. To będzie moje zadanie. Zmienić to chore prawo! W głowie już widzę wiwaty młodych ludzi, cieszących się na upadek tej głupiej ustawy.
<< sic! Miałem wtedy uczucie jakby to był najważniejszy problem na świecie. A jego rozwiązanie byłoby wagi ocalenia ludzkości.
>>

Doznaje uczucia OBBE. Chodzę sobie po świecie. Widzę każdy detal. Każdy kamyczek,
kolory oczu ludzi, których spotykam. Czuje wiatr etc. Jest to jeszcze bardziej realne niż sen.
Do tego mam możliwość projektowania świata. Co wykorzystuje. Tworząc swoją własną grę.
Zmieniam się w potwora z nową bronią i generuje sobie przeciwników. ( Programowanie jeszcze nigdy nie było tak prost ;-> ) Zaczyna się ostra napierdalanka. Naprawdę wciągająca i o dziwo logiczna. Z tym, że oczywiście mam dużo przewagę nad przeciwnikami, których rozmiatam na strzępy. Gdy to robię widzę wspaniale dopracowane wizualizacje niszczenia przeciwnika i jego nieruchomości. Z przyjemnością rozbijam szklane przedmioty, które rozbryzgują się na drobne elementy. Zresztą dzięki mojej broni jestem w stanie obracać
w strzępy całe nieruchomości.
( Gra - była jedynym pozytywnym elementem tripu).

Otworzyłem oczy. Pierwszy raz podczas tripu.
Kurwa! D. się powiesił na żyrandolu. Jest odwrócony tyłem ale jego ciało powiewa w powietrzu. F. leży nieprzytomny. Żyje? Jebana metoksy nas wszystkich.

Wszystko wydaje mi się dużo większe niż jest w rzeczywistości. Kolor czerwony jest całkiem inny. Taki nieprawdziwy. Czuje zobojętnienie i takie śpiąco relaksujące ujebanie.
Zawsze wyobrażałem sobie, że w taki sposób działają silne opioidy. Teraz to nie mam pojęcia w jaki one sposób mogą działać skoro to jest domena dysocjantów. Problemy nie istnieją.
Cały świat wydaje się złudzeniem, tak jak i życie. Niczego się nie boje.
Mam wyjebane na wszystko.

Jedyne co mnie dręczy to myśl czy osoby, z którymi zacząłem tripować rzeczywiście nie żyją? Otwieram oczy. Przyglądam się jeszcze raz i okazuje się, że na żyrandolu wisi sama niebieska koszulka D. a on żywy leży na łóżku obok.
Uspokojony opadam na łóżko i zasypiam. Budzę się rano miotany przez drgawki. W ustach czuje okropny sam i palenie. Boli mnie brzuch.

Idę łazienki. Wymiotuje. Przypominam sobie, że osobom, które dostają drgawek po narkotykach zaleca się wejść do ciepłej wody. Tak też robię biorę ciepłą kąpiel, w huj pilnując się przez przypadek nie utopić. Rzeczywiście pomaga.

Po tripie jeszcze przez 12 godzin nie miałem siły i czułem jak szmata. Wysiłek sprawiało mi nawet chodzenie i mówienie. sic !

Perspektywa innego psychonauty. 

Naprawdę jednak przeraziło mnie gdy D. opowiedział co robiłem będąc w narkotycznym transie. Gdy wydawało mi się, że przez cały trip leżałem nieruchomo w łóżku z pianą w pysku - chodziłem z zamkniętymi oczami po mieszkaniu D. obijając się o ściany, drzwi wejściowe, balkonowe, okna. Łapałem wszytko co mogłem, zrzucałem, przenosiłem, ponosiłem i upuszczałem. Siałem zniszczenie w domu kumpla.

Złapałem monitor i próbowałem nim zrzucić jednak D., który był po takiej dawce jak ja metkosetaminy resztkami sił i trzeźwości mnie powstrzymał! Odciął też źródło zasilania gdy potem się położyłem na ziemi aby gryźć kable doprowadzające prąd do komputera! <sic! kurwa! sic! >

W narkotycznym transie leżałem na ziemi, wiłem się, jęcząc. D. powiedział o tym.
"Egzorcyzmy Emily Rose przy tym co robiłeś to wersja lajt. Wiłeś się w drgawkach, zapętlałeś".
Waliłem głową w podłogę jak chore psychicznie dziecko. Czego po tripie miałem ślady na głowie. ( pozdzierane czoło ). Na nadgarstkach też miałem rany ale nie wiem od czego.
Wtykałem sobie palce w buzie i rozciągałem je z całej siły, aż miałem świeczki w oczach.

Podsumowanie:
To było kurewsko smutne i niebezpieczne przeżycie. Skąd mogłem wiedzieć, że 150mg
metoksetaminy mnie tak odurzy? Jej działanie jest tak inne od klasycznych psychodelików
nad, którymi umiałem panować. Poniosła mnie rutyna za co mogłem przepłacić utratą zdrowia albo nawet życia. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że skończyło się na zrobieniu burdelu koledze w pokoju, porozbijanej twarzy, sprzątaniu zarzyganej podłogi, wyglądaniu przez 2 kolejne dni jak zombie, 24 godzinnym struciu i horrorze psychicznym, który w koszmarach śnił mi się jeszcze nie raz. Po tripie miałem wrażenie wypłukania bałem się, że "uszkodziłem sobie mózg" lub zaszły w mojej psychice trwałe zmiany ale po 7 dniach udało mi się dojść do całkowitej normalności.

Zawsze starałem się być jak najbardziej odpowiedzialnym użytkownikiem substancji psychoaktywnych, a tu taka wpadka. Zasugerowałem się też FAQ z [H], który podawał dawkowanie metoksetaminy do 200mg. Zawsze do tej pory dawka maksymalna publikowana na łamach THiKAL, PHiKAL czy [H] była w przypadku psychodelików dla mnie dawką optymalną. Nie spodziewałem się, że dysocjanty są aż tak bardzo różne od psychodelików.
Po których nigdy takiego amoku nie doświadczyłem.

Szczerze to nigdy nie spodziewałbym się, że coś takiego może się wydarzyć. Takie rzeczy widzi się w propagandowych filmach, że ktoś bierze narkotyk traci całkowicie nad sobą kontrolę i miotany przez halucynacje wyskakuje np: przez okno. Przeżyć to na własnej skórze jest rzeczą tragiczną.

Tak tragiczną, że do dokończenia spisywania tego raportu zbierałem się niemal trzy miesiące.
Ból mi sprawia nawet myślenie o wydarzeniach opisanych w powyższym raporcie.
Zajście to miało w kwietniu i od tego czasu zawiesiłem moją ekscytującą kiedyś przygodę
eksperymentowania z psychodelikami. ( Eksperymenty z 25D-NBOME, LSD czy 2c-b wspominam naprawdę świetnie ale teraz metoksetamina i jej zło rzuca swój przeklęty cień na całą moją historię z tymi pasjonującymi substancjami).

To tak ku przestrodze.
Życzę Wam drodzy Psychonauci udanych wakacji i abyście nigdy nie mieli w swojej karierze takich wpadek jak moja. Zawsze sprawdźcie dawkowanie w różnych źródłach, starajcie się przeczytać jakiś raport z dawki jaką chcecie zażyć. Ja tego nie zrobiłem i mnie to zgubiło. 

Ocena: 

Odpowiedzi

Od pewnego czasu nie jestem w stanie tknąć psychodelików. Zatrzymałam się na kodeinie i tak wiodę spokojne, odizolowane życie. Tr całkiem okej, choć przesiąknięty strachem.

 

Dosyc niebezpieczna substancja. Wziąłem ją tylko raz ( 120 mg ). Przeżyc które doznałem nie sposób przelac w słowa. Z mxe trzeba rozważnie , lepiej mniej niż później żałowac , ważne jest też dobre s&s

Konkretna dawka, mój max jak do tej pory to 110mg. MXE to analog kodeiny, więc imo działa na podobnej zasadzie, czyli może po kolei wyłączać zmysły. A jak umysł jest odcięty od bodźców zewnętrznych, zaczyna sam tworzyć różne rzeczy ;D

Raport w twoim stylu, na luzie, sensownie poskładany, bardzo przyjemnie się czyta.

Tylko do jednego się przyczepię. Życzysz nam, żebyśmy nie mieli takich przygód, a właśnie takie ostre i nieprzyjemne tripy są bardzo dobre, bo wielu ludzi musi się przekonać na własnej skórze, żenalezy podchodzić do narkotyków z odpowiednim poszanowaniem.

I apel do tych, którzy będą brać dawki powyżej 100mg, aby w miarę możliwości nagrali swoje zachowanie. Ciekawie musi się siebie oglądać, gryzącego kable, przekłądającego fanty i odbijającego się od ścian i nic z tego nie pamiętać ;D ;D

To analog ketaminy, a nie kodeiny.

Lubię kwachy

Dziękuje miło to słyszeć, że raport się podoba. Jednak doświadczenie to było napradę dla mnie przykre i nie wspominam jego dobrze.

Wydaje mi się, że pomyliłeś kodeinę z kateminą. Do tej drugiej metoksetamina rzeczywiście podobnie działa. Wyłączając po koleii poszzególne zmysły. Kodeina natomiast jest opioidem, więc jej profil działania jest całkiem inny. 

pozdro!

Tak tak, miałem na myśli ketaminę, co za durny błąd ;D

GreenBoy odpisane ;D

Szczerze, to bardzo dziwi mnie twój trip. Nie wiem ile to jest 150mg, ale ja dziś wziąłem 4x na pośliniony palec MXE wkładając go sobie raz za razem do buzi i ssąc ze smakiem. Kumpel wziął 2x tyle i ogarniał. Trip był bardzo lekki - dużo przyjemniejszy niż po acodinie i zupełnie nie porównałbym go do tego, co ty przeżyłeś. Albo ja nie brałem MXE, albo tak różnie na nas działa!

MXE jest potężne, po 100-ce dwóch znajomych stwierdziło że się przećpało, chociaż dla mnie to jak polecieć do samego nieba, stanąć twarzą w twarz z Bogiem, a potem spaść na ziemię(ten etap gdy już "dociska" człowieka do ziemi miodzio). Dodatkowo, ten unikalny rodzaj dystansu, którego nie można się pozbyć ;) Dla niektórych może być za ciężko. Ja mxe akurat uwielbiam ale to może dlatego że za dużo w życiu wyćpałem dxm i jestem obyty z mocarną dysocjacją.
Polecam max 50-60 ew. małe dorzutki po 20-30 max - tak bardziej rekreacyjnie. Chociaż nie wiem czy w kwestii dawkowania jestem wiarygodny, skoro zdarzyło mi się na peaku 100 mg dorzucić jeszcze 150 ;)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media