Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[1000µg 25i-nbome] duchowa i fizyczna ekstaza, czyli o cudownym dziecku r. heim'a.

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
1000µg 25I-NBOME
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pomagałem koledze nauczyć się do kolokwium. Kiedy skończyliśmy był już późny, piątkowy wieczór, czułem silne zmęczenie psychiczne. Wcześniej wypiłem 300ml piwa. Byłem zmęczony i raczej nastawiony na typowo rozrywkowo/ imprezowy trip. Tymczasem substancja zrobiła mi niespodziankę fundując mistyczne przeżycie.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Psychodeliki:
+ LSD ( 1 raz )
+ Grzybki - Psilocybe Cubensis ( 1 raz )
+ Marihuana ( 12 razy )
+ Haszysz ( 1 raz )
+ Kocimiętka ( 9 razy )
+ Tujon ( 1 raz )
+ 4-AcO-DMT ( 1 raz )
+ 4-HO-MET ( 1 raz )
+ JWH-210 ( 25 razy )
+ Ur-144 ( 1 raz )
+AKB48 ( 2 razy )
+ AM-2233 (1 raz )
+ AM 2201 ( 1 raz )
+ 2C-E ( 1 raz )
+ 2C-B ( 1 raz )
+ 2C-D (1 raz )
+ 2C-P (1 raz)
+ 25D-NBOME ( 3 raz )
+ 25B-NBOME ( 2 razy )
+ 25C-NBOME ( 2 razy )
+ 25I-NBOME (1 raz )
Dysocjanty:
+ Podtlenek azotu ( 1 raz )
+ Dekstrometorfan ( 2 razy , w tym 1 raz próba uczuleniowa )
+ Meroksetamina ( 1 raz i o ten 1 za dużo )

Depresanty:
+ Alkohol ( czasami )
+ GBL ( 8 razy )
+ Oxazepam ( 1 raz )
+ Alprazolam ( 2 razy )
+ Belergot ( 7 razy )
+ L'Opium ( 1 raz )
+ Narkoza ( 1 raz - w szpitalu )

Stymulanty:
+ Kofeina - Kawa, Guarana, bezwodnik ( czasami )
+ Piracetam ( 6 razy )
+ Nikotyna ( papierosy : 1 raz , tabaka: 3 razy, shisha: 1 raz )
+ Pseudoefedryna ( 2 razy )
+ 3,4 DMMC ( 1 raz i o ten 1 za dużo )

Niesklasyfikowane:
+ 5-HTP ( 2 miesiące terapii )
+ Bk-MDMA ( 1 raz )

[1000µg 25i-nbome] duchowa i fizyczna ekstaza, czyli o cudownym dziecku r. heim'a.

Rzeczy nieoczywiste zaczęły zdawać się trywialne. Miejsce racjonalnego myślenia zajęło postrzeganie abstrakcyjne. Z każdą sekundą zalewała mnie fala nowych doznań. Moja percepcja zmieniła się w nieznany mi dotąd sposób.

Otaczający mnie świat zacząłem postrzegać jako czterowymiarowy. Pokój stał się czaso-sześcianem. Jak mogłem być takim głupcem i nie dostrzec tego wcześniej? - pytałem raz po raz w myślach sam siebie.

A może to nie moja winna? Po prostu miałem wtedy niższy poziom świadomości przez co mój umysł rzutował czterowymiarowy pokój do sześcianu. Tak samo jak my możemy rzutować sześcian do dwuwymiarowego kwadratu albo do jednowymiarowej linii albo do zero wymiarowego punktu.

To co jest ważne w tym wszystkim to fakt, że każdy istniejący realnie obiekt ma tyle samo wymiarów co inne. Z pewnością jest ich wiele ale mózg tworzy uproszczoną matrycę 3D, gdyż większej dla normalnego funkcjonowania nie potrzebuje. A może potrzebuje ale jeszcze na tyle się nie rozwinął? Nie wykluczone, że w przyszłości na skutek ewolucji nauczymy się postrzegać hiperprzestrzeń w sposób bardziej dokładny. Tak samo jak w drodze ewolucji nauczyliśmy się myślenia abstrakcyjnego, które wydaje nam się teraz czymś naturalnym.

Mam wrażenie, że moje myśli stają się dziwniejsze. Doświadczam ich jak gdyby były one czymś fizycznym i gdybym miał porównać je do wody to byłaby ona bardzo wzburzona, płynąca szybko i właśnie osiągnęłaby taki poziom, że spokojnie pokonywałaby istniejącą gdzieś na swojej drodze tamę i przelewała się przez nią.

Nie jest to jednak stan utraty ego, wręcz przeciwnie jeszcze mocniejsze uwrażliwienie jego na siebie samego i na bodźce płynące z zewnątrz. Doświadczenia dla samego doświadczania.

To wszystko prowadzi do....
I jak tam fajne masz rozmkiny? - dotarł do mnie głos R., który mnie wytrącił z dokończenia układanego w umyśle zdania. A raczej układającego się. Bo myśli wydawały się tworzyć samoistnie i być świadomymi bytami, które decydują o tym w jakim kierunku mają pójść. 

Tak, są fajne. - odpowiedziałem najprawdopodobniej ze znacznym opóźnieniem w stosunku do pytania.

Nie zacząłem jednak opowiadać R. o mentalnym charakterze mojego doświadczenia gdyż komunikacja przychodziła mi z delikatnym trudem.

Zwróciłem jednak wtedy uwagę na to o co R. się pytał kilkukrotnie - efekty wizualne towarzyszące temu tripowi. Były one dosyć unikalne. Zasłona, która przedtem miała wzroki w tym momencie wydawała mi się być czymś na kształt pustyni. A po jej powierzchni przesuwał się ku górze piasek, tak jakby parował. Mogłem się wpatrywać w płynna pustynię a nie przestawała ona być mniej realna. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że jest to miraż. Jedak był on trwały, nie peszył się na mój wzrok i nie rozpływał jak potrafią to robić chwilowe wyobrażenia lub mgliste przewidzenia.

Im bardziej obiekt jest oddalony ode mnie tym bardziej wydaje się zmieniony i opływający we fraktalach. Z tego też powodu ogromną frajdę sprawiło mi patrzenie na sufit, który przestał być biały. Malowały się na nim bardzo skomplikowane wzory, które były nieruchome.
Przez co mogłem się im dokładnie przyjrzeć. Wszystko było takie symetryczne i dokładne.
Jednym słowem - idealne.

Było już późno więc postanowiłem, że pojadę do domu. R. odprowadził mnie do autobusu.
Jadąc podziwiałem piękno miasta nocą i uśmiechałem się sam do siebie. Ktoś się na mnie z tego powodu dziwnie spojrzał i trochę zgasił mój entuzjazm. Była pierwsza w nocy, ludzie wyglądali na zmęczonych i śpiących. Ze mnie jednak tryskała energia.

W odpowiednim momencie wysiadam na przystanku, który wydaje mi się być najbliżej mojego mieszkania. Idę sobie do domu, ale ... nie w tą stronę! Jakby to powiedział fizyk dowcipniś? Obrałem dobry kierunek, tylko zwrot przeciwny. Postanawiam więc się poprawić i będąc na długiej pustej ulicy obracam się nagle o sto osiemdziesiąt stopni. Po tym manewrze spotykam się wzrokami z jakąś dziewczyną, która wybucha śmiechem. Wyobraziłem sobie jak to musiało wyglądać z jej perspektywy szczególnie, że najprawdopodobniej szła za mną już od kilku minut.

Dotarłem do swojego mieszkania. Idę do swojego pokoju i rzucam się na łóżko.
Skurczyłem się do pozycji embrionalnej i nakryłem kołdrą. Schowałem się pod nią cały, wraz
z głową. Nagle zrobiło się ciemno i zaczęły dominować zmysł dotyku i węchu.
Czułem ładny zapach płynu do płukania, który był użyty na poszewce i kojarzył mi się teraz
z egzotyczną świeżością. Prowadziło to do powstania w moim mózgu fali skojarzeń i obrazów.
To chyba jakiś specyficzny nieznany dotąd mi rodzaj synestezji.

A co z dotykiem? On również się zmienił. Dotykając poduszki czuję dokładnie jej fakturę. Mam świadomość każdego występującego na niej wzorku, kwadracika, wgniecenia czy nawet tworzących ją nitek. Jest to coś fenomenalnego i nietypowego. A przecież dotykanie siebie samego powinno być jeszcze głębszym i przyjemniejszym uczuciem.

Odbywam podróż po swoim ciele. Podniosłą, na swój sposób zmysłową. Jestem samo doświadczającym się bytem. Przechodzą mnie ciarki od czubka głowy aż po stopy.
Miotam się w serotoninowym szaleństwie i mam ochotę to kontynuować, jednak jest mi strasznie gorąco i duszno bo cały czas znajduję się w całości pod kołdrą.

Odkrywam się i łapię głęboki, orzeźwiający oddech. Czy o takiej zabawie swoim ciałem pisał w w swoich raportach Alexander Shulgin w tworzonych przez siebie raportach? Czy to jest ta erotyka, za którą gonił i której się doszukiwał w psychodelikach? Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jednak w znaczny sposób odbiega to od mojego mniemania doświadczenia seksualnego, aczkolwiek jest bliskie czemuś co mógłbym określić stanem fizycznej ekstazy.

Dochodzę do ciekawego wniosku. Set and settings czyli realne otocznie, psychiczne samopoczucie, sytuacja w jakiej się znajdujemy jest tak samo ważna w doświadczeniu psychodelicznym jak i w doświadczeniu erotycznym. Pójście na domówkę pod wpływem LSD to całkiem inne doświadczenie niż kilku godzinna medytacja pod wpływem tej samej substancji.
To jest tak skrajne jak seks w plenerze gdy bałem się, że zaraz może ktoś nas nakryć
a normalna, bezpieczna łóżkowa przygoda w zaciszu Jej albo mojego domu.

Ta myśl wydała mi się tak odkrywcza, że aż wstałem i zacząłem chodzić po pokoju. Wszędzie w powietrzu unoszą się pawie oczy i energetyczne punkty. Przedmioty wydają się posiadać swoje emocje, są uosobione.

Z przerażeniem patrzę na zegarek i stwierdzam, że jest czwarta w nocy. Próbuję zasnąć.
Jednak substancja działa dosyć silnie. Za zamkniętymi oczami, w wizualizacjach widzę jak jakaś tajemnicza siła przejmuje kontrolę nad moim mózgiem. Ja jestem instrumentem a ona kompozytorem. To ona stworzyła to wspaniałe przeżycie!

Ocena: 

Odpowiedzi

Zgadzam się z tym faktem, że Set&Setting jest tak samo ważne jak zażycie samej substancji psychoaktywnej.
Ciekawe porównanie zażywania psychodelików do erotyki.
Pozdrawiam :)

' Right here and now, one quanta away, there is raging a universe of active intelligence that is transhuman, hyperdimensional, and extremely alien .. '

widze, ze chyba wszyscy czytali "hiperprzestrzen"..

Nie czytałem "hiperprzestrzeni". Sugerujesz, że moje przemyślenia były podobne do tych opisanych w literaturze? Ja ich nie traktowałem raczej na poważnie.

Moje przemyślenia zapoczątkowało najprawdopodobniej zadanie algorytmiczne, które polegało na obliczanie czasoobjętości nietypowych figur za pomocą metody monte carlo. W 2d polegałoby to mniej wiecej na tym, że dostajemy jakiegoś pomazańca, generujemy wystarczająco duży kwadrat i wpisujemy w niego tego pomazańca. Następnie generujemy milion losowych punktów z kwadratu. Sprawdzamy ile wpadło do do pomaańca a ile jest po za nim. Następnie dzielimy: wpadniete_punkty/wygenerowany_kwadrat i mamy pole naszego pomazańca czyli jakiejś nietypowej figury, która nie daje się policzyć typowymi metodami gemoetrii np: 500-ścianu nieforemnego. 

Analogicznie można to było robić dla innych wymairów. W tym dla czwwartego.  

Swiat jest zajebisty. hehe

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media