Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zwykły wieczór w knajpie

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Dużo alkholu (piwa i wóda), dużo trawy, krecha władzia.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ulubiony bar, same znane osoby, siedlisko największych alkoholików, ćpunów i degeneratów w dzielnicy.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Alkohol (nałogowo), MJ, Haszysz, dużo różnych kanna, Amfetamina, MDPV, GBL, Kodeina, DXM, Benzydamina, różne benzo, różne piguły, grzybki, 2c-P, 2c-E, 2c-B, pseudoefedryna, gałka i różne przymulacie i rozśmieszacie, których nie pamiętam.

zwykły wieczór w knajpie

     Blu bli bla (bełkot), co się dzieje? Gdzie ja jestem? W aucie. Rozglądam się pijackim wzrokiem. Obok leży zgięty kumpel, z przodu moja siora, kieruje kumpel. Wszyscy w stanie nietrzezwości. Z wyjątkiem kierowcy, który nie pił tylko jarał. Już wiem. Noo taaa, przecież piątek...

     Na każdy weekend czekam z niecierpliwieniem. Po całym nudnym i monotonnym tygodniu mogę wreszcie oddać się temu co lubię najbardziej - zabalować.  Bluza, telefon, portfel, szlugi. Ok mam wszystko. Jedziemy do najlepszego baru w okolicy. Przed wejściem same znajome ryje. Wieczór, godzina 21 nie ma co czekać, dziś ta noc należy do mnie. Wracamy do auta i z kumplami jaramy tutejszą trawę. Towar mocny jak zawsze. Buch... Szzzzzz. Jeeaa ! Cały samochód wypełnił się słodką wonią, którą tak wszyscy dobrze znamy. Już czuje się upalony. Nie jakoś masakrycznie ale jest dobrze. Biorę łyk piwa.

Wychodzimy. Przed wejściem jaramy szlugi i gadamy o pierdołach. Ho ho widzę, że trochę wiary już zalanych. Jakiś typ wyjebuje się na schodach. Zaciągam się dymem. W głowie merry jane... Wchodzę do baru. Od razu witam się z kolesiami przy barze. Moja morda jest tu znana. Barman uśmiecha się do mnie i otwiera mi piwo. Pierwsze dziś ale nie ostatnie. Mmmm ten smak, chmielowa gorycz, czy jest coś lepszego na tym nudnym jak dziwka świecie? Wbija reszta ekipy. Siadamy przy naszym stoliku. Pijemy, śmiejemy się. Kumpel wyciąga karty. Gramy. Cały czas gra muzyka. Ludzie są weseli, piją , śmieją się. Po chwili butelka się kończy. Pod barem wale setkę i biorę browara. Wracam do gry. Humor mi dopisuje i gra także. Ogrywam swoją siostrę. He he wkurwiona bierze łyk piwa. W międzyczasie co chwila znajomi do nas podbijają, ktoś zagaduje, ktoś ciśnie pierdoły. Czuje się świetnie. Pijemy browary, zagryzając paluszkami. Idę do kibla się odlac. O kurwa, ale syf. W kiblu jakieś ziomki jarają bakę. Odlałem się i przyjebałem w płuco razem z nimi. Wracam do stolika, po drodzę kupując piwo. THC i wypity alkohol robią swoje. Oglądam ludzi wokół, wszyscy są szczęśliwi, ktoś śpi oparty na łokciu, jakieś dupeczki się śmieją. Luz, tak ma być. Idziemy pyknąć w bilarda. Gra idzie nawet niezle. Czas szybko mija. Wychodzimy na zewnątrz zajarać. Palimy fajki. Patrzę w niebo, czysty bezchmurny horyzont ukazuje świecące gwiazdy. Gwiezdnie! Podbija kumpel, pyta czy nie chcę z nim wziąć sztuki włada. Zgadzam się. Wiedział kogo spytać. Idziemy do auta. Raz, dwa - sztuka rozsypana, pokruszona. Zwijamy banknot. Ziiiiuuuuuuu. Gorzki proszek trafia w moje nozdrza. Wylizuje resztki z wora, a ziomek puszcza jakąś nutę. Siedzimy gadamy, palimy. Czuje, żę wchodzi. Siedzimy trochę a potem wychodzimy. Widzę, że browar się kończy. Kupuje następnego. W międzyczasie ktoś polewa wódkę. Jest zajebiście. Feta mnie nakręca.

Gadam, gadam, gadam. Dobrze pobudziło.  Jest wesoło. Co jakiś czas jaramy ziółko. O leci chmurka! Jestem już niezle porobiony. Cały bar się rozkręcił. Ktoś rozlał piwo, ktoś się wyjebał. Ktoś zarzucił grocha. Kumpel już niezle wstawiony, kręci tyłkiem i odwala pijackie tango. Niezła polewa. Cały czas wódka i piwo. Siedzimy, gadamy o ćpaniu, życiu i innych jakże równie ciekawych tematach. Nikt nie zamula. Czas szybko leci. Trochę osób już się rozeszło. Niedługo będą zamykać. Kurwa tak wcześnie? Bierzemy browary i wychodzimy. Niektórzy rozchodzą się do domów, reszta tych najwytrwalszych idzie na meline. Jak myślicie co robię? Ide z nimi oczywiście. Najebana banda trafia do meliny. Barak z siedzeniami, jakimiś szafkami. Jest prąd i piecyk. Siedzimy pijemy, jaramy.

Nagle bum! Feta mnie puszcza. Moc i energia, którą jeszcze niedawno miałem uleciała ze mnie. Teraz zdałem sobie sprawę jak bardzo jestem zalany. Nie tylko ja zresztą. Oczy mi się przymykają. W bani typowe alkoholowe myślenie. Siedzimy jeszcze trochę i zawijamy. Chwiejnym krokiem wchodzę (wtłaczam dupala) do auta. Ooo mam jeszcze browar. Pije go po drodze.

 

Ocena: 

Odpowiedzi

czyta się przyjemnie, ale mało odkrywcze ;) Pozdrawiam ;)

Nie rezygnuj nigdy z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie."

Scena jak z filmu, totalnie normalna tylko czemu ja taki imprezowy nie jestem jak palę bakę mam zamułę a barman mnie nigdy nie poznaje. 

Scena jak piatek w kazdym miescie. Choc sama rzadko z takich rozrywek korzystalam, wiem, ze to moze miec swoj urok. hehe.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media