Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

diablo

diablo

Ten TR znalazłem na hyperreal i postanowiłem go tutaj umieścić i ukazać wszystkim tutaj , nie ja go pisałem. xD

Z bieluniem pierwszy raz spotkałem się koło października 2003, był to początek pierwszej klasy liceum w dobrej szkole ( muszę od razu zaznaczyć ze nie miałem problemów z gimnazjum, średnia w okolicach 4.0 mi wystarczyła choć wiem ze mogłem więcej ). Znajoma którą poznałem parę miesięcy wcześniej powiedziała, że zna roślinę po której ma się fajny trip, haluny, itd. Jako, że lubię testować różne substancje pomyślałem "czemu nie, to tylko jakaś roślina, pewnie trip: połączenie mery z grzybami". Następnego dnia przyniosła mi takie okrągłe opakowanie w którym zwinięty jest film do aparatu fotograficznego pełne małych brązowych nasionek. Byłem wtedy ze znajomym. Powiedziała żeby nie łączyć tego z alkoholem, pomachała i poszła.

Spróbowaliśmy po parę ziarenek. Smak: gorzkie, wręcz skręcające twarz, nie dało się przełknąć, więc co? Winko, słodkie, zimne. Podzieliliśmy zawartość opakowania na 2, zjedliśmy, popiliśmy winem. Po jakichś trzech godzinach całkowitego braku jakiejkolwiek reakcji organizmu na zażytą substancje, po krótkiej konsultacji doszliśmy do wniosku ze ten cały bieluń to jakaś ściema i poszliśmy do domów.

Tak. Wszedłem, zjadłem coś, umyłem i poszedłem spać. Było coś koło 23-23:30. W nocy wstałem z pełnym pęcherzem ( około 1-2 godziny ), wszedłem do toalety, usiadłem na muszli i siedziałem może z 10-15 minut. Cały czas plułem na dywanik pod muszlą choć nie miałem śliny. Usta były całkowicie suche, gardło ściągnięte, bolało. Nagle otworzyły się drzwi i zobaczyłem swoją mamę która pytała czemu nie śpię. Nie potrafiłem odpowiedzieć. Z moich ust wydobywał się bełkot, słyszałem siebie, wiedziałem ze coś nie tak mówię ale nie potrafiłem powiedzieć poprawnie nawet jednego słowa. Po cichu i jakby z oddali docierał mnie głos mamy krzyczącej do ojca - " Dzwoń po karetkę! On coś brał! Dzwoń! ".

Chwila powrotu. Sedze na łóżku. W ręku trzymam nóż i widelec a przed sobą mam pyszną smakowitą i pachnącą jajecznice. Więc kroje kawałki i jem. Nagle dochodzi do mnie jakaś dziwna informacja o tym ze rodzice wezwali karetkę, nóż i widelec zniknął, a jajecznica okazała się żółtymi kółkami na pościeli. Znów straciłem świadomość.

Szpital. Pamiętacie obrazy z filmów jak wiozą kogoś na łóżku przez korytarz, a przed oczami przelatują mu długie białe jarzeniówki ? Dość dziwny widok w takim stanie, mdłości, chciało mi się zwrócić jajecznice... Ale co to, trawa, łąka, motyle... O! I jelonek, jak słodko. ODDZIAŁ DZIECIĘCY. Tego napisu już nie widziałem. Znów dobiegł mnie cichy głos mówiący - " Ten pewnie z tej samej imprezy. Połóżcie go obok tamtego " . Parkując łóżkiem na swoim miejscu zobaczyłem kumpla, tego z którym jadłem nasiona leżącego dwa łóżka dalej. Uśmiechnąłem się, uniosłem dłoń i straciłem świadomość.

Rano bardzo się ucieszyłem. Dostałem na śniadanie świeży bochenek chleba, tylko jakiś taki gumowy i cały obsypany mąką, niesmaczny - szpitalna pościel. Po niesmacznym śniadaniu postanowiłem pójść na spacer. Wziąłem kumpla za ramie - stojak na kroplówkę - i poszliśmy zwiedzać. Bardzo się cieszyłem gdy zobaczyłem przez okno dzieci bawiące się na huśtawkach i w piaskownicy - recepcja i dwie grube pielęgniarki. Niestety, coś mnie złapało i odprowadziło do łóżka.

Budzę się. Znów ciemno, ale przecież miał być dzień. Patrze na lewo, siedzi mój kumpel. Uśmiecham się do niego, biorę pilota - telefon komórkowy - ze stołu i klikam jakiś guzik celując w telewizor - pusta biała ściana. Co ciekawe razem z kumplem widzieliśmy te same kanały i rozmawialiśmy na ich temat, on mówił żeby zmienić na coś innego, ja komentowałem jakiś film, on sie ze mną zgadzał. Po pewnym czasie uznaliśmy, ze nic ciekawego w tej telewizji nie ma, wyłączyłem TV i zasnąłem.

Po prawej stronie, leżąc na łóżku, była umywalka, a nad nią małe okienko z takim jakby kafelkowym parapetem, pielęgniarki mogły zaglądać. Na tym parapecie siedziały trzy krasnalki i paliły fajki. Pomyślałem sobie, że się też sie chce palić więc zapytałem czy mnie poczęstują, a one na to żebym sobie sam ułamał i pokazały na urządzenie z mydłem, z takim grubym plastikowym drążkiem po którego naciśnięciu mydło jest wyciskane. Więc co, podszedłem, ułamałem ten drążek - tak naprawdę nie ruszyłem się z łóżka - i zacząłem palić. Miał smak waniliowy, dam se łeb uciąć, to wanilia.

Kolejne przebudzenie i znów, gdzie są fajki. Patrze na lewo i widzę, na szafeczce, dwa łózka dalej. Zszedłem z łóżka wlazłem pod nie i zacząłem się czołgać w stronę paczki z papierosami. Doszedłem do nich! Ściągnąłem paczkę, wyciągnąłem fajkę, wsadziłem do ust i poczułem jak ktoś podnosi mnie z ziemi. Mama kumpla, która pilnowała nas przez noc. W ręce trzymam chusteczki do nosa ,a w ustach mam jedną z nich.

Jakiś czas później postanowiłem się upić więc wciskałem sobie do welfronu ( takiej igły wbitej w żyłe najczęściej na dłoni lub nadgarstku przyklejonej plastrem ) mydło ( to co paliłem ), po przeczytałem na opakowaniu, że zawiera spirytus. Se ściany wychodził jakiś starzec, widok z łóżka był jak z WTC, ogromna wysokość. Podejrzewam, że wszystkiego nie pamiętam. Nie mogę sobie przypomnieć momentów w których jadłem ( moze nie jadłem, cały czas byłem pod kroplówką ), ani kiedy robiłem siku ;).

I ja i kumpel doszliśmy do siebie mniej więcej w tym samym czasie. Cała halucynacja, stany lękowe, euforie, brak kontaktu z otoczeniem, wizje, schizofrenie trwały trzy dni, 72 godziny. Po czterech dniach wyszliśmy ze szpitala. Jakieś trzy dni później kładąc się spać widziałem za oknem odbijającym się w lustrze postać starca, tego co na ścianie w szpitalu. Szary człowiek z długą szarą brodą, laską w dłoni i kapturem opadającym na twarz. Przestraszyłem się jak dziecko, wybiegłem z pokoju i położyłem się koło mamy. Nie pytała co się dzieje.

Z opowiadań rodziców wiem ze dużo kląłem, choć nie pamiętam, żebym cokolwiek mówił poza rozmową przy TV. Przez trzy dni próbowałem pluć śliną której nie miałem, podejrzewam, że chciałem się pozbyć tego ohydnego gorzkiego smaku z ust.

Minęły trzy lata. Kiedyś byłem dobrym uczniem, aktualnie zawaliłem dwa lata, pierwszą liceum w której to się stało i drugą, już w innej szkole. Mam problem z zapamiętywaniem większych ilości informacji, przewaga pamięci krótkotrwałej, czasem stany lękowe np. na przystanku autobusowym, wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą, że wiedzą o czym myślę lub na dyskotece czuje sie zagubiony, nie wiem co mam zrobić, nie rozumiem co ktoś do mnie mówi.

Wg. lekarzy dawka którą przyjęliśmy mogła zakończyć się śmiercią lub rośliną, gdyby nie płukanie organizmu jakie zaserwowali nam w szpitalu. W ogóle najpierw trafiliśmy na ojom, z którego ludzie zazwyczaj schodzą.

Nie polecam tego środka jako coś do zabawy. Nawet jeśli ktoś sie bawi w jakiś tam szamanizm, czary, woodo czy inne takie akcje niech wie, jakie to niebezpieczne i że ze stanu w którym widzisz łąkę, ptaszki i sarenki możesz już nie wyjść, zostać w nim na rok, dwa, dziesięć lub na zawsze.

Miałem dużo szczęścia, że przeżyłem, i że bieluń pozostawił na mnie tak "małe" znamię, bo mogło być naprawdę dużo gorzej.

Pamiętajcie! Nie jestem żadnym profesorkiem, który naczytał się bzdurnych książek, poszperał w necie i myśli, ze wszystko wie. Przeżyłem to, próbowałem, czułem działanie bielunia. Jestem zwykłym kolesiem takim jak Wy, mam 19 lat, lubię się bawi, lubię dziewczyny, ale przede wszystkim kocham życie, tak jak Wy...

Przeczytajcie to co napisałem cztery razy i zastanówcie się czy warto zanim połkniecie te małe brązowe gorzkie ziarenka...

EDIT: Zapomniałem dodać. Parę dni po wyjściu z tego stanu oczy drażni każdy jasny obiekt, po mieszkaniu chodziłem w okularach przeciwsłonecznych. Jest to porównywalne z nadwrażliwością jaką odczuwamy po wyjściu od okulisty, po zakropleniu oczu.

Ocena: 

Odpowiedzi

Współczuje że ten incydent tak wpłyną na jego życie. Ale ogółem TR bardzo dobrze napisany i wciąga. Ogółem padałem na twarz ze śmiechu czasem bo wprawdzie większość TR o bieluniu jakie czytałem powodowała u mnie wielkie napady śmiechu.

ogólnie wszystko należy przyjmować ze świadomością i wyczuciem...
wiedza szamańska w Europie dopiero się odradza...

Ananda 

Słyszałem, że starożytni szamani przypalali sobie sutki rozżarzonymi węglami a potem posypywali solą. Może warto spróbować? Tylko pamiętaj! Ze świadomością i wyczuciem...

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media