Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zielone wagary

detale

Natura:

raporty unknown

zielone wagary

1.)Nazwa substancji - Marihuana, jeden wór(nie liczyłem ile tam było

luf) średniej jakości ziółka.





2.)Poziom doświadczenia użytkownika- pale dość rzadko tzn. 2-3 razy

w miesiącu, papierosy również nie nałogowo, tylko po MJ i alkoholu,

innych dragów nie biorę. Tylko Maria i Alk.





Aktualnie mineło około 6 godzin od tego wydarzenia. Wszystko zaczęło

się wczoraj, kiedy to z kumplem stwierdziliśmy ze nie opłaca się

dzisiaj iść do szkoły bo jest klasówka z maty (a my z tych tematów

jesteśmy zieloni :-) ). Postanowiliśmy wiec dziś nie iść i skołować

jakiś "materiał" tzn. ziele. Powiedzieliśmy kumplowi "bardziej doświadczonemu"

żeby nam załatwił i do szkoły na jutro przyniósł. On powiedział ze

nie ma problemu, tylko żeby jeszcze wieczorem zadzwonić i mu przypomnieć.

Wieczorem dzwonimy a nasz koleś już "sztywny", zajebany na jakieś

imprezce... i mówi że z zioła nici....


Rano spotykamy sie z kolesiem z którym umówiłem się na waksy i mamy

zmartwienie bo nie będzie zioła :-(. Dzwonimy jeszcze raz z 50 razy

do kumpla który miał załatwić ale ten "zabity" nie odbiera. Miedzy

czasie ja montuje drugiego kumpla który ma brykę, jego też trzeba

było zbudzić. [Zajebiście śmiesznie było, postawiliśmy wszystkich

na nogi od rańca].


Wreszcie spotykamy się we 3 i stwierdzamy ze trzeba jechać do miejscowości

w której imprezuje nasz "zabity" przyjaciel mogący zmontować ziółko.

Jedziemy i cały czas dzwonimy, wreszcie się obudził u jakiegoś kolesia

na chacie (tam mieli imprezke- w środku tygodnia, jego w szkole już

tydzień nie było :-)), każe przyjechać ale nic nie obiecuje. Po dojechaniu

do jego miejscowości okazuje się ze musimy na niego czekać. Czekaliśmy

z 2 godz.!!, wypiliśmy sobie czekając po Piwku. Wreście dał znak

życia, podjeżdżamy, kumpel który prowadził wychodzi, a my czekamy.





Przychodzi z powrotem i mówi że nic nie ma, a tamten nie może jechać.

Kurwica nas wzięła, czekaliśmy 2 h a tu nic! Jedziemy juz do domu.

Po drodze stajemy opalić chociaż jakąś starą lufę na parkingu przy

trasie, stał tam jeden samochód, wszystko otaczał las. A tu kumpel

qrwa wyciąga lufę.... i worek!!! Szalejemy z radości - kumpel chciał

nas zrobić żebyśmy się martwili i mu się udało nas nabrać. Panuje

radość bo jednak przyjaramy. No wiec kierowca zbija i lecimy z koksem,

najpierw pierwsza lufa, lekko nam się tylko nastrój poprawił, później

druga, czuje że jest jakoś cieplej i w ogóle przyjemnie, trzecia

dokończyła sprawę (chce zaznaczyć że jaraliśmy bardzo szybko, lufa

za lufą przy pozamykanym całym samochodzie (hot-Box). Energia

mnie rozpiera i non-stop się ryje. Mam takiego Jokera na twarzy jak

diabli. Moich kumpli tez powykręcało. Zaczęliśmy gadać, wiem na pewno

ze gadaliśmy o naszej wychowawczyni i zastawialiśmy się jak to by

było gdyby się spaliła z nami :-). Ja non stop się ryłem, obojętnie

co powiedzieli. W tle leciała bardzo szybka housowa muza, a my nabici

okropnie. Mojemu wagarowemu kumplowi wkręciliśmy film że koło nas

stoją w samochodzie tajniacy i że nas obserwują, i latał po lesie

jak poje***ny i się chował, a my z tego ryliśmy okropnie. Wrescie

kumpel zadzwonił do niego na komórkę żeby wrócił do samochodu, pytamy

się go po co latał po lesie a on że nie wie – my chóralnie

– Buaaaaaahahhahah. Mi zaś kolesie wkręcali film że kiedyś

mnie widzieli z różowymi włosami, ja się broniłem, ale w końcu uwierzyłem

:-D (choć nigdy włosów nie farbowałem) Wreszcie decyzja ze jedziemy

z powrotem "do nas". Po drodze stajemy jeszcze raz zajarać. Ja czuje

ze jestem już "sztywka", a tu leci super muza (Z filmu Ali Gi in

da house, charakterystyczne "Bujaka, bujaka") panuje klimacior niesamowity.

Dzwonimy po kolesia z klasy czy nie chce zapalić, on chce, odbieramy

go z dworca a tam duża część naszej klasy. Ja się już mało kontroluje

śmieje się z byle czego, mam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą

i gadają o tym że jesteśmy zajarani. Jedziemy coś zjeść a nasz kierowca,

jedzie coś załatwić. Hamburger smakował jakbym jadł pierwszy raz

w

życiu, wyglądało to bardzo śmiesznie bo jadłem strasznie łapczywie.

Musimy czekać w trójkę na kierowcę, czekaliśmy chyba z godz.(tak

mi się wydawało, w rzeczywistości minęło z 25 min.) On przyjeżdża

ze swoim kumplem. Pakujemy się w piątke i jedziemy dokończyć "materiał".

Miejscówa dość niezła - otóż było to las i polana na której rosną

grzybki halucynogenki. 2 kolesie zbierali grzybki, których z reszta

(w tym ja) nie miała zamiaru jeść. Spaliliśmy resztę, czułem że łeb

mi bardzo pulsuje, że za dużo wypaliłem, stałem się bardzo spokojny,

wręcz flegmatyczny. Nie pamiętam za bardzo o czym myślałem, ale

to raczej przyjemne było. Oni se grzybów nazbierali, które widziałem

pierwszy raz w życiu, ale nie mieli zamiaru je jeść, wzięli do domku.

No więc znów jedziemy do miasta, koleś który dopiero zaczął palić,

ma niezłą jazdę, cały czas brechta. A my już lekko "przepaleni"

uspokoiliśmy się.Wreszcie zajeżdżamy na dworzec, przed skrętem w

środku miasteczka auto się zatrzymało.... A tu mój kumpel z auta

wyskakuje! bo myślał że już wysiadamy! Brechatamy z tego do granic

możliwości!! Na dworcu rozjeżdżamy się do domów. Jadę autobusem z

jednym z naszej piątki. W autobusie czuje się już całkowite zje**ny,

schodzi ze mnie strasznie. Wchodzę do domu, grzecznie jem obiad

i udaje przed starą że wszystko OK (tym czasem mam oczka jak 5 zł).

Stara się nie kapła. Wchodzę włanczam komputer, zakładam słuchawki

i słucham muzy przez Winampa (Rammstein, hip-hop i takie tam) słuchanie

muzyki, jest jakieś inne, jakieś przyjemniejsze, lepiej słyszę dźwięki.

Nie wiem czemu ale słyszę przez słuchawki jak cd-rom pracuje. Wreszcie

postanawiam załączyć muzę i się przespać, gdyż jestem strasznie uszkodzony.

Wysyłam sms do kolesia z którym zaplanowałem waksy jak się czuje

a on mi odpisuje: "Jestem jak ziarnko z pustyni, suche spragnione

wody, małe i nikomu nie potrzebne - lubię to jest zajebiste", jest

godz. 16:30 a on dalej jest ubakany (zaczęliśmy palić przed 12).

Kładę się spać, po przebudzeniu (godz. 18:30) nie czuje się jeszcze

normalnie, ale już jest lepiej. Czuje że jeszcze jestem pod wpływem,

nawet teraz (jest już 21:40). Główka troszkę, nieznacznie boli (

tzn. tak pulsuje ). Czuje że jutro będę "na light'cie" a lubię to

uczucie złotej poświaty :-) przez cały następny dzień... To by było

na tyle, pominąłem wiele rzeczy ale musiałem bo za długo by to pisanie

trwało. Ja wiem osobiście ze trawa na wagary to najlepsza sprawa,

człowiek sie nie nudzi a na drugi dzień może iść zdrowy do szkoły(Choć

pewnie bedzie się lekko zawieszonym). Ja pale stosunkowo rzadko i

tak polecam każdemu, bo wtedy faza jest długa i bardzo przyjemna

. To mój pierwszy Trip Raport, mam nadzieje że się podoba. Proszę

o komentarze.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media