Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zielona wyprawa do lasu 2oo3 :-)

detale

Natura:

raporty unknown

zielona wyprawa do lasu 2oo3 :-)


  • nazwa substancji : Marry Jane

  • poziom doświadczenia użytkownika : Tylko Ganja i Alkohol - nie raz, nie dwa, nie trzy... Hehe

  • dawka : 0,15g + blant z ok. 0,5g na 2 osoby - ja i kumpel

  • metoda zażycia : No spaliliśmy oczywiście :-)

  • czy dane doświadczenie zmieniło Cię w jakiś sposob : Raczej nie, poza jednym małym wyjątkiem - już nigdy nie pójde do lasu w nocy :]









Mieliśmy już wszystko przygotowane... tzn. - 0,15g palenia + blancik, cukiereczki (bo bez nich nie da rady... :D), po batoniku, chipsy, piciu no i oczywiście... kompas (co by do domu nie zbłądzić )

Plan był następujący : Ostro się spalić i pójść z całym ekwipunkiem do... lasu na "małego" schiza :-) :-)

Była sobota późnej jesieni, godzina ok. 16.00... Wraz z kumplem kierowaliśmy się na południe (las)... Do lasu dzieliło nas jakieś 2-3km. Stanęliśmy w krzaczkach i wyjęliśmy Joincika :D Pięknie się prezentował. Już nie mogłem się doczekać pierwszego, soczystego buszka... mMmMm :] Pierwszy odpala Adam (bo tak ma na imię drugi palacz) zaciągnął się głęboko (on to ma zdrowie =]) i wreszcie przyszła kolej na mnie :D Wziołem chmure, przekazując stery Adamowi... Tak poszło po kilka machów, a wraz z nimi nasz blacik :] Oj sieknęło... i to ostro, jeszcze chyba nigdy się tak nie zjechałem :D Bez chwili wachania postanowiliśmy gonić na południe :D:D:D Szliśmy, zajadająć cukiereczki. Było już bardzo ciemno i szczerze mówiąc bałem się tam iść. Można powiedzieć, że zalewały mnie niepotrzebne paranoje. Adam nie za bardzo wiedział o co chodzi (on ma tak zawsze =]), zresztą ja też straciłem już na dobre poczucie czasu i orientacje terenu. Każdy z nas skupiał się na cukiereczkach i bardzo wesołej fazie jaka nam towarzyszyła... Coraz bardziej się zaczynałem bać np. wilków, policjantów (to norma), miejscowych żuli itp. Faza była zajebista... Im bliżej lasu tym bardziej panikowałem... Szliśmy już z dobre 1,5h , aż w końcu BUM.

-"Hmm... No Adam to daliśmy. Gdzie my w ogóle jesteśmy, co?"


-"Chyba stoimy na polu ziemniaków..."


W tej samej chwili wybuchnęliśmy śmiechem. Rzeczywiście, to było pole ziemniaków =] Było tak ciemno, że zboczyliśmy w ogóle z trasy :D Byłem tak przerażony, że myślałem, że to koniec. Odrazu przychodzi 100 myśli na sekunde do głowy typu : "i co teraz?", "co my zrobimy?", "przecież my nie trafimy do domu", "wilki nas zjedzą"... To było straszne, myślałem, że się rozpłacze :D Widzieliśmy las, ale nie widzieliśmy drogi prowadzącej do niego =] Widzieliśmy też osiedle (niestety nie nasze). Postanowiliśmy, że nie ma bata - nie idziemy do żadnego lasu, byliśmy już tak spanikowani, że ojojoj. Szliśmy w strone tego osiedla (przeciwna strona naszego domu), a więc oddalaliśmy się od naszych chat. Powoli kończyły się zapasy żywności... Ehhh. Było bardzo ciemno, wciąż się bałem, Adam z resztą też. Szliśmy jakieś 15min i nagle BUM olśnienie.

-"Ty Adam, przecież my mamy jeszcze całą lufke Baki !"



I znów wybuch śmiechu, szczęścia =] No to w takim razie postój. Wyciągamy to co mamy i nabijamy szkiełko. Spaliliśmy wszystko co mieliśmy (nie wiem czy to był dobry pomysł =]=]). Idziemy tak z 5min, a właściwie to się śmiejemy do siebie jak idioci, nie wiadomo z czego =] Aż tu nagle... Zatrzymałem się spanikowany (ehhh). "Co jest ?" myśle - usłyszałem chrapanie olbrzyma z lasu. AaAaA ! Zacząłem uciekać przed siebie nie patrząc gdzie biegne, a za mną spanikowany Adam :D:D:D:D:D Teraz to już nastąpił szczyt naszej "Zielonej wyprawy do lasu". Konieć świata ! Biegne, i cały czas mam głupie wrażenie jak by mnie ktoś gonił (a to przecież tylko Adam biegnie =]). Trwa to tak z 10min (ucieczka przed nikim). Dobiegliśmy w ten sposób na początek tego osiedla, na którym czułem się już bezpieczny... Usiedliśmy na ławce, aby odpocząć. I znów fala. Posiedzieliśmy jeszcze jakąś chwilke i poszliśmy do sklepu. Po drodze omawialiśmy fazy jakie nas spotkały tego dnia (nie póściło nas do końca...). Trafiliśmy do jakiegoś sklepu i potem jeszcze połaziliśmy po dworze. Masa już nas powoli puszczała i mogliśmy spokojnie wracać do chat...

To był niesamowity dzień.

Nauczyłem się, że już nigdy nie pójde do ciemnego pomieszczenia spalony... Teraz siedze nad tym Trip-Raportem i mam niezłą zieje z tej przygody, ale uwieżcie mi tego dnia nie było nam do śmiechu =]


Pozdro dla wszystkich palaczy i nie palaczy ! Peace =]

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media