Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zachowaj szamanski spokoj,indianin musi byc dzielny vol.2 - "o slodka paranojo"

detale

Natura:

raporty unknown

zachowaj szamanski spokoj,indianin musi byc dzielny vol.2 - "o slodka paranojo"

Rodzaj substancji: Cannabis




Doświadczenie:kilka razy SD,LSA no i mj - jak widac raczej skromnie.




Set & setting:Mój pokój + 2 kumple + komputer + film.Wieczór.




Otwieram oczy-pustka w glowie,niby wszystko tak jak zwykle ale czuje sie jakby moj mozg zrobil sobie dzisiaj wolne(a moze juz wczoraj?) i wyjechal na wakacje.


No ale po kilku chwilach stan mojego umyslu ulega szczesliwej transformacji,z homo vegetablus do

homosapiens(przynajmniej tak mi sie wydaje :P) i wszystko wraca do normy.

Zaczynam sobie przypominac wczorajszy wieczor...


Ustawilem sie z kumplami ze do mnie wpadaja wieczorkiem i poogladamy sobie jakies filmy na kompie,a ze to sa "doswiadczeni" palacze to czesto cosik przyniosa ze soba.

Ot tak dla zasady i z nalogu,bo innego wytlumaczenia na to chyba nie ma.No ale do rzeczy.Skrecilismy

tlusciutkiego gibonka (ponad 0,5g).Ona,ktora wypelnila jego wnetrze byla soczyscie zielona,o wysmienitej

figurze(no ale trzeba bylo pokruszyc wiec zostala TOPless ;P )




Nastepnie oczywiscie wypalilismy to cudo i puscilismy sobie anime "Ghost in the Shell".

Wygodnie ulokowalismy sie w fotelach i sledzilismy fabule filmu(ja przynajmniej probowalem ;P)

Pomijam tu poczatkowa faze typu smiechawa itp,bo to standard,natomiast skupimy sie mili panstwo nad

nieprzecietnosciami jakie zaczely sie dziac niedlugo potem.


Nagle poczulem ze bardzo niewygodnie mi sie to oglada,za cholere nie moglem sie wglebic w klimat i ogolnie moj stan umyslu zaczal byc "niewygodny" O_o




Odglos wentylatora z obudowy kompa stal sie strasznie drazliwy i ciagle mi brzeczal w lewym uchu,probowalem obracac glowa i zatykac ucho ale nic to nie dalo.

Po chwili zaczalem czuc na sobie kosmate macki paranoi,ktore powoli kawalek po kawalku zaczely mnie oplatywac.

Nagle JEB! Co sie qrwa dzieje?! Nie wytrzymalem,wstalem z fotela i zaczalem chodzic po pokoju w kolko

trzymajac sie za glowe i powtarzajac "o jaaa pierdolee"

Kumple patrzyli na mnie z lekkim zdziwieniem,ale bynajmniej nie poruszylo ich to zbytnio(wlaczyli sobie

przelacznik obojetnosci)

Kucnalem przy stole i wypilem szklanke zimnej wody,po ktorej troszke mi ulzylo.

Zaczalem mowic w kolko to figurki Indianina,ktora mam na biurku"Zachowaj szamanski spokoj,Indianin musi byc dzielny..."

Ale widac wódz nie był wtedy w nastroju i mnie popierdolił z gory na dół.

Usiadlem spowrotem na fotelu ale nie bylo mowy o ogladaniu filmu.Ja po prostu tonąłem,tonąłem w nurcie

abstrakcyjno-paranoidalnego natloku mysli.Co pewien czas udawalo mi sie zaczerpnac łyka świeżej

rzeczywistości. Lecz wtedy uswiadamialem sobie jak bardzo jestem zjarany i wowczas jeszcze bardziej popadalem w

obłęd,powstało swego rodzaju błędne koło.

Zapadałem się coraz głębiej w tą odchłań bez dna.Nagle uświadomiłem sobie że zapomniałem oddychać!!!Kilka glebokich wdechow,sprawdzam bicie serca - jakiego serca?! nie wyczuwalem bicia swojego serca.Lecz tym razem

odparłem atak kosmatego potwora i zachowalem szamanski spokoj.


Zaraz po tym na horyzoncie ujrzałem coś,coś w rodzaju światełka w tunelu.Tak! to była maślanka owocowa która stała tuż przede mną,zaraz na wyciągnięcie ręki.

Kilka łyków jeszcze wychłodzonego nektaru(tak nektaru! Wtedy to była po prostu dla mnie poezja

smaku).Poczulem fale orzeźwiającego chłodu,jak na reklamie gumy winterfresh :D

Poczułem się o niebo lepiej,lecz nie na długo,bo zaraz po tym nadeszło uczucie ciężkości w żołądku.Na

szczęście dałem rade.


Film sie skończył kumple się zmyli,zostałem sam.Sam na sam z samym sobą.Z tego co pamiętam to nic

szczególnego się już ze mną nie działo,bylem skrajnie wyczerpany psychicznie a kosmate macki pani P. jeszcze nie dokońca mi dawały spokój.

Na szczęście jak co dzień,miałem zarezerwowane miejsce w przystani marzeń i odpłynąłem w głęboki sen...




Może teraz małe podsumowanie.


Pale sobie od czasu do czasu,ale pierwszy raz przydazylo mi sie cos takiego.

Uczucia z tego wydarzenia mam mieszane,było to coś w rodzaju tragikomedii-komediodramatu [?]

Ani do konca pozytywnie,ani do konca negatywnie.Jedno natomiast jest pewne,nabralem wiecej szacunku do tej roślinki.


Taka niby powszechna,taka niby banalizowana przez większość a jednak potrafi pokazać swoją moc...

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media