Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zachowaj szamański spokój, indianin musi być dzielny

detale

Natura:

raporty unknown

zachowaj szamański spokój, indianin musi być dzielny

Nazwa substancji:Marihuana

Doświadczenie:kilkanaście razy mj,raz hasz,3 razy salvia divinorum

Miejsce:mój pokój,godzina 21:30-cala rodzina powoli układa się do snu


W szkole zakupiłem od kumpla porcje za 10zł,z dużą niecierpoliwością czekałem na ten

wieczór,gdyż pierwszy raz postanowiłem palić sam(coś w rodzaju mentalnej autoterapii

;P)



Lufa nabita,okno w pokoju otwarte,przeszywająca cisza nocna stara sie ukajać moje

ciało.Jednak odczuwam pewien dreszczyk emocji.Spalam całego przoda(3

buchy).Nieumyślnie kładę pustą lufę na parapecie,który jest pochyły=lufka sie stacza

i spada do ogródka(a jeszcze połowa tematu mi została do spalenia ;P).Mimo wszystko

poszukiwanie lufki w rzadkich odmętach trawnika pod moim oknem pozostawiam na

następny dzień ;P



Siadam przed kompem i rozmawiam na gg.

Powoli obraz zaczyna miło falować,literki na kawiaturze zdają się uciekać moim palcom

ale jakoś w nie trafiam ^,^

Czuje znaczne pulsowanie w głowie,w sumie to jest przyjemne,serce jakby waliło nieco

mocniej.Ogólne rozluźnienie ciała,lekko spowolnione ruchy(jakby moje ciało poruszało

się w galarecie).Nagle mimowolnie pojawia się uśmiech na mojej twarzy :D.Jest

naprawde bardzo miło,jestem szczęśliwy.



Zaczyna się niesamowity potok abstrakcyjnych myśli,ciężko nadążyć ale jeszcze

nadążam.Wszystko co pisze do znajomych na gg zaczyna mi sprawiać lekką trudność(zdaje

mi się że moje zdania są nielogiczne,dlatego sprawdzam tekst po 3 razy zanim go wyśle

:P)Cała rzeczywistość staje się nieco "miękka".Wnikliwiej patrze na świat,wszystko

zdaje się mieć jakiś sens,dostrzegam logiczną całość wszechrzeczy.Cała atmosfera

naokoło zdaje się być utkana zmysłami,tak właśnie czuję.Patrzę na świat z zupełnie

innego punktu widzenia,jest bardzo pięknie,stan euforii,dobroć ze mnie tryska.

Zakładam słuchawki na uszy i zapuszczam muze.Słyszałem że dobrze jest słuchać muzyki

jak sie jest spalonym,ale do tej pory jak ja słuchałem to nie robiła na mnie

większego wrażenia,może dlatego że zawsze jarałem w jakimś towarzystwie i inne osoby

pochłaniały całą moją uwagę.Ale to co doświadczyłem tego wieczoru podczas słuchania

muzyki przeszło moje najśmielsze ozcekiwania.



Po pierwsze można powiedzieć że nie słyszałem muzyki,JA JĄ CZUŁEM każdym nerwem na

ciele.Przeszywała mnie na wskroś,robiła ze mna co jej sie pdobało.

Przy jednym utworze(Lasgo-Blue)moje ramiona zaczęły się palić!(przysięgam że gdyby

był obok lód to położył bym go sobie wtedy na ramiona)poczułem dreszczyk paniki w

moim umyśle ale zdawałem sobie z tego sprawe że to efekt upalenia :-)więc poprzez

racjonalny(o ile można to nazwać racjonalnum)sposób myślenia doszedłem do wniosku że

tak naprawde nic mi nie jest i nad wszystkim zapanowałem.

Następnie było Knockin' on heaven's door Boba Dylana.Tutaj po prostu zacząłem

doznawać serii objawień i uświadamiania,ciężko to opisać słowami,gdybym miał to w

jednym słowie zawrzeć to po prostu GŁĘBIA.

Głebia mojej duszy,glebia mojej egzystencji,głębia wszechświata.

Następnymi utworami,które miały niesamowity wpływ były Rock me babe-Johnnyego Nasha i

No Woman No Cry Boba Marleya(mój ulubiony :D)

Niesamowite ukojenie towarzyszyło wówczas,czułem jakby moje ciało(od szyi po pas)było

pieszczone jedwabnymi,aksamitnym płachtami.Gdy zamykałem oczy,pojawiała się cała gama

kolorowych obrazów.



Z czasem napływ myśli stawał się coraz większy,niesamowicie

abstrakcyjne,zakręcone,nie mniej jednak połączone w logiczną całość!!!Oprócz tego

pojawiały się nieprzyjemne wkręty np że policja zaraz przyjedzie i mnie

zgarnie.Jednak radziłem sobie z tym bez większych problemów.Otóż miałem coś w rodzaju

trzeźwego punktu odniesienia do rzeczywistości[?],który nie pozwalał mi zabardzo

popaść w nurt tego co sie działo w mojej głowie,mimo wszystko granica była cieńka ale

jakoś jeszcze się trzymałem :D.Tą rzeczą,która pomagała mi w zachowaniu kontroli nad

wszystkim była rzeźbiona figurka indianina,ktora stała na moim biórku :D

Za każdym razem gdy na nią patrzyłem słyszałem słowa:"zachowaj szamański

spokój,indianin musi być dzielny,nie daj się porwać"

W między czasie tej całej wędróki mającej na celu eksploracje mojego wnętrza

postanowiłem nieco zboczyć ze ścieżki i urozmaicić sobie czas poprzez prostą czynność

jaką jest śmiech :DDD Zapuściłem sobie teledysk Boysow - Figao Fago.(polecam

wszystkim !!!:DDD)Mój śmiech z powodu prymitywnych,debilnych i żenujących słow i

obrazów jakie pokazuje ten utwór sięgał zenitu!Omało nie zjadłem biórka :D Potem

nieco się uspokoiłem,napływ myśli tak realnych,tak prawdziwych,mądrych(aż za mądrych

jak na mnie :P) i abstrakcyjnych zaczął mnie przyprawiać o mdłości.Od początku miałem

to głupie uczucie ciężkości w żołądku.Zacząłem czuć jak mi wszystko podchodzi do

gardła :/ W mojej głowie szalała prawdziwa burza myśli,która powoli zaczęła mnie

przerastać,nie dawałem rady.To przypominało popadanie w paranoje.



Ostatecznie postanowiłem się położyć spać ;-) Wszystko trwało jakieś 1,5h po tym

czasie wszystko zaczęło mnie przerastać więc uciekłem w stan błogiego snu...

Było to niesamowicie głębokie i pozytywne przeżycie(pomijając uczucie ciężkości w

żołądku:P)To co tutaj napisałem to jakaś 1/10 tego co wówczas przeżywałem.Mam pytanie

na koniec,jak zapobiegać temu uczuciu ciężkości w żołądku?

Pozdrawiam.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media