Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

widziałem rzeczy, o których nikt z was nawet nie śnił

detale

Apteka:

raporty unknown

widziałem rzeczy, o których nikt z was nawet nie śnił

Acodin... Lek na kaszel w postaci małych, białych, jednak niezwykle gorzkich tabletek. Sprzedawany w aptekach na receptę, jednak podobno przy dobrej "bajeczce" recepty nie potrzeba...




Ja nie miałem problemów z jego zdobyciem. Kiedyś kiedy umierałem na jakimś kacu, szukałem w domowej apteczce Alka Primu i przypadkowo natknąłem się właśnie na Acodin. Leżał sobie spokojnie, w apteczce, aż do wczoraj. Jeżeli chodzi o DXM to czytałem o nim dużo na Hyperrealu, jednak substancja ta wywołała we mnie masę sprzeczności i obaw. Mimo przeczytania DXM'dokovanie i wszystkich tripraportów, w których ludzie opisywali swoje wspaniałe podróże, balem się go wziąć, chociaż miałem go na wyciągnięcie ręki. Nawet wtedy kiedy miałem pustą chatę, bo rodzice z siostrą pojechali do rodziny na długi weekend nie zdecydowałem się na tripa pod wpływem dextromethorphani hydrobromidum :-D Wolałem zaopatrzyć się w "zielony materiał" niż spróbować zmierzyć się lekiem na kaszel.




Jednak 26.XI.2004 r. nadeszła wiekopomna chwila... Decyzję podjąłem, spontanicznie. Wracając około godziny 19.00 samochodem od kumpla stwierdziłem, że dziś nadszedł ten dzień. Kupiłem kasety, aby przegrać jakieś kawałki na tripa i oczywiście napój z limonki. Muszę chyba zaopatrzyć się w jakiś odtwarzacz CD, bo wkurza mnie, że muzyki wieczorem muszę słuchać z walkmana. Jak dostanę wypłatę to pomyślimy... Ale o tym koniec, bo to zupełnie inna bajka. Nagrałem dwa utwory z polskiego i resztę francuskiego hip-hopu, wybrałem kawałki najbardziej refleksyjne i spokojne. Pomysł był w 100% trafiony. Tripować miałem w swoim kochanym łóżeczku uzbrojony w walkmana, wodę mineralną, sok, zeszyt i długopis do zapisania tripa oraz telefon w razie W. Umówiłem się z siostrą, że która spała w pokoju obok, że jak będę dzwonił tzn. że jest nie za ciekawie i ma mi pomóc. Oczywiście moja siostra wiedziała, że mam zamiar podróżować na DXMie.




Dwie godziny przed początkiem łykania tabletek zjadłem, lekką kolację i postanowiłem się zdrzemnąć z godzinkę. Obudziłem się i teraz zaczynamy raport na żywo. ;-)




godz. 21.50


Rozpoczynam ceremonię połykania tabletek. Łykam je seriami po 3.




godz. 22.09


Skończyłem intoksykację. Weszło 21 tabletek, to jest 315 mg "magicznej substancji", co daje 4,7 mg/kg masy ciała, czyli dobre 2 plateau.




godz. 22.15


Idę się wykąpać. Chyba działa moja podświadomość, bo zaczynam coś odczuwać - znów placebo.




godz. 22.32


Teraz na 1000000% zaczęło działać. Jest bardzo pozytywnie. Wyrazistsze kolory i kształty przedmiotów. Jedynym nie przyjemnym efektem jest uczucie zalegania tych tabletek w żołądku. Jednak nie są to mdłości. Z "domowych" specyfików gałki muszkatołowej w tej dziedzinie nie pobije nic...




godz. 22.39


Wstałem, aby sobie pochodzić. Dziwnie lekko...




godz. 22.44


Napisałem SMSka do kumpeli. Efekty są jakieś słabe... Może przez to, ze zjadłem kolację?




godz. 22.54


Słuchałem sobie chwilę muzyki. Po DXM odbiera się ją wspaniale, zdecydowanie lepiej niż po MJ. Jest mi gorąco w głowę, obraz zapieprza mi przed oczami. To już chyba ostatni meldunek ze zwiadu, bo jak to się zacznie w takim tempie rozwijać to za góra 10 minut nie będę wstanie zmienić kasety w walkmanie, nie wspominając o pisaniu...




godz. 23.07


Weszło!!! Czuję się jakbym był mocno pijany. Nie jestem w stanie pisać...




godz. 23.20


Minęło 13 minut, a ja czuję jakby 3 godziny... (dalszej części meldunku nie byłem wstanie odczytać)




Nie będę przytaczał dalszych meldunków (w sumie są jeszcze 4). Nie byłem w stanie ich przeczytać, a poza tym i tak większość tego co widziałem nie było w nich ujęte. Postaram się więc streścić to tak, aby było dla czytelników zrozumiałe i nie za osobiste, choć nie będzie to łatwe bo pamięć krótkotrwała jest po DXM strasznie zaburzona.




Włączyłem muzykę. Akurat leciał Rocca i jego latynoskie bity w połączeniu z francuskim tekstem przeniosły mnie gdzieś na południe. Widziałem francuskich Murzynów jadących cadilakiem po mieście. Widziałem obrzeża jakiegoś dużego miasta we Francji, życie codzienne jego biednych mieszkańców. Tematem przewodnim tripu było miasto, jadące przez nie samochody, ludzie na ulicach, wiecznie zagonieni, zabiegani. Dzieciaki bawiące się na podwórkach, ludzie idący do meczetu lub co bardziej fanatyczni odmawiający południową modlitwę duhr bezpośrednio na ulicy. Widziałem zabójstwo jakiegoś młodego Murzyna, którego zastrzelił zamaskowany zabójca. Widziałem ludzi pracujących w biurze, sprzątających sklepy, a także nielegalnych imigrantów z krajów arabskich, Rosji, Ukrainy i Litwy pracujących bardzo ciężko na budowie. Cały mój trip koncentrował się wokół francuskich miast, a zmiana utworu pozwalała spojrzeć na nie z innej strony. Każdy utwór sprawiał, że śledziłem życie jakiegoś bohatera. Raz był nim raper, raz biedny emigrant z Algierii, innym razem dziewczyna z biednej dzielnicy i etc.




Byłem już zmęczony wizjami. Zwłaszcza, że trwały pewnie około 1,5 godz. ponieważ dwa razy zmieniałem kasetę. Otworzyłem oczy i przypomniałem sobie trip w którym ktoś opisywał, że rozmawiał z kwiatami. Rozglądnąłem się po pokoju i dostrzegłem na stole we flakonie kwiaty. Zacząłem do nich mówić szeptem jednak się nie odzywały. Próbowałem dalej, i usłyszałem śmiech, a po nim głos, który powstrzymywał się od śmiechu z trudem i mówił: "Jak możesz mówić do plastiku? Te kwiaty są sztuczne!" Wtedy zdałem sobie sprawę, że faktycznie ma rację głos bo kwiaty w moim pokoju są sztuczne. Zapytałem myślami do kogo należy głos. Usłyszałem: Popatrz na ścianę przed sobą, to ja". Zaczęliśmy rozmawiać z kwiatkiem rosnącym w doniczce, ale nie pamiętam treści rozmowy. Później włączyłem muzykę i znów podróżowałem po francuskim mieście, które było piękne, a zarazem brzydkie, było oazą spokoju, z drugiej strony zaś szalenie niebezpieczne. Jednym słowem fascynujące...




Podsumowując... DXM to fascynująca substancja. Nabrałem ochoty na większą dawkę :-D Następnym razem 450mg :-D Muzyka odgrywa bardzo ważną rolę podczas tripu. Następnym razem spróbuje przenieść się gdzieś do bardziej egzotycznych krajów. Myślę, że muzyka etniczna będzie w sam raz. Co do efektów: fascynujące... Takie jakich się spodziewałem. Nie umiem tego opisać, ponieważ jest to nie możliwe - trzeba to przeżyć samemu. Co do niedogodności, to na pewno zaburzenia równowagi. Ja około godziny 4.00 nie miałem jeszcze odwagi iść do ubikacji, po tym jak stanąłem i padłem jak długi na łóżko. Dopiero po 20 minutach zdecydowałem się udać do WC, co sprawiło mi ogromny problem, nie mówiąc już o oddawaniu moczu, którą to czynność musiałem wykonać na siedząco. Zasnąłem chyba gdzieś około godziny 5.00 ale nie był to spokojny sen. Budziłem się co chwilę. Postanowiłem to zakończyć dopiero gdzieś około godziny 9.00. Wstałem lekko zakręcony, ale już teraz mam świetny humor i czuje się wspaniale.




DXM nie jest na imprezę. Ja osobiście nie wyobrażam sobie bycia w takim stanie gdzieś poza własnym łóżkiem. Jest to niezwykle silny substancja. Inne psychodeliki z jakimi miałem do czynienia (MJ, Salvia, Gałka muszkatołowa) to jak kulka śniegu, którą ktoś Cię rzuci. DXM jest przy nich jak lawina nad którą nie masz dużej kontroli, dlatego czuję respekt i szacunek przed tym środkiem, jednak za dwa tygodnie spróbujemy 450mg :-P




Dzięki, że do trwaliście do końca, szczególne podziękowania dla Dionizosa, którego dwa mistrzowsko napisane tripraporty pomogły mi w przełamaniu się i spróbowaniu tego specyfiku. Pozdrówki i do następnego raportu.


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media