Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

w pogoni za szczęściem

detale

Natura:

raporty unknown

w pogoni za szczęściem


Byliśmy w swych domach, każdy z nas w swoim. Pierwsza godzina była jeszcze do zniesienia było zabawnie i odczuwało się jeszcze wkręty. Jednak ta przyjemność nie mogła trwać wiecznie. To by było za dobre a jednak i w tym musi być coś za karę. I nastaje ta chwila na którą już byliśmy przygotowani, niemal jak w zegarku punktualnie ją wyliczyliśmy. Zmuła.

Teraz się zaczyna to co dla jednych jest przyjemne a dla innych męczące. Ja mogłem mieć zmułe dobrze się z nią czułem. Wszystko ma się gdzieś. Odczuwa się lekkie zmęczenie a sny są głębokie i realne. Jak film dokładne zaplanowane. Lubimy ten stan. Sen kiedyś się kończy tak jest zawsze. I pozostaje cały dzień ściemniania i kombinowania jakiegoś grosza by móc kupić chociaż jednego grama tego co sprawia , ze jest nam dobrze, że czujemy się wolni. Bo tak właśnie jest. Pierwszy buch jest jak zapalnik, który odpala maszynę do palenia. Usta, gardło, płuca kolej dróg przebycia magicznego dymku. Kolejny buch. Ten już jest przyjemniejszy, odczuwasz ciężkość na oczach i rozluźnienie w mięśniach. Trzeci buch to buch śmiechu, Zaczyna się śmiech i poprawa humoru. Tu już wszystko jest najpiękniejsze.

No ale trzeba mieć na to pieniądze. Nie zawsze udaje się je nam skręcić. Ale zawsze walczymy. Dochodząc do rozwiązań takich jak zbieranie złomu, czy okradanie rodziców. Mimo, że pochodzimy z domów, których nie zalicza się do biednych. Jesteśmy tak zwane średniaki. Nie narzekają w domach rodzice , ze brak kasy. Ale nie co dzień dają nam po 20 - 50 zł nieraz i duże bańki. Dla tego sami musimy kręcić kasę. Ale i to z czasem przechodzi do codzienności, staje się jedną wielką monotonią naszego życia. Nie wyobrażamy sobie dnia w którym nie myślimy skąd wziąć pieniądze na temacik. Po pewnym czasie takie poszukiwanie kasy staje się przyjemne i fajna zabawą. Ale bywają dni, że ciężko się przeżywa takie chwile.

No ale kiedy zaliczymy już złom, opróżnimy bez skrupułów portfele rodziców idzie się do tego co ma władze tego co czuje, że ma nad nami władze. A my jak psy gonimy do niego po jeszcze odrobinę czasem nie wielką tego by znów poczuć się w drugim świecie. Najgorsze gdy dilera nie ma! Zaczyna się stres co będzie jak nie zapale! Boże przecież ja musze! Potrafimy w tedy zjechać całe miasto w poszukiwaniu kogoś kto nam mógł by załatwić. W tedy nie myśli się o niczym innym jak kto?, gdzie?, i ile?. Potrafimy wydzwonić całą kartę z telefonu żeby znaleźć jakiegoś pośrednika. I chwila gdy dodzwaniamy się do kogoś i ta wiadomość "jest temat wpadnijcie". Radość nasza w takim momencie jest widzialna dla każdego. Śmiech poprawa humoru. I zaczyna się podróż. Czasem jest to długa podróż to naszego "chlebodawcy". Znów trzeba skłamać w domu, że idziemy do kolegi albo koleżanki.

Idziemy na przystanek i czekamy na tramwaj. Tramwaj się spóźnia ale to nie jest w stanie popsuć nam humoru bo wiemy , że jedziemy w dobre miejsce i że wieczór będzie udany.

I jedziemy ukazując swoje dobre samopoczucie nawet w tramwaju. Droga jest długa a czas jak by stal w miejscu, dłuży się niemiłosiernie. Potem przesiadka na autobus, tu również długo czekamy za nim przyjedzie. Takie oczekiwanie doprowadza do stanu takiego, że trzeba sięgnąć po papierosa. Ale nie mamy nawet fajki! Co za koszmar. Nie pozostaje nic innego jak poprosić kogoś żeby poczęstował, ale dziś nam los nie sprzyja nikt nie ma. A może ci ludzie nie chcą nam dać? Widząc dwóch małolatów zciśnieniowanych na odrobinę czegoś przyjemnego. Więc nikt nas nie poczęstował. Pech liczymy, że może jakiś człowiek paląc na przestanku, nie zdążył spalić papierosa bo przyjechał jego autobus. Na szczęście udało się znaleźć jakiegoś kipa. To palimy go, ulga odczuwalna jest momentalnie, jednak przerywa ją przyjeżdżający autobus lini 142. I kolejna część podróży, ta jest jeszcze dłuższa więc trzeba znaleźć miejsce siedzące. Pech jest jedno, w takim razie zmieniamy się co przestanek. Ludzie patrzą się jak na idiotów, ale my to mamy gdzieś, mamy już swój cel do którego jedziemy i nikt ani nic już nam nie przeszkodzi! I ciągnie się ta podróż i nie widać w niej końca, jedziemy z nadzieja, że się uda. Jesteśmy! Wyrobiliśmy się w czasie, jednak w umówionym miejscu na przystanku niema podstawionej osoby. Więc trzeba dzwonić, znów trzeba płacić kolejny pieniądz wydany na towar. Dzwonie nikt nie odbiera. Zaczyna się zdenerwowanie i stres , że nie będzie dziś palenia. Idziemy do niego do domu, może wyłączony ma telefon.

I idziemy tak do jedynego człowieka, który powiedział nam, ze załatwi coś. Pukam do drzwi i w myślach modle się żeby był w domu, otwierają się drzwi i w ich progu widzę go jest w domu oboje się cieszymy z tego powodu i znów poprawia się humor. Teraz on musi się jeszcze swojego kolegi zapytać czy na pewno jest to po co przyjechaliśmy taki kawał drogi.

Jego kumpel mówi, że musi zadzwonić jeszcze do kolejnego kolesia ale nie ma telefonu, sugeruje, że mamy mu dać swój. No dobra daje mu bo w końcu już tyle przejechaliśmy wiec nie warto wracać z pustymi rękami, więc daje mu telefon, kolejna kasa się marnuje.

Ok. koleś mówi, że jego koleś czeka u siebie pod klatką, to wszystko jest tak zakręcone, że sami gubimy się w tym wszystkim. Wychodzimy na dwór, pod klatka mówi, że mamy dać kasę a on zaraz przyniesie. Boże jak ja nie na widzę takich sytuacji, są okropne boisz się , że widzisz go po raz ostatni, że koleś weźmie kasę i zniknie z nią i nie będzie ani kasy ani palenia. Ale ponoć koleś jest zaufany więc mu daje 60 zeta. I widzimy jak oddala się, śledzimy każdy jego krok aż zniknie za blokami. I znów czekanie. 10 min, 15, 20. Gdzie on jest do cholery! Za długo go nie ma z nów adrenalina wzrasta i przychodzą myśli co będzie jak.. Czekamy tylko to nam teraz pozostało. Jeśli nie wróci zostaniemy czyści, spłukani, i zdołowani. Ale jednak dzień będzie udany widzimy jak się zbliża z uśmiechem na twarzy. Podchodzi i przekazuje piękny duży kawał haszyszu. Hmmm teraz nie myśli się o niczym innym jak skruszyć to i zmieszać z tytoniem a następnie zapalić. Wracamy na przystanek, tym razem jedziemy w drugą stronę - do domu. Teraz czas leci znacznie szybciej, a po drodze myślimy jak spalimy to i gdzie. A więc ustalone palimy jutro rano u mnie, jednak konsekwencje są takie, że nie idziemy przez to do szkoły, trudno w takich chwilach nie ma się wyrzutów sumienia. Dojeżdżamy na miejsce teraz każdy idzie spać do swojego domu, zobaczymy się jutro z samego rana.







-2-





Świt, jest gdzieś z 7 rano i budzi mnie budzik w telefonie. Zaraz powinien wpaść kumpel i wypadało by zacząć już palić. Ja z nerwów zaczynam kręcić się po mieszkaniu, kręcę się i błądzę po pokojach szukając sobie miejsca. Może coś zjem? Tak to dobry pomysł lepiej się najeść przed jaraniem. Pukanie do drzwi, już wiem, ze to kumpel wiec idę pewnym krokiem ku drzwi wejściowych do mieszkania i otwieram mu. Patrzymy na siebie i śmiejemy się to dla tego, że już wiemy co będziemy robić. Siadamy w kuchni przy stole na wygodnej sofie. Kuchnia jest u mnie w domu miejscem chill outu jest wygodna rogówka wielka duży TV i żarcie, dla tego zawsze tam palimy. I siadam ja i mój przyjaciel w wygodnych miejscach i zaczyna się pierwszy etap. W pierwszej kolejności trzeba skruszyć tą pięcio gramową kostkę i zmieszać ja z tytoniem. Dziś ja to zrobię, a kumpel niech zrobi kaczką. Biorę ta kostke i dziele ją na parę mniejszych części, następnie opalam papierosy i kruszę tytoń na kartkę papieru. Następnie biorę igłę i rozgrzewam ją do czerwoności a następnie wpijam na nią wcześniej podzieloną kostkę haszyszu. Taką wbita na igłę podpalam i okręcam niech zmięknie. Gdy już sama się pali wrzucam ją do tytoniu, który przygotowałem i mieszam dwoma palcami. I tę samą czynność wykonuje ze wszystkimi fragmentami pięcio gramowej kostki. W tym czasie kumpel robi kaczkę. Jest to prosty gadżet do wykonania i dość efektowny. Bierze butelkę akurat w domu była 1 litrowa, niech będzie. Ugniata ją i górę z gwintem zagina do góry, na dnie wypala zapalniczką nie duży otwór na usta. Opala zapalniczką w paru miejscach żeby trzymała się butelka sztywno i nie rozwinęła. Teraz zrobimy cybana. Prosta sprawa, wystarczy kawałek sreberka i igła. Nakłada sreberko na gwint owija, skręca robi dołek w którym następnie wykówa dziurki. I już pełen zestaw mamy gotowy. Nadchodzi ciśnienie i jedna myśl: "to już". Jeszcze napełnię dwie szklanki chłodnym napojem co by móc w razie przyduszenia ochłodzić i zwilżyć gardło. Więc zaczynamy bo wszystko gotowe. Nabijam kacze,

i rozpalam ją............. Cisza.......

Cisza zostaje przerwana kilkoma lekkimi kaszlnięciami to znak, ze thc doszło do płuc.

Podaję kaczkę kumplowi teraz jego kolej. I tak w nieskończoność, wieczna kolejka kaczki, która pochłaniamy jak ziemia pochłania wodę. Gdy już jesteśmy w stanie zaburzenia psychicznego i dajemy typowe oznaki, że thc doszło już do mózgu zaczynamy palić z lufki.

Teraz delikatnie, buchy nie są takie gryzące i pali się już tak spokojnie. Humor cały czas dopisuje, Nie kontrolowane wybuchy śmiechem to jest przyjemne! Potem jakieś filmy włażą do bani. Tańczymy udajemy jakieś rzeczy. Nie raz zachowujemy się jak dzieci. Bo czujemy się w tedy jak dzieci, wolni nie ma żadnych w tym momencie problemów, czujemy że żyjemy. Nic nie da się porównać z tym stanem po prostu nic.





-3-





Jest w tej chwili godzina 01:11 w nocy, mam zmułe po dzisiejszym jaraniu a na zmule tej miałem ochotę to wszystko napisać. I pisze, a w między czasie rozmawiam przez gadu gadu ze swoja dziewczyną, dzięki której jeszcze się jakoś trzymam w tym szarym i śmierdzącym świecie w którym każdy chce być na szczycie. Każdy sprzedaje każdego by być na początku. Jeden okłamuje drugiego i tak powstaje łańcuch zakłamanych ludzi oszukujących samych siebie wmawiając sobie i innym, że wszystko jest ok. Ale ja mam gdzieś tą szarą część ludzkości. Interesują mnie tylko przyjaciele i rodzina. Dla nich żyje i dla nich jestem. I zdaję sobie sprawę, że źle robię kradnąc rodzicom pieniądze, że kłamie mówiąc, że idę do kumpla a w rzeczywistości jaram gdzieś pod mostem albo nad wisłą. Żałuje tego ale tak już jest i będzie. Może kiedyś będę mniej palił, może wyjdę na prosta i nie będę musiał skubać kasy rodzinie. Ale jedno jest pewne, pewne jest to że palić będę zawsze.

>Na świecie są terroryści, mordercy, gwałciciele, pedofile, virusy i różne epidemie, kataklizmy i wypadki. Ludzie! Zajmijcie się tym i samym sobą a nie ściganiem tych co palą marihuane. Wolicie nas łapać i wsadzać do pierdla za to że palimy! Łapiecie nas dla tego, że nas jest dużo i łatwo nas złapać! Zajmujecie się tym co wam wychodzi i jest proste. A w rzeczywistości nie wielu ludziom przeszkadza. Zajmijcie się pomocą innym, pomóżcie bezdomnym, sierotom, starcom a nie łapcie nas za to, że palimy! Zlegalizujcie marihuane.

Skończmy tą walkę. Żyjmy w zgodzie.





Mam nadzieję, że każdy z was kto to przeczytał zrozumiał coś z tego i weźmie sobie to do serca i zrozumie, że palenie marihuany nie jest czymś złym. Choć przedstawiłem w większości czarną stronę jej spożywania to na pozór tego palenie jest przyjemne dobre i nie jest tak niezdrowe jak na przykład papierosy, które pali co 5 Polak.

Każdemu z was życzę szczęścia i miłości oraz żeby odnalazł swoją życiową drogę a następnie po niej kroczył do celu. I nie dał się pożreć tej fałszywej części społeczeństwa.





Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media