Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ulewna noc

detale

Chemia:

raporty unknown

ulewna noc

To był dziwny dzień... Wszystko zaczęło się pare dni wcześniej

kiedy to nowopoznani ziomale zaczęli opowiadac mi o jazdach na

eskach. Opowiadali, że brali po 5 nawet po 10 i opisywali jak

ich "wyginało". Do tej pory maksymalnie brałem po 1 i bez

rewelacji, mogę śmiało powiedzieć, że czułem się zawiedziony

moimi experymentami z pigułami. Stwierdzili, że wystarczy zjeść

więcej niż jedną i przekroczy się "ten próg". Dobra, co mi

zależy? Zgodziłem się. Umówiliśmy sie na konkretny dzień i do

tego czasu mieliśmy już sobie skołować po piksie.





Obudziłem się TEGO dnia w fatalnym nastroju, bo ani ja ani moi

kumple nie mogliśmy przez cały ten czas skołować tego specyfiku.

To było nie do pomyślenia, żeby przez 3 dni nie skołować esek w

tym mieście! Szok! Wkurwiony jak nie wiem co rozpocząłem

ostatnie poszukiwania. Chodziłem po osiedlu od jednego dila do

drugiego i wszędzie słyszę to samo: "Może wieczorem uda się coś

skołować, ale sprawa wątpliwa, bo ostatnio pały węszyły i towar

się wykruszył" (standardowa gadka lipnych dilerów). Zrezygnowany

zakupiłem sobie skunika i postanowiłem odreagowac :) Chodziłem

sobie samotnie zjarany po osiedlu i spotkałem jednego z kolesi z

którymi się umówiłem - Romana. Chodził biedak smutny, bo też nie

mógł nic skołować więc poczestowałem go ziólkiem. Chodziliśmy

jak pojebani do 22 i jakimś cudem znaleźliśmy się we właściwym

miejscu o właściwym czasie, a mianowicie na pętli autobusowej. Z

autobusu, który właśnie nadjechał, wysiadł znajomy diler i

kiwnął na nas ręką, bo od razu nas zauważył. Wyciągnął garść

podwójnych piguł - wisienek i zapytał czy chcemy. Nie

wierzyliśmy własnym oczom! Właśnie kiedy zamierszaliśmy wracać

do chaty pojawiły się długo oczekiwane i poszukiwane esunie :)

Zakupiliśmy 3. Bez namysłu zjedliśmy po półtora tabletki.

Niestety nie mieliśmy nic do picia! Jak się później okazało

niewybaczalny błąd! Smak wykrzywił Romanowi twarz, bo ponoć miał

przykre doświadczenia ze ścierwem i nienawidzi smaku

amfetaminopodobnych. Mi smak zupełnie nie przeszkadzał.





Minęła godzina... Została nam jeszcze fifka jarania, ale nie

mieliśmy szkła! Porażka! Godzina 23, małe prawdopodobieństwo, że

kogoś spotkamy i w dodatku kogoś kto będzie miał fife. Eski

jeszcze się nie wkręcały, co być może było spowodowane tzw.

mułem po wypaleniu prawie gieta. Chodziliśmy po uliczkach

oświetlonych sztucznym światłem nocnych latarni zadając sobie w

kółko jedno pytanie: "Kto mam fife?!". Roman twierdził, że eski

bez jarania to nie eski, ufałem mu bo miał większe

doświadczenie. Jak na złość zaczęło lać! Roman powiedział, że

zna miejscówkę, gdzie można przeczekać ulewę. Pobiegliśmy.


Powoli czułem jak wchodzą eski. Dobiegliśmy na miejsce, a tam

siedzą dwaj moi znajomi i jarają! Jest szkło! Czym prędzej

nabiłem fifkę i zacząłem rozpalać ("kto nabija ten rozpala").

Wziąłem potężnego macha i nawet mnie gardełko nie zadrapało,

trzymałem dym przez minutę i czułem jakbym trzymał powietrze.

Zdziwiłem się, bo normalnie po takim buchu to bym się porzygał

od kaszlu, a tu nawet najmniejszego łaskotania od dymu. "To

przez to, że eski już się wkręcają" - powiedział Roman, a jego

głos brzmiał... nie wiem jak to określić, tak jakby był robotem,

dodatkowo miał w ustach kartkę (przez co wydał taki wibrujący

głos) i znajdował sie w pokoju o metalowych ścianach. W tym

momencie poczułem falę potężnej pizdy. Siedzieliśmy skuleni pod

betonowymi schodami, padał deszcz, a ja miotałem się na

wszystkie strony wrzeszcząc: "JAKA PIZDAAA, ŁOŁ KUUUURWAAA,

PIZDA!!!!!" Co tu dużo ukrywać wymiękałem na samym początku, a

to jazda dopiero się zaczynała...





Nie wiem czy kojarzycie scenę z filmu "Requiem dla snu", w

momencie kiedy z tą starszą panią było już raczej nie za dobrze,

bo lodówka chciała ją zjeść? Był tam taki fragment, który bardzo

dobrze oddaje to co widziałem. Mianowicie skakanie obrazu. Moje

oczy zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, bo widziałem w taki

sposób jakby dostały drgawek. Nie mogłem skupić wzroku na

rzadnym przedmiocie, ale ten efekt pojawiał się tylko co jakiś

czas. Deszcz lał i lał, a ja czułem że długo nie wysiedzę pod

tymi małymi schodkami. Napięcie rosło w niemiłosiernym tępie, a

co gorsza ci dwaj kolesie którzy dali nam szkło tylko mnie

podkręcali. Zacząłem z siebie wydawać stłumione, przeciągłe

krzyki, których nie potrafiłem opanować. Szczęka latała mi jak

szalona na wszystkie możliwe kierunki, robiło sie naprawdę

gorąco, czułem, że zaraz eksploduję. Nagle na chodnik przed nami

wybiegła duża mysz. Gwałtownie wstałem z pozycji kucającej,

waląc się przy tym w głowę o schody tak mocno, ze aż mi się

ciemno przed oczami zrobiło, jednak bólu nie czułem i krzyknąłem

dziwnym głosem: "Zajebać mysz!!!" Porwałem z ziemi spory kamień

i rzuciłem w kierunku przerażonego gryzonia. Jak się okazało

moje wyczucie było zerowe i kamień poleciał 20 metrów za daleko.

Opanowało mnie takie wkurwienie, że nie moge tego opisać,

zupełnie zapomniałem o deszczu, stoję jakieś 5 metrów od myszy i

krzyczę coś w stylu: "Ty kurwa jebana pizdo!!! Nie biegaj tutaj

bo ja nie chcę!!!" Stoję i drę mordę jak jakiś przygłup, w

środku nocy, w ulewnym deszczu. Usłyszałem głos Romana, który

gadał z tymi dwoma od szkła: "Ty musimy stąd iść, bo pały

przyjadą i go zgarną". Odwróciłem się i z furią do Romana: "W

dupie mam pały, pały się schlały!!!" Nie wiedziałem już co

mówię. W końcu jednak zmyliśmy sie z tego miejsca, bo

prawdopodobieństwo, że ktoś zadzwonił na policję było bardzo

duże. Biegliśmy jakieś 5 min. po czym Roman skręcił w

zakamuflowaną uliczkę i biegł w kierunku jakiejś budowy, żeby

skryć się przed deszczem. Po chwili wszyscy w czwórkę byliśmy

byliśmy już w bezpiecznym miejscu.





Chodziłem po tym budynku zupełnie w taki sam sposób jak koleś

z "Las Vegas Parano", podczas robienia kroków podnosiłem kolana

na wysokość klatki piersiowej i odchylałem je w bok, ręce miałem

zgięte jak modliszka, tylko, że też odchylone na boki, a palce

chodziły non stop jakbym grał na pianinie. Brakowało mi muzyki,

to wiedziałem na pewno, z reszty prawie sobie nie zdawałem

sprawy, z tego że chodze jak przypał też nie. Dopiero koleś od

fifki zwrócił mi uwagę, że to przez to że chce mi się szczać i

jak sie nie odleję to się poszczam w gacie. I wtedy zaczeło się

najgorsze...





Przed tym co zaraz napisze musze powiedzieć, że z trawą,

grzybami, kwasami, amfą, różnymi lekami (w tym: Acodin), gałką,

bielunem nawet (czego bardzo się wstydze) klejem, mam bliskie

kontakty od blisko 5 lat więc już raczej nie ulegam tak banalnym

sugestiom, tym razem było inaczej... Uwierzyłem mu od razu bez

zastanowienia, zupełnie też zignorowałem fakt, że był zjarany i

po prostu robił sobie zwałe. Pobiegłem swoim wygietym krokiem do

pokoju obok, zdjąłem gacie i próbuję się odlać, a tu nic nawet

kropelki. Prawda jest taka, że w ogóle nie chciało mi się lać,

ale wtedy miałem taką sraczke myślową, że nie brałem takiej

opcji pod uwagę. Koleś rzucił hasło: "Zwal se konia to na pewno

sie odlejesz!" Jak mnie to wkurwiło to szkoda gadać! Poczułem

takie oburzenie, ze nie wiedziałem co powiedzieć, świat wirował

w niesłychanym tępie, a ja już wiedziałem, ze nie mam nad soba

kontroli. Stałem z jak wryty i tylko kipiałem ze złości. "No

mówię poważnie, wszyscy tak robią, nikt nie będzie się z ciebie

śmiał!" dorzucił po chwili. Wtedy nie wytrzymałem. Porwałem z

ziemi jakąś dechę i z dzikim wrzaskiem: "CO TY DO MNIE KURWA

MÓWISZ?!" rzuciłem się na kolesia z myślą, ze na pewno go zabiję

i będę się rozkoszował z tego jak z jego głowy robi sie krwawa

miazga. Całe szczęście na mojej drodze stanął Roman, który jest

ode mnie wyższy o jakieś 25 cm i łagodnym jak baranek głosem

powiedział: "Spokojnie, oni ci tylko tak wkręcają, jak nie

chcesz szczać to nie szczaj, mi też sie nie chce", po czym

łagodnym ruchem wyjął mi dechę z dłoni i wyrzucił za okno. Wtedy

przyszła fala ciepłej, łagodnej i extremalnie przyjemnej jazdy.


Czułem sie wspaniale, jak nigdy dotąd, chciałem się do

wszystkich przytulić i przeprosić za to, ze byłem taki niedobry

(!). Zacząłem o czymś gadać, nawet nie wiem o czym, skakałem z

tematu na temat, buzia mi się nie zamykała, po prostu

opowiadałem zwykłe historie z mojego życia z takim entuzjazmem,

że nie mogę powiedzieć, że mówiłem, ja wrzeszczałem. Żadnej z

tych historii nie dokańczałem, bo po minucie mówiłem już o czymś

innym. Nagle zauważyłem, że gryzę sobię język i wargi, nie

mieliśmy nic do picia, nie mieliśmy też podstawy czyli gumy do

rzucia. Całe szczęście ci dwaj musieli już iść do domu, bo było

tak około 0:30 i obiecali, że dadzą nam butelkę czegoś do picia.

Dostaliśmy jakiś sok, nawet nie wiem co to było, ale było

pyszne. Roman cały czas cierpliwie słuchał tego co gadałem, albo

i nie, w każdym razie chodził z zamknietymi oczami, uśmiechem na

twarzy i w ogóle sie nie odzywał. Połaziliśmy jeszcze półtorej

godziny, zupełnie nie przejmując się ulewą i o 2 byłem już w

domku. Mama spała i całe szczęście, bo jak bym zaczął z nią

gadać to pewnie nieźle bym popłynął. Położyłem się do łóżka i

tak skończyła się moja pierwsza p r a w d z i w a jazda po

Extasy. Gdyby nie ci kolesie i brak muzy to mógłbym śmiało

powiedzieć, że była to najlepsza jazda jaką miałem w

życiu.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media