Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

twisted for life

detale

Apteka:

raporty unknown

twisted for life

Data intoksykacji: 29.07.2003


Substancja: bromowodorek dekstrometorfanu (DXM Hbr w postaci kapsulek Tussidex)


Dawka: 480 mg (15 kapsulek Tussidexu + 2 tabsy Tussalu) - ok 7 mg/kg


Doswiadczenie: mj, #, alk, efedryna, DXM (male dawki)


Set & Settings: wieczor, a raczej noc, po milym spotkaniu z ukochana dziewczyna, bardzo pozytywne nastawienie do zapowiadajacej sie jazdy (ktora przeszla moje oczekiwania :>), dom, pokoj - wszystko pieknie.





Byl to moj trzeci raz z DXM - pierwszy raczej kontrolny (sprawdzenie nadwrazliwosci - 150 mg), drugi ciup konkretniejszy, tzn. 300 mg ale w oczekiwaniu na faze usnalem i obudzilem sie chyba jak juz zaczelo schodzic (krecilo sie tylko lekko w glowie). Nie majac doswiadczen z zadnymi

psychodelami, nie mowiac juz o zadnych konkretnych wizjach czy halunach, zatem zupelnie nie bylem przygotowany na to, co zaserwowal mi Duch DXM.





0:00


Wrzucam cale opakowanie Tussidexu (15 kapsulek po 30 mg = 450 mg czynnego DXM), zagryzam jakas buleczka, popijam woda, potem dorzucam 2 Tussale, ktore zostaly mi z ostatniego dokovania (30mg), wcinam jakies paluszki, siedze przy kompie i czekam. Liczylem, ze bedzie wchodzilo tak max z 1h, no jednak okazalo sie, ze wchodzilo ciup dluzej.





okolo 1:00


Czuc juz pierwsze efekty, lekki zamet we lbie, blednik juz lekko przysiada jednak (do k***wy nedzy) zaczela mnie mozyc lekka sennosc, zatem wsadzlem na leb sluchawki i polozylem sie na lozko. Lookalem jeszcze ciup w TV i sluchalem moich klimatow, tzn. nu metalu, crossovera itp.





ciup przed 2:00 (w tym momencie wsio juz chyba weszlo :>)


Ten rodzaj muzyki zaczal mnie irytowac. Wprowadzala we mnie straszne zamieszanie, ze gdy patrzylem na wlasny pokoj pograzony w ciemnosciach, to wydawal mi sie on kompletnie obcy.


Wylaczylem wiec muze i zaczalem sie gapic w TV. Okazalo sie, ze TV nie idzie za cholere

ogladac, bo galki oczne lataly mi jak nachlane swietliki wiec wylaczylem w cholere TV, pogasilem

swiatla w pomkoju i w spokoju i ciszy zaczalem wpatrywac sie w sufit - no i wtedy sie zaczelo...





2:00


Poprzez otwarte okno wpadaly do pokoju promienie swiatla, ktore, zakzywione poprzez cienka

szpare w oknie, tworzyly dosc ciekawe wzory. W pewnym momencie sufit, ktory wtedy wydawal sie

kompletnie czarny zapelnil sie roznymi, drobnymi, jasno swiecacymi punkcikami, poprzecinanymi

pasami powstalymi z uchylonego okna, co tworzylo obraz wielkiej figury, ktorej boki stanowily

pasy swiatla i ktora znajdowala sie na tle malych gwiazdek. W pewnym momencie wszystko to

zaczelo obracac sie na boki - raz wychylajac w lewo raz w prawo, az w koncu zaczelo sie obracac.


Obserwowalem to zjawisko lekko wystrachany (pierwszy raz mialem do czynienia z jakakolwiek wizja

narkotyczna :>), az w pewnym momencie ze srodka owej figury blysnelo jasne swiatlo - zamknalem

oczy... i tu zaczyna sie kosmos...





okolo 2:30


Sekunde po zamknieciu oczu zobaczylem dlugi i krety tunel, ktory najpierw byl wylozony w

calosci kafelkami koloru zielonego, ktore pozniej zaczely powoli przechodzic w cos, co moglbym

okreslic jako luski krokodyla. Tunel ciagnal sie bardzo dlugo a ja przez niego lecialem z coraz

wieksza i wieksza predkoscia. Nie bedac zaprawiony w psychodelicznych bojach czasami ze strachu

otwieralem oczy (co psulo cala jazde) i wracalem na chwile do normalnego swiata - jednak to

strasznie uspokajalo i nie moglem sie przed tym powstrzymac. Za kazdym ponownym razem, gdy znow

zamykalem oczy ukazywala mi sie zupelnie inna, nie powiazana niczym z poprzednia wizja.


Zamknalem ponownie oczy. Kolejna wizja byla zaskakujaca - wszystko widzialem tak, jakby przed

oczami rozwinieto mi biale, jednak lekko przezroczyste plotno, a wszystkie postacie byly tylko

cieniami, odbijajacymi sie na tym plotnie. Widzialem ciemnego osobnika, stojacego za murem, zza

ktorego wystawala tylko jego reka, ktora to z kolei delikatnym i falistym ruchem machal w gore i w dol. W pewnym momencie, jakby spod ziemi

wylonila sie druga, ktora przypominala reke szatana - ochydna, parchata, z dlugimi pazurami, ktora zlapala owa falujaca reke i wciagnela ja pod ziemie.
Znow otworzylem oczy...





3:13


Spojrzalem na zegarek - minela prawie 1h, podczas gdy wszystko w moim odczuciu trwalo jakies kilka minut. Zachcialo mi sie odlac. I tu wtopa - gdy podnioslem sie na lozku swiat zawirowal, mna zakrecilo i znow ogladalem wszystko z perspektywy lezacego na lozku. Zwalilem sie jakos z tej lajby i prawie na czworaka dolazlem do klopa. Tam stanalem nad kiblem i chyba z 10 min

robilem miny do muszli, ale ze cholere sie nie wysikalem. Postanowilem w tym momecnie wrocic i isc juz spac, bo bylem dosc zwalony, a takie schizy o 3 nad ranem bardzo mnie wykonczyly... ahh, jak glupi bylem myslac, ze tak po prostu usne...





3:30


Ulozylem sie juz wygodnie do spania, chociaz przyszlo mi to z wielka trudnoscia, bo konczyny lataly mi jakbym byl po paralizu. Wtulilem sie w podusie i postanowilem zasnac. I tu zaczela sie godzina, ktora byla zdecydowanie negatywna czescia mojego tripu





3:40 - 4:30


Znow zamknalem oczy. Tym razem przed oczami nie ukazala mi sie jakas basniowa wizja, ale

normalna scenka z zycia codziennego. Widzialem moja dziewczyne, ludzi znajomych, rodzine, dom i

wszystko co znam na codzien. Bylo to tak realne, ze momentami totalnie sie zatracalem i mimo

swiadomosci, ze to jest trip i to nie jest prawda, ale w jakiejs wewnetrznej obawie otwieralem

oczy, aby sie upewnic, ze to sie rzeczywiscie nie dzieje. Wszystkich wizji dokladnie nie

pamietam, bo co chwila otwieralem oczy i za kazdym kolejnym zamknieciem wizja byla inna, jednak

powoli zaczelo stawac sie to meczace. Bylem strasznie senny, a nie moglem spokojnie zasnac, bo

zamkniete oczy oznaczaly kolejne wizje. W pewnym momencie zaczalem nienawidziec DXM - nie

pozwalalo mi na chwile spokoju, nie pozwalalo mi spac, ciagle mnie meczylo i nie chcialo ode

mnie odejsc. W pewnym momencie wpadlem w szal i zaczalem kopac poduszki po pokoju (dzieki Bogu

tylko poduszki, ale szybko sie uspokoilem, bo nie mialem sily utrzymac sie prosto na nogach ;> Mialem tysiac mysli na minute - ze nie wezme wiecej tego

gowna, ze koniec z chlaniem i jaraniem ziola, ze chce do swiata, jaki znalem po trzezwemu i jaki

kocham. W koncu dalem na luz, polozylem sie i postanowilem czekac, az DXM sie wypali. Nie wiem,

kiedy usnalem - obudzilem sie okolo 11 dnia nastepnego. DXM juz sie wypalilo.





Bylo to pierwsze w zyciu moje dosiadczenie z psychodelikami i pierwsze w zyciu z tak duza dawka

DXM. Pierwsze mysli, jakie mialem po pobudce, zakladaly, iz nigdy wiecej nie bede niczego

wrzucal, niczego palil. Ze mam ukochana dziewczyne, rodzine, przyjaciol i ze to oni sa dla mnie

najcenniejsi i ze to im powinienem poswiecac czas i zdrowie, a nie tracic je na dragi. Mimo

takich mysli czulem sie dobrze - jakby wewnetrznie oczyszczony. Jest teraz 17 tego samego dnia i

czuje sie wysmienicie. Oczywiscie mysli o rzuceniu dragow juz dawno poszly w niepamiec, ale na

szczescie wszystkie te dotyczace swiata, bliskich i zwiazanych z nimi emocjami pozostaly. Gdy wyszedlem na zewnatrz ujrzalem swiat, ktory do tej pory wydawal mi sie chujowy i malo kolorowy

i... dzis byl naprawde piekny - jak nigdy. Bylem u dziewczyny i Ona tez byla piekna - jak zawsze

:> DXM pryslo, ale pozostawilo te nieslychanie uczucie zblizenia ze wszechswiatem. Nie wiem, jak wielkie kohones ludzie maja, ze wrzucaja po 900 volt, ale z pewnoscia za jakis, zdecydowanie dlugi czas, sproboje wiecej - moze uderze

w 600 mg. Ale narazie spokoj i radosc z ponownego odkrycia rzeczywistosci :>

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media