Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

trzeba z tym skończyć...

detale

Natura:

raporty unknown

trzeba z tym skończyć...

Poziom doświadczenia:LSD, amfetamina, benzydamina, thc, alkohol


Chciałbym się z Wami podzielić przemyśleniami na temat zarzywania przezemnie "środków odurzających".

Mam 22 lata moja przygoda z dragami zaczęła się w 2000 roku. Na pierwszy ogień poszło zioło. Chodziłem wtedy do szkoły na Warszawskiej Pradze gdzie o towar nie trudno. Z początku paliłem nie dużo. Jakieś dwie fifki tygodniowo. Ale jak wiadomo apetyt wzrasta w miare jedzenia. Zacząłem poznawać środowisko dilerów, złodzieji i różnych innych niebieskich ptaków. Nie minęło dużo czasu, jak z dwóch fifek tygodniowo zrobiło się pięć, potem dziesięć itd. Podobało mi się palenie. Lubiłem sobie zapalić po szkole. Z czasem zacząłem palić i przed lekcjami i w czasie lekcji. Doszło do tego że z kolesiem na przerwie szliśmy do dila załatwialiśmy materiał, jaraliśmy i wracaliśmy na lekcje.



Po jakimś czasie doszedłem do takiej wprawy że potrafiłem wyjarać sztuke w jeden dzień. Wszystko wtedy kręciło się wokół palenia.

Rano palenie zamiast śniadania, palenie przed obiadem, palenie po obiedzie, no i oczywiście palenie wieczorem bo inaczej nie mogłem zasnąć. Po pierwszym nie zaliczonym semestrze (studium policealne) dałem sobie spokój ze szkołą, ale na Prage przyjeżdżałem dalej, w wiadomym celu. Przez pewien czas nic nie robiłem, nie pracowałem, nie uczyłem się. Opierdalałem się koncertowo i jarałem na potęge.

Po jakimś czasie efekty po paleniu malały, więc zacząłem się wspomagać browarem. Dzień kończyłem dwoma fifkami i trzema piwkami. Zaczęły się piguły, kwasy, amfa ale nigdy w nadmiarze, a raczej sporadycznie. Zawsze na pierwszym miejscu było palenie.

Taki ciąg trwał cztery lata. W tym czasie zdałem mature i dostałem się na studia (sam nie wiem jak bo byłem zjarany). Paliłem, paliłem, paliłem i jeszcze raz paliłem. Ciągle byłem zjarany, w szkole, na wycieczce, na imprezie, u cioci na imieninach, przy wigilijnym stole.



Nie wiem czy przez te cztery lata miałem choć raz więcej niż 15 godzin przerwy w paleniu. Nawet nie próbuje liczyć kasy którą przepaliłem, ale pewnie jeździłbym teraz porshe.



Dziewczyny mnie nie interesowały, rodzina też. Interesowało mnie tylko żeby zapalić i mieć wszystko w dupie.

Chciałbym zaznaczyć że pochodzę z rodziny inteligenckiej. Rodzice się mną interesują, zero patologii.



13 marca 2004 podjąłem ważną decyzję. PRZESTAJE JARAĆ!!! Wiem że nie będzie to łatwe. Palenie stało się dla mnie tak naturalną sprawą jak jedzenie, picie, spanie czy wydalanie. Wiem też że przez palenie moje życie zaczęło wyglądać jak papier toaletowy (długie, szare i do dupy). Marihuana zabrała mi najlepsze lata życia. TRZEBA Z TYM SKOŃCZYĆ...



Ps. Życzę wszystkim czytelnikom NG jak najwięcej trzeźwości.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media