Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

trudne miłego początki

detale

Natura:

raporty unknown

trudne miłego początki

Tak. Jednak przekonałem się, że czas coś napisać a nie tylko czytać neuro

groove.




Palić trawę zacząłem stosunkowo niedawno. Heh na palcach jednej ręki mogę

policzyć ile razy już spotykałem się z panną Marią :P




Pewnego pięknego dnia , gdy przyszedłem do szkoły zostałem zszokowany przez

mojego kumpla. Okazało się ,że przypala i to już nie był pierwszy raz.

Początkowo się z niego polewałem, ale z czasem też chciałem spróbować.




Było zimno. Poszliśmy do parku nieopodal domu kumpla (szliśmy wtedy na

jakieś picie chyba). Zimno. Piździ jak cholera. Ręce mi drętwieją. Ale musze

być twardy. Kumpel wyciąga już nabitą lufkę. Początkowo męczy się z

zapalniczką, gdyż ta z powodu silnego wiatru gaśnie co chwilę. Udało się.

Kumpel zaciąga się i daje mi lufkę. Ehh. No tak zaciągnąłem się tak

umiejętnie, że myślałem ,że płuca stracę i na dodatek cały dym natychmiast

wypuściłem. Potem zaciągnąłem sie jeszcze pare razy. Kumpel zaczął coś czuć.

Ja nic. Poszliśmy z parku na piwo. No cóż mówią ,że z pierwszym razem nic

nie czuć
. Kumpel mnie pocieszał :P tym ,ża mam twardy organizm i głowę :P.




Jakiś czas później nadarzyła się kolejna sposobność. Znowu ten sam park (a

potem inna jego część) i znowu zimno jak cholera. I nie ,że się powtarzam

,ale znowu u mnie nic. Kolejny raz ratunek w p&p (piwo i pizza).




Na dłuższy czas dałem sobie spokój. Ale niestety kumpel co chwile opowiadał

jak było zje... jak mu było dobrze :P.




Ok. Zaparłem się. Do trzech razy sztuka. Jak tym razem nic to pieprze trawę.




Pewnego dnia umawiam się z kumplem na p&p&p (to co wyżej + palenie :P). Nie

miał trawki więc musiał zadzwonić do naszego znajomego. Jedziemy do niego

samochodem. Na miejscu okazuje się ,że z nim trzeba pojechać do naszego

innego znajomego, który zna kilku dealerów. Ale niestety musieliśmy z

wyjazdem poczekać 30 min (kumpel jadł obiad :P, pierogi).




Jedziemy we trzech samochodem. Dojeżdżamy na miejsce. Wchodzimy na drugie

piętro (chyba :P). Tam się okazuje ,że trzeci kumpel nas zaprowadzi do

dealera. Jest nas już 4. Jedziemy dalej. Ten ostatni dzwoni do dealera, ale

okazuje się ,że go nie ma w mieście. Wrrrrr. Już miałem dosyć. Ponad

półtorej godziny w plecy.




Ale dobrze. Grunt to być optymistą. Kolega dzwoni do innego dealera, ale

trzeba czekać 15 min. Podjeżdżamy pod blok i czekamy. Kumpel wychodzi i

idzie do pana sprzedawcy ;P Wraca. Widząc go zakładamy się czy ma towar

(gdyby nie miał to bym się nie zdziwił :P). Huraaa!! Nareszcie jest.

Odwozimy jeszcze tylko tych dwóch znajomych do domów a potem do kumpla,

stamtąd udajemy się do parku.




Początkowo byłem zdenerwowanyy, że znowu nic ,ale.... czemu jakiś taki

wesoły jestem :P, czemu zaczynam śmiesznie mówić? :P I dlaczego gdy

oglądałem latarnie do góry nogami tak mi się one podobały
? :P Poszliśmy

jeszcze na piwo i pizze a potem do baru gdzie była dziewczyna kolegi.

Niestety ( a może stety :P) była tam ekipa znajomych. Toczyli wszyscy jakieś

dyskusje i kogoś obgadywali. My z kumplem siedliśmy z boku. Zaczęła się

śmiechawa
. Polewaliśmy ze wszystkiego. A jak widziałem, że kumpel udaje

przed dziewczyną normalnego (niepotrzebnie, bo ona nie ma nic przeciwko) to

nie mogłem. Potem poszliśmy do jego domu i tam powoli faza zaczęła schodzić,

jednak mi nie do końca ,bo gdy wracałem autobusem to miałem różne dziwne

przemyślenia odnośnie ludzi w autobusie
. Dojechałem do domu i poszedłem

spać.




Teraz będzie ta część która jest dla mnie najważniejsza ( to już mój 4 raz

:P ) w tych wypocinach, które czytasz :P













25-IV-2003 Ostatni dzwonek (koniec IV klasy LO, jeszcze 2 tyg. do matury)




Zaraz po szkole jedziemy z kumplem, jego dziewczyną i naszą koleżanką do

domu tej pierwszej. Płeć piękną tam żegnamy i jedziemy autkiem :P w

stronę... eh w każdym razie na polną drogę niedaleko jego domu :P




W samochodzie zaczynamy palić. Robi się przyjemnie :P, ale nie spalamy

wszystkiego bo kumpel nie chce nas zabić
.




Mijamy po drodze kolesia łatającego drogę. Nagle coś mi kazało temu facetowi

powiedzieć ,że już sobie jedziemy :P Jakieś 20 metrów dalej wybuchamy w

aucie śmiechem. Dojeżdżamy pod jego dom, zostawiamy samochód (oczywiście

ciągle z czegoś polewamy) i idziemy na pizze (jedna na dwóch). Humor mamy

bardzo dobry :P.




Zjadamy i idziemy w stronę jego domu, zahaczając o park ,żeby skończyć to co

nam zostało. Klimat nadal wspaniały. Zamawiamy pizze do domu przez telefon,

bo czujemy się głodni, pomimo że przed chwilą jedliśmy.




W domu kolegi postanowiłem zagrać na komputerze w Medal of Honor po sieci.

Odpaliłem grę. Gram z 5 min. i nagle.... Tego się nie da opisać. Jakbym był

gdzieś indziej. W jakimś cudownym miejscu gdzie wszystko jest możliwe. Byłem

we śnie. Jedyne, co mogłem powiedzieć to "Uaaaa". A najśmieszniejsze jest

to, że wydawało mi się, że jestem w tym "świecie" strasznie długo a naprawdę

to było tylko kilka minut
. Oczywiście wszystko to miało miejsce podczas gry,

której nie przerwałem. Mam lepszą podzielność niż Napoleon :P




Przede mną, na ekranie monitora, toczę wirtualną wojnę. Natomiast ta część

mózgu i świadomości ,nie zajęta graniem, znajduje się gdzieś daleko pędząc z

prędkością światła
. Niby rozmawiam z kumplem normalnie, ale to "mózgowa

wizja" jest ze mną cały czas. Nie był to jakiś halun ani żadne urwanie się

filmu. Coś jakby wlazło mi do głowy i wiedziało czego chcę.




Ale oto przyjeżdża pizza. Postanawiamy oglądnąć Ali`ego G in Da House :)

Obraz ten normalnie by mi nie przypadł do gustu, ale wtedy... :P




A gdy oglądałem go jakoś mi wszystko przeszło, więc zaraz po filmie

wróciłem do domu. Nawet nie miałem czasu o tym kumplowi opowiedzieć, a

dzisiaj mimo, że widziałem się z nim 3 godziny też zapomniałem.




I tak oto po kilku ciężkich próbach dołączyłem do grona ludzi, którzy

rozumieją Horacjańskie carpe diem :P




Lookaz thx., że przez ciebie jestem drug userem :P




PS



Do czytelników.



Pomimo, że wygląda na to, że ciągle wpieprzamy pizze jesteśmy normalni (a

kumpel ma nawet niedowagę) :P





Doo

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media