Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

trance & clover

detale

Chemia:

raporty unknown

trance & clover

Bylem na transowej imprezce techno, dosc duzy klub, osob w sam raz, raczej

bez dresiarstwa.


Zapodalem standardowy zestaw - setka fety na pobudzenie przed wyjsciem (nie

przepadam za amfa, za bardzo mnie meczy), tuz przed wejsciem tabletka

ecstasy - zielona koniczynka.


Zaczalem sie powoli wkrecac w impreze, tanczyc, po jakiejs godzine bylo mi

juz calkiem przyjemnie, MDMA zrobilo swoje.


Wszystko bylo normalnie az do momentu gdy wpadlismy na pomysl ze warto by

bylo przyjarac... wyszlismy przed klub zeby nie stresowac ochrony i

zrobilismy co trzeba - materialem byl typowy skun.



Po jakims czasie po powrocie do klubu zauwazylem ze jestem maksymalnie

wyczesany... Jazda byla podobna do kwasowej, ale o wiele bardziej

intensywna. Nie bylo tego wrazenia normalnego dla mnie po LSD - ze

kontroluje w jakims stopniu tripa i ze mam swiadomosc ze wszystko co mi sie

wkreca to tylko wytwor mojej wyobrazni. Wkrotce polknalem druga pigule.




Zaczelo sie od tego ze znajomi przestali rozumiec co do nich mowie...

podobno mowilem bardzo cicho ale ja bylem pewien ze glosno krzycze. Dopiero

po jakims czasie zrozumialem ze problem wynika z tego ze SLYSZE swoje

mysli - odbieralem je jako wypowiadane przeze mnie gdy tak naprawde byly

tylko w mojej glowie.




Po jakims czasie stwierdzilem ze nie potrzebuje slyszec co ludzie do mnie

mowia bo rozmowy i tak odbywaly sie w mojej glowie... To troche dziwne

uczucie zdac sobie sprawe ze to co SLYSZE jako glos osob z ktorymi niby

rozmawiam to moje mysli... o ile to byly MOJE mysli ;)

Pozniej zlapalem paranoje ze musze rozmawiac, bo ktos (cos) zauwazy ze nie

pracuje na `normalnych` falach. Nie wiem dokladnie o co chodzilo, ale to

bylo cos wspolnego z Matrix`em a Big Brother`em. Po prostu czulem sie

obserwowany.




Probowalem wiec nawiazac jakas komunikacje ze znajomymi, ale bylo to trudne

bo nie potrafilem odroznic co do mnie mowia a co `odbieram` telepatycznie :>

Analogiczne problemy byly w druga strone - czasem kiedy bylem pewien ze

powiedzialem, co mam do powiedzenia, okazywalo sie ze tylko myslalem ze cos

mowilem :> Z tego co pamietam troche to irytowalo ludzi :))




Pozniej doszly do tego mocne haluny wizualne. Na poczatku zaczely mi sie

zmieniac twarze - to juz mi sie zdarzalo czasem po pigulach, ale na

niewielka skale. Polegalo to wczesniej na tym, ze kiedy patrze na kogos to

po chwili patrzenia zmienia mu sie twarz. Najczesciej polega to na tym, ze

widze kogos znajomego, ktory po chwili zmienia sie w nieznana osobe. Czasem

zdaze zaczac rozmowe zanim orientuje sie ze sie pomylilem.




Tym razem osiagnelo to ekstremalne rozmiary. Tanczylem... Muzyka bezlitosnie

wkrecala mi sie w psychike, miala bezposrednie przelozenie na moje emocje.

Kiedy osiagala punkty kulminacyjne odczuwalem euforie, kiedy energii ubywalo

lapalem dola.




Twarze ludzi stawaly sie stare i mlode na zmiane, ludzie znikali i pojawiali

sie, zmienialy sie ich cale sylwetki. Potem mialem smieszne wrazenie ze

zgubilem swoje cialo - probowalem je dostrzec wsrod otaczajacych mnie ludzi,

i czasem wydawalo mi sie ze je widze... Probowalem isc za nim ale wtedy

okazywalo sie ze to jednak nie ja ;)




Tyle byloby w skrocie... oczywiscie na tripie wszystko ukladalo mi sie w

jakas calosc i mialo jakis glebszy sens, ale to juz zostawie dla siebie ;>




Nastepnego dnia po przebudzeniu (spalem od 7 do 14) dalej bylem nieco

zakrecony

i wygladalem podobno nieco przerazajaco, tak jakbym jeszcze nie wrocil do

rzeczywistosci.

Przeszlo mi po paru godzinach, w okolicy wieczora juz bylo wszystko ok.




Od poczatku roku bralem trzy razy LSD - w sumie 5 razy w zyciu, ale nawet na

tripie nie mialem takiej wyjebki jak na tej imprezce. Podobna masakre

przezylem kiedy bralem pierwsza pigule - w pazdzierniku 2k Wtedy tez

polaczylem ja z mocnym skunem. Pozniej wrzucalem ecstasy regularnie przez 3

miesiace co tydzien, ale stwierdzilem ze to glupie, poza tym wzrosla mi

tolerancja a ja nie chce zwiekszac dawek No i nie mialem wiekszych sensacji,

imprezki byly bardzo przyjemne ale bez specjalnych `mistycznych` doznan.

Odpuscilem sobie na jakis czas, a teraz nie lykam czesciej niz raz na 2-3

tygodnie.




Zastanawiam sie jak to jest mozliwe ze ten sam (teoretycznie) nakotyk dziala

tak roznie w zaleznosci od okolicznosci. Podejrzewam ze w tych koniczynkach

jest cos innego niz mi sie wydawalo... lyknalem kiedys pol w domu i efekt

byl troche inny niz zazwyczaj po MDMA- nie bylo gonitwy mysli a raczej

doskonale wyciszenie i klarownosc umyslu - kojarzy mi sie to z opisami

medytacji - nie jestem w stanie porownac tych stanow na podstawie wlasnych

doswiadczen

bo medytacja to jeszcze przede mna otwarty rozdzial.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media