Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

sylwestrowe szaleństwo i jego konsekwencje

detale

Natura:

raporty unknown

sylwestrowe szaleństwo i jego konsekwencje

Substancje - MDMA, marihuana i Tussipect + alkohol


Poziom doświadczenia - MDMA raz, THC i tussi kilkanaście razy


Dawki i metody zażycia - MDMA połknięta jedna, różowa dropka z sercem; THC spalone około 0,5g; Tussi połknięte 6 tabletek


Set&setting - napalony na imprezkę;)



Przyjemności


Okolo 20 przybyliśmy na imprezkę. Wypiłem z trzy pifka, kilka kieliszków i około 21.45 zażyłem extacy. Po około 20 minutach doszedłem do wniosku, że przydałoby się coś jeszcze spalić, więc poszliśmy do 'handlarza'. W drodze, około 30 minut po spożyciu, byłem na maxa naładowany energią, miałem ochotę iść szybko, a nawet biegać, zajebiście rozmawiało mi się z kolesiami z którymi szedłem po towar. Około 23 spaliłem lufkę ziółka i okazało się, że zgubiłem wora!!! Około 23.30 wyszliśmy pod Dom Rybaka(tam o północy masa ludu sie spotyka, składają sobie życzenia itp.). Wychodząc miałem puste ręcę. Idę sobie, gadam z kimś, a tu nagle mam w dłoniach szampana!!! Nie wiem skąd się wziął, ale nie przeszkadzało mi to. Po chwili mam drugiego! Dziwne... Żadnego przecierz nie kupowałem. Gdy doszliśmy na miejsce miałem z powrotem jednego. I wtedy rozłączyłem się ze swoją grupą, gdzieś zaginęli mi. Mimo, że nie znałem do końca drogi z powrotem, to nie przejąłem się, bo serotonina działała:) Nagle wystrzeliły fajerwerki, a ja mam otwartego szampana:D nie wiem jak to się stało, ale smakował wyśmienicie. Składałem życzenia nieznanym mi osobom, ogólnie czułem się szczęśliwy, niczego nie było mi potrzeba. Później spotkałem qmpla, który zaprowadził mnie na miejsce imprezy. Zdjąłem kurtkę, wkładam rękę do kieszeni, wyciągam ją, a tu tableta. Połknąłem ją. Znowu włożyłem rękę do kieszeniu i znowu znalazłem tabletę. Okazało się, że miałem resztkę Tussipectu, ale wydawało mi się że go też zgubiłem... Nie robiąc sobie nic z tego zjadłem to, co mi zostało. Około 5 mieliśmy jedną koleżankę odprowadzić, wstaję z podłogi a tu wór się odnalazł! Potem doszedłem do wniosku, że miałem go przez cały czas w kieszeni, tylko nie mogłem go znaleźć:) Odrowadziliśmy ją, po drodze z sickboyem spaliliśmy połówkę, następnie udaliśmy się do niego na spoczynek. Ponieważ szkoda nam było trawki, to dokończyliśmy samarkę. Do snu słuchaliśmy Preisnera.


Mniej miłe sprawy


Przez cały czas było mi ciepło. W zasadzie w mroźną noc, to nie przeszkadza, ale mogło to spowodować przegrzanie organizmu. Poza tym nie mogłem spać. Gdy położyłem się na wyrku, to wydawało mi się że wszystko wiruje, a ja dostanę zaraz choroby morskiej. Około 9 rano (po 2,5 h snu) dostałem sraki (jak pierwszy raz brałem pixe to było to samo). Drugi raz obudziłem się około 10.30. Nie było aż tak źle. o 11 matka qmpla przygotowała śniadanko. Ja wypiłem tylko pół szklanki herbaty. o 12 wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Koszmar!. Chciało mi się wymiotować (to chyba przez zieloną herbatę), było mi okropnie gorąco. Gdy wszedłem do domu od razu poleciałem do klopa, po myślałem że będę spawał. około 12.30 położyłem się w moim łużeczku. Zanim zasnąłem, przy zamkniętych oczach widziałem różne postacie i ludzkie twarze. Nie wiem dlaczego, ale bałem się ich. Obudziłem się o 23 i do 1 oglądałem TV i dalej spałem do 11. W piątek zjadłem obiad o 14 i zasiadłem przed kompem. W jednym z naukowych artykułów czytałem, że extacy może wywoływać depresję. Nie mylili się. Miałem okropnego doła. Wszystko mnie smuciło, miałem ochotę słuchać tylko smętne piosenki itp. Miałem ochotę komuś się wyżalić, ale nie miałem komu. Wszedłem na siakiegoś czata, ale wszyscy mnie wkurwiali. około 2 w nocy poszedłem spać. Wstałem po 1). Nadal miałem lekkiego doła, ale weszła do pokoju matka, powiedziała coś głupiego i od razu zniknął.


W poniedziałek miałem się uczyć, więc tradycyjnie zarzuciłem około 20 4xTussi i zajebiście mocną kawę. Czuję, że weszło. O 21 telefon - nauczycielka od korków w szpitalu, nie muszę zakuwać. Zasnąłem dopiero około 2. We wtorek siedziałem też do 2 (na czysto). Położyłem się na lewym boku. Zasnąłem. Naszły mnie koszmary. Wydawało mi się, że łożko wiruje, odpadłem w czasie jakiejś imprezy, dobiera się do mnie jakaś brzydka typiara, a moja ręke dotyka podłogi (śpię na łóżku piętrowym około 1,5 m nad podłogą. Miałem świadomość, że mogę w każdej chwili się obudzić i że jeśli tego nie zdrobię to umrę. Dziwne uczucie, wiedziałem co się dzieje, ale gdy chciałem się wyrwać z tego koszmaru, to mogłem jedynie wydać jakiś pisk. Po jakimś czasie obudziełem się, napiłem się wody i położyłem na drugim boku. Tym razem wydawało mi się, że serce zaczyna mi coraz mocniej bić, że zaraz pęknie i jeśli się nie obudzę to umrę. Znowu miałem jakby świadomość, ale mogłem tylko sobie 'piskać'. Rano wszystko było dobrze, tylko byłem niewyspany. Wydaje mi się, że za te koszmary odpowiada mieszanka MDMA+Tussi, matka powiedziała, że może przejąłem się nauczycielką:)


Podsumowanie


Generalnie nie żałuję tego. Wspomnień (tych które mi pozostały) nikt mi nie odbierze. Jedyny zgrzyt to deprecha, ale jest podobno syropek z serotoniną, który to leczy, więc może w przyszłości to nie będzie już problemem. Wiem, że już nie powinno się mieszać pix z tussi, przynajmniej w moim przypadku.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media