Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

po linie do śmierci (jeszcze nie).

detale

Natura:

raporty unknown

po linie do śmierci (jeszcze nie).

Doświadczenie: gałka muszkatałowa (trzy razy), bieluń (dwa, lecz nieudane razy), efedryna (2 - razy), amfetamina (ponad 10 razy), DXM (dwa razy), mj/hasz (ilości niepoliczalne), extasy (3 pixy), LSD (4 razy), grzyby psilocybe (dwa razy), Salvia Divinorum (trzy razy, z czego jeden na 2/3 plateau), Ayahuasca (ten raz).




2 II 2005, 9:50-13h. Przygotowanie:

Mam 10 g Mimosa hostilis, kawałek kory; 4 g Peganum harmala - nasiona.


Nasiona zmieliłem w młynku do kawy, trochę to zajęło, ale proszek wyszedł wporządku. Korę drzewa rozluskałem na małe kawalki, nawet pociąłem nożyczkami.


Hmmm... w każdym przykładzie przygotowania jaki czytałem musiałem mieć czystą wodę o poziomie ph między 4-5(odczyn kwaśny). OI, ale jak to zmierzyć ? Tak, już wiem.


Do jednego garnka wlałem wodę(prawie litr), więcej niż pół soku z cytryny(który dodawany jest do herbaty), cały kwasek cytrynowy jaki miałem(a było go tylko trochę), zmieliłem dwie tabletki witaminy C w młynku, wsypałem. Napiłem się trochę. Tak, teraz ma wręcz idealny odczyn, taaak.. ja to po prostu wyczuwam, wiem, że będzie dobrze.

Teraz w drugim, mniejszym garnku już naduje się Mimosa hostilis, zalewam ją kwaśną wodą, wsypuję odrobinę drugiej, sproszkowanej roślinki, gotuję na małym ogniu, po godzinie przychodzę i widzę, że jest tego o połowę mniej niż było, ok. Po schodzeniu wlewam do innego kubka (plastikowego nr. 1) przesiewając sitkiem ewentualne większe częsci roślinne. Zalewam kolejną porcją wody, gotuję jeszcze raz. Wsypuję sproszkowaną Peganum harmala do drugiego garnka, zalewam mniej kwaśną wodą (zostało mi mniej kwasku cytrynowego, wody cytrynowej i zmieliłem tym razem tylko jedną tabletkę witaminy C). Gotuję. Po pewnym czasie przychodzę do kuchni i widzę, że z Mimosa hostilis zostało trochę mniej niż połowa garnka, reszta wyparowała, a Peganum harmala właśnie kipi, zmiejszam palnik, trochę sproszkowanego materiału jest na piecu, ale kierując się zasadą co leży można podnieść radzę sobie i z tym.


Następnie wlewam poprzednio ugotowany wywar z Mimosy, do tego który jest teraz w garnku razem z materiałem roślinnym, gotowało się to jeszcze trochę, tak aby wyparować wywar do rozsądnych objetości.

Powstał pełny kubek z Mimosa hostilis (kolor brunatny - zapach nieprzyjemny, smak ? Nie pytajcie.), niepełny kubek z Peganum harmala (kolor pomarańczowo-żółty, zapach - jeszcze gorszy, smak - heh, gorszy od zapachu, niestety...)






3 II 2005, 5:40-9h. Akcja:


5:45 - zaczynam pić Peganum harmala.

Smak jest wręcz obrzydliwy... do przepicia używam wody z sokiem, jakoś to idzie. W międzyczasie już czuję mdłości..

6:15 - Huuusaaa.. wypiłem. W kiblu zauważam lekką euforię, ruch pozostawia nieznaczne smugi (traile).

6:30 - zaczynam pić Mimosa hostilis, hmmm... smak mniej obrzydliwy od poprzedniego wywaru, lecz tamten i tak zrobił swoje, mniej niż 10 minut później rzygam. Rzyganie odbywało się raczej spokojnie, dokładnie wiedziałem czy jeszcze coś mam do zwrócenia czy nie. Wiedziałem kiedy powinienem to oddać, wystarczyło się pochylić, otworzyć usta i wyrazić chęć. Wiedziałem, aby nie walczyć, to naturalna kolej rzeczy, byłem całkowicie spokojny. Po rzyganku chwilę jeszcze muszę odsapnąć, a po chwili dopijam końcówkę Tak, dobrze, że zostawiłem jeszcze trochę. Po wypiciu czuję znów mdłości, kładę się do łóżka, zamykam oczy... widzę czarną przestrzeć z jakimiś fioletowymi plamkami. Hmmm.. Przecież zawsze tak jest, heh. Z chwili na chwilę wszystko zaczyna się zmieniać, jedna ikonka na pulpicie ma małe ręce i chce złapać tę po lewej, fajnie. Zamykam jeszcze na chwilę oczy, słyszę muzykę z kompa (1200 Mics), co pewien czas słyszę jakby jeden dźwięk dobywał się z mojego pokoju, był wyraźniejszy, głośniejszy, i... po prostu dochodził z innego miejsca.


Tutaj zaznaczyć trzeba, iż to co się dzieje w głowie po wypiciu owego wywaru nie można porównać do innych substacji, to nie są przedziwne geometryczne wzory jak po kwasie, ani inne niemożliwe, czterowymiarowe figury i budowle jak po grzybach. Tym razem jest to jakby umiejscowienie umysłu w innym miejscu (sennym, astralnym, czy w innym wymiarze). Wizje są bardzo podobne do snu, ale czasami bardziej realistyczne.


Opiszę kilka wizji, aby przybliżyć to co się działo:


Pojawia się przede mną obraz człowieka leżącego obok mnie, jakiś indianin (wygląda na szamana) stoi nad nim, chyba chce złożyć tego leżącego w ofierze, zaatakowałem indianina, był silny, uderzyłem z powietrza pięścią w ziemię co spowodowało rozszczepienie się jej w kierunku przeciwnika. On ułożył swój kij poziomo, jakieś pół metra nad ziemią i stanął na nim. Stał wyprostowany, nie wzruszony. Wiedziałem, że ma większą moc ode mnie. Wiedziałem też, iż jest po to, aby mnie nauczać. Ta lekcja została zakończona.


Teraz dane było mi ujrzeć czym jest prawda. Wszystko musiało zostać przedstawione w formie snów/wizji i obrazów, gdyż tylko tak mógł zostać dokonany przekaz. Widziałem kobietę i mężczyznę, jedno symbolizowało prawdę, a drugie fałsz, lub też dwie strony sporu, ale żadna wartość nie była przypisana do jakiejkolwiek osoby. Następnie zostało rozerwanie każdego z nich na pół, a potem złączenie dwóch przeciwstawnych połówek w jedno. Prawda jest znaniem dwóch stron sporu, każdego jego elementu.


Później Ayahuasca ujawniała mi się pod postacią kobiety, zaoferowała mi kobiety, a potem siebie, no no, była bardzo piękna i ponętna, ale... wiedziałem,że to tylko kolejny test, wiedziałem, że muszę odmówić, aby zdać. Ona jest moim nauczycielem, nie chcę zmarnować tej okazji, pozwalam, aby zasypywała mnie kolejnymi naukami, wizjami.


Uciekam przed jakimś człowiekiem, jestem w budynku, w jakimś biurze, uciekam, kiedy ten gość mnie spotyka odzyskuję świadomość i postanawiam być nim, jestem nim, uciekam jako on, ale to jestem ja. biegnę, teraz chyba ja kogoś gonię, znajduję się w jakiejś wcale nie ładnej ubikacji. Człowiek, którego ścigałem stoi przy ścianie, mam go, ale teraz widzę jakby w lustrze moją twarz, zmienia się, mutuje oczy, następnie pocisk uderza we mnie z mojej lewej, twarz została jakby zmięta i wklęsła. Widzę jak on umiera, wstaję spod ściany i biegnę dalej. Czuję, że po zabiciu jakiegoś mnie, jego moc wchodzi we mnie, który go zabił (Chyba coś jak w filmie The One, ale jeszcze go nie widziałem). Bardzo ciekawa zdolność, czasami byłem dwoma, trzema ludźmi na raz, byłem świadom świadomości każdego z nich, to byłem ja; kiedy chciałem odzyskiwałem świadomość w wizji, (podobnie jak w świadomym śnie), kiedy chciałem świadomie traciłem świadomość i przystępowałem do oglądania filmu. To uczucie bycia jednocześnie tym samym człowiekiem w różnych wymiarach mnie zaciekawiło. Rozszczepienie świadomości na kilka poziomów spowodowało, że przez chwilę nie byłem pewien czy jestem jeszcze tym samym mną, czy jestem tu gdzie powinienem.


Otworzyłem oczy, zauważyłem, że wróciłem, patrzę na monitor, efekty są raczej takie sobie, małe falowanie obrazu, zamykam oczy, widzę trójwymiarowy obraz, zwykła wizja, ale tym razem jest w niej mały jaki pluszowy ludzik, obraz zmienia się w dwu wymiarowy, następuje wyrwanie go z przestrzeni, jest obrócony bokiem, poza nim jest tylko czarna przestrzeń. Teraz działam ja, jako odpowiedź dla Ayahuasci, dodaję obok tego obrazu jakby jego lustrzane odbicie, ale w zmienionych barwach, te dwa ludziki zaczynają walczyć ze sobą.


Jestem w jakimś szpitalu, chorym szpitalu... chyba kogoś, albo coś zabijam, albo zwłoki pojawiły się same, na ścianie i na ziemi jest brudna krew... trzymam w ręku serce, upuszczam je na podłogę w kałużę krwi, widzę ten obraz, serce próbowało jeszcze chwilę bić, pulsować. Uświadamiam sobie, że jestem tylko w wizji, to jest iluzja, już się nie boje, nie cuzję niepewności, tylko zdziwienie, co to miało symbolizowć ? Hmmm... To był obraz z serii tych mniej przekręconych.


Ten jest trochę bardziej: widzę wannę, starą, w jakimś za miastowym mtelowym pokoju, w wannie jest jeszcze jakaś inna biała miska, metalowa, a w niej siedzi coś w rodzaju starej wiedźmy, jesteś mega dziwna, trochę zmutowana. Patrzę na nią, a cała wanna zaczyna się trząść, wibrować, uciekam stamtąd. Inne wizje przekręcały się jeszcze bardziej, niektóre były zbyt osobiste, aby je tu umieszczać, ale reszta powinna przybliżyć to co się działo.


Kiedy w pewnym momencie nie doznawałem wizji, ujrzałem pustkę, czarną przestrzeń jak zwykle, ale ta przestrzeń była zmieniana, wysysana, jakby przez jakieś kole grawitacyjne, falowała, wreszcie obracała się trojwymiarowo.


Widziałem też kamienną tabliczkę, były na niej jakieś hieroglify, pismo antyczne, jeśli próbowałem sie im przyjrzeć, zmieniały się, pokazywały inną treść, której i tak nie mogłem rozszyfrować.


Ciekawym efektem jest także wpływ muzyki na wizje, kiedy jej nie było (utwór się skończył), wizje słabły, ustawały, kolejny utwór zaczynał się co powodowało kolejny rozkwit wizji.


Znów mogę porównać Ayahuascę do innych enteogenów, czy substancji. Nie jest podobna do kwasa/grzybów, wtedy to jakby przemienienie w czubka, który jest zamknięty w kaftanie - swoim ciele; a rozumienie rzeczy często koncentruje się na jedności wszystkiego od organizmów po rzeczy, działanie wszechświata, jego mechanizmy. Po ayahuasce oglądanie wizji nie wpływa w aż tak znaczący sposób na myślenie, można w miarę trzeźwo oceniać co się dzieje. To miedzy innymi dlatego łatwiej sobie przypomnieć te wszystkie przeżycia po pewnym czasie, gdyż jest to podobne do snu, a nie do kompletnego grzybowego zczubkowania.


Czasami chciałem zastopować wizje, być w stanie nie wypełnionym myślami, odczuwać tylko energię, ale tylko na zasadzie sprawdzenia tego stanu, potem powracałem do wizji, które czasem mogłem kontrolować, a czasem żyły własnym życiem.


Niekiedy chciałem narzucić własny tor, a raczej od zera stworzyć wizję, to zmieniała się ona, przeistaczała, i leciała tak jak napewno bym nie chciał, midzy innymi wtedy (ale nie tylko wtedy) tworzyły mi się te różne przekręcone rodzaje obrazów.


Co pewien czas otwierałem oczy, żeby zobaczyć świat, wyglądał inaczej, ale tylko trochę, ściany lekko falowały, patrzyłem na zegarek i dziwiłem się, że tyle mogłem zobaczyć w tak krótkim czasie. Czas został dla mnie wydłużony, moja percepcja czasu rozciągła się, przez co nie zauważyłem, że myśli biegną szybciej.


Czasami słyszłem jakiś dźwięk, np. myślałem, że ktoś otwiera drzwi, ale jak wsłuchałem się w to trochę bardziej - to było tykanie zegara, słyszałem sąsiadów na górze, dopiero po chwili zorientowałem się, że to nie w moim pokoju.


Uczucie dotyku także było trochę inne, tzn. wyczuwalne subtelne zmiany.


W pewnym momencie uzmysłowiłem sobie, iż to, że zachowałem spokój podczas rzygania, zostawiłem trochę napoju (przez co nie zwymiotowałem go całego), także w pewnym stopniu przygotowanie i niemal przewidywanie, a raczej wiedza tego co się dzieje, nie była w 100% przypadkowa. Doznałem kolejnej wizji, połączonej z przeczuciem: widziałem letni dzień, coś mi świtało w głowie, że jest sierpień, albo coś koło tego, wtedy, w przyszlości też piłem ayahuascę, lub byłem już po, albo... to było równolegle. Z tamtej częstotliwości czasu (nazywanej przyszłością) przysłałem do siebie tu i teraz ważne wiadomości, co i jak należy robić. Wiedziałem to na zasadzie intuicyjnej. Teraz wiem, że jeszcze czeka mnie co najmniej jedna podróż z nauczycielem/nauczycielką Ayahuasca.


Co pewien czas pojawiały się różne pomysły, idee, przemyślenia na temat mojego życia. Nie wszystkie mogę wcielić w życie z dnia na dzień, wiem, że to potrwa, ale ja mam czas...

Cały trip trwał około 2 godzin pełnych ciekawych wizji, po ich zaniknięciu postanowiłem się zdrzemnąć, gdyż dolegliwości żołądkowe raczej bardziej przeszkadzałyby w wykonywaniu czegokolwiek.


Wiem dlaczego Ayahuasca nie pokazała mi od razu swojej największej mocy, swego prawdziwego oblicza, wiem też, że kiedyś to zrobi...


Tak, te rośliny to prawdziwy nauczyciel, wystarczy korzystać z ich mocy.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media