Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

piguła story

detale

Chemia:

raporty unknown

piguła story

Witam.


Któregoś dnia buszowałem w necie i znalazłem Waszą stronę. Od razu uwiodła mnie tematyka drugs. Zajrzałem do neurogroove i ja także postanowiłem coś od siebie napisać.


Opowiem Wam moją pierwszą przygodę z magiczną pigułką extasy.


Jako kompletnie nieopierzony mistyk – teoretyk natrafiłem na pewnego autora książek o szamaniźmie – Carlosa Castanedę. Zaintrygowały mnie jego prace i postanowiłem razu pewnego zakosztować opisywanego przezeń specyfiku – peyotlu. Niestety uzyskanie tego w Polsce graniczy z cudem, więc po zasięgnięciu wiadomości (tym razem tropem był Witkacy) na temat zawartości chemicznej owego kaktusa natrafiłem na opis substancji zwanej meskaliną. Wtedy to stojąc nad oceanem nieznanego, popychany przez ciekawość rzuciłem się w odmęty. Nie minęło 3 miesiące kiedy to z drżącym sercem (...i spoconą dłonią kurczowo ściskającą dealerkę z pigułką X) biegłem na imprezkę urządzoną przez mojego kumpla ( pozdrawiam Łukin ). Nie była to czysta meskalina, nie mniej dowiedziałem się, że zawiera ona stosunkowo dużo psychodeli w proszku. Cieplutki, przyjemny, letni wieczór, z wonią życia unoszącą się w wieczornej bryzie – idealna pora dla zakochanych i ... no ... początkujących ... ciekawskich.


Doskonałe samopoczucie. Świetna muzyka. Odosobnione, bezpieczne miejsce. Przyjaciele. I jedna sztuka tajemniczej pigułki rozpuszczającej się w mych trzewiach. Nie mogłem usiedzieć. Ustać też nie. Czekałem.


Pół godziny. Czterdzieści minut. Godzina. Chyba zdenerwowanie oddaliło moment wejścia, ale w końcu nadszedł ...


Siedzę sobie siedzę, aż tu nagle w moją głowę wlatuje samolot napakowany takimi dziwami, czarami i niezwykłością, że uznałem, że chyba trochę za wysoko siedzę i spadłem z krzesła. Poczułem się jak noworodek, który gdyby miał świadomość, że właśnie przyszedł na świat, dziwiłby się tak samo jak ja tym , co widziałem, słyszałem, czułem (pewnie i tak się dziwi tylko tego nie pamięta) Wzrok “pływał” a jednocześnie był na tyle spójny, że mogłem bez problemu wszystko rozróżnić – tylko, że wszystko wydawało się być inne niż do tej pory . Dźwięki “żyły” i same decydowały kiedy zaatakować moje uszy i czy zrobić to raz, czy też krążyć aby ponawiać ataki. A jak już zaatakowały przechodziły taką metamorfozę, że odbierane były przeze mnie jakby echo innych wymiarów ... czułem również niezwykłą błogość i uczucie “to jest to” – jakbym nagle znalazł się w tak niesamowicie przyjemnej cieczy, która delikatnie muska moje ciało i umysł i śpiewa niesłyszalne pieśni spokoju, szczęścia, pełni ... Albo jeszcze inaczej – wszystko, co czułem trafiało w swojej niezmąconej formie do tego, co religie nazywają duszą a co nie ma oczu ni uszu ...(ni rogów ...) Po prostu czułem.


Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że udam się do domu sam, aby w spokoju kontemplować siebie.


Człapałem sobie świetnie oświetloną drogą – jakbym szedł do raju bram – a zaszedłem do domu. Tam w zaciszu ogrodu usiadłem i zacząłem badać swój umysł. Tu wydarzało się dużo przeżyć, wizji osobistych – więc będą cięcia w opowieści. Miałem “filmy przy zamkniętych oczach”, uczucie , że opuszczam ciało i wędruję po ogrodzie a także ... miałem takie dziwne wrażenie, że mój ogród opanowały ... pancerniki ... (takie malusie , dzikusie zwierzaczki ).

Na zakończenie powiem, że nazajutrz czułem spokój i harmonię ze wszystkim – czułem, że jestem trochę “wyżej” i rozumiem więcej. Później niejednokrotnie łykałem pigułki ale nigdy to już nie było to samo.(Raz tylko jak przypaliłem trawsko na koniec jazdy to wpadłem w taki trans, że miałem świadomy sen i wędrowałem po świecie będąc świadomym, że leże koło subwoofera ...)

Reasumując to extasa wydaje się być niedoskonała – później (odczuwam do dziś – coraz słabiej)po stanach euforii przychodzą dołki psychiczne. Jeśli zaś chodzi o efekty “duchowe” to odczułem pewne wyciszenie wewnętrzne, ale to nie to co grzyby (te poznałem później). Moim zdaniem to narkotyk typowo imprezowy – łyknąć, poskakać, pobawić się, poznać nowych ludzi, zwalczyć nieśmiałość (tylko bez przesady, dziewczyny) ...


To tyle – warto przed wzięciem takiego środka zastanowić się nad konsekwencjami – stany euforii mijają a codzienności nie tak łatwo się pozbyć.


Pozdrawiam.


BANAN

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media