Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy raz z mj

detale

Natura:

raporty unknown

pierwszy raz z mj

OKiej, zaczne od tego ze teraz mam 18 lat. Moja przygoda z narkotykami zaczela sie niemal dokladnie dwa lata temu. Zaczelo

sie od marichuany i (prawie) na tym skonczylo (prawie, bo teraz eksperymentuye z xtc) ale to jest niewazne. Chcialem opisac

swoj pierwszy raz z konopia, dziewiczy rejs, rozprawiczenie i w ogole wkroczenie na poziom pierwszy wtajemnczenia

narkotykowego.


Bylo to miedzy wrzesniem a pazdziernikiem roq 1999, druga klasa LO, w sumie zreszta `najlepsza`, bo mozna powiedziec ze

zaczalem wkraczac w `dorosle` zycie. Na poczatku eksperymentowalem z alkoholem w postaci tzw. wybuchowych mieszanek... :) Na

moje ekonomiczne nieszczescie okazalo sie ze posiadalem `twarda` glowe no i niestety rzadko zdarzalo sie ze mialem jakas

konkretna faze (teraz juz za alkoholem nie przepadam). Srodowisko w jakim sie obracalem w zasadzie nie mialo stycznosci z

narkotykami, poza nielicznymi wyjatkami. Jakis taki wyluzowany i pelen nowych sil i energii (pewnie przez fajki bo wraz z

koncem pierwszej klasy zaczalem palic :) wkroczylem w swiat licealny. Nowy rok szkolny przyniosl nowe znajomosci, jak sie

pozniej okazalo, bardzo interesujace. Jakos tak sie skumalismy w 4 osoby razem ze mna (sami faceci i nikt wczesniej nie

palil trafki) na wspolne palenie. Koles mial zalatwic jakis dobry towar. Podobno to co palilismy to bylo tzw. k-2, ale ja w

to nie wierze, bo teraz tak jest (przynajmniej u mnie) ze dealer sam nie wie co ma i to co ci mowi to gofno prawda (chyba ze

rozmawiamy o jakich konkretnnych i dajacych sie rozpoznac gatunkach). Wracajac do palenia. Spotkalismy sie w gorzowskim

klubie zwanym `Magnat` ok. godziny 18:00. Wszyscy byli niesamowicie podnieceni bo to w koncu mial byc ze tak napisze:

nastepny krok w doswiadczeniach umyslowych. Poszlismy za lokal do malego parku i tam wdrapalismy sie na niewielka gorke

(jakies 20m wspinaczki). Dodam tylko ze palilismy czysta (teraz u mnie w miescie sa tendencje do mieszania marichuany z

tytoniem, podobno ekonomiczniej) marichuanke. Wyjaralismy ok. 7-8 lufek na 4 osoby. nawet sporo, ale tak chyba jest jak sie

pali pierwszy raz. Spalilismy sobie z 5 lufek a ja, jak to ja zawsze podejrzliwy zaczelem gadac ze to jakis scierwo, ze w

ogole nie dziala i nic mnie nie wzielo, reszta kolesi potwierdzila ze nie maja fazy, tylko gosc co zalatwial mowil ze trzeba

poczekac. No to dobra czekamy... Spalilismy jeszcze chyba dwie lufki i mozna powiedziec ze sie zaczelo :))) Wszyscy, jeden

za drugim zaczelsimy kaszlec. To bylo zarazliwe, nie moglem powstrzymac kaszlenia, sciagnalem chmure i za wszelka cene

chcialem dym jak najdluzej zatrzymac w plucach, ale nie moglem, tak mnie wszystko wewnatrz drapalo i gryzlo ze nie moglem

powstrzymac kaszlu. OKej, chwila spokoju, ochlonelismy i kolo zaczal nabijac nastepna lufke, ktora jak sie okazala byla dla

mocarzy. Po spaleniu ostatniej lufki wszyscy jak na rozkaz wybuchlismy niekontrolowanym smiechem. Smialismy sie jakies 5-10

min a najzabawniejsze w tym wszystkim bylo to ze nawet cisza byla smieszna (wspomnienia mam mile). Schodzimy. Okazuje sie ze

schodzenie z kilkumetrowej (dosc stromej) gorki okazalo sie powiedzmy trudne. Zajelo nam to troche czasu, wszyscy w

skupieniu i uwadze byli zajeci stawianiem drobnych kroczkow zeby zachowac rownowage i nie spasc. W koncu wyladowalismy na

pewnym, plaskim gruncie. Ulga. Teraz do Magnata na pifko. Usiedlismy sobie wygodnie w fotelach, gadamy i pijemy (byly male

problemy z kupnem brofca bo bylismy niepelnoletni). Mija tak troche czasu. Przyszli jacys moi znajomi, wyszedlem na zewnatrz

z nimi pogadac. Znowu minelo troche czasu. POszedlem sie odlac na druga strone ulicy miedzy bloki i jak wracalem to

zobaczylem idacego w moim kierunku kolesia ktory zalatwial towar. Nie wygladal najlepiej, chociaz wtedy nie znalem sie wcale

na narkotykach i dzialaniu wizualnym, ale mozna bylo poznac ze cos z nim nie tak bylo. Podszedl do nie i mowi ze mu sie film

urywa. Kompletnie go olalem bo bylem zajety troche i rozkojarzony, w ogole nie zwracalem uwagi na takie pierdolenie ze komus

sie film urywa czy cos w tym stylu, a zwlaszcza moze dlatego ze za kolesiem za bardzo nie przepadalem. Poszedlem znowu do

lokalu. Usiadlem dokanczam bvrowara, nikt sie nie odzywa... Mysle sobie co jest. Znowu przyszli jacys moi znajomi. Dalej

nikt sie nie odzywa. Po chwili slysze jak ktos za moimi plecami mnie wola, jakies nieznajome glosy wolaja mnie po imieniu.

Obracam sie, patrze w kierunku skad dochadz glosy, a tam zupelnie nic sie nie dzieje. Ludzie tak jak siedzieli tak siedza

dalej, sa zjeci soba, dyskusja itp. Mysle sobie ze musialo mi sie cos przeslyszec. Obrocilem sie do swoich znajomych i

slysze ze znowu ktos mnie wola, tym razem z innej strony, obracam sie i sytuacja jest taka sama jak przed momentem. Bylo tak

jeszcze kilka razy. To byla moja jedyna faza kiedy mialem haluny sluchowe, ale powiem szczerze, fenomenalne doswiadczenie.

POzniej koles ktory zalatwial towar podchodzi do mnie i mowi ze musi isc do domu bo sie potwornie zle czuje. Pytam sie co

jest, a on mowi ze przed chwila rzygal w kiblu do popielniczki i jeszcze raz wczesniej gdzies w plenerze. Mowie mu zeby

zostal jeszcze i posiedzial chwile z nami, ale on twierdzi tak jak wczesniej ze nie wie co jest grane. Opowiadal mi pozniej

ze wlaczly mu sie jakis film i ogladal normalnie z otwartymi oczami wyscigi formuulek. (to musiala byc dopiero faza !)

POszedl sobie... Trudno siedzimy dalej. Innego kolesia, mojego przyjaciela ktorego namowilem na jaranie strasznie zmulilo,

siedzial od dluzszego czasu z glowa w kolanach i mowil ze medytuje. Caly czas probowelm do niego cos mowic zeby nie zasnal,

ale po paru chwilach w ogole przestal reagowac na moj glos. Nagle nie wiadomo czemu wstal i wybiegl przed klub, pobieglem za

nim i akurat ujrzalem go w momencie w ktorym wymiotowal, centralnie przed klubem... To bylo cos w rodzaju szoku dla mnie. Na

trzezwo na sam widok rzygowin juz mnie bierze na wymioty a po jaraniu... ohohoho juz czulem jak mi przelyk i gardlo tancza.

Ale nie chaielm robic chamowy (na tyle bylem jeszcze przytomny) i spokojnie podbieglem kawalek do niedalekiego zaulka, w

miedyczasie podwinalem rekawki i takie tam. Juz gotowy na rzygaine ustawilem sie w odpowiedniej pozycji a tu ... nic,

odechcialo mi sie. Cud jakis czy cos ??? Wtedy nie wiedzialem dlaczego sie tak stalo. Moze kiedys napisze o co w tym

wszystki m chodzi. A tymczasem wrocilem spokojnie do klubu i posiedzielismy tam jeszcze chwile. Bylo juz dosc pozno (ok.

22), sam nie wiem jak tyle czasu zlecialo tak szybko, ale udalismy sie do swoich domow. Na moim osiedlu jeszcze z kolesiem

zaszlismy do sklepu i kupilismy sobie w sumie ok. 12-14 cieplych lodow (takich piankowych) i zadowoleni poszlismy do chaty.

Starzy nic nie poznali po mnie ze cos jest nie tak. POszedlem sie umyc i spac. Spalo sie nadzwyczaj dobrze. Za to nastepny

dzien byl ciekawszy o wiele... Ale moze o tym napisze w droogim tekscie

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media