Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy. nie ostatni. raz z dxm. plus. małe conieco. krótkie zdania.

detale

Apteka:

raporty unknown

pierwszy. nie ostatni. raz z dxm. plus. małe conieco. krótkie zdania.


nazwa substancji: DXM [Acodin] + THC.[Piach]

poziom doświadczenia użytkownika: Ale co?! Do tej pory tylko. THC we Mnie i Etanol w dużych ilościach.

dawka: 300mg/75kg. 1G/3os. [Dwie myślami daleko]

sposób zażycia: Usta. Gardło. Przełyk.

stan umysłu: Doskonały

intencje: Chęć poznania.

efekty: Zmniejszenie stresu.

czy dane doświadczenie zmieniło Cię w jakiś sposób: Raczej nie. Wciąż ten sam tylko mniejszy dystans do tego typu rzeczy.



…i wtedy ich spotkałem….

Zacznę jednak od początku - to chyba lepszy pomysł. Tak mi się wydaje.

26.06.2k5 rok. Spotkanie ze znajomymi. Ogólne rozmowy. Śmiechy , żarty , poważne historie i takie tam. Zgadałem się wtedy z kumplem [Elo :D] żeby się kiedyś wybrać na małe conieco przy czym usłyszałem więcej o tussidexie.

27.06.2k5 rok. Przemyślałem. Napaliłem się. Postanowione…czas dowiedzieć się więcej…

DXM FAQ poszło w ruch. Przeskanowałem dokładnie wzrokiem. Czas napisać do kumpla. Ustawka gotowa. Czas spać.

28.06.2k5 rok. Z Myślą „to dziś” trochę było czajenia ale końcu. 13 zł w łape i lecim. Dzień bez kom. Co by nikt Mi nie wydzwaniał. Spotkanie o umówionej godzinie [13:40] jasno. Słońce daje po oczach. Składka i do Apteki. Wchodze. Lekki kaszel.



  • poproszę Dwa opakowania Acodin’u.

  • bla bla bla. Proszę

  • Dziękuje., do widzenia.



Radość w oczach moich i kumpla. Dzieci dostały nowe zabawki. Potem sklep. Sok Grejpfrutowy + Bułki. Zostało mi 2 zł. Schowałem do buta bo nie miałem kieszeni [to też jeden z powodów dlaczego nie brałęm kom. ]

Konsumpcja dóbr. Przysiadka na zardzewiałej róże. Krótka gadka i śmiech z „ulotki”. Pierwsze 5 poszło. Popić... Następne 5. Jedno małe srebrne opakowanko skonsumowane.



Chwila. Czas złapać za następne. 5! Niecałe 2 minuty później 5! I na razie koniec. 300mg. Weszło pięknie. Czas zjeść na bułke. Troche soku. I do lasu … krótka podróż po lesie. Poszukiwania za czymś niezwykłym – niestety poza rajstopami zwisającymi z drzewa. I forkasztelami typu cześci od samochodów – Nic. Czyli wszystko na swoim miejscu. Postanowiliśmy się wybrać do znajomych na działke. Wiadomo. Muzyka troche w cieniu - może szybciej strawimy. Mija 20 Minut - mamy więc 14:20 około. Nic. Śmiech na działce. Nadal nic. Mijają kolejne minuty. Zaczyna się mały endometriumens, że tyle czasu minęło a My nadal cali , myślimy co by zarzucić jeszcze - 150mg - jednak myśl ta szybko od nas odchodzi. Czekamy i ku naszemu zdziwieniu - chociaż już nie tak wielkiemu. Wciąż nic. Mineła godzina.



Wszyscy piją. My siedzimy. Jakaś tam zabawa. Jednak to jeszcze nie to - a alkoholu dotykać nie chcieliśmy. Nagle dowiadujemy się, że koniec z działką czas na ognisko. Myślę „fajnie” - wiadomo. Ognisko. Las. Ciemniej. Lepiej. Może w końcu. Bo niedoczekanie było już wielkie.



Pimpuszyca!!! Mija 1,5h i nic.Złość.. Pada „masz 5?!”. Zabieramy się z jeszcze nie rozpalonego ogniska - idziemy do Mnie po kase. W Drodze czuje lekki ból brzucha - jednak nie zwracam uwagi dochodzimy do klatki. Wpisuje kod. Wchodzę. Otwieram Drzwi i czuje strach przed tym co będzie jak starzy coś wyczują. Przy drzwiach stoi ojciec. Patrzy na mnie i pyta czy coś piłem. Zapewniam, że nie. Ten upiera się mówiąc, że uginają mi się nogi. Mam coś nie tak z oczami i widzi, że coś jest nie tak jak powinno. Ja jednak upieram się. Żartobliwie podchodzę robię „huh” i idę. Dzwonie do dziewczyny czy przyjedzie do Mnie. Słyszę Pozytywną odpowiedz. Biore $ - wychodze szybko. Jednak wiem, że stary coś wyczaił. Mądra z Niego bestia. Schodze na dół klepie siedzącego na schodku kumpla pokazuje przed siebie i bez słowa ide. Po kilku sekundach On wstaje rusza za Mną. I słysze że ktoś mnie woła. Odwracam się i widze Mame, której nie było w domu [czego nawet nie zauważyłem] - krótka rozmowa z odległości 10 metrów. I przed siebie. Usiedliśmy pod szkołą. Mnie zaczęło łapać. Ziomek [chciałęm uniknąć tego stwierdzenia bo jest zbyt ELO :D (Proponuję określenie "towarzysz broni" - lepsze? Redaktorka.)] też coś poczÓł. Zaczyna nam się jazda. Teraz jestem pewien, że widze chyba inaczej niż zazwyczaj. Mamy wystarczającą ilość oficjalnych środków płatniczych, więc wsiadamy w Autobena i ruszamy na drugie osiedle. Co się działo w środku autobusu to nawet nie wiem. Po prostu wsiadłem i wysiadłem. Myśle po raz kolejny „nareszcie” . Słońce nadal daje mocno po oczach, ale czuje się idealnie. Obraz rozmazany. Jak przez jakąś nie zbyt czystą szybe czy coś w tym rodzaju – wiadomo efekt po jakimkolwiek zamroczeniu mózgu. Jednak dochodzą do Mnie stwierdzenia, jakich wcześniej nie znałem. Nowe myśli i zmniejsza się strach o to co będzie. Myśle o tym co tu. Koniec. Nie wiem. Co teraz ze Mną. Katastrofa z nami [stwierdzam podobno uczucie jak po paleniu, ale o niebo lepsze]


Spotykamy kolejnego znajomego. Uderzamy po krótkim czasie na Montaż. Pierwsza kaczka. Kolega z którym cały czas się szwędałem zaczął fiksować i uciekać. Gonie go. Zatrzymaliśmy pęd swoich ciał i wróciliśmy. Druga kaczka. Opadam na ściane. Teraz już nic nie czaje. Kumulacja pełna. Totolotek. Nie wiem czy mam 6., ale jestem pewien jednego - jest mi znowu dobrze. Kolega którego spotkaliśmy po drodze [ten od Montażu] dziwi się co z nami. Wiec włączyła się nam gadka. Opowiedzieliśmy co i jak. Jeden wielki śmiech. Pełna fascynacja wszystkim co dookoła jest. Trzecia Kacza. Wysłuchanie wielu dobrych bek. Nagle jeden siada przed TV. Drugi staje za dziurą w ścianie i robi program „gotuj z Turoniem” - hot-dog z cegły i patyka. Popcorn z pustaków. Frytki z patyków itp. Jednak Hot-Dog mnie powalił. Zaczynam widziałem go. Porostu widziałęm prawdziwego hot-doga. Mniejsza z tym i owym. Czas się zbierać. Próbuje spojrzeć na zegarek. Ale było na nim więcej wskazówek niż zazwyczaj. Nic nie skumałem, co chciał mi powiedzieć. Wiec opuściłem dłoń. Żeby bardziej się nie zakręcić. Wracamy.


Jestem Pipinem. On jest Frodo idziemy za Gandalfem Zielonym. Nagle telefon do kumpla. Znaleźli Mnie znajomi. Dostaje tel. Rozmawiam. Oddając telefon proponuje 2 kolegą co by poszli ze mną. Niechcieli. Słowa pożegnania i Ustawka na następny raz i strzała. Biegne. Biegne. Odpadły mi nogi i koniec biegu. Czas się zatrzymać. Odpocząłem - biegne dalej. Dobiegłem przed czasem poczekałem. Nic. Zaczynam wracać. …i wtedy ich spotkałem….



Oni nic. Zwykła gadka co tam jak tam. Dziewucha pyta ile. Więc mowie, że niewiele. Pyta czy mam jeszcze akceptowane przez Nią środki płatnicze i proponuje kolejny montaż. Po krótkim - naprawde krótkim namyśle. Wracamy do 2 pozostawionych przeze mnie kolegów. Tym razem jestem Ja. Ona[Tak ją nazwiemy dziś]. Dwie Koleżanki. Idziemy twardo i spotykamy dwóch młotków. Jeden znowu zaczyna uciekać. Znowu pogoń. Wrócił. Poszliśmy w to samo miejsce co przedtem, ale teraz udało się jednemu kumplowi uciec - to byłem ja. Tym razem Kaczki nie ruszyłem. Chociaż korciło strasznie, ale nie miałem dużo czasu. A wciąż czułem że ze Mną jeszcze nie wszystko dobrze. I taki stan mi odpowiadał. Zostałem więc Ja. Ona. Dwie Koleżanki i Jeden kolega. Rozpalili. 1 Kaczka. Druga. Kumpel konkret fiks. Gadał tak dużo. Git. I robił tak wiele, że Ja zgubiłem się w niezmierzonym przedpokoju ontycznym tego co On miał do opowiedzenia. 3! Skończyli. Ruszamy. Wsiadamy w Bus do domu. Pożegnanie. Zaczyna ze Mnie schodzić. Tak mi się wydaje. Wracam do domu. Siadam przed kompem. Gastro. Jem. I jem. I jedzenie się nie kończy. Pogadałem przez popularny komunikator młodzieżowy. Czas spać. Długo nie mogłem zasnąć. Widziałem wszystko. Dziś rano. Policzyłem wskazówki na zegarku - jest ich 6 wczoraj było znacznie więcej. Tyle.



Przemyślenie ?! Chce tak więcej. W Bani miałem dobrą korbe. I Jeśli ktoś się zastanawia to powiem Wszystkiego warto spróbować, a jak nie zasmakuje to wypluć i nie wrócić. Ja wróce jeszcze zapewne nie raz. Choćby nawet dzisiaj.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media