Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsze spotkanie z pnączem duchów - ayahuasca

detale

Natura:

raporty unknown

pierwsze spotkanie z pnączem duchów - ayahuasca

W rolach głównych:


Kuba, Piotr, Ja (imiona zmienione). Wszyscy trzej mieliśmy doświadczenia z

grzybami (Kuba maks. 40, Piotr maks. 50, Ja maks. 80), a Ja dodatkowo z kwasem

(maks. ok 300 mikrogramów).


Ayahuasca (proporcje na 3 osoby):



  • 30g kory korzenia Mimosa hostilis

  • 15g nasion Peganum harmala


Spotkaliśmy się rano u Kuby. Wszyscy ubrani na biało, przygotowani na

najgorsze. Zmieliliśmy 5g Ruty, zalaliśmy wodą z kwaskiem cytrynowym (4-5 pH)

i zaczęliśmy gotować. W międzyczasie przygotowaliśmy mieszaninę zmielonej

pozostałej Ruty (10g) i Mimozy (30g), zalaliśmy taką samą wodą i nastawiliśmy

w osobnym garnku. Zapaliliśmy kadzidło. Po godzinie odsączyliśmy Rutę,

zalaliśmy świeżą kwaśną wodą, a zlany wywar odstawiliśmy do odparowania. To

samo zrobiliśmy z porcją Ruty z Mimozą. Po następnej godzinie odcedziliśmy

drugą porcję wywaru z Ruty i zmieszaliśmy z pierwszą, która do tego czasu

znacznie odparowała. Odcedziliśmy drugi wywar z Ruty i Mimozy. Okazało się,

że jest różowobrązowy, ale kolor był spowodowany osadem z Mimozy, sam wywar był

mętnobiały, zatem postanowiliśmy nie przygotowywać trzeciego odwaru. Po ok.

pół godziny wywar z Ruty odparował do 150 ml, które przelaliśmy do słoiczka.

Po półtorej godziny wywar z Ruty i Mimozy odparował do ok. 450 ml i

zamknęliśmy jego magię w specjalnej butelce. W międzyczasie zarezerwowaliśmy

miejsce w domku campingowym nad zalewem w S. Piotr żartuje, że jedziemy po

to, aby porządnie się wyrzygać.


Gdy dotarliśmy na miejsce, była 17:00. Wybraliśmy domek na uboczu, z oknami

wychodzącymi na las, z którego dobiegał szum strumienia. Przeszliśmy się po

okolicy i podjęliśmy decyzję, że nie wybieramy się na pobliską górkę, sesja

odbędzie się w domku. Przemeblowaliśmy nieco wnętrze (ohydne, wilgotne i

potwornie zakurzone), zapaliliśmy świeczki (było już ciemnawo), otworzyliśmy

na oścież okna, zapaliliśmy kadzidła, przygotowaliśmy wiadra na wszelki

wypadek. Dalszy opis jest zlepkiem moich własnych obserwacji i rozmów, jakie

odbyliśmy następnego dnia, ale będę starał się zachować chronologię wydarzeń.





19:35



Rozlewam wywar z Ruty do filiżanek. Życzymy sobie zdrowia i wypijamy

zawartość. Smak przypomina nieco wywar z nasion lnu. Piotr cały czas mówi o

rzyganiu.





20:00



Mieszam butelkę z magią, otwieram. Zapalam skręta z tytoniu, chwilę okadzam

pokój, wdmuchuję dym do butelki. Rozlewam połowę do filiżanek. Mimo smaku

błota wypijamy je bez problemu, zapijając wodą. Chwilę potem wypijamy resztę.

Jestem pewien, że każdy z nas spożył identyczną ilość składników: 10g Mimozy i

5g Ruty. W oczekiwaniu na efekty ucinamy sobie pogawędkę. Piotr nabija się z

wiader, które ze sobą przywieźliśmy.



20:35



Obserwuję nieznaczne drgania w polu widzenia, ale mogą to być zawroty głowy w

związku z nudnościami, jakie od pewnego czasu czujemy. Postanawiamy

powstrzymywać wymioty do momentu pojawienia się pierwszych efektów DMT. Kuba

z Piotrem wstają, żeby rozprostować kości. Nagle Kuba podbiega do okna,

wychyla się i wypuszcza ogromnego pawia. W późniejszych wspomnieniach zgodni

byliśmy z Piotrem, że widzieliśmy go wtedy ubranego na czarno! Kuba _rzyga_,

krzyczy. Widzi, jak gałąź, która rośnie pod oknem, pomaga mu _urodzić_

wymioty, jest jak akuszerka. W oddali, w lesie, widzi jeszcze jedną, jasną

postać, która nie zwraca na niego uwagi. Krzyczy do niej. Po ustąpieniu

wymiotów odchodzi od okna i mówi nam, że miał wizję, ale później o niej

opowie. Chcąc znaleźć sobie miejsce otwiera drzwi, ale nagle, zobaczywszy

wstającą z piasku postać, cofa się i zaczyna mówić o śmierci. Ponieważ z

Piotrem nie czujemy jeszcze wyraźnych efektów, zajmujemy się Kubą, który pyta:

"Czy my wrócimy?" "Nie ma niebezpieczeństwa śmierci?". Zapewniam go, że

będzie OK, że to za jakiś czas minie, próbuję zająć jego uwagę papierosem.

Kuba tłumaczy, że ma coś w gardle, próbuje to zwymiotować do wiadra. Nagle

gwałtownie podrywa nogi (siedział na tapczanie) i próbuje z siebie strzepnąć

coś, co wychodzi z dywanu i próbuje stworzyć z jego nogami jednolitą całość.

Paskudny bad trip, który mija dopiero, gdy wzięliśmy się za ręce.



20:45



Jeszcze nie czuję wyraźnych efektów, ale nagle mój żołądek wywraca się na

drugą stronę i ledwie dobiegam do okna. Czuję ogromną ulgę. Przez dłuższą

chwilę odkasłuję, zrozumiawszy, co mogło stanąć w gardle Kubie. Siadam w

fotelu we wspaniałym nastroju (głównie efekt wywołany przez MAOI). Wyrzuciłem

z siebie wszystkie złe emocje. Jestem gotów do podróży, ta jednak nie ma

spodziewanej intensywności.





21:00



Piotr wychodzi, żeby zadzwonić. Mówi, że kręci mu się w głowie i nie może

zwymiotować, co przeszkadza mu na skoncentrowaniu się na efektach, które

powoli się zaczynają. Stwierdzam, że nic nie ruszy mnie z fotela, a gdyby

Piotrowi nagle się zachciało wymiotować, niech bez tłumaczenia rozłączy

telefon. Siedzimy z Kubą w pokoju, na jego białym ubraniu podróżują kolorowe

wzorki. Co jakiś czas powtarza: "Jest dobrze". Próbuje upewnić się w tym

twierdzeniu, co w końcu się mu udaje. Ja co jakiś czas zamykam oczy i przy

każdym zamknięciu jestem wrzucany do środka wizji, która dzieje się wokół

mnie. Widzę sklepienia, a także ogromne konstrukcje, jakby rusztowania

drapaczy chmur, wszystko bardzo wyraźne, w intensywnych tęczowych kolorach.

Najpiękniejszą wizją było przeobrażanie się tych konstrukcji w świetliste

ptaki, które ulatywały donikąd. Pojawiła się na chwilę jakaś postać, ale

zdążyłem tylko zapamiętać jej wygląd, bo musiałem otworzyć oczy. Kuba

opowiada, jak pokój zmienia się w jego oczach. Ja wyczuwam nieznaczne

pulsowanie przedmiotów, porównywalne z dawką 20-30 grzybów.



21:15



Wraca Piotr, wciąż niezadowolony z braku wymiotów. Mówię mu, że za dużo gadał

na ten temat i teraz ma za swoje. Zaczynam nucić melodię, która sama

przychodzi mi do głowy. Zauważam, że każdy dźwięk wywołuje inną kolorystykę

obrazów, jakie coraz słabiej zauważam pod powiekami. Kuba, siedząc cały czas

z zamkniętymi oczami, od czasu do czasu mówi bardzo grzecznym tonem: "Dzień

dobry". Po dłuższym czasie Piotr wychyla się przez okno, próbując wymusić

wymioty. W końcu mu się to udaje. Widząc z boku strumień wymiocin, jaki z

ogromną prędkością wydobywa się z jego ust próbuję to skomentować, ale po

chwili cały zanoszę się śmiechem.



22:00



W obliczu zanikających efektów zjadam parę sucharków, które powodują

nieznaczny nawrót wizji, ale już mniej intensywnych. Kuba dostaje słowotoku

opisując wrażenia z ostatniej półtorej godziny, a także poruszając tematy boga

i śmierci. Staram się zrozumieć jego słowa, a jednocześnie z zamkniętymi

oczami łapię resztki wizji.



22:30



Proponuję wszystkim "halucynogenne" sucharki. Kuba nadal nawija. Piotr

również z zamkniętymi oczami próbuje coś nucić. Mówi, że widzi gotyckie

sklepienia i rozety. Komentuje muzykę, jaka dochodzi z pobliskiej zabawy.

Odpowiadam, że jeśli chodzi o generowanie dźwięków, jesteśmy samowystarczalni

i że mi jakieś Ich troje nie przeszkadza, bo z łatwością mogę je zagłuszyć.

Włączamy się z Piotrem do rozmowy z Kubą, który proponuje włączyć dyktafon.

Po 15 minutach okazuje się, że baterie są wyczerpane. Wymieniamy na nowe, ale

najciekawsza część rozmowy odchodzi w przeszłość.



24:00



Wobec zaniku wszelkich efektów psychedelicznych (z wyjątkiem rozszerzonych

źrenic) wychodzimy na spacer. Wracamy przed drugą i kładziemy się spać. Na

drugi dzień idziemy popływać po zalewie. Tak, kąpiel po Ayahuasce jest bardzo

wskazana. Kuba ma dość enteogenów na długi czas, ale zastanawia się nad

podaniem Ayahuaski swojemu umierającemu ojcu. Ja z Piotrem dochodzimy do

wniosku, że za jakiś czas trzeba będzie przyrządzić ten święty napój ponownie,

tym razem zwiększając dawkę.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media