Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

nigdy nie pal w miejscu publicznym

detale

Natura:

raporty unknown

nigdy nie pal w miejscu publicznym

Sytuacja ta zdarzyła się w Czerwcu, kiedy pogoda była już dość ciepła. Postanowiłem zapalić co nieco, a jako że palenia nie miałem, poszedłem do kuzyna. On oczywiście mógł zorganizować palenie o każdej porze dnia, nawet choćby spod ziemi. Po drodze spotkaliśmy jeszcze jednego kumpla, więc we trójkę postanowiliśmy trochę polatać. Kuzyn szybko zorganizował zioło, postanowiliśmy spalić je od razu, na jakiejś klatce. Ściągnąłem chyba ze 3 buchy. Chwila ciszy... i powoli zaczynałem czuć ten przyjemny szum.


Tylko mnie tak zmasakrowało, ich tylko zlajciło.


- Co teraz? - padło pytanie


- Wbijamy się na kawiarenkę.


Nie wiem jak tam dotarliśmy, ale było to chyba dość szybko. W kawiarence, po 15 minutach kumpel pyta czy nie palimy jeszcze jednego. Odpowiedź była jedna: JASNE. Tylko gdzie? Kilka kroków od kawiarenki jest most, wbijamy się pod most (na trzeźwo za chuja bym się nie dał tam zaciągnąć, ale ponieważ w mózgu działy się inne ciekawe rzeczy, stwierdziłem, że to nic trudnego). Pod mostem panował klimat. Chłodno, rzeczka sobie płynęła. Siadliśmy na murku i zaczęliśmy bakać.


Paliliśmy dość wolno, nie śpiesząc się. Bo kto mógłby nas tu obczaić? (przynajmniej tak mi się zdawało). Palenie było nawet nawet... no ale zawsze przyjemne się musi skończyć.


Kuzyn wyciągnął papierosa, podał kumplowi (ja nie palę fajek). W momencie kiedy chował szkło do kieszeni, stojąc z tyłu zauważyłem jak ktoś schodzi. Jakieś duże, szerokie, czarne nogi.


Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdziłem że to straż miejska. Kuzyn i kumpel stali akurat tyłem do schodzących, ja ich pierwszy zauważyłem. Oni od razu zobaczyli mój wzrok, moją minę i powoli odwrócili się (chciałbym zobaczyć wtedy swoją minę, ale widok ich min mi wystarczył by ocenić sytuację - może być niezła przejebka). Zeszło dwóch strażników, od razu oceniłem sytuację: Uciekać nie ma gdzie, chyba że przez rzeczkę, ale i tak nie dałbym rady, za fest miałem klimat we łbie. Nas było trzech, ich dwóch. Ale rady byśmy im nie dali, byli dość dobrze zbudowani. Pozostało tylko czekać na rozwój sytuacji.


- Dzień dobry, straż miejska - powiedział ten grubszy


(jaki dobry, jaki dobry?)


Nogi podemną się ugieły, byłem prawie pewien, że widzieli chowaną lufkę (kuzyn jeszcze sprawdzał pod światło osad, po czym majestatycznie schował, w tym samym momencie w którym rozpoznałem, że to właśnie straż miejska).


Pierwsze co kazali zrobić, to zgasić papierosy i pokazać jakiś dowód tożsamości. Spisali nazwiska, szkoły i inne duperele. Oni pisali, a ja cichaczem lałem się z kuzyna (no co, byłem wtedy tak zjarany... zresztą on polewał ze mnie, dobrze że tego nie zauważyli)


Gdy już spisali, spytali po co tu przyszliśmy. Widząc zakłopotanie towarzysz, z trudem tłumiąc śmiech, jednak zachowując w miarę trzeźwy umysł powiedziałem (a raczej wykrzyczałem, brzmiało to w stylu "Eureka"): Na papierosa!


- Skąd macie papierosy? zapytał


No tu już przesadził... żeby się pytać o takie duperele, kuzyn z kumplem coś go tam naściemniali, i już zaczynałem się obawiać, że zacznę przeszukiwać kiedy oni powiedzieli coś w stylu: I żebyśmy was więcej tu nie widzieli.


Szybko ulotniliśmy się z tego miejsca, na pobliski przystanek. Tam zapaliliśmy papierosy, pośmialiśmy się jescze i rozeszliśmy się.


Bałem się, że wyślą zawiadomienie do starych, albo coś w tym stylu, ale minęlo pół roku i nic... ale od tamtej pory już jestem ostrożniejszy.


NIGDY NIE PAL W MIEJSCU PUBLICZNYM!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media