Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

to nie bylo przyjemne........

detale

Natura:

raporty unknown

to nie bylo przyjemne........


Nazwa substancji : Canabis indica


poziom doświadczenia użytkownika : srednio, raz na tydzien,dwa tyg od 1 roku

"set & setting" : nie palilem miesiac czasu, wczesniej raz na tydzien to bylo minimum , srednio 2-3 razy na tydzien , obiecalem sobie ze nie bede palic do piatku , zlamalem przysiege i zapalilem w poniedzialek ( 4 dni przed obiecana data)



Wszytsko zaczelo sie tak :



kupilem sobie worek w poniedzialek , koles mowil ze jest zajebisty stuff ( holender) i ze warto teraz kupic bo pozniej moze nie byc , 1.5 h pozniej koles byl juz u mnie na chacie z worem, wor schowalem a koles mnie nakrecil zebym szedl z nimi palic ten stuff, byl mi winien kiedys pol wora to mowi ze zapale za ich kase , nie wiem czemu zgodzilem sie....


wyruszamy , 5 minut pozniej jestesmy na miejscu , juz koles buduje "wiaderko" ( butelka w butelce i buramy , wyjadacze wiedza o co chodzi)

mowie ze nie palilem miech a oni ze lepiej zebym palil z lufy bo z wiadra mnie wymiecie ,mowie ze nie cierpie z lufek a wiadro preferuje od dawna , no wiec spox , nabili mi , naciagneli wiadro i jazda...


buteleczka w dol , moc w plucach , przetrzymalem moze z 5 sek i zaczalem wypluwac pluca, nie dalem rady wiecej trzymac, siadam na lawce i czekam.... to cos nie dalo dlugo na siebie czekac , nagle slysze muzyke dobiegajaca z kupki trawy ktora byla kolo nas , zaczalem rozgrzebywac ja lapami i szukac jakiegos zrodla muzyki( oczywiscie kolesie zdziera na maxa) , zaczely sie rozmowy na jakies tematy , nie pamietam o czym gadali jedyne co kojarze to to ze nie czailem kompletnie o czym rozmawiali , jakby mowili w niezrozumialem jezyku..pare chwil pozniej zaczelo mi sie zbierac na zyganie, scisk w klatce piersiowej , malo przyjemne, mowie ze ide do domq bo nie daje rady , nakrecali zebym zostal ale ostatecznie polazlem do domq; robilo sie coraz gorzej , zastanawialem sie czy nie zaczac zygac , ale koles mi kiedys opowiadal ze najgorsze co moze czlowieka spotkac to zygac po marysi , wkladac sobie paluchy do geby i probowac zygac , bardzo sie tego balem , usiadlem na kanapie i zrobilo sie jakos lepiej , pomyslalem ze moze cos zjem (???), ruszylem na kuchnie i zaczac robic kanapki...... znowu powrocil ten stan w zoladku i w piersiach.... do tego wszytskiego zaczelo mi byc dziwnie malo powietrza w plucach i nie moglem do nabrac w kuchni , jakby z pomieszczenia ktos wypompowywal powietrze...do tego wszytskiego doszedl bol glowy... wychodze na dwor usiasc na lawce przed domem ( domek jednorodzinny). Siedze na lawce i czuje ze coraz bardziej sie wkrecam w zle mysli , zaczlaem robic zarcie i nie skonczylem , kanapki maslem posmarowane sobie leza , wpadna starzy(akurat byli u sasiadow) i sie zorientuja ze cos nie tak... ( teraz to brzmi bardzo glupio ale wtedy bylo baaaaaardzo realne), ja ledwo co siedze na tej lawce , leb boli wpizdu mocno , ale nie moge pojsc spac bo sie skapna ze cos nie tak , dzien w dzien siedze do 2-3 rano nad kompem a nagle ide spac o 20.30 bez kapieli ,na pewno widac po mnie ze jestem zajebany wpizdu i w ogole , do tego wsyztskiego jeszcze ten jebany bol glowy i uczucie jakby cos mi sie ruszalo w przelyku, najbardziej przerazala mnie mysl ze nie bede juz mogl wiecej burac , jak za kazdym razem bedzie takie cos jak teraz to po co ? a ja uwielbiam zapalic z kolegami i sie posmiac z czegos i w ogole.......nagle slysze drn drn drn drn , telefon z kieszeni dzowni , odbieram, a tam koles ktory pojechal do rodzinki dzowni sie pyta co u mnie , nie pamietam co z nim gadalem , jak skonczylem rozmowe zrobilo mi sie duzo lepiej , poszedlem , naszykowalem do konca zarcie i zanioslem siostrze... zdziwila sie troche ;) , poszedlem do wyra , sciagnalem bluze , spodenki i spac...............

rano starzy nic wiec chyba nic nikt sie nie skapnal, i dobrze....




podsumowanie : nie mozna chyba tego zaliczyc do badtripa, chociaz w czasie fazy bylem pewien ze wlansie tak wyglada badtrip i jedyna mysl to to zeby sie wszytsko skonczylo...... nie wiem czy cos z tych wspomnien powroci gdy znowu zapale... jak na razie ten pseudo-holender(bardziej to chyba wyglada na zielsko + jakas chemia ) lezy sobie w szawce i nie mam najmniejszej ochoty go palic..... moze jak taki jeden koles mnie odwiedzi to z nim... zobaczy sie...chcialbym jeszcze dodac ze przez swoja roczna kariera palacza trawy nigdy nie zdarzylo mi sie nic podobnego, zawsze byl smiech sen i luzzzz a tu nagle taka niespodzianka




pozdraiwam wszystkich palacych i nie palacych



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media