Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[mxe] pierwszy raz z dysocjantem

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Metoksetamina 62mg
(+ wcześniej AB-FUBINACA i BB-22 po około 0,5g fake hashu robionego w proporcji 1:25)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Późny wieczór, środek tygodnia szkolnego, dochodzi północ, wolny dom, dwóch kumpli, lekkie podniecenie nowym doświadczeniem.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
kofeina, alkohol, nikotyna, marihuana.

[mxe] pierwszy raz z dysocjantem

Na wstępie powiem, że jest to moje pierwsze doświadczenie z dysocjantami. I z jakimikolwiek RC ogólnie. Moja wiedza na ich temat opierała się głównie na neurogroovie i hyperrealu oraz rozmowach z ludźmi bardziej "doświadczonymi".

24:00 - Dom wreszcie pusty, zaczeliśmy przygotowywać syntetyczny hasz. Poszło gładko, bez większych problemów. Zaczynam zwijać skręta. Wkrótce czas na spożycie.

1:00 - Pierwszy blant. Ja coś poczułem, K mówi, że nie. Ogółem, nie polecam palenia fakehashu w blancie. Kijowo smakuje, ciężko się pali, słabo wchodzi. Czil przy gangsta rapie i czekamy na kontynuacje. Po 10 minutach postanowiliśmy dobić się lufką lub dwoma. Ja poszedłem krzątać się po kuchni, gdzie pracował piekarnik do grzania FH, K siedzi przy komputerze nadal słuchając zajebiście klimatycznej muzyki. Lufka nabita chcemy już zacząć. K śmieje się z niewiadomych mu powodów. Koniec drugiej lufki. K komentuje sytuacje słowami "Jest dobrze w chuj".

Czilujemy przy muzyce i czekamy na finał wieczoru. Poszły w końcu 3 lufki. Mam straszną banię, buchy łykałem wielgachne i sie trząsłem, bo strasznie gryzło w gardło. Ale jest okej. Znów słuchamy czarnego rapu.

1:30 W sumie to przed chwilą obejrzeliśmy sobie filmik ze szkoły znajomych K. Był w chuj poszyty. Teraz też siedzimy po trzeciej lufie i mamy strzaszna banie. Większą mam ja.Czekamy teraz na lekkie otrzepanie, żeby móc zakończyć wieczór wielkim finałem - MXE. Na razie jest dobrze w chuj, jak zwykł mawiać K.

Niecałą godzinę później, po oglądaniu The Onion Movie z polskim lektorem zdecydowaliśmy o 2:30 przywalić MXE. Dobry S&S, żeby coś leciało w tle puszczamy Władcę Pierścieni, 3 części, 9 godzin. 

Bania po haszu minęła, teraz czas się dopizgać. Usypane jest już 125mg na dwóch, czyli po 62 na łeb. Myślę, że nie powinno być przesadą. Od 2h już na bani. Stwierdzam, że pikawa nie była przegięta, w normie, troche ssie w brzuchu. Nie wiem czy syntetyki powodują gastro, ale gastro-placebo na pewno tak :D

2:40 wzięliśmy. Sniffem. Po 10 na razie nic. Tylko lekkie schizy, ze strachu. Spływ do zniesienia, troche gorzki. Czekamy.

Minęło 27 minut, znów siadamy przed kompa. Bania już zaczyna wchodzić, coś czujemy, ale nie wiemy w sumie co. K. Twierdzi, że ma rozpierdol w mózgu, Ja czuje sie dziwnie i mam odruchy jak pojebany. K. się trzęsie. A ja zaczynam pisać TR automatycznie, lecą rozkminy. Nikt nie wie o co chodzi. Kontynuujemy oglądanie władcy pierścieni. Klawiatura faluje i wiruje.

kolejny wpis za jakiś czas.

3:20 Jesteśmy pozginani w chuj. K. Myśli że ma 1,9 wzrostu i sie schyla ciagle przy wchodzeniu do pokojów. Łapie schizy. Jest dziwnie. Siedzimy w ciemnym domu.

Po 40 minutach było już bardzo konkretnie. Ja chodziłem jak jakiś zwierzak, a K. jak robot. Ogółem, zaczęło być ciężko z normalnym chodzeniem, wszystko było zupełnie inne.

Oderwaliśmy się od komputera aby pozwiedzać dom i odkryć go na nowo. Gdy dotraliśmy do kuchni nogi się pode mną ugięły, stwierdziłem, że muszę se siąść. Obok mnie usiadł K i chwilę siedzieliśmy w ciszy. Kontemplowałem swoją własną głowę i podziwiałem ciekawe wzorki latające mi pod zamkniętymi powiekami.

Po chwili K. stwierdził, że nogi stołu nie dotykają podłogi, że on lata, zaczął się odsuwać w stronę wyjścia z kuchni twierdząc, że zlew się na mnie wkurwił i idzie mi wpierdolić. Otwarłem oczy, spojrzałem na zmywarkę (bo o nią mu chodziło, zlew był zupełnie gdzie indziej), stała tam gdzie stoi, stół też. Zamknąłem spowrotem oczy mając to gdzieś.

Po paru chwilach wstaliśmy i poszliśmy zwiedzać dom dalej. Ciężko było chodzić normalnie, więc chodziłem na ugiętych nogach, a K. dalej schylał się pod każdą framugą bojąc się, że przywali w nią głową i wierząc że jest o 2 głowy wyższy niż w rzeczywistości.

4:00 Leżymy na kanapie z zamkniętymi oczami, ja po jednej stronie, K. po drugiej. Nie miałem siły się ruszyć, nic nie czułem i ogółem miałem wyjebane na własne ciało. W głowie było dobrze. W pewnym momencie z telewizora rozległ się przerażający dźwięk. K. patrzył na telewizor i wrzasnął, że to Sauron! Otworzyłem oczy i zobaczyłem oko saurona za oknem. 

To było lekko przerażające, doszliśmy do wniosku, że wyłączamy ten film, bo jest strasznie schizujący. Po powrocie do normalności znów zalegliśmy na kanapie i doszliśmy do wniosku, że warto by było w coś pograć. Na kompie? Nie. Jako, że obydwaj byliśmy dawnymi graczami Rohan: Blood Feud, postanowiliśmy wejść do świata tej gierki.

- Dawaj, loguj się.

- Okej, ja biorę rangera. A ty?

- Wezmę se Dhana.

- Gitara. To widzimy się w mieście humanów?

- Okej. 

 

Chwilę później już ekspiliśmy na humanoidalnych stworkach. Miałem wrazenie, że rzeczywiście jestem w grze i napieprzam z dwóch sztyletopodobnych broni. 

Kiedy w końcu któreś z nas doszło do wniosku ,,Co my kurwa robimy?" Ogarnąłem się lekko i podniosłem aby napić się wody. Ale moje ciało mi na to nie pozwoliło, gdyż zapadłem się w jakiś czasoprzestrzenny, optyczny wir. Podróżowałem nim sobie zwiedzając różne lokacje na całym świecie.

Byłem w Egipcie, w Tunezji, w Izraelu, w Rzymie, w Warszawie, na Woodstocku, pod wieżą 'Ajfla' w Paryżu i w wielu wielu innych miejscach.

4:40 Zaczęło mi być lekko niedobrze. Postanowiłem pójść się załatwić. Chwiałem się i miałem 'helikoptery' jak po alkoholu, gdy spojrzałem na siebie w lustrze lekko się przeraziłem. Wyglądałem jak wampir...

Stwierdziłem, że zapalę sobie szluga na odmułę, pomogło. Na parę minut wyrwałem się z tej bani i spojrzałem na świat prawie że trzeźwo. Szluga smakowała ochydnie, była beznadziejna, paliłem ją nad miską przygotowaną do ewentualnego rzygania bojąc się, że heftnę. K. robił to samo. 

Po paru minutach bania jednak wróciła. K. zaczął łapać schizy i się bać. Twierdził, że pikawa mu szybko bije, że on czuje, że faza nigdy się nie skończy, że on już zawse taki będzie i zniszczył sobie tym życie, że prawdopodobnie nie dożyje rana. Jako ten, który przed zamówieniem RC'ków obczytał pół internetu zacząłem go uspokajać.

Mówiłem mu, że po takiej dawce nie ma opcji na jakieś większe problemy, że nie mieszaliśmy tego z niczym niebezpiecznym, że będzie git. W końcu rzeczywiście się uspokoił. Ptaki już od półgodziny nawalały jak nakręcone, więc postanowiłem wyjrzeć na dwór. Nie poznałem własnego ogródka. Szybko się schowałem, mając wrażenie, że zaraz ktoś mnie wypatrzy i będzie mnie ścigać. Była niespełna 5 nad ranem.

5:00 wróciliśmy do zalegania na łóżku uprzednio przynosząc sobie koce i kołdry + poduszki. Przez chwilę leżałem kontemplując stan czystej radości która mnie ogarnęła. Swego rodzaju błogostan i brak żadnych myśli. Po chwili K. rzucił, ze idziemy "pograć w BF3". Nie wiem tylko dlaczego, przyszło mi na myśl, że BF3 dzieje się na moim osiedlu. Więc przez kolejne 15 minut jako dzielni operatorzy US Marines Corps walczyliśmy z siłami PLR... na sąsiedniej ulicy. Ja byłem snajperem, on moim spotterem.

Po całej zabawie stwierdziliśmy, że czas się przespać (było koło 5:50). Sny były ciekawe, realistyczne. Nie pamiętam ich, ale podobały mi się. Obudziliśmy się około 7:10. Poszedłem napić się mleka, zapaliłem papierosa, przygotowałem świeże ubrania i poszedłem wziąć gorący prysznic. K. dokonał podobnego 'rytuału', po którym czuliśmy się prawie jak nowo narodzeni. Odczuwaliśmy jedynie lekkie zmęczenie, prawdopodobnie z racji tego, że przez całą noc nie dość, że nie spaliśmy, to jeszcze wystawialiśmy organizm na różne nowe doświadczenia.

 

Jakiejś szczególnej zwały nie było, nie czyłem się przymulony czy obolały, jedynie zmęczony. Czystość myśli w normie, koordynacja ruchowa również. Cała przygoda trwała więc około 3,5h + sen, choć w trakcie bani wydawało nam się, że jest to cała wieczność.

Nie opisałem tego w TR, bo działo się to ogółem przez sporą część trwania tripa, jednak standardowo po MXE mieliśmy problemy z normalnym mówieniem. Ale i tak się rozumieliśmy. 

 

Doświadczenie wspominam pozytywnie, mimo iż był to mój pierwszy kontakt z jakąkolwiek substancją tego pokroju. Ani MJ ani amfa nie były w żadnym stopniu podobne do MXE.

Ocena: 

Odpowiedzi

Ale mówiąc blant masz na myśli jakby to powiedzieć gilze z cygara czy normalne bletki?

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media