Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[szałwia wieszcza] mozg.exe has stopped working

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
0,25g Ekstraktu standaryzowanego x10 suszu szałwii wieszczej.
Źródło: Holandia
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie na nowe przeżycia, wieczór z kumplem, pozytywne nastawienie i lekki stres.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Kannabinoidy:

Marihuana (dość często)
BB-22 (ok 15g mieszanki 1:30)
AB-FUBINACA (ok 20g mieszanki 1:30)
5F-AKB-48 (dużo razy)
AKB-48 (parę razy)



Psychodeliki:

MXE (ok. 10 razy)
2C-P (4 razy)
5-MeO-MiPT (10 razy)
Grzyby Psylocybinowe [4-PO-DMT] (4 razy)
5-MeO-DMT (2 razy)
Dextrometorfan (3 razy)
5-MeO-MALT (5 razy)
Alliloeskalina (raz)
25C-NBOMe (dużo razy)
25I-NBOMe (trzy razy)
4-HO-MET (raz)
Szałwia Wieszcza (raz)
Powój Hawajski [LSA] (dwa razy)
LSD-25 (5 razy)


Stymulanty:

Kofeina (codziennie)
Pentedron (ok 10g)
a-PVP (ok 2g)
3-MMC (najwięcej z wszystkich b-k, nie wiem ile)
Etylofenidat (ok 0,5g)
ETH-CAT (ok. 5g)
4-MMC (3 razy)
2-FMA (parę razy)
Dibutylon (dwa razy)
PV8 (trzy razy)
Amfetamina (3 razy)
3-FA (trzykrotnie)


Empatogeny:

5-MAPB (dużo razy)
6-MAPB (dwukrotnie)
MDMA (6 razy)


Depresanty i podobne:

GBL (dwukrotnie)
Tramadol (rekreacyjnie dwa razy)
Kodeina (rekreacyjnie trzy razy)
Tianeptyna (Coaxil) (Kilkukrotnie)


Zioła inne:

Calea Zacatechichi (raz)
Kratom (dwa razy)
Kra-Thum-Khok (raz)
Maconha Brava (kilka razy)
Serdecznik Syberyjski (dodatek do Maconhy i MJ)
Combretum Quadrangulare (3 razy)

[szałwia wieszcza] mozg.exe has stopped working

Moja wiedza na temat szałwii w momencie testu była dość szeroko zakrojona. Jak zwykle przed przystąpieniem do próbowania czegokolwiek nowego muszę wiedzieć o tej substancji tak wiele jak tylko się da. Miałem za sobą już jedną nieudaną próbę z tą rośliną, jej powodem prawdopodobnie było użycie taniego niestandaryzowanego ekstraktu. Prawdopodobnie ze względu na to i tym razem nie do końca wierzyłem, że wszystko się uda. Około godziny 18 dotarłem na wyznaczone na tripa miejsce, które było znane mi już z kilku kwaso-tripów. Mieszkanie w bloku na obrzeżach centrum. Lokum poznanego mi bliżej około pół roku wcześniej kumpla. Na potrzeby tego i licznych następnych trip reportów, które wierzę, że powstaną, nazwijmy go MrRabbit, czasem po prostu - Królik. 

Gdy przychodzę od razu wyciągamy karty na stół. Opakowanie z ekstraktem. Bongo. Zapalniczka żarowa. Wszystko gotowe. Oczywiście ja przejmuję pałeczkę pierwszeństwa, jako ten bardziej doświadczony. Wkładam do cybucha kulkę z folii aluminiowej, aby sypki susz nie przedostał się do wody. Nabijam 0,25g ekstraktu, dwa głębokie wdechy - jestem gotów. Film się już nagrywa, kładę bongo na stole, staję i odpalam fajkę. Gęsty kłąb dymu napełnia szklaną rurę wysokości blisko pół metra, chwilę później całość tego dymu trafia do moich płuc. Trzymam dym ile mogę, w między czasie siadam na kanapie...

T+ 1min

Z początku, przez pierwsze 30 sekund myślałem, że nic się nie stanie. Tak jak ostatnio. Lekki ścisk w głowie i drapanie w płucach, wypuszczam dym. Nic. Już miałem coś powiedzieć, kiedy nagle mój normalnie funkcjonujący mózg po prostu przestał działać. Totalnie zdezintegrowało moje jestestwo, moje ciało, moje trzeźwe myślenie. Było to tak nagłe, że nawet nie zdążyłem się tego przestraszyć. Moim ciałem zawładnęła dziwna, wszechogarniająca energia, płynąca z rdzenia mojego ciała. Ni to ściskająca, ni to rozrywająca. W każdym razie ukazująca potęgę. Nie byłem w stanie kontrolować swojego ciała ani poruszać kończynami, nawet nie wiedziałem co tak naprawdę widzę. Mój słuch praktycznie wygasł, czułem się jakbym był pod wodą. Wszystkie dźwięki były niskotonowe, wibrujące, głębokie i mistyczne. Słyszałem swego rodzaju szum tła. Z pola widzenia praktycznie zniknął cały pokój, całe otoczenie zmieniło się w jedną wielką jasną łunę, sprawiającą wrażenie spadania. Spadania w coś w rodzaju portalu nadprzestrzennego. Widziałem jedynie swojego towarzysza, siedzącego na obrotowym krześle. Była to jedyna wyraźna rzecz, którą byłem wstanie dostrzeć. Jego głos był nie naturalny. Też, jakby spod wody. Słyszałem też inne głosy, nie zrozumiałe dla mnie. Nie byłem wstanie zidentyfikować ich pochodzenia, kontekstu ani znaczenia. Zacząłem się śmiać, z tego co widzę, gdyż zapadanie się w podwodnym tunelu czasoprzestrzennym, ze śmiejącym się ze mnie kompanem i dziwnymi głosami dookoła... wydało mi się po prostu śmieszne. I jeszcze dotego ten istny MARAKESZ w głowie. Analizowanie tego co odczuwałem zdawało się na nic.
MÓZG.exe has stopped working. 

T+ 3min

Widziany obraz nieco się ustabilizował. Z powrotem widziałem coś na kształt pokoju w którym powinniśmy się znajdować, ale ciut inaczej. Był po prostu inny. Kontrast był zmniejszony, natomiast cała moja uwaga, niewiedzieć czemu skupiała się na mordzie PanaKrólika. Było to tak absurdalnie śmieszne, że nie byłem wstanie powstrzymywać salw szaleńczego śmiechu. Próbowałem też coś powiedzieć, ale jak się finalnie okazało, mój aparat mowy był totalnie sparaliżowany. Nie byłem w stanie wypowiedzieć nawet jednego składnego słowa. Podobnież mój śmiech był raczej czymś w rodzaju wycia niepełnosprawnego dziecka. W pewnym momencie mój świat po prostu się przepołowił. Nagle odzyskałem częściową kontrolę nad lewą połową swojego ciała, druga zaś pozostała sparaliżowana. Zaczęła lecieć mi ślina z ust, starałem się poruszyć ręką by to zetrzeć, jednak bezskutecznie. Mijały minuty, a ja dalej balansowałem na granicy hiperrzeczywistości, z połową ciała sparaliżowanego, cieknącą śliną i bez władu w rękach. W pewnym momencie COŚ pociągnęło mnie do przodu (moje ciało w tym momencie się pochyliło), zobaczyłem podłogę. Ale nie wiedziałem, że była to podłoga. Udało mi się wreszcie zetrzeć ośliniony pysk...

T+ 5min 

Przebłysk świadomości. Chwilowy powrót kontroli nad ciałem i w miarę normalnego widzenia rzeczywistości. Mieszanina zdziwienia i śmiechu na twarzy kompana mówiła mi, że coś dziwnego musiało się dziać. W danym momencie nie pamiętałem tego co wydarzyło się przed chwilą. Czułem jedynie ten wszechogarniający zamęt w myślach, olbrzymią moc która mnie przepełniała. Ta moc była tak wielka, ilość danych i bodźców napływających do mojego mózgu przewyższała jego "moc obliczeniową" kilkukrotnie. Za dużo. Za szybko. Za mocno. Ale fajnie. Podniosłem głowę i ciało, spojrzałem z powrotem na kompana. Widziałem w miarę normalnie. Dale dalej nie byłem w stanie wyartykułować żadnych sensownych słów. Jedynie pojękiwania, sylaby. I głupkowaty śmiech. Czyłem się jak pień drzewa. Sztywny. Obserwujący otoczenie z majestatycznym wyrazem bezsilności dla otaczającego mnie świata. Całe ciało mnie mrowiło. Jedna ręka zawisła w powietrzu. Spojrzałem na swoje dłonie. Nie. Nie na swoje. Ja nie byłem sobą. 
Co się stało?
Kim jestem?
Czym jestem?
Gdzie jestem?...

T+ 7min 

Jednego jestem pewien. Wracam. Nadal nie odzyskałem kontroli, ale przynajmniej widzę już normalnie i wiem o czym myślę. Dalej nie rozumiem tego poziomu mocy. Co chcesz mi przekazać, wieszcza szałwio? Co, Lady Salvia? Lecz na próżno już były moje pytania. Wynurzałem się. Widziałem już powierzchnię wody. Jednak było do niej trochę daleko. W tym momencie twarz mojego towarzysza zapełniła cały widziany przeze mnie obraz, mimo iż siedział on jakieś 2 metry ode mnie. Było to tak absurdalnie śmieszne, że popadłem w spiralę niepohamowanego wycio-śmiechu. Moje ciało przewróciło się na bok i mimo tego iż mój obraz powinien obrócić się o 90 stopni - dalej widziałem to samo. Śmiałem się i śmiałem. Trwało to chyba godzinę. Albo miesiąc? Nie pamiętam. Ale coś z tego przedziału czasowego (w rzeczywistości mniej niż 60 sekund). Gdy w końcu się opanowałem, podniosłem się, wyprostowałem ręce. Zbadałem, czy to już moje ciało, czy jeszcze to COŚ. Dalej nie czułem się sobą. Ale nie słyszałem już głosów. Głos kompana także był już normalny. Powierzchnia była już blisko.

T+ 10min

Gdy największa burza już minęła, czułem się dalej jak gdybym był pod bardzo mocnym wpływem alkoholu i marihuany, z dużą nutą specyficznej psychodeli. Gdy wróciła mi mowa i częściowa kontrola nad ciałem, postanowiłem się położyć, zamknąć oczy i oddać CEVom. O dziwo mimo tego, że efekty już słabły, wciąż pod zamkniętymi powiekami widziałem jeszcze wyraźne wizje. Ale nie były to znane mi z innych psychodelików neonowe fraktalne wzorki. Były to bardziej obrazy. Obrazy jakby z innego świata. Dzikiego, przepełnionego wszechpotężną mocą. Świata w którym żyły dziwne byty. Podziwiałem ten obraz jeszcze przez około 5 minut, by następnie przejść w stan zwyczajnego odpoczynku, gdy większość efektów już minęła.
Przez kolejne 20 minut utrzymywał mi się stan poprawionego humoru, lekkiej śmiechawki. Zwłaszcza, gdy obserwowałem podróż swojego kumpla, który gdy tylko odpocząłem rozpoczął swojego tripa.

Z pewnością jeszcze wrócę do tej rośliny. Zbyt wiele zostało niedopowiedziane. Zbyt mało zrozumiałem. Zbyt wielki szok przeżyłem mocą tej substancji i nie miałem okazji zapoznać się z tym, oswoić. Ale z pewnością był to pozytywny trip. 

Trip krótki, tak jak i działanie salwinoryny przy podaniu wziewnym. Ma potencjał. Olbrzymi. Ale nie zdążyłem jeszcze go wykorzystać. 

Ocena: 

Odpowiedzi

Fajny, lekki raporcik o ciężkim psychodeliku. Czekam na kolejne!

też jestem vege, bardzo przyjemny artykuł.

Zapraszam do siebie :)

lozadlavipow.blox.pl

blogerkoćpunka

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media