Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

combretum quadrangulare, czyli względnie zdrowo i pluszowo

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
0,5 grama palone z wrapsa
0,3 grama palone z bonga
Ekstrakt x50
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wesoły wieczór na działce z dwoma kumplami
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Marihuana (dość często)
BB-22
AB-FUBINACA
5F-AKB-48
AKB-48



Psychodeliki:

MXE
2C-P
5-MeO-MiPT
Grzyby Psylocybinowe [4-PO-DMT]
5-MeO-DMT
Dextrometorfan
5-MeO-MALT
Alliloeskalina
25C-NBOMe
25I-NBOMe
4-HO-MET
Powój Hawajski [LSA]


Stymulanty:

Kofeina (codziennie)
a-PVP
3-MMC
Etylofenidat
ETH-CAT
4-MMC
2-FMA
Dibutylon
PV8
Amfetamina
3-FA


Empatogeny:

5-MAPB
6-MAPB


Depresanty i podobne:

GBL
Tramadol
Kodeina
Tianeptyna (Coaxil)


Zioła inne:

Calea Zacatechichi
Kratom
Kra-Thum-Khok
Maconha Brava
Serdecznik Syberyjski
Combretum Quadrangulare
Kanna (Sceletium Turtuosum)

combretum quadrangulare, czyli względnie zdrowo i pluszowo

To co chcę tu opisać, ma być po pierwsze, przykładem działania rośliny (ekstraktu), a po drugie, przykładem, że można się bawić względnie zdrowo, bez uzależnień, zjazdów i większych (a przynajmniej żadnych zauważalnych) konsekwencji.
Zaczęło się to pewnego jesiennego wieczoru. Wpadliśmy z kumplem jak zwykle, na naszą ukochaną ćpuńską działkę z zamiarem przetestowania dwóch nowych roślinek (Kra Thum Khok i Combretum). Zaczęło się od przygotowania naparu z wczesniej wspomnianego Kra Thum Khok, oraz skręcenia blancików i przygotowania rozkopy do bonga. Jeszcze po zimnym browarku i łyku domowego wina, śmieszki heheszki i możemy zaczynać :)

Na pierwszy ogień poszedł tłusty blancik, po którym jak zwykle rozsiedliśmy się w fotelach (a właściwie to się w nich rozlaliśmy) i śmieszkowaliśmy sobie z głupich filmików które przygotowałem z internetów. Upłynęła nam dłuższa chwila i gdy jaranko zaczęło słabnąć przygotowaliśmy się do picia naparu.
W smaku było to obrzydliwe. Znaczy się, w porównaniu do Calea Zacatechichi lub smaku niektórych spływów, to była to ambrozja, ale ogółem wolę raczej normalne rzeczy jako napitek. No cóż. Efekty niestety nas rozczarowały. Piliśmy po 1 gramie ekstraktu x50. Minimalne rozluźnienie i lekkie ciepełko to jedyne efekty jakie poczuliśmy. Nie dało się ich podbić ani blantem, ani piwem. Nic.
Odczekaliśmy około 2-3 godzin, gdy jednak nic dalej nas nie ruszało, po spożyciu drugiego piwka na łeb przystąpiliśmy do rozpalania wrapsa (skręt z liścia tytoniowego) z 1g MJ i 1,5G ekstraktu x50 Combretum Quadrangulare.

Tu efekt był natychmiastowy. Oprócz marihuanowego myślotłoku i chilloutu pojawiło się coś jeszcze. Coś mocniejszego. Charakterystyczne rozluźnienie i spokój, który znałem już ze swoich krótkich, lecz miłych paru przygód z Tramadolem. Niestety, musicie mi wybaczyć, ale to co działo się dalej nie jestem w stanie opisać dokładnie, co do czasu trwania. Wiem tylko, że gdy zalegliśmy na kanapach rozlało się po nas niesamowite ciepło i wszechogarniająca euforia. Uczucie to mogę porównać do lżejszej wersji duchowego orgazmu, który wywołało u mnie LSA oraz ciepła i euforii średnich dawek tramca. Tego się totalnie nie spodziwałem. Pewnie uznałbym, że widocznie działa to na mnie mocniej niż na innych, gdyby nie to, że dwójka moich kompanów odczuwała podobnie. Leżałem rozpływając się w miękkiej cieplutkiej pościeli, myśląc o pięknie natury, o miłości, o swojej przyszłości, pełen pozytywów i naładowany dobrą energią. Pływałem sobie, dosłownie, gdzieśtam w myślach rozkoszując się cudownym uczuciem wypełniającym moje ciało i umysł. Przeżycie to było do tego stopnia intensywne, że momentami się w nim zatracałem, tracąc chwilami kontakt z rzeczywistością. 
Przez pierwsze około 15 minut efekty te narastały, by w końcu osiągnąć swoje apogeum w postaci praktycznego zerwania kontaktu z rzeczywistością i oddania się mojego ciała i umysłu w pewien rodzaj orgazmicznego transu, urywek, podobnych do tych charakterystycznych dla opiatów (zwłaszcza kodeiny, choć nie wiem jak z innymi, bo oprócz tramca i kody z niczym styczności nie miałem, i mieć nie chcę, dla własnego dobra).

Obudziliśmy się po około 3 godzinach, niemalże trzeźwi, z lekkim tylko nieogarem i wciąż odczuwalnym uczuciem spokoju, pluszowości i totalnego wyjebania na wszelkie zyciowe problemy.Resztę prochu, który nam został, dodaliśmy do rozkopy przeznaczonej na bongo i każdy z nas, spalił sobie około 0,3 grama ekstraktu zmieszanego z marihuaną. Tym razem efekt był szybszy, lecz minimalnie słabszy, Peak działania został osiągnięty jednak później, za to totalnie. Bez żadnych urywek, obudziłem się znów, po około 3 godzinach, lecz postanowiłem nie budzić pozostałych i pójść spac dalej.

Co ciekawe, rano obudziliśmy się stuprocentowo trzeźwi, bez żadnych, jakichkolwiek, nawet minimalnych efektów działania THC czy Combretum, Kra Thum lub alkoholu. Nic. Totalnie nic. Wręcz przeciwnie, byliśmy szczęśliwi i pozytywnie nastawieni, pełni energii i gotowi do dalszego brnięcia w życie.

To tyle na dziś, dość krótko i zwięźle, może po kolejnej, zbliżającej się przygodzie z Combretum opiszę nieco szerzej spektrum jego działania. Na razie skromnie, bo było to już dawno, a ja nie miałem wczesniej czasu podzielić się tym przeżyciem z Wami.
Zachęcam do prób, z pewnością jest to zdrowsza i bezpieczniejsza alternatywa dla jakichkolwiek "twardych" opiatów.  

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media