Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[mxe] 150mg siekanki z mózgu

[mxe] 150mg siekanki z mózgu

Dzień drugi eksperymentów. Poprzednia noc również spędzona na tripie, jednak w innym towarzystwie.

Ten trip był totalnym spontanem na zasadzie - Dzwonię: ,,a może wpadniecie?" ,,jasne!".

Poprzednią noc można sobie przeczytać @@TUTAJ@@

Czego w ,,Wiek" nie zaznaczyłem - ja mam 18. Pozostali 20 i 21.

No to zaczynajmy :)

19:00

Postanawiamy zapalić sobie shishę i napić się winka. Okazuje się, że arabski tytoń z izraelu ma właściwości euforyzujące. Po 15 minutach palenia wszyscy byliśmy uwaleni jak MJ.

Śmiechawy, chiński zwiad, zwiechy, nikt nie wie co się dzieje. WTF? Tytoń? ... Do 21 bania już zeszła na oglądaniu filmu. Oczekiwanie na dalszą część nocy przy papierosach i winie.

23:00

Przychodzi czas na wielki finał. Wyjmuję torebkę, jest tam około 375mg. Oddzielam od po około 3x 75mg dla każdego i robię z tego 3 krechy, pozostałe wrzucam spowrotem do wora. Sniffamy i jak zwykle - już nie ma odwrotu. Ja już na luzie, wiem jak to działa. Pozostała dwójka w zasadzie zielona w kwestii czegokolwiek poza alkoholoem. Więc lekkie napięcie.

23:10

H. Stwierdza, że coś czuje, A. (waży ponad 100kg) i ja (dzień wcześniej testy) nic nie czujemy. Postanawiamy się dobić. Zostało przecież jeszcze po 150mg. Otwieram epkę, odsypuję ~50-60mg, dzielę na dwa i dowalamy. 

23:20

A. Czuje się jak najebany, gadamy siedząc przy komputerze. Po problemach z poprawnym wysławianiem się czuję, że zaczyna wchodzić, świat robi się jakiś taki inny. H. powoli odpływa, widzę, jak sam musiałem wyglądać dzień wcześniej.

24:00

Ja i A postanawiamy dobić po pozostałe 50. H. ma już swoje podróże w równoległym wymiarze, a przynajmniej tak twierdzi. Usypuję dwie kolejne krechy opustoszając samarkę. Wciągam swoją porcję, po czym wstaję od kompa. Nie chodzi się za dobrze. A. niczym odkurzacz budowlany uprzątnął cały stolik z białej substancji do czysta, po czym, po paru minutach wszyscy udaliśmy się do dużego pokoju.

Każdy z nas podziwiał ,,inność" tego świata. W dużym pokoju leciała muzyka z Dune2000. Elektroniczno-psychodeliczna można by rzec. Zrobiła ze mnie robota. Po wejściu do pokoju zacząłem w rytm muzyki wywijać rękami i chodzić jak robot, na nogach ugiętych w 90 stopni jednocześnie się obracając wokół własnej osi i idąc "przeplatanką". H. zasiadł na kanapie i udał się w podróże do świata Skyrim szukając pod moim domem krypty, ja natomiast wciąż latałem jak pojebany po pokoju. A. (pierwszy raz w życiu biorąc cokolwiek przywalił sobie łacznie 150mg!) położył się pod stołem na moim psie i również zaczął odbywać jakieś podróże, choć bardziej niskie.

Mój mózg był pusty, tylko nawalałem wrytm muzyki po pokoju, aż w końcu "upadłem" (kontrolowanie) na podłogę aby podziwiać świat z punktu widzenia drobnych stworzeń. A. kilkukrotnie przyjebał głową w spód stołu chcąc wstać. H. był nieobecny i co chwila wyrzucał z siebie urywki zdań, mających w ogólnej postaci niezbyt wiele sensu. 

24:30 

Wciąż leżę na podłodze, która wydaje się górzysta. Stół lata gdzieś w połowie wysokości pokoju, cały pokój wygląda zupełnie inaczej, granice rogów ścian oraz sufitu zatarły się, drzwi przypominały wielki nienasycony czarny otwór. W tle wciąż leciała ta dziwna muzyka, która czyniła mnie elektronicznym urządzeniem któe rejestrowało dziwny świat w którym się znalazło, nie pojmując swoją prymitywną jeszcze sztuczną inteligencją tego co widzi.

A. gada, że wciąż czuje się jak najebany, jednak po zachowaniu i tym co gadał potem, stwierdzam, że jednak na niego również działało. Mocno.

1:00 

Ja doczołgałem się jakimś cudem do kanapy na której zaległem obok H., A. poruszał sie po podłodze jak flądra, ni to pełznąc ni to się czołgając, chciał jedynie przyciszyć muzykę. Chwilę poleżał na środku pokoju po czym udał się do toalety, zrobiło mu się niedobrze. Wyrzygał swoje i ostygł w toalecie, po około 15 minutach oddalił się do mojego pokoju. Ja i H. tymczasem kontemplowaliśmy to jak wielki mamy rozpierdol w mózgu. Mój był olbrzymi. Cały czas codziłem jak robot na ugiętych nogach, moje ciało nie należało już w 100% do mnie. Ja jedynie wydawałem mu polecenia. Tępo gapiłem się w różne miejsca pokoju odpowiadając H. na jego pytania w najbardziej składny sposób na jaki udało mi się zdobyć. A wyglądało to mniej więcej tak:

- Jak jest?

- Tak.

- Ja też.

- Tobie też?

- Tak. Jest ostro.

- Ja też.

- Gdzie jesteś.

- Nie wiem. 

- Co to jest?

- Co to?

- To to?

- To, to?

- To to.

- To, co?

- To.

- To co braliśmy?

- To.

- Metoksetamina.

- Aha.

Cisza...

- Ale jest fajnie.

- Wiem.

- Okej.

Cisza.

 

W ten sposób upłynęło przynajmniej 30 minut, podczas których próbowałem się ogarnąć.

1:30

Przypomniałem sobie jak wczoraj pomogła mi szluga. Razem z H. zapaliliśmy sobie po papierosie, ja udałem się w stronę wyjścia do ogrodu aby pooglądać świat. H udał się do mojego pokoju i oznajmił mi iż zastał A. leżącego i liżącego swoje skarpetki. Wyjrzałem, było pusto, świat wydawał się niebezpieczny, złowrogim, skażonym miejscem, w które tylko najdzielniejsi stalkerzy mogli się udać. Ja byłem ciekawym świata człowiekiem wychowanym w czeluściach schronu, postanowiłem więc wyjść. Jednak radioaktywny podmuch po chwili zawiał mnie z powrotem do domu.

Zamknąłem więc zasłony pozostawiając okno otwarte, aby był dopływ świeżego powietrza, sam udałem się do mojego pokoju, gdzie zastałem A. leżącego na posłaniu psa pod moim biurkiem, wyglądał jakby spał, obok jego głowy leżała skarpetka. Spytałem się go czy żyje, odpowiedział, że tak. Spytałem ,,jak jest" powiedział, że dobrze. Wyszedłem. Wróciłem do pokoju by spróbować się lekko ogarnąć. 

2:00

Poczułem się lekko niedobrze, udałem się do łazienki i przed lustrem spędziłem 15 minut. Rozkminiłem, że muszę sobie ulżyć, że to zaczyna mnie przerastać, że bania jest za ciężka i postanowiłem się wyrzygać. Na próżno. Mój żołądek nigdy nie potrafił, czy po alko czy po niewiadomo czym. Tym razem też. Spędziłem więc około 30 kolejnych minut na wannie podróżując wgłąb własnego umysłu. Potem A. ożył i wrócił do dużego pokoju, H. puścił 13 posterunek. Oznajmiłem wszystkim, że idziemy spać. Że mam dość. O dziwo wszyscy się zgodzili. H. poszedł na moje piętrowe łóżko (ja nie byłem w stanie), A. już od 30 minut spał na kanapie w dużym pokoju, ja więc, mimo tego, że byłem we własnym domu, rozłożyłem sobie moją polową dmuchaną matę i śpiwór i udałem się do snu, przytulając się do toalety jako mojej zbawicielki "w razie gdyby jednak".

Zasnąłem między 2:30 a 3:00.

O 9:00 obudził mnie domofon, czułem się już normalnie, dom wyglądał w porządku, postanowiłem, że odbiorę. Okazało się, że to K. (ten z poprzedniego tripa), wpadł posiedzieć. 

Powtórzyłem rytuał z poprzedniego dnia, szlug, ciepły prysznic i świeże ubrania. To jest naprawdę idealny reset po dwóch nocach spędzonych w ten sposób. Pograliśmy trochę wspólnie w Gun Assembly i razem z K. przywaliliśmy trochę Pentedronu na odmułę. Po raz kolejny, nawet po takiej dawce nie odczuwałem żadnej zwały.

Warto dodać, że dzień wcześniej jak i tego samego dnia suplementowałem się jak zwykle magnezem, wapniem i kompletem witamin i mikroelementów. Jak osoba ćwicząca na siłowni codziennie przyjmuję taki komplecik, podobnie jak dbam o nawodnienie organizmu i porządną dietę. Może przez to nie odczuwałem żadnych zjazdów? Nie wiem.

W każdym razie kolejną noc, można uznać za udaną.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media