Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

moje doświadczenia z ziółkiem

detale

Natura:

raporty unknown

moje doświadczenia z ziółkiem


Moje doświadczenie z ziołem zaczęło się stosunkowo niedawno. Pewnie do dzisiaj nie sięgnąłbym po nie gdyby nie pewna osoba... Ale zacznę od początku...



Wszystko zaczęło się w ostatnie wakacje, kiedy to postanowiłem zdobyć marihuanę. Mimo iż nie posiadałem żadnych specjalnych kontaktów (bo po co? – tak wtedy myślałem) zdobycie towaru nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Kupiłem od razu 2 worki, lecz były one obcięte i to równo (z każdego wychodziły ledwo 3 bicia). Ale cóż... Wtedy w ogóle nie wiedziałem co i jak – ważne że to co kupiłem było marihuaną a nie majerankiem.



Jako że wszystkie nowości najlepiej testować w pogodnej atmosferze i z dobrymi znajomymi, tym razem też postanowiłem tak właśnie zrobić. Kumple chociaż nigdy wcześniej nie palili, zgodzili się na moją propozycję bez problemu. Udaliśmy się w pewne ustronne miejsce. Magiczna lufa zaczęła krążyć. Poczułem się lekko, jak po wypiciu 2-3 piw. Gdy skończyło nam się paliwo do fifki postanowiliśmy opuścić nasz azyl. W sumie wypaliliśmy 6 luf na 3 osoby. Postanowiliśmy udać się do miejscowej knajpki. Czułem się dziwnie – mimo iż szedłem prosto, odczuwałem brak koordynacji ruchów. Po dotarciu na miejsce stwierdziłem, że jestem bardzo głodny. Błyskawicznie pochłaniałem kolejne porcje żarcia zapijając wszystko hektolitrami pepsi. Wszyscy mieliśmy znakomity humor śmiejąc się z byle czego. Po około 2 godzinach postanowiliśmy wrócić do domów.



Od tej pory paliliśmy dość regularnie – raz w tygodniu, czasami dwa. Co w marihuanie jest takiego fajnego? Po pierwsze – zajebiście słucha się muzyki. W przypadku muzyki elektronicznej możesz dosłownie ‘rozbić’ utwór na pojedyncze ścieżki z których się składa. Efekt jest naprawdę znakomity. Po drugie – fajny humorek, trochę różniący się od tego po alkoholu. Umysł zaczyna funkcjonować w nieco inny sposób, możesz wpaść na rozwiązanie problemu który męczy cię od dłuższego czasu. Po trzecie – brak silnego zjazdu. Nawet po wypaleniu większej ilości, wystarczy godzina drzemki aby wrócić do życia.



Jak dla mnie największą wadą jest delikatne przytłumienie. Po alkoholu zawsze mogłem wrzucić swoje 3 grosze do dyskusji na każdy temat. Po ziole natomiast owszem mogę się śmiać z rzeczy błahych oraz z zachowań innych, lecz nie jestem w stanie prowadzić sensownej rozmowy nawet na luźny temat. Język plącze się jak po silnym upojeniu alkoholowym. Jednocześnie potrafię oderwać się nieco od rzeczywistości i zająć się myśleniem nad własnymi sprawami.



Czy marihuana jest czymś od czego można się uzależnić? Powiem tak – nigdy nie miałem nieodpartej pokusy zapalenia sobie ziółka. Zawsze paliłem kiedy chciałem. Jeżeli dzisiaj miałbym zapalić ostatni raz w życiu, to pogodziłbym się z tym. Ale... Paląc pierwszy raz przełamałem pewną granicę. Teraz już rozumiem, dlaczego marihuana to tylko przystanek do mocniejszych narkotyków. Żeby było jasne – nigdy nie stosowałem żadnych używek poza alkoholem i ziółkiem. Marihuana pozostawia człowieka z pytaniem – jeżeli po ziole jest mi dobrze i nie uzależniłem się, to co mi szkodzi SPRÓBOWAĆ czegoś mocniejszego. Najgorsze jest jednak to, że niedługo prawdopodobnie czegoś SPRÓBUJE. Jeszcze nie wiem czy będzie to feta czy LSD, ale czuje że muszę SPRÓBOWAĆ. Teraz zaczynam rozumieć powiedzenie, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Mam tylko nadzieję, że nie zabrnę w to za daleko.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media