Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

moj koszmar

detale

Natura:

raporty unknown

moj koszmar

Cześć wszystkim. Chciałbym podzielić się z wami moim wczorajszym przeżyciem

po MJ.





Ale od początku.





Nazwa substancji: marihuana





Poziom doświadczenia: około trzech lat, paliłem już setki :) razy, często

(najdłużej przez miesiąc codziennie), standardowo 1 do 4 razy w tygodniu





Stan umysłu: luzik, nic nie zapowiadało tego co miało

nastąpić






No dobra zaczęło się standardowo. Kupiłem sprzęt dzień wcześniej (połówka)

oczywiście od razu go wypróbowując. Efekty znakomite, szczególnie, że byłem

już po 2 piwach (na czczo). Ale to jest nieważnie, jedna ze standardowych

bardzo pozytywnych faz. Chociaż analizując to teraz też była trochę dziwna,

ale nie za bardzo. Ale przejdę już do zajścia, które chciałem opisać. Jestem

w domu, rodzice i babcia. Godzina około 22.00, wcześniej wypiłem 2 piwa ale

w długim odstępie czasu i do tego na pełny żołądek więc byłem tylko leciutko

zakręcony. Wszyscy śpią. Pakuje pierwszą pełną lufę i ją spalam w przeciągu

2-3 minut (szybko bo chciałem by mnie mocniej kopło). Mijają 2 minuty idę do

swojego pokoju. Czuję się już totalnie sfazowany, w takim stopniu jaki jest

dla mnie odpowiedni, tzn. szalony bieg abstrakcyjnych myśli dziwne poczucie

własnego ciała ale przy pełnej kontroli nad nim. Postanawiam (oj głupi)

spalić jeszcze jedną lufę (jak szaleć to szaleć, nie wiem, co mnie

podkusiło). Nie wiem, czemu to zrobiłem, faza którą osiągnąłem była już

mocna. No ale stało się zapakowałem, z niemałym trudem, pół lufy i spalam

wszystko za jednym strzałem. Samo wciągnięcie do płuc dymu okazało się fazą,

która mnie tak głęboko wciągnęła, że w tym momencie wiedziałem, że będzie

źle. Ale nie było już odwrotu. Ostatni mach, jaki pociągnąłem był największy

a ja już miałem wielką banie w głowie. Zdałem sobie sprawę z tego, że za

chwilę będzie jeszcze ciężej. Usiadłem na łóżku, miałem już przygotowane

spanie, (co okazało się zbawienne, bo później nie dałbym rady). Zacząłem

czytać jakąś gazetę, ale czytać nie byłem w stanie jedynie przeglądać

obrazki, które wywoływały dziwne skojarzenia. Podkreślę, że mimo całkowitej

jasności umysłu, co do tego, że jestem pod działaniem MJ, zdałem sobie

sprawę, że zaczyna się dziać coś dziwnego. Strumień myśli, abstrakcyjnych

jak zawsze, których nie mogę niestety wyrazić słowem pisanym, począł

zmierzać w kierunku, w którym nigdy nie zmierzał. Dodam, jak pisałem na

początku, ze paliłem już setki razy wiec wiem o czym piszę. Ciągle siedząc

na łóżku zadałem sobie sprawę, że sprawy zaczynają przybierać niekorzystny

obrót. Moje myśli, choć abstrakcyjne jak zawsze tym razem zaczęły

przedstawiać coś co zaczęło mnie przerażać. Nie było to oczywiście nic, co

przeraża w trzeźwym świecie, tzn. żadnych duchów, trupów itp. :). Po prostu

to przerażające uczucie, że coś jest nie tak jak powinno. Zdałem sobie

sprawę, że wkręcam się na bad tripa. Nie zdarzyło mi się to jeszcze nigdy,

więc nie wiedziałem, w jaki sposób mam się z tego wywinąć. Starałem się

przestać sobie to wkręcać i zajmowałem się czymś innym, wstawałem by się

czegoś napić, itp. Niestety po chwili znów okazywało się, że wracam do tej

strasznej myśli, że coś jest nie tak. Z całej siły starałem się wyswobodzić

swój umysł z tej schizy ale po chwili zawsze wracała ze zdwojoną siłą.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że wszystko to było totalnie

abstrakcyjne, nie miałem żadnego oparcia w logice, która pozwalałaby mi

wyjść z tego stanu. A wciąż zdawałem sobie sprawę, że to dopiero początek

(minęło może z 15 minut). Obserwowany świat wyglądał całkiem normalnie,

żadnych zmian (halunów) oczywiście nie miałem. Po prostu to co obserwowałem

powodowało ogromy potok niekończących się dziwnych i przerażających odczuć.

Normalnie, kiedy popalę moje myśli i odczucia są zakręcone ale w taki

sposób, że jestem w stanie je ogarnąć. Tym razem jednak wskoczyłem na taki

poziom, nad którym nie mogłem zapanować, a który zaczynał się jeszcze

wzmagać. I wciąż ta narastająca panika, że już powoli tracę zmysły a miałem

świadomość, że będzie jeszcze mocniej. Dodam, że wszystko odbywało się przy

zapalonym świetle, więc postanowiłem je zgasić mając nadzieje, że po prostu

uda mi się położyć i zasnąć. Niestety zgaszenie światła wywołało u moim

umyśl tak przerażające myśli, że zapaliłem je czym prędzej. Zacząłem się

czuć coraz gorzej, fizycznie zaczęło mi się zbierać na wymioty, ale nie za

bardzo. Siedziałem na łóżku nie wykonując żadnych ruchów, bowiem wywoływało

to tak wzmożony myślotok, że traciłem kontakt z rzeczywistością.

Jednocześnie moja psychoza nadeszła do mnie z całą mocą i nie była

powracającym motywem tylko trwała już tylko ona. Siedziałem cały przerażony,

zacząłem się trząść. Wiedziałem, że nie uda mi się z tego wyjść, w całym tym

strachu udało mi się powtórzyć kilka razy, że to jest działanie narkotyku i

jutro będzie okej. W końcu zgasiłem światło mając nadzieje, że zasnę.

Niestety leżąc w ciemnym pokoju i mając przed oczyma tylko przesłonięte okno

zaczęło się dziać coś innego. Wciąż śmiertelnie obawiałem się o swoją

psychikę, czy uda jej się to wytrzymać. Niestety wiedziałem, że przede mną

jeszcze dużo czasu. Jedyna myśl, jaka mnie ogarnęła to chęć zaśnięcia i

wyrwania się z tego koszmaru. Leżałem tak może 20 minut, głownie tracąc

kontakt z rzeczywistością, byłem wewnątrz jakiś absurdalnych myśli

(powtórzę, że nie miały one żadnej logiki, absolutnie nic, co łączyłoby je

ze światem jak postrzegamy na codzień). Wracałem do rzeczywistości jakby

nagłym kopnięciem, przez chwilę widząc "normalny" obraz przed oczami i znów

wpadałem w ten stan. Przez cały ten czas towarzyszyła mi myśl, że już dłużej

tego nie zniosę. Jakby to właściwe ja (oddzielone od tego, co się działo ze

mną) obawiało się o moją psychikę, czy zniesie ona jeszcze coś więcej. Coraz

częściej zamykały mi się oczy, po jakimś czasie większość tego przeżywałem w

półśnie, aż wreszcie usnąłem. Pamiętam tylko, że każda minuta przynosiła

coraz mocniejsze myśli i obawy, aż do granic absurdu. Wszystko, od momentu

zapalenia od zaśnięcia trwało może 1,5 h.





Obudziłem się rano szczęśliwy, że wszystko już za mną, chociaż cały dzień

następny byłem ostro zamulony psychicznie.





Podsumowując: nie wiem co spowodowało tak intensywny koszmar. Wiem tylko

tyle, że doświadczyłem czegoś, co na zawsze pozostanie w mojej pamięci,

(choć nie potrafię teraz przypomnieć sobie żadnej z tych abstrakcyjnych

myśli). Palić nie przestanę :), ale na pewno będę się bardziej kontrolował.





Pozdrawiam wszystkich palących i nie.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media