Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

matrix- jak z lęku przejść gładko do paranoi

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Ciężko powiedzieć ile było mg substancji w jednej tabletce, ani co dokładnie to było. W każdym razie działało coś jak LSD.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Chciałem wykorzystać wyjazd do klubu jako odskocznię od wrednej rzeczywistości, byłem w kompletnej rozsypce psychicznej. Przestałem się przejmować konsekwencjami i tym jak dużo biorę. Liczyło się jak największe oderwanie od bólu i zapomnienie o problemach natury egzystencjalnej. Otoczenie do takiego doświadczenia wybrałem bardzo źle, ale też przez to, że nie widziałem z czym przyjdzie mi się zmierzyć.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Amfetamina, marihuana, MDMA, kodeina, kokaina, dopalacze i inni wynalazki.

matrix- jak z lęku przejść gładko do paranoi

Trip był w okresie, kiedy codziennie marzyłem o tym, żeby się zabić.

Mniej więcej było to tak, że zabrałem się ze swoimi kolegami na imprezę. Tym razem miało być inaczej, bardziej grubo. Na odwagę zaczęło się tradycyjnie od trawy w niewielkich ilościach. Trochę zmuliło ale wprowadziło też w odmienny nastrój. Potem leci feta. Niestety diler dał ciała i nie był to produkt pierwszej klasy, nie klepał.

Jesteśmy w środku wielkiej imprezy techno. Muzyka przenika ciała mocnym basem, światła biją po oczach, a ja czuje się rozczarowany. Żadnej euforii, klub mi się nie podoba, jest za dużo ludzi, ścisk, duchota. Szukam z kolegami po całej imprezie kogoś kto załatwi coś dodatkowego. Obchodzimy przybytek rozpusty i w końcu spotykamy koleżankę kolegi, która widzi świat w ten sam sposób co my. Prowadzi nas do nowego dilera. Ostatnie czterdzieści złotych wydaje na jedną tabletkę o nazwie Matrix. To jakiś dopalacz. Nie pytam co to dokładnie jest i jak będzie działać. Idę do męskiego i popijam pigułkę wodą z kranu, nie stać mnie już nawet na butelkę coli, całą kasę wydałem na dragi.

Czekam cierpliwie pół godziny i nic. Jakieś subtelnie brzęczenie w tle i tyle. A ja tylko chciałem się czuć lepiej, tylko tego chciałem. Straciłem nadzieje, że w tym dniu coś jeszcze będzie się dziać. Machinalnie ruszałem ciałem w rytm muzyki i z zazdrosnym okiem spoglądałem na porobionych towarzyszy. Po dwóch godzinach coś się jednak odezwało. Coś się zaczęło dziać z widzianym obrazem. Falował w peryferyjnym polu widzenia. Błyszczał.

- Chyba mam halucynacje- powiedziałem wtedy do kolegi.

Zaczęło się na poważnie od zniekształcania twarzy. Gdy patrzyłem przez dłuższy czas na buzie swoich kolegów one się zmieniały, deformowały, przeobrażały. Muszę tutaj nadmienić, że nie przywitałem tych symptomów z otwartymi ramionami. Faktycznie to zdanie sobie sprawy z jaką substancją przyjdzie mi „tańczyć” zasiało ze mnie ziarno niepokoju. Wiedziałem co nie co o substancjach halucynogennych, ale nigdy ich nie używałem, nie wiedziałem też jak długo będzie ta mikstura działać, nie miałem pojęcia o odpowiednim przygotowaniu się do takiego doświadczenia. W przeszłości miałem halucynacje po haszu, jednak było ona bardzo delikatne i bardziej były to przewidzenia niż prawdziwe haluny.

Mimo, że jasno i wyraźnie oznajmiłem kolegom, że zaczynam mieć coraz mocniejsze przewidzenia, oni trochę zlekceważyli to. Zabrali mnie na moment do auta, by pośmiać się, że na nieświadomce wziąłem taki specyfik, a później z powrotem, jak gdyby nigdy nic wróciliśmy do klubu. Wtedy też ta magiczna tabletka i to co miała w środku, na poważnie zaczynało mnie kopać po mózgu. Zdawało mi, że droga prowadząca do wejścia jest pochyła, było to dosyć dziwne wrażenie. Momentalnie przechylałem swoje ciało by złapać pion, lecz słabo to wychodziło. Musiałem przy tym śmiesznie wyglądać, coś na kształt chodu głównego bohatera z „Las Vegas Parano”. Przynajmniej tak to pamiętam.

W środku klubu, przy całym tym spędzie ludzi rozpoczęły się rzeczy okropne. Wszyscy ludzie byli nienaturalnie dużych rozmiarów. Ich ciała były rozciągnięte, twarze większe i szersze niż zazwyczaj. Zastanawiałem się w środku swojego naćpanego mózgu czy faktycznie tak ludzie wyglądają zawsze, czy tylko ja coś źle widzę. Po jakimś czasie brałem to za normalność. Miałem też dużo trudność z oceną odległości. Wysoki facet, który przede mną tańczył zdawał się podchodzić mi pod twarz, nie byłem w stanie też powiedzieć jaka jest odległość między moją głową a ręką. Wyciągałem ramię przed siebie, obserwowałem je z przejęciem, zachwycałem się, że jest taka nienormalnie długa. Nie myślałem w ogóle, albo nie przejmowałem się, jak głupio musi wyglądać z boku moje zachowanie. Kompletnie było to nieistotne dla mnie.

Po pewnym czasie (trudno mi ocenić po jakim, bo straciłem poczucie czasu) muzyka, która leciała z głośników straciła dla mnie sens. To nawet nie była muzyka, to był jakiś bełkot przy którym nie dało się tańczyć, więc stanąłem na środku parkietu, gdzieś między swoimi kolegami i nie ruszałem się. Pamiętam, że w tamtym momencie byłem istotnie upodlony, mocno naćpany. Mózg wariował na całego. Załączyło się widzenie w 3D, ostre krawędzie i duży kontrast. Wszystkie kolory zabrały niesamowitego nasycenia. Stałem jak głupi, chyba z otwartą buzią i oglądałem zachwycony jak jakaś dziewczyna tańczy w klatce. Wydawało mi się to najpiękniejszym widokiem jaki w życiu widziałem. Potem coś się zmieniło, ktoś ( chyba kolega) dotknął mojego ramienia i pokazał mi żebym poszedł z nim do baru. Odwrócił moją uwagę na chwilę i wszystkie halucynacje na moment znikły.

Jak szedłem za kolegą do baru, to tak naprawdę dla mnie samego, leciałem w powietrzu. Byłem lekki jak piórko, poruszanie się nie sprawiało mi żadnego wysiłku, mógłbym tak latać dookoła całego klubu. Przy barze wypiłem coś, a później dostałem od kogoś listek gumy do życia. Niby nic takiego, nie? Otóż ta guma po czasie stała się dla mnie tak słodka, że jedzenie samego cukru przy tym to nic. Najsłodsza słodycz pomnożona razy dziesięć. Wyplułem gumę, już mi nie smakowała. Wracamy na parkiet. Patrzę na klub i widzę jak odległość rozciąga mi się jak gumka recepturka. Nagle ten klub robi się taki wielki i długi, że ledwo widzę koniec sali. Jesteś pod wrażeniem, nie widziałem, że jesteśmy w jednym z największych klubów w Polsce. O jakie szczęście mnie spotkało.

Próbuje poruszać ciałem do tego bełkotu, który puszcza d-j, w międzyczasie myśląc, że to chyba szczyt tych halucynacji, chyba nie może być gorzej, przecież tyle czasu minęło. Ale nie. Ktoś cos do mnie mówi, próbuje mu odpowiedzieć, lecz słyszę własne słowa jak echo, w dodatku pojawiają się po piętnastu sekundach, kiedy tamtego kogoś dawno już nie ma. W jednej sekundzie widzę jak wszyscy ludzie rozmawiają na mój temat, bo stoją w grupkach i szepczą do siebie, patrząc na mnie. Pstryk i ten widok znika. Ale lęk rośnie. Już nie chce tych halucynacji, już mi się nie podoba. Zamykam na chwilę oczy, by się uwolnić od tego. Pod powiekami dzieją się jeszcze gorsze rzeczy, na powrót otwieram oczy.

Ludzie podchodzą do mnie i mówią mi coś na ucho. Jest ich kilku, tylko ja już wtedy nie wiem, czy to w ogóle miało miejsce. Lęk się potęguje, ciężko mi się oddycha. Myślę resztką trzeźwego umysłu, że źle ze mną i może już mi tak zostanie do końca życia. Widzę na projektorze wyobraźni jak reaguje moja rodzina na mój widok. Widzę ich smutek, ich łzy. Przecież ja bym nawet nie wiedział, że to oni, nie rozpoznałbym własnej matki przy tak mocnych halucynacjach. Już nie lęk, a panika wkrada się w mój umysł za pomocą tej myśli. I było jeszcze coś. Miałem nieodpartą chęć podzielenia się swoimi tajemnicami z wszystkimi, ledwo byłem w stanie to opanować.

Nie wiem co działo się potem, czy ktoś ze znajomych zauważył, że ze mną gorzej, czy po prostu ten wieczór upłynął mi w nie do końca świadomym stanie, ale wyszliśmy z klubu i zawineliśmy się na chatę. Po drodze słyszę jak koledzy mówią, że źle ze mną i mam coś ze wzrokiem ale moim głównym zmartwieniem jest teraz zahamowanie rodzącej się paniki. Nie potrafię się uspokoić, nic już nie mówię, nie odzywam się w ogóle, tylko próbuje zwalczyć tą nadciągającą burzę. Nie udaje się. Z nerwów robi mi się niedobrze. Może też jakieś znaczenie ma to, że w aucie jest okrutnie gorąco. Wymiotuje przez okno co z dzisiejszej perspektywy jest dosyć żenujące, wtedy miałem to gdzieś. Kierowca się zatrzymał, coś tam zwymiotowałem jeszcze i z powrotem do auta, bo komuś się spieszy. I następne nudności i następne zatrzymanie auta. Z kolejnym opróżnieniem żołądka robię się coraz bardziej trzeźwy, wracam na powrót na normalnej rzeczywistości łono i jestem gotowy niemal całować ziemię, że faktycznie wychodzę z tego horroru. Jeszcze jedno zatrzymanie, jeszcze jedno klękanie na kolanach w szarpiącym nudnościami żołądkiem i nadchodzi coś nieoczekiwanego. Panika nagle otwiera się i wychodzi rozprostować kości na wierzch. Nie wiem co się dzieje. Oddycham szybko, sprawdzam sobie puls palcem, a on jest coraz szybszy. Coraz gorzej się czuje, nie mogę nawet wstać na proste nogi, bo kręci mi się głowie. Wydaje mi się, że umieram. Autentycznie jestem przerażony. Proszę, błagając kolegę by wezwał karetkę, bo nie chce umierać. Proszę go tak kilka razy, mając łzy w oczach i śmierć na swoim ramieniu(przynajmniej tak mi się wydawało). Najlepszy przyjaciel próbuje mnie jakoś uspokoić słowami, nic do mnie nie trafia. Ktoś inny mówi, że wkręciłem sobie fazę, że nic mi nie jest. Gdybym mógł wstać, okładałbym tą osobę pięściami za takie słowa. Nieważne.

Najlepszy kolega przystaje na moją prośbę i wzywa karetkę. Reszta ekipy na słowo karetka reaguje alergicznie, bo dopowiadają sobie, że zaraz pewnie zjawi się policja, a oni mają przy sobie pewne ilości tego, no i tamtego. Także zostawiają mnie, odjeżdżają. Zostaje przy mnie tylko też jeden wierny przyjaciel. Karetka odmawia przyjazdu jak tylko się dowiaduje, że jestem pod wpływem narkotyków. Niech umiera narkoman, mamy pilniejsze sprawy.

 

Panika po piętnastu długich minutach trochę ustaje. Zostaje mocny ślad w sercu i doszczętnie rozwalony nastrój. Podły, najpodlejszy zjazd. Najgorszemu wrogimi takiego nie życzę, tego nie da się opisać prosto słowami. Po takim czymś człowiek szuka tylko gałęzi, gdzie by tu się powiesić. Ale jakoś przeżyłem tamten dzień, a później było z górki. Mogę dodać jeszcze, że nasi najdrożsi koledzy zostawili nas jakieś 80km od naszej miejscowości, nie mieliśmy przy sobie żadnej kasy, po drodze zatrzymywaliśmy się na stacji i piliśmy wodę z kranu. Padał deszcz i było wyjątkowo zimno. Tamten kierowca po kilku godzinach ulitował się nad nami i wrócił po nas, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.

Ocena: 

Odpowiedzi

To nie było LSD.

To tylko sen samoświadomości.

Taa, dokładnie. Szaman się mu przyjrzał, i nie błyszczało kryształkami.

Niee, czekaj, czy po prostu wyśniłeś?

Co to za wróżenie z fusów ? ehhh... chłopie

Metoda haupunicza.

nie znasz?
\
pozanakj...

Abli nawiązuje tu (robiąc mi przytyki;-) ) do wcześniejszych komentarzy, pod moimi raportami.

To tylko sen samoświadomości.

"W jednej sekundzie widzę, jak wszyscy ludzie rozmawiają na mój temat, bo stoją w grupkach i szepczą do siebie, patrząc na mnie. Pstryk i ten widok znika."

 

Wbrew obiegowej nazwie "halucynogeny", LSD, czy Grybki nie wywołują halucynacji! Wizualizacje tak, zmiany postrzegania rozmiarów tak, wyostrzone krawędzie, falowanie, nasycenie kolorów, jak i zmiany barw, inne odczucie ciała, morfowanie twarzy tak, tak i tak, ale halucynacje? Znikające grupki ludzi?

To tylko sen samoświadomości.

Pyk, schiza off?

Zabrakło obrazków do raportu...

"Podły, najpodlejszy zjazd. Najgorszemu wrogowi takiego nie życzę..." 

Podły zjazd po LSD??? Kwasiwo odchodzi bardzo delikatnie nawet po ciężkich bad tripach. No i rzyganie bez udziału alkoholu? Hmmmm... 

To tylko sen samoświadomości.

Czyżbyś nie wiedział, ziomuś, to jest zależne od byta astralnego obecnego przy chemiku w trakcie syntezy, a to, że zależy od substancji to mit.

Widzę, że wzrok ci się pogarsza.

Przecież już pisałem, że matryca rzeczywistości jest pusta. Jest jak niekończący się blat, na którym robimy co chcemy. Układam swoje puzzle, a Ty mi usilnie próbujesz zepsuć zabawę, jakbym nie wiedział co jest pod spodem. Zrozum chłopie, że to dodaje kolorytu, daje moc! Tak sobie maluję Świat, on z tym rezonuje i ja już nic nie muszę robić, bo dzieje się. Bynajmniej nie jest to żadna schiza, jak pisałeś powyżej.

To tylko sen samoświadomości.

Byty astralne jak najbardziej istnieją i można się z nimi łączyć w odpowiednich stanach. To, czy to wędrówka przez inne wymiary, komunikacja międzyplanetarna, czy podróż wgłąb Umysłu/Kosmosu itd., to już sprawa drugorzędna. Niektóre mają potężną moc - większą, niż my. Niektóre są przyjazne, inne nieprzychylne. To jak ludzie w stosunku do zwierząt. Może substancja to tylko "numer telefonu";-) Jak widzisz, układam dalej;-)

To tylko sen samoświadomości.

O TYM PISAŁEM:
,W jednej sekundzie widzę, jak wszyscy ludzie rozmawiają na mój temat, bo stoją w grupkach i szepczą do siebie, patrząc na mnie. Pstryk i ten widok znika.'

Schiza, nie lucynacja.

Eh...

Weź się przerysuj ;)

Z lepszymi uoczkami i większą kumacją.

Myślałem, że silisz się na kolejną uszczypliwość;-) Widać użyłeś zbyt dużego skrótu myślowego, że taki niekumaty ja tak to zrozumiałem;-)

 

To jeszcze powiedz o co halo z obrazkami?

To tylko sen samoświadomości.

Haaaaa...

Nie, stary, narysuj se.

Obrazek, jako kadr nic nie da. Trzeba by film nakręcić na podstawie raportu. Scenariusz jest, teraz tylko kwestia interpetacji reżysera - czytelnika. Ile ludzi, tyle wersji;-) pozdro.

To tylko sen samoświadomości.

aaa h,

i wiesz co,

nazwyzywałem WODĘ, akurat jak się mroziła do szklanek,

i ni hu hu,

PIĘKNYMI KRYSZTAŁAMI OBRODZIŁA,

ale, ale,

zbrakło ślepej próby i grupy porównawczej,

w każdym razie,

gdybyś miał racje, jak tem japoniec,

to ciekawym jak by te kryształy wyglądały i jaki nr wykręcały,

gdybym je KOCHAŁ.

Pisałem Ci, że jeśli zbyt mało czasu/energii temu poświęcisz, to efekt będzie widoczny pod mikroskopem. Pozostaje pytanie (przy Twojej sceptyczności całkiem zasadne), czy czułeś to? Bo tu nie chodzi o same płytkie słowa, a o przelanie energii. To jest tak proste, jak fakt, że jeśli Ty będziesz miły dla ludzi, to i oni dla Ciebie będą, a jeśli nie będziesz, to i oni nie będą.

To tylko sen samoświadomości.

Miałeś to robić kilka godzin i się do tego przyłożyć przed zamrożeniem, a nie w trakcie. Co Ty chciałeś Tamę w jeden dzień zbudować?

To tylko sen samoświadomości.

W trzy godziny zmartwychwstać.

---

To są jakieś zasady które tym rządzą??

uaa skuąd uone?

Mniej więcej stąd, że co ma wisieć, nie utonie.

To tylko sen samoświadomości.

Jśniej panie jaśnie

Równowaga bracie, równowaga... Im więcej pracy w coś włożysz, tym lepsze efekty uzyskasz. 

To tylko sen samoświadomości.

syntheytyk

huebany

Co? Niezrozumiałem.

To tylko sen samoświadomości.

PanSzaman

to ze bedziesz mily dla ludzi nie znaczy ze i oni beda - wiekszosc bedzie udawala i bedzie dymac cie na boku, maly odsetek bedzie mily, reszta bedzie cie dymac jawnie

Pierwsza rzecz: Ty! Wszystko, co Cię otacza, to Ty!

To tylko sen samoświadomości.

pierwsza rzecz w czym?

wszystko co mnie otacza to ja, wiec istnieje tylko ja? czyli ty nie istniejszesz, czy moze to ty istniejesz a ja nie? ktory z nas jest prawdziwszy?

Chyba chodziło o to, że jesteś tym co wokół ciebie, a nie to co wokół ciebie jest tobą.

Wiem, że to nie było LSD. W dawkowaniu napisałem, że działało według mnie podobnie jak LSD, ale to był dopalacz o nazwie Matrix. Co miał w środku, to chyba nawet diler, który mi to sprzedawał pewnie nie wiedział.

Co do znikajacych grupek ludzi, to może źle to napisałem. Widziałem jak wszyscy rozmawiają o mnie, patrząc się na mnie ale jak to przewidzenie znikło, to widziałem tylko tańczące osoby przede mną. Tak więc mózg przerobił widziany obraz, a nie wytworzył ludzi z niczego. Bardziej moim zdaniem to przewidzeniem niż halucynacja.

Podły zjazd mógł się brać z tego, że wcześniej przed tym niby-LSD brałem fetę, która była słaba ale coś tam w sobie miała. Dochodzi do tego stan paniki, problemy z żoładkiem( które wynikały moim zdaniem z przyjecia tej magicznej pigułki na pusty żołądek), bad trip i ogólnie złe samopoczucie jeszcze przed wzięciem.

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media