Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

matrix- jak z lęku przejść gładko do paranoi

matrix- jak z lęku przejść gładko do paranoi

Trip był w okresie, kiedy codziennie marzyłem o tym, żeby się zabić.

Mniej więcej było to tak, że zabrałem się ze swoimi kolegami na imprezę. Tym razem miało być inaczej, bardziej grubo. Na odwagę zaczęło się tradycyjnie od trawy w niewielkich ilościach. Trochę zmuliło ale wprowadziło też w odmienny nastrój. Potem leci feta. Niestety diler dał ciała i nie był to produkt pierwszej klasy, nie klepał.

Jesteśmy w środku wielkiej imprezy techno. Muzyka przenika ciała mocnym basem, światła biją po oczach, a ja czuje się rozczarowany. Żadnej euforii, klub mi się nie podoba, jest za dużo ludzi, ścisk, duchota. Szukam z kolegami po całej imprezie kogoś kto załatwi coś dodatkowego. Obchodzimy przybytek rozpusty i w końcu spotykamy koleżankę kolegi, która widzi świat w ten sam sposób co my. Prowadzi nas do nowego dilera. Ostatnie czterdzieści złotych wydaje na jedną tabletkę o nazwie Matrix. To jakiś dopalacz. Nie pytam co to dokładnie jest i jak będzie działać. Idę do męskiego i popijam pigułkę wodą z kranu, nie stać mnie już nawet na butelkę coli, całą kasę wydałem na dragi.

Czekam cierpliwie pół godziny i nic. Jakieś subtelnie brzęczenie w tle i tyle. A ja tylko chciałem się czuć lepiej, tylko tego chciałem. Straciłem nadzieje, że w tym dniu coś jeszcze będzie się dziać. Machinalnie ruszałem ciałem w rytm muzyki i z zazdrosnym okiem spoglądałem na porobionych towarzyszy. Po dwóch godzinach coś się jednak odezwało. Coś się zaczęło dziać z widzianym obrazem. Falował w peryferyjnym polu widzenia. Błyszczał.

- Chyba mam halucynacje- powiedziałem wtedy do kolegi.

Zaczęło się na poważnie od zniekształcania twarzy. Gdy patrzyłem przez dłuższy czas na buzie swoich kolegów one się zmieniały, deformowały, przeobrażały. Muszę tutaj nadmienić, że nie przywitałem tych symptomów z otwartymi ramionami. Faktycznie to zdanie sobie sprawy z jaką substancją przyjdzie mi „tańczyć” zasiało ze mnie ziarno niepokoju. Wiedziałem co nie co o substancjach halucynogennych, ale nigdy ich nie używałem, nie wiedziałem też jak długo będzie ta mikstura działać, nie miałem pojęcia o odpowiednim przygotowaniu się do takiego doświadczenia. W przeszłości miałem halucynacje po haszu, jednak było ona bardzo delikatne i bardziej były to przewidzenia niż prawdziwe haluny.

Mimo, że jasno i wyraźnie oznajmiłem kolegom, że zaczynam mieć coraz mocniejsze przewidzenia, oni trochę zlekceważyli to. Zabrali mnie na moment do auta, by pośmiać się, że na nieświadomce wziąłem taki specyfik, a później z powrotem, jak gdyby nigdy nic wróciliśmy do klubu. Wtedy też ta magiczna tabletka i to co miała w środku, na poważnie zaczynało mnie kopać po mózgu. Zdawało mi, że droga prowadząca do wejścia jest pochyła, było to dosyć dziwne wrażenie. Momentalnie przechylałem swoje ciało by złapać pion, lecz słabo to wychodziło. Musiałem przy tym śmiesznie wyglądać, coś na kształt chodu głównego bohatera z „Las Vegas Parano”. Przynajmniej tak to pamiętam.

W środku klubu, przy całym tym spędzie ludzi rozpoczęły się rzeczy okropne. Wszyscy ludzie byli nienaturalnie dużych rozmiarów. Ich ciała były rozciągnięte, twarze większe i szersze niż zazwyczaj. Zastanawiałem się w środku swojego naćpanego mózgu czy faktycznie tak ludzie wyglądają zawsze, czy tylko ja coś źle widzę. Po jakimś czasie brałem to za normalność. Miałem też dużo trudność z oceną odległości. Wysoki facet, który przede mną tańczył zdawał się podchodzić mi pod twarz, nie byłem w stanie też powiedzieć jaka jest odległość między moją głową a ręką. Wyciągałem ramię przed siebie, obserwowałem je z przejęciem, zachwycałem się, że jest taka nienormalnie długa. Nie myślałem w ogóle, albo nie przejmowałem się, jak głupio musi wyglądać z boku moje zachowanie. Kompletnie było to nieistotne dla mnie.

Po pewnym czasie (trudno mi ocenić po jakim, bo straciłem poczucie czasu) muzyka, która leciała z głośników straciła dla mnie sens. To nawet nie była muzyka, to był jakiś bełkot przy którym nie dało się tańczyć, więc stanąłem na środku parkietu, gdzieś między swoimi kolegami i nie ruszałem się. Pamiętam, że w tamtym momencie byłem istotnie upodlony, mocno naćpany. Mózg wariował na całego. Załączyło się widzenie w 3D, ostre krawędzie i duży kontrast. Wszystkie kolory zabrały niesamowitego nasycenia. Stałem jak głupi, chyba z otwartą buzią i oglądałem zachwycony jak jakaś dziewczyna tańczy w klatce. Wydawało mi się to najpiękniejszym widokiem jaki w życiu widziałem. Potem coś się zmieniło, ktoś ( chyba kolega) dotknął mojego ramienia i pokazał mi żebym poszedł z nim do baru. Odwrócił moją uwagę na chwilę i wszystkie halucynacje na moment znikły.

Jak szedłem za kolegą do baru, to tak naprawdę dla mnie samego, leciałem w powietrzu. Byłem lekki jak piórko, poruszanie się nie sprawiało mi żadnego wysiłku, mógłbym tak latać dookoła całego klubu. Przy barze wypiłem coś, a później dostałem od kogoś listek gumy do życia. Niby nic takiego, nie? Otóż ta guma po czasie stała się dla mnie tak słodka, że jedzenie samego cukru przy tym to nic. Najsłodsza słodycz pomnożona razy dziesięć. Wyplułem gumę, już mi nie smakowała. Wracamy na parkiet. Patrzę na klub i widzę jak odległość rozciąga mi się jak gumka recepturka. Nagle ten klub robi się taki wielki i długi, że ledwo widzę koniec sali. Jesteś pod wrażeniem, nie widziałem, że jesteśmy w jednym z największych klubów w Polsce. O jakie szczęście mnie spotkało.

Próbuje poruszać ciałem do tego bełkotu, który puszcza d-j, w międzyczasie myśląc, że to chyba szczyt tych halucynacji, chyba nie może być gorzej, przecież tyle czasu minęło. Ale nie. Ktoś cos do mnie mówi, próbuje mu odpowiedzieć, lecz słyszę własne słowa jak echo, w dodatku pojawiają się po piętnastu sekundach, kiedy tamtego kogoś dawno już nie ma. W jednej sekundzie widzę jak wszyscy ludzie rozmawiają na mój temat, bo stoją w grupkach i szepczą do siebie, patrząc na mnie. Pstryk i ten widok znika. Ale lęk rośnie. Już nie chce tych halucynacji, już mi się nie podoba. Zamykam na chwilę oczy, by się uwolnić od tego. Pod powiekami dzieją się jeszcze gorsze rzeczy, na powrót otwieram oczy.

Ludzie podchodzą do mnie i mówią mi coś na ucho. Jest ich kilku, tylko ja już wtedy nie wiem, czy to w ogóle miało miejsce. Lęk się potęguje, ciężko mi się oddycha. Myślę resztką trzeźwego umysłu, że źle ze mną i może już mi tak zostanie do końca życia. Widzę na projektorze wyobraźni jak reaguje moja rodzina na mój widok. Widzę ich smutek, ich łzy. Przecież ja bym nawet nie wiedział, że to oni, nie rozpoznałbym własnej matki przy tak mocnych halucynacjach. Już nie lęk, a panika wkrada się w mój umysł za pomocą tej myśli. I było jeszcze coś. Miałem nieodpartą chęć podzielenia się swoimi tajemnicami z wszystkimi, ledwo byłem w stanie to opanować.

Nie wiem co działo się potem, czy ktoś ze znajomych zauważył, że ze mną gorzej, czy po prostu ten wieczór upłynął mi w nie do końca świadomym stanie, ale wyszliśmy z klubu i zawineliśmy się na chatę. Po drodze słyszę jak koledzy mówią, że źle ze mną i mam coś ze wzrokiem ale moim głównym zmartwieniem jest teraz zahamowanie rodzącej się paniki. Nie potrafię się uspokoić, nic już nie mówię, nie odzywam się w ogóle, tylko próbuje zwalczyć tą nadciągającą burzę. Nie udaje się. Z nerwów robi mi się niedobrze. Może też jakieś znaczenie ma to, że w aucie jest okrutnie gorąco. Wymiotuje przez okno co z dzisiejszej perspektywy jest dosyć żenujące, wtedy miałem to gdzieś. Kierowca się zatrzymał, coś tam zwymiotowałem jeszcze i z powrotem do auta, bo komuś się spieszy. I następne nudności i następne zatrzymanie auta. Z kolejnym opróżnieniem żołądka robię się coraz bardziej trzeźwy, wracam na powrót na normalnej rzeczywistości łono i jestem gotowy niemal całować ziemię, że faktycznie wychodzę z tego horroru. Jeszcze jedno zatrzymanie, jeszcze jedno klękanie na kolanach w szarpiącym nudnościami żołądkiem i nadchodzi coś nieoczekiwanego. Panika nagle otwiera się i wychodzi rozprostować kości na wierzch. Nie wiem co się dzieje. Oddycham szybko, sprawdzam sobie puls palcem, a on jest coraz szybszy. Coraz gorzej się czuje, nie mogę nawet wstać na proste nogi, bo kręci mi się głowie. Wydaje mi się, że umieram. Autentycznie jestem przerażony. Proszę, błagając kolegę by wezwał karetkę, bo nie chce umierać. Proszę go tak kilka razy, mając łzy w oczach i śmierć na swoim ramieniu(przynajmniej tak mi się wydawało). Najlepszy przyjaciel próbuje mnie jakoś uspokoić słowami, nic do mnie nie trafia. Ktoś inny mówi, że wkręciłem sobie fazę, że nic mi nie jest. Gdybym mógł wstać, okładałbym tą osobę pięściami za takie słowa. Nieważne.

Najlepszy kolega przystaje na moją prośbę i wzywa karetkę. Reszta ekipy na słowo karetka reaguje alergicznie, bo dopowiadają sobie, że zaraz pewnie zjawi się policja, a oni mają przy sobie pewne ilości tego, no i tamtego. Także zostawiają mnie, odjeżdżają. Zostaje przy mnie tylko też jeden wierny przyjaciel. Karetka odmawia przyjazdu jak tylko się dowiaduje, że jestem pod wpływem narkotyków. Niech umiera narkoman, mamy pilniejsze sprawy.

 

Panika po piętnastu długich minutach trochę ustaje. Zostaje mocny ślad w sercu i doszczętnie rozwalony nastrój. Podły, najpodlejszy zjazd. Najgorszemu wrogimi takiego nie życzę, tego nie da się opisać prosto słowami. Po takim czymś człowiek szuka tylko gałęzi, gdzie by tu się powiesić. Ale jakoś przeżyłem tamten dzień, a później było z górki. Mogę dodać jeszcze, że nasi najdrożsi koledzy zostawili nas jakieś 80km od naszej miejscowości, nie mieliśmy przy sobie żadnej kasy, po drodze zatrzymywaliśmy się na stacji i piliśmy wodę z kranu. Padał deszcz i było wyjątkowo zimno. Tamten kierowca po kilku godzinach ulitował się nad nami i wrócił po nas, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.

Ocena: 

Odpowiedzi

Nienawiść niszczy wszystko... Nic nie buduje. Ja pierdole, że ja taką oczywistość muszę tłumaczyć, to mi ręce opadają. Brak słów... 

To tylko sen samoświadomości.

A gdzie ty to kurwa przeczytałeś że nie buduje? Jaką oczywistość tłumaczysz? Pierdolisz jakiś swój wymysł i to znowu kreując się na Bóstwo XDDDDDDDD

Kurwa stary nie moge z tobą ale Cię popierdoliło po tych dragach XD 
Panowie i Panie tak się kończy nakurwianie DMT... zamieniasz sie w Boga ale ciagle mówisz że nim nie jesteś, podkreślając to oświeceniowym zdaniem o tym jak bardzo jesteś wyżej nad innymi mowiąc że nie jesteś :D
Nie mogę już mam lachę z ciebie konkretną, tylko troche szkoda bo chyba nie wyzdrowiejesz, a czasami wydawało się że coś tam wiesz.

Skończ już mówić co jest czym, "miłość to nienawiść tylko inny wektor", "Pielęgnuj miłość, ale po co Ci nienawiść?", "Świat jest tobą a ty jesteś światem"
Ja jebie gdzieś w twoim poprzednim poście pisałeś do inniejszego coś w stylu "mam swoje kretki i próbujesz mi je zniszczyć"

Kurwa nie widzisz że ty nam nasze kredki rozpier%^&asz, wciskasz nam jakiś swój oświeceniowy bulszit, mówiąc że go nie wciskasz, przy okazji wciskając jakieś oświeceniowe zdanie.

"Ja nie jestem oswiecony, i nie wciskam bulszitów. Ale pamiętajcie że jak jest bulszit to jest i coolszit.... pamiętajcie równowaga" - i tak nonstop.... niby nie ale ciągle nadajesz i dodajesz i potwierdzasz tą swoja boskość, tak bardzo niedokarmiony że jak to pierdolnie to sie chłopie nie pozbierasz latami.

Tak, tak... Nienawiść buduje... Chyba obozy śmierci... Tak się kończy nakurwianie DMT, że doceniasz to, co masz, kochasz życie i pielęgnujesz w sobie miłość. Niech każdy sam wyciągnie wnioski. Pozdrawiam was panowie. Życzę szczęścia, zdrowia i pogody ducha:-)

To tylko sen samoświadomości.

Szaman, co Ty pierdolisz? XD Skoro miłość i nienawiść to dla Ciebie to samo, tylko przeciwne- współczuję. Całym sercem. 

 

Druga sprawa- zarówno nienawiść jak i miłość mogą budować, albo burzyć. Przykład z mojego życia:

-Miłość wielokrotnie zburzyła moje poczucie wewnętrznego spokoju, bo kocham osobę, z którą momentami się mocno nie dogaduję, przez co często bycie w związku jawi mi się jako nieustanna walka o wspólne dobro i utrzymanie tej relacji. Za to zbudowała we mnie ogromne szczęście i poczucie sensu, którego Tobie ćpańsko nie da i nie dało, bo wciąż się oburzasz jak paw na neurogroove, że ktoś ma czelność wierzyc w co innego. Jakbyś był tak szczęśliwy, jak chcesz być, miałbyś po prostu wyjebane. Rozumiałbyś ludzi, zamiast ich pouczać. I przede wszystkim nabrał pokory.

-Nienawiść zbudowała we mnie motywację, dzięki której od 5 lat zapierdalam na siłowni, żeby pokazać lamusom, którzy mnie gnoili, ile jestem wart. Gdyby nie nienawisc, bylbym teraz mega spasionym i smutnym przegrywem.  Za to zabrała mi wiele czasu na myslenie o osobach, których nienawidzę. Nienawiść do samego siebie motywuje w chuj. Miłość, jak można wywnioskować po Twoim napuszeniu, jedynie sprawia, że inni mają Cię za śmiesznego osobnika.

 

Wiesz co mnie najbardziej bawi? Że cały czas sobie przeczysz. Pisałeś niedawno, że świat to nie tylko biel i czerń, że są inne barwy. A Ty caly czas myślisz w kategoriach bieli i czerni właśnie. "Nienawiść zła, miłość dobra. Dobre myslenie sprawia, że nagle wszystko jest zajebiste, złe myślenie sprowadza kłopoty. Karma to, prawo przyciągania tamto, przecież to ocZywiste ja jebie dlaczego ktos tego nie czai iksde" - brzmisz jak dziecko, które wierzy w to, że świat to tylko pluszaki i gumowe kaczuszki.

 

Może faktycZnie nie doświadczyłes niczego, co by mocniej Tobą zachwialo i myślisz, że każdy ma tak łatwo, jak Ty. Ale nie. Życie to czasem taka kurwa, że nawet pocieszanie się "doskonałym wzzechswiatem" nic nie daje. 

 

Panowie wyżej już wyjaśnili Ci wszystko. Dorośnij, staruszku.

 

Miłość ma tyle form, a tak trudno je rozwinąć.
Umierała stokroć, wciąż nie może zginąć.

Dobro i zło są tym samym. Prosty przykład: ukradniesz coś komuś- dobrze zrobiłeś, bo się wzbogaciłeś. Ale źle bo tamten zbiedniał. Tylko, że to czy to było dobre czy złe nic nie zmienia, bo w końcu i tak czy siak dokonałeś tego. 

Albo wyobraź sobie pokój, który ma białe ściany, kąty proste i jest sześcianem. I jego przeciwieństwo: czarny pokój, w kształcie kuli i ma kątów oraz ścian. To jest parafoks, bo nie jest pokojem gdy nie ma ścian. A jak istnienie czegoś jest sprzeczne same z sobą to nie istnieje. Stąd wniosek że nie ma przeciwieństw.

Jak uważasz inaczej to powiedz co będzie przeciwieństwem pokoju co ma 8m^2 . Pokój -8m^2 ? xD

"Czas wydłużył się do niebotycznych rozmiarów, wyszedł na dzień po spotkaniu z cieniem z literatki. W jego zarządzie postępowań spadły sprawy sprzed teleskopów."

Co ty dupisz? To co napisałeś nijak się ma do tego co pisze Szaman i godzina śmierci papieża. Jaki Ty tutaj w ogóle zabieg zrobiłeś? Jakim prawem sześciokątny pokój zamieniłeś na kulę? 

To tak jak ja bym napisał "wyobraź sobie pokój, który ma białe ściany, kąty proste i jest sześcianem 20m^2. Jego przeciwieństwo to kutas, ma dwa jaja, armatę i jest czarny. I to jest paradoks bo biały kutas nie może być tak duży jak czarny, a mówimy o pokoju"

I o co Ci chodziło z tym 8m^2 i -8m^2? Jaką ty tutaj matematykę uskuteczniasz? Co to za magia? Co ty udowadniasz?

"Stąd wniosek że nie ma przeciwieństw." .... - SKĄD? stąd że zamieniłeś se biały sześciokąt na czarną kulę?? co ja kurwa czytam

<mem_z_mikserem_w_oczach>

Powiem tak. 

Chciałem ci dać do zrozumienia, że wszystkie oceny co jest odwrotne co przeciwne ustala podmiot postrzegający, a więc są one iluzoryczne. ,,Jakim prawem zamieniłeś sześciokątny pokój w kulę?" Nie zamieniłem a stwierdziłem, że jest przeciwieństwem tego pokoju tak jak ludzie myślą że, kolor biały najbardziej różni się od czarnego. Podobnie jak ogień od wody, twarde od miękkiego, słodkie od kwaśnego (a właśnie czemu nie od słonego?) etc.. zrobiłem dokładnie ten sam zabieg w obserwacji. 

Jak się ima tego co piszecie? Właśnie tak, że niektórym się wydaje, iż są jakieś żelazne podziały w rzeczywistości nie wiedząc o czystym idealizmie takich mniemań. "Nienawiść nie buduje nic a jedynie niszczy... tylko miłość coś tworzy." (Cytowane z pamięci) No ja jebię. I kto to pisał? Ja rozumiem, że takie zdanie mogłaby wypowiedzieć młoda zakonnica a co najwyżej ksiądz. Ale człowiek co pali DMT??? Szamanie myślisz, że jak postawisz białą farbę obok czarnej to zaraz zaczną się między sobą napierdalać? Że istnieje podział na lewą i prawą stronę wszechświatata? 

Widzę, że odkąd poznałeś buddyzm, hinduizm, taoizm zatrzymałeś się na Ying-yang i wszystko do tego sprowadzasz. Tu białe tam czarne jest równowaga i zajebiście, a prawda jest w tobie.

PS:Ten mikser w oczy to mnie rozjebał:)

"Czas wydłużył się do niebotycznych rozmiarów, wyszedł na dzień po spotkaniu z cieniem z literatki. W jego zarządzie postępowań spadły sprawy sprzed teleskopów."

Góra, dół. Plus i minus. Ciepło i zimno. Góra i dół jako ukształtowanie terenu. Suchy i mokry. Być i nie być. Lewa i prawa (moze być strona wszechświata). Jesteś i debilem. 

"Jesteś i debilem. " ~Gryby 

xDD

Do filozofa... ty się mieszasz w tym co piszesz... raz pokazujesz że dobro i zło to to samo bo jest jednocześnie złe i dobre. No spoko ale w tym podejściu założyłeś że istnieją co podchodzi pod istnieje ideę i formę którą wypełniłeś. Potem pokazałeś że sam stworzyłeś przeciwieństwo do białego pokoju które jest kulą, znowu skorzystałeś z idei o przeciwieństwie. Następnie stwierdziłeś że to nie możliwe więc nie istnieje, ale żeby to stwierdzić skorzystałeś z idei porównania. 

I na podstawie skorzystania z idei porównania, po tym jak skorzystałeś z idei przeciwieństwa, stwierdziłeś że przeciwieństwa nie istnieją. 

Idea i forma jest wszystkim... jak uważasz że nia ma przeciwieństw... to nie ma też porównania, nie ma dodawania, nie ma rodziny, domu. Nie wiem co chcesz przekazać? Jak to że "nie będzie niczego" to już taki jeden był Kononowicz się nazywał #pdk

lol chyba logiczne że bez form idei, bez postrzegania nie ma niczego... ale to powiedz mi czemu akurat przeciwieństw nie ma? Czemu nie wyjebiesz z tego uniwersum np. idei rodziny? Mam do wszystkiego podchodzic jak by nie było niczego? Bo tak by z tego toku rozumowania wychodziło, ale w takim razie z takim podejściem po co w ogóle pisać na NG skoro nic nie istnieje?

Może i mieszam, ale jak ja piszę, że przeciwieństwa są fikcją to dlatego, że hermetycznie nie przenikają całej płaszczyzny immanencji. Czyli jak mówisz góra i dół to uważasz je jako przeciwieństwa choć masz na myśli tylko kierunek patrzenia. A nie bierzesz pod uwagę tego co widzisz, a może być takie samo. Nie bierzesz pod uwagę cech fizycznych np. pozycji. Albo samego aktu patrzenia. Jak się przewrócisz na bok to nie odwracają się kierunki samoczynnie tylko dlatego, że tak wymyśliłeś. Świadomie napisałem o tej lewej i prawej stronie wszechświata, bo dobija mnie taka schematyczność myślenia.

Tak to działa, że rozum będzie zakrzywiał rzeczywistość. 

A piszę o tym odnośnie waszej dyskusji. Rozpierdala mnie ta równowaga i rozkminy czy dzieci w Afryce są winne. Może nie są, może są? Próbujecie pojąć kilkaset lat historii w odniesieniu do odczuć ludzi w Afryce, w której nie byliście. Może tam szczęście daje coś innego? Np. dostać ołówek. Jest coś takiego jak zależność zmiennych losowych. ,,Karma nie zwraca się natychmiastowo". Może się we ogóle nie zwrócić, ale to jej nie przeczy. W nierównowadze też jest równowaga.

Co do istnienia to istnieje tylko to co jest poza czasem.

 

"Czas wydłużył się do niebotycznych rozmiarów, wyszedł na dzień po spotkaniu z cieniem z literatki. W jego zarządzie postępowań spadły sprawy sprzed teleskopów."

",,Karma nie zwraca się natychmiastowo". Może się we ogóle nie zwrócić, ale to jej nie przeczy. W nierównowadze też jest równowaga." 

ale ty pierdolisz :D :D :D karma to JEST ZWRACANIE SIĘ TEGO CO DAJESZ. Czyli jeśli się nie zwraca to... jej nie ma? nie działa? To, że ty sobie zmieniasz znaczenie wyrazów nie znaczy, że to dzieje się też u innych w głowach. Jedz mniej tego co jesz bo próbując być filozofem wychodzisz tylko na przećpanego oszołoma

Aj tam wiesz o co chodzi. Nie tak, że się nie zwróci nigdy tylko "że w ogóle" (każdy ma własny język;)) w sensie, że jak nie teraz to później, jak nie tobie to komu innemu. Nie bez przyczyny podzielono energię na potencjalną i kinetyczną.

"Czas wydłużył się do niebotycznych rozmiarów, wyszedł na dzień po spotkaniu z cieniem z literatki. W jego zarządzie postępowań spadły sprawy sprzed teleskopów."

Nie. Karma nie działa tak, że ty komuś upierdolisz nogę... więc mu upierdolą drugą. I tak serio - nie działa wcale.

To w ogóle, to nie wierzę w te twoje filozofowanie i stwierdzam żeś troll.

Działa, działa. Jakie ziarno zasiejesz, takie plony zbierzesz.

To tylko sen samoświadomości.

Jeśli chodzi ci o to tradycyjne jak się pościelesz tak się wyśpisz czytaj jak będziesz na coś pracował i się temu oddawał to przyniesie to efekty. Ale jeżeli mówisz o magicznej, nadnaturalnej karmie czytaj jeśli zrobisz kogoś w chuja to i ciebie zrobią lub jeśli pomożesz komuś to i tobie pomogą to nie, w żadnym wypadku. Myślę, że rozmowa z Inniejszym wyczerpała temat. A takie gadki, że w poprzednim wcieleniu itp. to nie dla mnie. 

Załóżmy, że wszystko jest energią i człowiek ma energię, która wibruje. Jest to w jakiś sposób wyczuwalne pozazmysłowo. Pomożesz komuś i robisz się szczęśliwszy - Twoja energia wibruje wyżej/czyściej i wtedy ludzie (sami nie wiedząc czemu) jakoś tak chętniej pomogą Tobie. 

To tylko sen samoświadomości.

@szaman

Widzisz, ty tak widzisz karmę. Czyli niekoniecznie działą ona, a to, że jesteś szczęśliwy, bo zauważ, że nie każdego smyra po ego pomoc innym, a wielu jest szczęśliwych jak kogoś napadną, okradną, sprzedadzą słąby koks, albo cukierki ze sklepu jako ecstasy - są prawdziwie szczęśliwi.

@filozof

Stwierdzam żeś troll, bo pierdolisz od rzeczy

Ale skoro nie, to wytłumacz, ludzkim językiem, a nie jakimiś pokrętnymi farmazonami (bo dalej nie mam pojęcia o co ci chodzi z tą karmą) czym jest według ciebie karma jeśli nie: Jak gówno z siebie dajesz to do ciebie wraca.

Bo napisałeś, że zwraca się jak nie teraz to poźniej, jak nie mi to komuś innemu. Wiesz w ogóle co to znaczy zwraca czy też przypisałeś temu własne znaczenie. Jeśli tak zrobiłeś to spisz słownik i znajdź grupkę, która będzie chciała mówić z tobą twoim językiem, bo wątpię żeby ktoś tutaj chciał się trudzić i go uczyć.

Widuję się z wieloma ludźmi i ci, którzy przynoszą dobrą energię i się nią dzielą są zawsze mile widziani, zapraszani i obdarowywani. Ci, którzy próbują cwaniakować już nie są tak mile widziani, nie są zapraszani (nawet jak się dobijają) i dziwią się, że nikt im prezentów nie robi. 

Jak ktoś coś komuś ukradnie, to choćby się cieszył, jak dziecko, to dobrej energii ze sobą nie niesie.

To tylko sen samoświadomości.

No chyba, że tak.

Dla mnie karma jest równowagą tylko że dotyczy ludzi. Serio jak widzisz słowo "karma" to myślisz "to na co zasłużył", albo "każdemu po równo", a nie dostanie, więc nie działa? Ja napisałem o czym mówię może trochę niejasno. Ale tobie to nie pasi, bo musisz się czepiać wszystkich cholernych słówek i fraz. Nieważne czy są nowe, wymyślone, uproszczone, skrócone czy napisane że zmęczenia.

Na jakiej podstawie stwierdzasz że jestem trollem? Może jeszcze kurwa powiesz, że sam sobie odpisuje.

"Czas wydłużył się do niebotycznych rozmiarów, wyszedł na dzień po spotkaniu z cieniem z literatki. W jego zarządzie postępowań spadły sprawy sprzed teleskopów."

Ja też uważam że troll. Po kolejnym magicznym stwierdzeniu "Nie bez przyczyny podzielono energię na potencjalną i kinetyczną." w odniesieniu do rozmowy o karmie....

Znaczy albo troll albo debil. Chociaż jak patrze na raportach na wiek 18 to też może być przyczyna takiego niedoinformowanego pierdolenia. Poczytaj napierw książki, a potem wysnuwaj wnioski. 
Bo jak czytam pokój -8m^2 albo "Nie bez przyczyny podzielono energię na potencjalną i kinetyczną."... to śmiech.

Forma pisania też mi się już z kimś kojarzy, ale zostawię to dla siebie. #pdk #kmwtw fajne świry tutaj ja pierdole

W sumie jak poczytałem to o karmie to - on nie ma pojęcia czym jest karma.

WZYWAM ADMINA

Coś nie halo z komentarzami w tym topicu, dodaje do jednego pojawia się pod inną wypowiedzią itp. już któryś raz tak się dzieje jak jest więcej komentarzy w drzewku i jeszcze gdy to przechodzi na drugą stronę coś się miesza.

ZGŁASZAM BUGA ;3

Filozofie zajebałeś, jak łysy włosami o kant kuli:-) Dla kuli "przeciwieństwem" bardziej będzie czworościan, ale to tak na marginesie, jeśli chodzi o geometrię. 

"Jak istnienie czegoś jest sprzeczne same z sobą, to nie istnieje." Hehehe witaj w nieistniejącym świecie:-)

To tylko sen samoświadomości.

Mam coś z dedykacją dla Ciebie. Mam nadzieje że zrozumiesz przekaz i to o czym tutaj wspólnie wszyscy rozmawiamy od bardzo długiego czasu.

WSZYSTKIM którzy obecnie komentują na NG polecam ten filmik, ale szczególnie szamanowi ;) oczywiście na pozytywnie

Ta osoba jest przebudzona i prowadzi tam swój "blog" na facebooku, porusza normalne jak i naprawdę bardzo duchowe tematy... ale robi to w sposób jakby o jeden poziom wyżej od Ciebie.... przynajmniej ja mam takie odczucie i udowodniła mi to tym filmem. Fajnie jak byś to obejrzał przeanalizował swoje "komentarze" i dał jakis feedback co o tym sądzisz. Polecam do samego końca.

https://www.facebook.com/egzystencja.net/videos/443304922773389/

------Po obejrzeniu------
Tak btw. ona jest niesamowitą osobą. Tak samo jak Ty ale zauważ że ona tam otwarcie mówi o tym że autoreflektuje... i że sama łapie się na tym że mówi za dużo.... że przesadza i otwarcie o tym mówi... ale musiała pewną drogę przejść żeby to zrozumieć i nagrać owy film. 
Tak mi się pojawiłeś w głowie jak ten film oglądałem bo bardzo często ludziom tutaj wmawiasz swój punkt widzenia? Nie kojarzę żebyś kiedyś wspominał że jak ja napisałem że dla mnie nie ma przebudzenia a jest oświecenie... powiedział mi że "kurde możliwe że masz rację, zastanowię się nad tym"

Widzę, że mam z nią podobne przeżycia. Nie ja jeden na tym portalu hehehe

Staram się tutaj raczej zadawac pytania (pewnym szamanom) niż stwierdzać fakty, ale tego nie da się uniknąć (zajmowania stanowiska). 

Zazwyczaj próbuję jednak pokazać czyjeś zbyt pewne myślenie (moja jest najmojsza i chuj), bo własnie mam dużą świadomość wpadania w mentorskie pułapki i smutno mi się robi jak widzę kolejnego młodego psychonautę, który potrzebuje kogoś kto go wesprze i raczej przytrzyma na ziemi niż zrobi kisiel w mózgu i nakładzie swoich racji, których później trudno się pozbyć.

No i filmik bardzo dobry. W sumie to powinni nam tak mówić rodzice od małego.

 

Bardzo przyjemny głos ma ta dziewczyna:-) 

Cóż mogę powiedzieć... wiele razy już tu na forum mówiłem, że prawdę można znaleźć tylko w sobie. Co do drogi, która na poziomie indywidualnym może wydawać się i jest różna, to jednak na poziomie transcendentalnym droga jest jedna i można nią pełzać, lub wręcz biec. 

Ogólnie trudno się z tą dziewczyną nie zgodzić (no może poza relacją mistrz-uczeń). 

Co się tyczy moich buńczucznych wypowiedzi, to cóż taki charakter... Jest nad czym pracować;-)

To tylko sen samoświadomości.

Aksamicie pomyś o najsilniejszym uczuciu, jakiego może doświadczyć człowiek. Będzie to albo miłość, albo nienawiść. Jedno ma wartość dodatnią, drugie ujemną i w tym sensie pisałem, że są tym samym, tylko z przeciwnym wektorem. Plus i minus na jednej osi.

 

Lepiej dla Ciebie byłoby, gdybyś na tę siłownie chodził z miłości do siebie (żeby o siebie dla własnego dobra zadbać), niż żeby motywacji dostarczało Ci uczucie nienawiści. Nienawiść do siebie może spowodować raka, bo nienawiść to trucizna dla duszy. Dam Ci kolejną starą mądrość ludową w tym temacie - "zgoda buduje, niezgoda rujnuje". 

To, że życie potrafi dojebać - no potrafi i to bardzo, ale potrafi i być przepiękne. Mamy całe spektrum do odczuwania - poznajemy uśmiech i łzy. Odkrywaj dalej świat.

To tylko sen samoświadomości.

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media