Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

maria joanna po tuningu czyli jakieś 1500km pod maską...

detale

Natura:

raporty unknown

maria joanna po tuningu czyli jakieś 1500km pod maską...

nazwa substancji: Marysia Konopnisia (Przynajmniej o to prosiliśmy...)

poziom doświadczenia użytkownika: mj, #, extazy, feta i coś co jest dla mnie pewną zagadką...

dawka, metoda zażycia: Podobno 0,5g.. ale na oko jakies 2 nabicia sportowej fifki w porzadnym joincie

"set & setting": Niezbyt chętnie... ale z braku ciekawszych zajęć..

jeżeli to nie był Twój pierwszy raz z danym środkiem, czym różnił się od poprzednich: Zdecydowanie wszystkim...




Były ze mną 2 osoby - R i K . Pomysł na spalenie się przyszedł dość spontanicznie zdecydowanie naciskany przez K jako, że ja i R nie mieliśmy nic do roboty, stwierdziliśmy... "niech mu będzie". Jeśli chodzi o używki polemizował bym na temat, że każdą używkę można dostac prawie że od ręki... ale zdecydowanie jeśli chodzi o zioło - tak jest.
Tak więc na pana półkownika nie musieliśmy czekać zbyt długo - ale co to? 2 nędzne nabicia prawie że miału. Trudno, właściwie mi i R całkiem to zwisało, K za to nie był zbyt szczęśliwy... nieważne. Pominę kilka szczegółów i przejde odrazu do palenia... Blant palil sie powoli... Pierwsze 2 buchy całkiem przyjemne... powiedział bym że wręcz słabe (jak na osiedlowe chemiki :P) - nutka nadziei na nature... i nagle "!!"

- Co to tak gryzie w gardło? Człowieku nigdy nic tak nie gryzło mnie w gardło

- Co ty gadasz.. troche boli ale pal..

Z każdym machem miałem wrażenie że ktoś wbija mi nóż w gardło i w przeciwieństwie do zwykłego kaszlu po jointach - tym razem wcale nie miałem ochoty kasłać poprostu strasznie bolało mnie gardło. R właściwie uchronił się przed gryzącymi buchami, bo łapał te pierwsze.. Przyszła pora na shoty - gardła zdecydowanie mają dość. Póki co bardzo pozytywnie. Wychodzimy z klatki ucieszeni radośni... spaleni. Do głowy przychodzą ciekawe pomysły, myślę sobie że to wręcz dziwne, bardzo rzadko gdy nie chce mi się palić czuje się tak pozytywnie.
Siadamy na ławeczce, palimy fajka... zauważam że wszystko nieco przyśpieszyło ale póki co - ignoruje to. Coś nas rozprasza, niebardzo chce nam się siedzieć - idziemy dalej (wciąż bardzo przyjemnie). Nagle nie wiem dla czego zatrzymuje sie robie obrót o 360 stopni i ide dalej po chwili myśląc "co ja wogóle zrobiłem? Co się dzieje?"... Wszyscy sie śmieją. Znów siadamy na ławeczce i.... CO JEST?

Ja i K zdecydowanie nie możemy usiedzieć nogi nam latają, w ciele czuje coś jakby ktoś włączył mi nitro.

Mówie do K że nie wytrzymam, że musze pobiegać bo mnie zaraz rozniesie, K mi przytakuje a R patrzy na nas jak na debili.

Zaczynam biec, naprawdę szybko... zatrzymuje się. Co jest? Nie czuje wogóle zmęczenia, jestem skoczny wesoły i odrazu pytania:

-Ej K.. co to jest? Pale już tyle czasu i nigdy nie czułem takiego kopa, wręcz przeciwnie z reguły zawsze chciało mi sie siedzieć

- Nie wiem, ale też to czuje i też mnie to zastanawia.

Mielimy językami jak najęci... Jedyne jak mogłem wtedy określić swój stan to - Mój mózg właśnie wyrabia 120% normy...

Wyobrażałem sobie miliardy żyletek nieskończenie ostrych przecinających pod miliaradmi kątów mój mózg i wydawało mi sie to takie banalne, proste... niemal tak proste jak uderzenie młotkiem w ściane...
Fale tej euforii czy wręcz szału mijały się z falami "Co tak właściwie się dzieje, co my wogóle paliliśmy" Mimo wszystko nie popadałem w jakąś depreche czy dołka, cały czas byłem bardzo szczęśliwy. W pewnym momencie irytujące się stało, że chociaż bardzo bym chciał spokojnie usiąść, zapalić papierosa i na trzeźwo przemyśleć jaką substancją było to nafaszerowane (bo twierdzenie, że to poprostu dobre zioło jak dla mnie było nieracjonalne i zupełnie nieadekwatne do tego co widziałem te kilkaset razy wcześniej - takie zioło nie istnieje :P) nie mogłem, gdy tylko siadałem po kilku sekundach roznosiła mnie energia, musiałem wstać ruszyć sie gdzieś bo nogi niemalże same mi latały. K zaczoł robić gwiazdy - z zewnątrz musieliśmy wyglądać naprawde dziwnie. Robiło się zimno. R zdecydowanie irytował się naszym zachowaniem... poprostu nie czuł tego co my, być może zazdrościł a może wręcz przeciwnie dołował go fakt że chcąc w sobote wieczór zapalić spokojne jointa dostaje niespodziankę w postaci dwóch zdrowo wyćpanych ludźmi czymś co niemalże i jego dotkneło...


Kierujemy się w strone klatki. Po drodze szczególną uwagę przyciąga mały kamień. Biorę go w ręke i przechodzi mi swego rodzaju błogostan. Czuje kontakt - każdy najmniejszy ułamek moich palcy styka się z tym o to kamieniem, oddziałowywuje na niego. Czysta fizyka poprostu miód dla mojego podrasowanego mózgu. Odrazu przychodzi myśl "Rzucić go, jak najdalej albo nie... prosto w szybę tak by zobaczyć reakcje szyby ze zderzającym się kamieniem." Zdecydowanie wszyscy odradzają mi ten pomysł, proponują żebym poprostu rzucił go jak najdalej. Biore zamach rzucam... Ale nieudolny rzut, który idealnie trafia w lampe starego zdezelowanego samochodu. Czuje wewnętrzny sukces... o to moja zachcianka została spełniona wbrew większemu wysiłkowi. Czuje się troche jak bóg przy tym wciąż mając na uwadze fakt że teoretycznie paliłem tylko zioło i to nie jest wporządku... Wchodzimy na klatkę i jedziemy na ostatnie pietro, tu emocje zdecydowanie słabną, energia już nie tak rozpiera, K powoli zasypia. R odpala fajka, a K z przerażeniem mówi..

-O k... jak ty wyglądasz!

Zdecydowanie nawet po zwyklych jointach mam sklonnosci do bardzo czerwonych oczu...

- Ale co? Czerwone gały?

- Nie.. Jesteś blady i wyglądasz jakbyś nie spał od tygodnia.

Dołuje mnie ten fakt... schodze do szyby szybu (:P) windy, patrze w odbicie i faktycznie... widok bardzo nieciekawy. Pod oczami dosłownie szaro, jakby ktoś cały dzień bił mnie po gałach. Trudno, jest czas - przejdzie. Tutaj właściwie TR sie kończy bo zdecydowanie nas puściło... Po jakimś czasie i ja już lepiej wyglądałem. Kiepski był między nami kontakt, wszyscy (tj. ja i K) byli zamknięci w sobie. R zaraz po wyjściu z klatki zmył się do domu. Wkońcu wszyscy się zmywają.

Wracam do domu w dobrym humorze, miło wspominam to co się działo. Kłade się spać. Budze się kilka razy w nocy.

Następnego dnia K zdecydowanie bardziej skory do gadania, spotykamy typa który nam załatwiał i mówimy mu że dziwne troche to palenie było a on... "Wiem, mało ale za to na koksie". I na tym chyba skończę. Nie wiem ile prawdy w tym czy to było "na koksie" czy nie. Właściwie w pewien sposób poczułem się zgwałcony i oszukany... Nie było źle, ale zdecydowanie bym inaczej do tego podszedł gdybym wiedział co mnie czeka. Właściwie legalizacja, czy poprostu kontrolowany rynek narkotykowy zapewne zapobiegły by takim wydarzeniom. Póki co podchodze naprawde z wielkim dystansem do tego co można dostać od osiedlowego dealarea....





Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media