Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

latający dywan

detale

Chemia:

raporty unknown

latający dywan


Właściwie nie wiem od czego zacząć. Ketamina to strasznie chaotyczny

narkotyk. Doświadczenie jest bardzo intensywne, ale ciężko cokolwiek o nim

powiedzieć ;). To jest coś odwrotnego do kwasa, po którym dostrzegamy

idealną harmonię i ciągłość tętniącego życiem świata który nas otacza,

miłość, pokój... K to wręcz śmierć, fragmentacja otaczającej nas

rzeczywistości, zamknięcie się w swoim świecie. K to ciągłe dygresje i

przeskakiwanie z tematu na temat. Teraz nie dziwię się treści raportu

niejakiego Londonboy-a gdyż wbrew pozorom doskonale obrazuje on ketaminową

fazę. Mój raport też będzie pokręcony... Choćbym chciał to nie potrafię

opisać słowami tego stanu i tego jak zniekształca on rzeczywistość.



Może od początku... Stało się! W końcu! Po paru latach udało mi

się zaspokoić ciekawość. Wszedłem w posiadanie dziwnie pachnącego płynu

który po odparowaniu tworzy proszek.



Pierwsza próba z osobą doświadczoną z K. Siedzimy razem w mieszkaniu i

rozmawiamy. K - co za paskudny, szpitalny smak. Zapewne wpływ na to miał

sposób odparowywania - podgrzewanie na kuchence. Zaczyna kręcić mi się w

głowie, śmieszne uczucie. K nie działa na emocje. Ani nie nakręca ani nie

przeraża. Siadamy na podłodze. Rozmawiamy i nawet nie wychodzi źle. Po K

bardzo dziwnie się myśli, jakbyśmy mieli dostęp do wiedzy wszelakiej :)

Bardzo łatwo zagłębić się w swoje wspomnienia, wyobraźnia działa bardzo

mocno. Odłączenie od ciała, bardzo dziwna sprawa, zwłaszcza jak spojrzałem

na swoje ręce i próbowałem ich dotknąć. Siedziałem i leżałem na podłodze,

odlatywałem. Troszkę przypominało mi to N2O czy SD, jakbym wyleciał do góry

poza swoją głowę. I znowu podobny motyw - sześcienne pomieszczenia,

kwadratowe kafelki. Podobne, geometryczne CEVy. Ach, jak bardzo przypominają

one dywan Sierpińskiego. Poszedłem zygzakowatym krokiem do toalety, zapalam

światło, obraz dociera do mnie dopiero po chwili. Kibel - kolejny sześcian,

połączony z innymi. Rozmowy bardzo pokręcone, ciągłe dygresje, ciężko się

skupić na tym co się mówi, jeszcze ciężej słuchać, bo za chwilę łapiemy się

na tym, że myślimy o czymś innym i gdzie indziej jesteśmy. Czas się dłuży,

acz K peakuje bardzo krótko. Po godzinie jesteśmy już z powrotem. Tzn. tak

nam się wydaje. To jest ten okres nieprzyjemnego zejścia, robi się zimno,

zaczynamy czuć ciało, kontaktować z rzeczywistością, a tak naprawdę

jeszcze przez dobrą godzinę K na nas działa. Mówimy bardzo szybko, wciąż

szybko zmieniamy temat. Słowa brzmią bełkotliwie, gdyż chcąc nie chcąc

urywamy je w 3/4. Duża huśtawka nastrojów, w zależności od tego o czym

mówimy...



Tak... To była ketamina na spokojnie, wewnętrzna, głęboka i psychedeliczna.

A teraz chciałbym Wam opowiedzieć o diametralnie innym doświadczeniu -

rekreacyjnie K+E w klubie. Nakręciłem się na kwaśną imprezę (acid techno).

Nie chciałem przegiąć, a w ciągu ostatnich kilku tygodni trochę przesadzałem

z dragami (a teraz koniec - urlop na kilka miesięcy). Przed północą

zarzuciłem 3/4 dużej wisienki, która niestety tej nocy bardziej mnie

zamuliła niż nakręciła. Próbowałem tańczyć, szybko się jednak męczyłem.

Szybka decyzja - małe piwko i redbull (alkohol w małych ilościach zawsze

daje mi energii na imprezach) i odpoczynek na kanapie przez jakiś czas...

Minuty szybko lecą, troszkę pohulałem i oto koło 1:30 za sterami stanął

Geezer ze swoim liveactem, którego chciałem posłuchać na K. E wciąż trzyma,

na bluelight pisali coby K zarzucać jak już E puści gdyż niweluje jej

efekty... To dobrze, może będzie lepiej, gdyż E działało za mocno. Wizyta w

kiblu, mała kreska, z powrotem na parkiet. Efekty narastały przez 15 minut,

zygzakowaty krok, kompletny odjazd. Wszedłem na podest który być może lekko

się bujał. Próbowałem tańczyć z zamkniętymi oczami, jednak... He he, no

właśnie, ciało kompletnie się nie słucha, stroboskop parę metrów z przodu

nawala, zamknięte oczy i te błyski, wszystko stało się skokowe, muzyka

Geezera podchodziła na całego, trochę mi się w głowie rytm

morfował-wokodował, poza tym powykręcane motywy które już na trzeźwo nieźle

robią ;). Pląsałem się po tym podeście, wiłem, podest się trochę bujał a ja

myślałem, że zaraz stracę równowagę i próbowałem ją utrzymać. Czułem się

jakbym stał na latającym dywanie i leciał przez mrugający tunel (strobo).

Plus geometryczne CEVy, jeśli ktoś z Was grał w \'Master of the Lamps\' na C64

to mogę to do tego porównać ;) (w sumie każda faza z dissociatives

przypomina mi gry na C64). Do teraz nie wiem czemu nie spróbowałem tam wtedy

usiąść i na dobre odlecieć na dywanie :))...



...K powoli schodziła, wybudzałem się. Szwędałem się, zalegałem, czasami

skakałem. Po godzinie od zażycia - it\'s time for... I znowu pijany krok,

wrażenie, że swiadomość jest gdzieś za ciałem, ktoś mnie woła, podchodzę i

przez moment widzę siebie z tych kilku metrów co podszedłem, nogi się

plączą, śmiesznie się chodzi... Wydukałem, że keta i że później opowiem. :)

Chciałem sobie kupić piwo, ale kolejka przy barze była duża, a ja

niecierpliwy. Parkiet. jakaś dziewczyna przechodzi, wydaje mi się, że to

znajoma i się uśmiecham (a przynajmniej próbuję), dopiero z bliska

skojarzyłem, że to ktoś zupełnie inny. Zejście. Zimno. Wychodzę ze znajomym

na dwór. Ciężko gadać, słowa i myśli urywają, przeskakują - norma przy

kecie. Właściwie nie mam nic do przekazania. Ale świeże powietrze dobrze mi

zrobiło. Wracamy do środka. Ludzi coraz mniej (i tak było ich niedużo jak na

ten klub). Więcej przestrzeni, E schodzi, coraz więcej mam energii do tańca.



...Tej nocy jeszcze parę razy wciągnąłem K-reskę jak i również doświadczyłem

wymieszania z alkoholem (wiem, nie powinno się, dlatego próbowałem w małych

ilościach - małe piwo i mała kreska ca. 25mg, a potem jak wytańczyłem

alkohol i się wybudzałem - znowu małe piwo, potem znowu K). I tu się dopiero

zaczęło! Niesamowita sprawa - K zażyta w czasie gdy byłem na całego wkręcony

w taniec zamieniała mnie w robodancera, oczy bardzo zmrużone (hmm, chyba

okulary przeciwsłoneczne by się przydały do tych świateł), koncentracja na

rytmie i tym w co się przekształca w głowie. ciała nie czuć, nogi sztywne,

ustawione raz tak już zostawały, silne podskoki niczym Angus Young z

AC/DC... Fajnie się w takich podskokach przemieszczało po całym mainie

naokoło tańczących ludzi, w błyskach strobo prześwitujących przez powieki i

lekko wokodowanych rytmach. Ludzi coraz mniej, coraz więcej miejsca na

swobodnie fruwanie po całym mainie :) ja coraz odważniejszy, ręce raz

rozłożone ala "samolociki", raz schowane w kieszeniach... Coś naprawdę

niesamowitego!! I tak przeskakałem ładnych parę godzin :)



...Koniec imprezy, znowu nieprzyjemne zejście, chce się gadać ale bardzo

ciężko to przychodzi, następnego dnia typowe poimprezowe zniszczenie. I

szok, po tym co przeżyłem i widziałem. K jest naprawdę niesamowita. Jednak

myślę, że należy ją sobie dawkować i nie imprezować w taki sposób za często

(raz na parę miesięcy to sensowne ograniczenie), bo łatwo stracić

kompletnie kontakt z rzeczywistością ;). A ja wiem, że do K jeszcze wrócę.





Podsumowując / należy pamiętać o:



- w klubie lepiej często ale w mniejszych ilościach. Polecam dawki w okolicy

25mg (donosowo). K jest naprawdę silna i może nas niespodziewanie rozłożyć

;) a tego raczej nie chcemy. Poza tym tak silne doświadczenie może nas na

dobre zniechęcić,



- lepiej z kimś. Mimo, iż jest to zamykający nas w naszym świecie narkotyk.

Szkoda, że na tej imprezie żaden znajomy nie był w tym stanie. Podejrzewam,

że bym się czuł o wiele lepiej gdyby jeszcze 10 osób poza mną odlatywało na

latającym dywanie :),



- należy odczekać przynajmniej 1,5h od ostatniego posiłku. Chyba, że chcemy

go zwrócić,



- jeśli zażywamy K na imprezie to raczej z nikim się nie dogadamy,



- jeśli łączymy z E to poczekajmy aż E zacznie puszczać - wtedy jest

najlepszy moment :)



- jeśli łączymy z alkoholem to pamiętajmy iż te substancje mocno siebie

wzmacniają i taka mieszanka jest ryzykowna (najlepiej po prostu znać swoje

ciało i umysł i wiedzieć co się robi),



- K poszerza percepcję, dźwięki stają się głośniejsze i bardziej

przestrzenne, słychać odbicia dźwięku od ścian. Światło jest bardziej

jaskrawe i wszystko wiruje :). Może być nieprzyjemnie. Zamknięte

pomieszczenia ograniczają.



- moc uzależnienia - podobno są tacy którzy spróbują tylko raz. Ja jednak

należę do tej drugiej grupy i muszę przyznać, że ta substancja wciąga.

Definitywnie należy uważać.





Na koniec chciałem zwrócić uwagę wszystkim tym, którzy mówią, że ketamina

jest dla koni i jest bee - a spotkałem się z tym "argumentem" już

kilkukrotnie. A i owszem, K jest anestetykiem stosowanym głównie w

weterynarii, acz ma również zastosowanie przy operacjach ludzi, zwłaszcza w

warunkach polowych. Nie zmienia to faktu, że jest narkotykiem tak

samo jak LSD, MDMA, amfa czy alkohol. Nie jest nieszkodliwa, ale

rozsądnie stosowana nie zabije nas i nie zniszczy
, tak samo jak inne

wyżej wymienione substancje (oczywiście - dla równowagi - wszystko w

nadmiarze nam zaszkodzi). A zatem proszę Was o więcej tolerancji wobec

mojego wyboru odurzaczy. Bo ludzie mają takie dziwne skłonności do lęku i

odrzucania rzeczy nieznanych oraz nietypowych.


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media