Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kórcina w mistycznej krainie węglanu wapnia

detale

Apteka:

raporty unknown

kórcina w mistycznej krainie węglanu wapnia


Substancja: DXM

Dawka: 750 mg (wg faq 3 plateau)

Metoda spożycia: doustnie

Doświadczenie: kodeina, morfina, LSD, grzybki, amfetamina, DXM, efedryna, opium, benzydamina, diacetylomorfina, LSA, alprazolam, amitryptylinum, klonazepam, wenlafaksyna, midazolam, medazepam, fluoksetyna, diazepam, fentanyl, halotan, tramadol

Set & setting: wieczór – dom – obecni starzy





Trip report:



Pewnego pięknego piątkowego wieczoru umówiliśmy się z kumplami – Wyznafcą i Szakalem na wypad na miasto. Mieli wpaść do mnie wieczorem i tak ok. 21.00 mieliśmy wyruszyć w trasę.

Czekam i przepisuję artykuł z „Polityki” na hyperrealowe „Masz Newsa?” oraz gadam na skypie z Dosiem i Becisławem. Nagle telefon. Odbieram – Wyznafca mówi, że obaj z Szakalem struli się czymś, mają gorączkę i rzygają.

No tak – myślę sobie – cały piątkowy wieczór przyjdzie mi spędzić w domu przed kompem. Wtem – olśnienie – mam przecież DXM na czarną godzinę. Trzeba w końcu urozmaicić ten dzień, bo się zanudzę na śmierć.

Wyciągam zatem z szuflady śliczne różowe kapsułki Tussidexu – łącznie było tego 25 tabletek - 750 mg.

Obwieszczam uroczyście na skypie:

- Becisław, wpierdalam dekstrometorfan… - przysuwam opakowanie do mikrofonu i zaczynam wypakowywać kapsułki – jeden, dwa, trzy, cztery, pięć…

- Ej, ile ty tego bierzesz?!

- … piętnaście…

- Pojebało cię już totalnie! – wyłączyła się

Dokańczam wcinanie 25 kapsułek, popijam wodą i idę zrobić sobie herbatkę. Jest około 21.30. Wracam i kontynuuję gadkę z Becisławem ale tym razem przez gg. Gadka z mojej strony robi się coraz bardziej pokręcona, w końcu koło 22.20 Becisław idzie już na dobre. Słucham chwilkę muzyki, nagle patrzę – przylazł mój kumpel Groszlo. Zagaduję typa. Okazuje się, że właśnie wrócił z imprezy i jest z leksza podpity. Nie szkodzi – akurat się dogadamy.

Moja matka woła mnie na „Wideotekę dorosłego człowieka” – uwielbiam oglądać ten program nawalona. Ona oczywiście myśli, że lubię to, co tam puszczają. W główce całkiem nieźle mi wiruje. Piszę do Groszla:





K: Matka przyszła do mnie, że jest wideoteka.

G: O_o

K: Idę się tripować przy tym

K: Ale wrócę

K: Ale bądź tuuuuuu! Chcę pogadać z kimś na fazie!

G: Spoko

K: No patrz ręka mi lata w dwie strony

G: Będę będę będę kurwa!

K: Jestem statycznie dynamiczna

K: Mam dzbanek do herbaty

G: Starocerkiewnosłowiańska

K: Mam płytę... tam jest taka czarna postać… mówi coś o owocach…

K: Idę na wideotekę… nie rozłączaj się z nami

G: Spoko

K: Metylobenzen… piękne słowo… toluen

G: Trójnitrotoluen

K: Trotyl… rozwarstwiam się… już jest… idę… będziesz jak wrócę?

G: No jasne że kurwa






Idę do pokoju. Siadam na fotelu. W telewizji lecą jakieś piosenki z lat 60. Zaczynam śpiewać razem z wokalistą, nie szkodzi, że nie znam tekstu. Obraz rozpływa się coraz bardziej.

Pojawiają się pierwsze haluny: wiadukty kolejowe obklejone plakatami w kolorze czerwonym, a także tymi z akcji Chcemy Posiadać Prawo – Prawo Posiadania. Zaczynam gadać:

- Wiadukty kolejowe obklejone plakatami, patrz pociąg jedzie, prędkość dźwięku, sorka od fizyki mówi nie korzystajcie z tablic na ścianach tam są błędy, to jest skala fal elektromagnetycznych podczerwień ultrafiolet w nanometrach…

Matka jest przyzwyczajona do takich tekstów, dzień wcześniej gadałam (na trzeźwo), że każdy radiowóz będzie mieć na zderzaku vlepkę Kanaby.

Program się kończy, wracam do pokoju. Groszlo faktycznie poczekał, podłączam się na skypa. Zaczynają się naprawdę ostre wizje. Wszystko opisuję na bieżąco.

Ponownie widzę wiadukty kolejowe, jadące pociągi elektryczne. Przechodzę na stację kolejki SKM – Gdańsk Politechnika. Idę w stronę polibudy, mijam sześciokątny zielony śmietnik na makulaturę. Zbliżam się do drzwi budynku B.

I wtedy pojawił się ON – krystalicznie biały, świeżo wytrącony, jeszcze ciepły węglan wapnia. Był niesamowicie piękny.

Wiedziałam, że jedynym sposobem zbliżenia się do niego jest narysowanie trójkątów na asfalcie. Moim marzeniem było zdobyć kredę. Niestety nigdzie jej nie było.

Wtem z okna technologii kosmetycznej spadła kreda. Biorę ją do ręki i rysuję trójkąty. Coś unosi mnie w górę i przenoszę się do mistycznej krainy węglanu wapnia. Lśni tam niesamowite złociste światło. Wyciągam do niego ręce…

- Groszku, wiesz gdzie jestem?

- Gdzie?

- W węglanie wapnia… wszędzie węglan wapnia… Booożeee…

Lśniący węglan wapnia przenosi mnie jeszcze wyżej. Widzę wszystkie jego atomy, całą budowę cząsteczki…

- Groszku, wiesz gdzie jestem?

- No gdzie?

- W węglanie wapnia... i on ma wiązania… aaach…

Nagle spadam i uderzam czołem w biurko. Rozglądam się, tapeta na kompie wyglądała jak czyjaś twarz.

Ponownie przenoszę się na dworzec kolejowy. Chodzę po peronie a cały peron jest usypany węglanem wapnia.

Nie zdawałam sobie sprawy, że gadam z kumplem przez neta. Dla mnie on cały czas był ze mną. Mówił do mnie a mi wydawało się, że jego głos spływa z góry.

- Groszku, wiesz gdzie jestem?

- W węglanie wapnia…

- Dokładnie… In on ma takie piękne białe ściany… i budowę atomową… i jest cudowny…

Opowiadam o węglanie wapnia i Politechnice Gdańskiej. W pewnym momencie trochę przytomnieję i postanawiam się wykąpać.

Idę do łazienki, patrzę w lustro… cholera, co to za kobieta?!

Po jakimś czasie: aaaa, to ja… O kurwa, ale mam obleśną mordę!

Biorę prysznic z niemałymi trudnościami, myję zęby i wracam przed kompa. Zaczynam ponownie nawijać o węglanie wapnia. Wtem coś mnie naszło:

- Groszku, zaśpiewam coś

- A śpiewaj

Zaczęłam od piosenek Janis Joplin, potem przechodzę do Doorsów

- Groszku, co mam zaśpiewać?

- Yyyyy… „Drain you”

- A co to jest?! Aaaaa… to chyba Nirvana

Śpiewam „Drain You”, potem przechodzę do „Rape me”. Po drodze kilka razy wspominam o węglanie wapnia. Jak już nie miałam pomysłu, co śpiewać, śpiewałam piosenki autorstwa własnego (jak mi się nudzi to sobie piszę jakieś). Cały czas mam wrażenie, że to nie ja śpiewam, ale jakaś siła wyższa przemawia przeze mnie.

Znowu zaczynam monolog o węglanie wapnia. Wtem odzywa się Groszlo:

- Kórcina, wiesz co, ja pierdolę to wszystko…

- Co?!

- No kaca mam, idę spać…

- Ej nieeeee iiidź… z kim ja będę gadać?!

- No doobra…

- Groszku, weź coś zaśpiewaj

- O nie nie!

- No to ja coś zaśpiewam…

Śpiewam. Sytuacja powtarza się kilka razy. W końcu Groszlo gada:

- Idę kimać… Pozdrowienia dla węglanu wapnia i Politechniki Gdańskiej!

I wyłączył się.

Chwilę jeszcze siedzę przy kompie i słucham muzyki. Podłączam się do jeszcze jednego kumpla, Liptona i nawijam tekst o mrocznych gotkach. On pyta się co znowu brałam. Stwierdzam, że jak wytrzeźwieję to mu opowiem. Koło drugiej z hakiem idę spać.

Następnego dnia troszkę bolał mnie łeb.



Podsumowanie: był to jeden z ciekawszych tripów i z pewnością interesujące doświadczenie. Interesuje mnie połączenie DXM + LSD – powinny być mocne, realistyczne wizje. Może następnym razem? :)



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media