Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

grzybowy bad trip.

grzybowy bad trip.

Autor: PrezesSkt, 02.05.2007

Set & settings Pazdziernik 2004, dokładnej daty nie pamietam. Wieczór , chata mojej panny, ja i czterej kolesie. Nastawienie jak zwykle pozytywne do grzybowych tripów, choć miałem lekkie obawy.

Dawkowanie 55 suszonych łysiczek.

Wiek i doświadczenie wiek wtedy 17 lat w tej chwili 20.

Doświadczenie (wtedy) : około 10 grzybowych tripów i parę razy MJ ,teraz około 30 grzybowych tripów , MJ często, do kilku razy w tygodniu, Salvia -susz, DXM- raz 450mg, no i oczywiście alkohol.

Zaczynamy

Tego dnia wybrałem sie z panną na zakupy, do domu wróciłem o 17. W moich planach nie było mowy o grzybach, ale wracając spotkałem powracających z "grzybobrania" kumpli. Jeden z nich podrzucił myśl, żeby może dzisiaj zarzucić grzyby. Oczywiście każdy sie zgodził. Miałem w domu ususzonych 35 łysiczek. W sumie na pierwszy raz w sezonie to odpowiednia dawka, ale zawsze musi być jakieś ale. Pomyślałem, że trochę za mało i w dodatku suszone więc wziąłem od ziomali jeszcze 20 sztuk. W sumie miałem ich więc 55.

Nastał wieczór. Na grzybienie umówiliśmy się o 21, jednak dwóch kolesi skonsumowało grzyby o 20. I tu mała dygresja - zawsze jak planujecie zjeść grzyby w większym gronie osób, róbcie to jednocześnie. O skutkach nie robienia tego niżej.

O 21 wszamaliśmy grzybki, ja i dwóch kolesi .Wyszliśmy z chaty na czas wkręcania się fazy - mieliśmy zorganizować jakieś drewno na ognisko, tak i też zrobiliśmy. Dwóch kolesi, ci co zarzucili grzyby wcześniej, wsiąkli gdzieś . Wzięliśmy drewno i poszliśmy na plac manewrowy pobliskiej szkoły, potocznie nazywany przez nas poligonem. Rozpalaliśmy ognisko na środku jednej z dróg, gdy zaczęło się delikatnie. Gadka zaczęła sie kleić, usłyszeliśmy w oddali idących zagubionych dwóch kolesi ( ci co wsiąkli wcześniej). Wpadliśmy na pomysł przestraszenia ich, schowaliśmy sie za krzaki, ale nic z tego nie wypaliło - wybuchliśmy śmiechem, nie mogłem go opanować, choć próbowałem - im kolesie byli bliżej nas, tym śmiech stawał sie mocniejszy. Jak kolesie już doszli, to w jakiś sposób sie uspokoiliśmy, pogadaliśmy chwile i dowiedzieliśmy się, że niedaleko stąd inni kolesie piją w garażu, wiec poszliśmy do nich. I od tamtej pory zaczęły się ostre jazdy.

W garażu położyłem się na masce samochodu, dosłownie sie do nie przykleiłem, stanowiłem z nią jedność, próbowali mnie z niej ściagnąć, ale nie dali rady. Zapierałem sie z całych sił i powtarzałem, że ja i maska samochodu stanowimy jedność. Jakimś cudem mi to przeszło i przyłączyłem sie do pijących kolesi (oczywiście nie piłem) Zacząłem z nimi rozmawiać, pytałem sie dlaczego piją, co to im daje, jednak nie otrzymałem żadnej sensowniej odpowiedzi. Przypomniałem sobie, że zostawiłem pannę samą w domu, ale zapomniałem, że kazała mi nie przychodzić, dopóki nie zejdzie faza. Wziąłem jednego kolesia i poszliśmy do niej. Reszta kolesi wróciła na ognisko.

Jak doszliśmy pod jej blok, kazałem kolesiowi schować się za hydrant, żeby nikt go nie zobaczył (też był nieźle zgrzybiony). Poszedłem.

Wbijam się na klatkę schodową i patrzę, a tu obraz żywcem wzięty z gierki Max Payne - obraz lekko zaśnieżony, kolory jednolite, wyraziste, ostre, a do tego zniekształcony obraz, tak jak by patrzeć przez judasz. Spodobało mi sie to, więc zacząłem powoli wchodzić na górę, ciesząc się tym widokiem. Nie było to chwilowe, było tak samo za każdym razem jak byłem na tej klatce tego wieczoru. Wbiłem na piętro, stanąłem przed drzwiami i zastanowiłem sie czy to te drzwi. Rozejrzałem się dookoła, upewniając się, że to właściwe drzwi i zacząłem pukać. Panna mieszkała sama, więc nie miałem stracha, że otworzy mi ktoś inny.

Pukam, pukam i pukam, a nikt nie otwiera. Przestraszyłem się, że mogło jej się coś stać, panicznie wybiegłem przed blok sprawdzić, czy pali się światło u niej w oknie. Mało się nie wyjebałem na schodach. Lipa, było ciemno, więc przestraszyłem się jeszcze bardziej. Przypomniałem sobie, że zostawiłem u niej swoja komórkę. Zobaczyłem kolesia, który wcześniej pił w garażu. Podszedłem do niego i powiedziałem mu, żeby dzwonił na mój numer (zawsze po grzybach jestem bardzo pomysłowy)to wtedy ona się obudzi.

Dzwoni, dzwoni i nic. Nagle koleś powiedział "I co teraz, kurwa?" i chciał mi zajebać. Się odchyliłem, a to był tylko halun, ale tak realny i rzeczywisty, nigdy takich nie miałem. Koleś zaczął się ze mnie śmiać, czego ja się boję, że robię uniki. Zadzwonił jeszcze raz.

Po chwili zapaliło sie światło u panny. Od razu zrobiło mi sie lepiej - pobiegłem do niej na górę, wbijam sie do niej i patrzą, a ona siedzi zapłakana. Łzy na policzkach, oczy podpuchnięte. Pytam sie jej, co sie stało. Ona mi na to, że nic, że ona nie płakała, że jest zaspana i jak sie okazało, to był następny tak realny halun. Po chwili jej twarz zrobiła się normalna. Pogadałem z nią chwilę i przypomniałem sobie, że zostawiłem kolesia za hydrantem (minęło z pół godziny). Poszedłem, patrzę, a koleś siedzi za tym hydrantem i sie rozgląda, czy nikt przypadkiem go nie obserwuje. Powiedziałem mu, żeby wracał na ognisko, poszedł.

Wróciłem sie na górę po telefon i poszedłem na ognisko, lecz zanim doszedłem musiałem przejść przez bardzo ciemną uliczkę . Wszedłem w nią i zacząłem sie rozglądać, czy nikt przypadkiem za mną nie idzie. Nagle wszędzie zacząłem widzieć twarz kolesia, tego co go zostawiłem za hydrantem. Zacząłem biec, im szybciej biegłem to te twarze stawały się coraz straszniejsze (w tej chwili jak sobie to przypominam, to aż mi ciary przechodzą po plecach). Na szczęście dobiegłem na to ognisko zsapany. Kolesie pytali, co się tak zasapałem. Opowiedziałem im, co mi się przytrafiło. Wybuchli śmiechem, ja później też. I tu zaczęły się te jebane bad jazdy.

Ci kolesie, co zarzucali grzyby wcześniej, zaczęli gadać, że już im faza zeszła, że już koniec i że idą do domu. Naszły mnie myśli typu - "nie chcę, żeby się to skończyło" i takie tam. Mogę to opisać tak, że dosłownie w jednej chwili z uchachanej twarzy zrobiła mi się twarz smutasa ponuraka , totalny zjazd. Złapałem takiego doła, że spuściłem głowę w dół i przez 30 minut patrzyłem sie w jeden punkt, trzymając w ręku patyk. Z opowiadań kolesi dowiedziałem się, że wyglądałem tak, jak bym się miał zaraz rozpłakać. Faktycznie tak sie czułem, z trudem powstrzymywałem sie przed płaczem.

Posiedzieliśmy tak jeszcze chwile i ruszyliśmy w stronę domów. Wziąłem ten patyk ze sobą. Rozdzieliłem się - ja poszedłem na dół do panny, a oni w górę. Jeszcze tak z pół godziny łaziłem z tym patykiem w ręku i myślałem sobie, że nie chcę, żeby to sie skończyło. Miałem tak głupie myśli, że sie ich bałem. W końcu zebrałem sie na odwagę i poszedłem do panny. Tym razem nie było problemu z wejściem, bo wziąłem ze sobą klucz. Wszedłem, polożyłem się koło niej na łóżku i zacząłem ryczeć jak dziecko. Nie mogłem sie opanować . Popłakałem z 15 min i zasnąłem.

To była naprawdę straszny bad trip, nie zamierzam tego powtarzać i od tamtej pory, jak grzybami, to wszyscy o tej samej godzinie, żeby nie było takich jazd. Trochę sie rozpisałem ale może nie zanudziłem. Nie wiem, czy wszystko opisałem, bo nie pamiętam. To było 3 lata temu. W pamięci bardzo dobrze utkwiły mi sytuacje, które opisałem, haluny wtedy miałem naprawdę realne, takie prawdziwe. Do tej pory nie wiem, czym to było spowodowane. Może tym, że nie uwierzyłem w moc tych 35 łysiczek które posiadałem, tylko chciałem więcej. Tak, grzyby są strasznie drażliwe, na mnie za każdym razem działają inaczej w bardzo różnych dawkach, nigdy nie jest tak że za następnym razem biorę więcej. Czasem wezmę więcej, a czasem mniej. Myślę, że przeczytanie tego tripa nie było zmarnowaniem czasu. Wielkie pozdro dla grzybowych podróżników.

Ocena: 

Odpowiedzi

Dużo się działa podczas twojej przygody z grzybami, ale jak byś następnym razem dokładniej opisał, jakie były przyczyny Twojego smutku. Domyślam sie, że trip kończył się zbyt wcześnie, żeby cieszyć sie dobrym nastrojem przez kolejne trzeźwe dni, ale...

Ekhehehe,

Przeczytalem raporta i pierwsze co naszlo mnie:

Gdzie tu ten badtrip? Ot lekkie odejście od przyjemnej fazy.

A drugie - cholera, jakis kinder to pisal.

Grzybowej fazy niestety zawarles tu malo, zwykle opisany wieczor. A szkoda.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media