Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

eksperyment na biologię

detale

Natura:

raporty unknown

eksperyment na biologię


Swoim textem nie chce zachecac do brania srodkow oduzajacych, mowie tylko

wlasne przezycia…



Wszystko zaczęło się jakis rok temu… przed wyjazdem na oboz… zaczelem czytac

o „marihuanie” gadac z kolegami… i wogole… postanowiłem ze sprobuje… czemu?

Nigdy nie stroniłem od picia alkoholu… w dużych ilościach… nie lubie vodki…

ale piwa, wina jak najbardziej, wiedziałem ze nadejdzie „czas” gdy już nie

będziemy mogli nawet patrzec na alkohol. To miał być oboz samych „ziomow” ze

szkoly, czysty 14 dniowy melas… poszedłem do kolegi i kupilem 2g…



Na obozie spróbowałem po „lifce” zbyt duzo nie poczolem… odłożyłem „na potem”

Oboz się skończył a jakies 1,5g zostalo… poszedłem z dwoma kolegami

na „kamyki” za promenade, jeśli ktos mieszka na goclawiu/grochowie to

doskonale wie co to za miejsce…



Zaczęliśmy jarac… gadac… jarac… nic prawie nas nie bralo… wkoncu bomba! Było

dziwienie… mój pierwszy lot w zyciu… udawaliśmy samoloty, ale zabawa szybko

się skończyła, gdy kolega powiedział ze zle się czuje… boli go brzuch…

przestal się z nami bawic, skulil się, zlapal za brzuch… zaczol wymiotowac…

ale nie tak jak po alkoholu… robil to ciagle przez 4h NON STOP… a gdy nie miał

czym… mial tylko odruchy… ja z drugim kolega tez nie czulismy się za dobrze.

Ja miałem „nad ostrość obrazu” i niezłego bad tripa… ze jestem ćpunem skoncze

pod kamykami albo na centralnym… bełtający kolega poprosil nas o wode…

udaliśmy się do promenady.. kupiliśmy i wrucilismy… gdy się tylko napil zaczol

bełtać ta woda… polorzyl się w krzaki i tak spal z 5h… nastepnego dnia miał

niezle zejście… my tez nie czulismy się za dobrze…

Gdy zaczepem gadac z kolegami i na hyperreal okazalo się ze jest 90%

prawdopodobieństwo ze w ziole była heroina…



Od tej pory postanowailem ze nigdy w zyciu nie kupie ani jednego grama ziola…

ale zaczne sam hodowac…i tez tak zrobiłem…



Z 4 roslinek indorowych miałem tak z 300-400g zabawa przy hodowli była

przednia… :] palilem te ziolo od lutego do czerwca do teraz.. a jeszcze mi

zostalo z 10g ;)



Na początku zaraz po zbiorach… palilem co weekend każdej nocy… gdy starzy

chodzili spac… potem już nawet nie zwracałem uwagi na starych… jaralem w dzien

ale nigdy w dzien roboczy! (chodze do liceum). Oni nie wiedza o tym… ani o tym

ze hodowałem marihuane myśleli ze to experyment na biologie… czasem gdy się

zjaralem lubilem z nimi gadac… albo być w ich towarzystwie… nigdy się nawet

nie zorientowali ze cos jest ze mna nie tak (kropelki), może się to wydac

zabawne ale ja się tak zawsze zachowuje :D



W ferrie bąkałem caly tydzień non stop… potem zrobiłem sobie dzien przerwy…

ale nie dlatego ze poczułem ze przesadzam nie… dlatego ze jakos mi się tego

dnia nie chcialo…



Potem 3 dni jaranka… i do szkoly… wiec przestałem… i tradycyjnie każdej nocki

lub nawet w dzien w weekend…

Jaralem dosc duzo… na 18’nastke dostałem faje wodna gdzie do cybucha wchodzilo

0,5g wiec licząc srednio szlo tak z 4-5g na jedna noc…



Czemu palilem?



Jedni pala aby zapomniec… inni aby nie myśleć… a ja palilem aby wlasnie

pamiętać i aby myśleć… miałem zajebiste fazy myślowe na temat istnienia

swiata, kobiet, przeznaczenia, czasu przez ten czas stworzyłem pare teori

dotyczących praw fizyki… palilem aby na nowo przezywac dawne wydarzenia… gdy

zaczęło się kończyć… przestałem… palilem sporadycznie… ostatnio wogole nie

pale… no chyba ze mam na to chore wtedy pociągnę z pare razy z wodnej ;)

Pale w domq bo mi się nudzi… ziolo to sposób na nowe przezycia… lub przezycie

ich ponowne…



Na imprezach bo mnie taniej wychodzi niż alkohol za 1g z mojej hodowli wyszlo

mi tak 50groszy… i nastepnego dnia nie miałem wogole kaca… i chyba wole trip

MJ niż alkoholowy…



W danej chwili chyba minol rok od kad miałem swój pierwszy kontakt z MJ…

Marihuane wspominam jako swietny pomysl w moim zyciu… nie tylko palilem ale i

edukowałem się na jej temat ;) wiem ze na pewno jej dym zabral mi pare min.

zycia ;) ale było warto :D to co przeżyłem i tego czego się nauczyłem nie

wymienil bym za nic innego!



Do tej pory nie wyjaralem ani 1mg kupnej marihuany… spodziewam się ze pod

koniec wakacji znow zalorze hodowle tym razem za porozumieniem ze starymi…

Osobiście wole MJ niż alkohol którego w danej chwili malo pije… tak jak i malo

biore marihuany…



Jestem szczesliwym, zdrowym psychicznie i fizycznie człowiekiem BA! Chodze do

renomowanej państwowej szkoly w wawie… podnosze 115KG na klate ;) i zawsze mam

forse w kieszeni to tez dzieki MJ ;) hehe…



Nigdy w zyciu nie spróbowałem niczego „mocniejszego” no może raz DXM ale mi

się nie podobalo :P moi koledzy to nie ćpuny i nie mieszkam na centralnym…

Już Kochanowski powiedział „Jedzcie pijcie miłości zazywajcie byle wszystko z

umiarem…”

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media