Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dxm (+thc) wielokroć; zwięźle i treściwie.

detale

Natura:

raporty unknown

dxm (+thc) wielokroć; zwięźle i treściwie.

nazwa substancji: DXM + marihuana



poziom doświadczenia użytkownika: szósty raz DXM; inne doświadczone: marihuana, LSD, feta, ecstasy, grzyby; mniej ważne mieszaniny prochów "uppers, downers, screamers, laughers" etc.



dawka, metoda zażycia: 25-30 tabl (aha, moja waga: 65kg), doustnie rzecz jasna, 5tabl co 5-10min (co gwarantuje brak zwrotów) + KONIECZNIE trzeba dopalić - o czym niżej.



set & setting:: mieszkanie, knajpa, potem plener; intencje? nieskrępowana zabawa jak po niczym.



Czy dane doswiadczenie zmienilo Cie w jakis sposob: jasne, z DXM nie ma żartów, sponiewiera i ciało i umysł, ale jak ktoś umie panować nad swoimi jazdami i wydobyć z nich coś więcej - ideał dragu. O oczko wyżej niż grzyby, o wiele oczek od LSD.



efekty: początkowo żołądek zaczyna fiksować, stąd ostrożne dawkowanie i rozciągnięcie w czasie całego procederu łykania tabletek. Możliwe zimno, trzęsące się ręce, dreszcze, ból brzucha, "zimne poty", itp. (wszystko do wytrzymania, kwestia kilkunastu minut żeby organizm przestał się buntować). Zaburzenia mowy później, gumowate kończyny - szczerze mówiąc NIE DA SIĘ chodzić powyżej 30 tabletek, można uszkodzić i siebie i otoczenie. Stąd najlepiej zamknąć się na cztery spusty w bezpiecznym miejscu ze znajomkami i dobrą muzyką.




No to jedziemy. Może zacznę od tego dlaczego warto dopalić podczas zabawy na DXM - osobiście nie lubię chemii jakoś bardzo, jest "zimna", równa, uderza ostro w banię. Ganda amortyzuje ten kick, idealnie się komponuje, jako coś znanego i bezpiecznego (jak na mój gust); pomaga zacząć przetrawiać akodinowe jazdy. Zero paranoi, lufka wręcz uspokaja i wprowadza surrealistyczną głupawkę; mniej zaskakują niespodziewane i momentami zdziebko ostre doznania.
Zrobię po prostu szybki przegląd akcji. Pierwszy raz udało mi się wymieszać DXM (15 tabletek tylko) z grzybami i gandą - efekty: powalające. Knajpa, mnóstwo znajomych, po fizycznych niedyspozycjach zaczyna być miło i nagle >bum

Innym razem ze znajomymi zrobiliśmy niezły pieprznik, też w lokalu, jeśli ktoś widział "Las Vegas Parano" to kojarzy "te" ruchy i reakcje na otaczających cię ludzi. Mianowicie zrobiliśmy z podstawek pod piwa frisbee, były WSZĘDZIE, rzucaliśmy w siebie poduchami z kanap, rozlewaliśmy, tarzaliśmy się, wtapialiśmy w ściany... No, 5 osób na DXM w niewielkim lokalu to jednak rzeźnia. Uchachane plastusie o źrenicach jak spodki i głupich pomysłach, których nie wahają się zrealizować. Uprzejmie nas wyproszono. Jednak co dom to dom. Kumpela rozmawiała z Posejdonem przez przekaźnik jakim była muszla klozetowa, szturmowała Wiedeń z odkurzaczem, zrobiła z poduszek papieża i karmiła marchwią. Inni kumple już po ponad 30tabl (nie wiem dokładnie ile) albo leżeli plackiem lewitując gdzies w kosmosie i rozmawiając z Istotą Wyższą(??) albo mysleli że śpiwór na którym leżeli na podłodze to ponton na morzu. I nie chcieli z nich zejść. Dziwna odporność na ból - ucieszeni własną rozciagliwością i gumowatością skakaliśmy po łóżkach jednocześnie mocno odbijając się od ścian - rano całe boki czarne od siniaków. Etc, etc.



Można mnożyć takich opowiastek, ale puenta jest taka: świetna sprawa na branie zespołowe - osobiście nie doświadczyłam żadnych paranoicznych jazd, ani nikt z moich znajomych. Wręcz wzmaganie swoich pozytywnych reakcji i nakręcanie halunów. Ale uwaga: tylko z marihuaną. Moja jedyna przygoda z DXM bez palenia była fatalna, straszna, pełzająca, zarzygana, zimna i smutna. I paranoiczna z ucieczką włącznie. Nie polecam, to jest jednak głupia tabletka na kaszel, chamska i twarda, której trzeba wszamać paczkę żeby "jakoś" było. Mocne, chemiczne jazdy które dopiero z głupkowatym rogalem na twarzy po gandzie da się okiełznać.
Poza tym trzeba mieć jakiekolwiek doświadczenie z psychodelikami, choćby garstka zasuszonych grzybków ;) żeby dało się to przebrnąć i jeszcze wyciągnąć pozytywne odczucia. Ogólnie - już podsumowując - jest to jeden z moich ulubionych dragów, a chyba naj z półki chemicznej. Odpowiednia dawka zapewnia popuszczenie hamulców (i tutaj kwestia: jaką psychikę się posiada?), dziką zabawę i realizację najdurniejszych pomysłów (aha, zero seksualnych ekscesów, aluzji, NIC). Oczyszcza. Większa dawka (powyżej 30tabl) to już się zaczyna hardkor z fizycznymi niedyspozycjami, konkretnymi halunami, klasyczna psychodelia tyle że mniej równa i przewidywalna(!) od LSD. Osobiście boję się tych terenów, raz się tam zapuściłam, ale zarzygane spadanie przez "wszechświat" na dno wieży(?!) pełnej bębniących sekciarzy to nie mój gust ;)



dziękuję za uwagę, ekhm.





Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media