Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

czarny punkt

detale

Natura:

raporty unknown

czarny punkt

Chcialbym skrobnac cosik/niecosik na ten temat jak przebiegaja u mnie przerwy w paleniu, ale byc moze, jak to

czasem bywa, bedzie ciezko przekazac to co mam na mysli.



Na poczatku(jak w subjekcie) cosik o czarnym punkcie.


Terminem tym zwyklem nazywac stan/okres kiedy pale zbyt czesto i coraz czesciej dobitniej jak kolce uciskaja

mnie negatywne cechy palenia mj.


Czarny punkt to okres kiedy coraz bardziej zanika jakakolwiek motywacja do dzialania, kiedy wykonanie zwyklego

jakiegos powazniejszego telefonu jest czyms trudnym do zrobienia, kiedy zmobilizowanie sie/zebranie

ambicji/wykazanie inicjatywy/podjecie sie czegos zaczyna nastarczac coraz wiecej trudnosci. Czarny punkt to

moment kiedy bedac natrzezwionym coraz czesciej zadajemy sobie pytania w stylu "ciekawe jakby mi sie jechalo

gdybym byl upalony", "ciekawe czy lepiej by mi sie szlo gdybym byl upalony" - to moment kiedy coraz czesciej

lapiemy sie na tym, ze coraz wiecej czynnosci w naszym zyciu jest powiazanych z paleniem. I kolejna sprawa -

znacznie obnizona motywacja - utrudnione prowadzenie normalnych rozmów z ludzmi "na trzezwo" - gdy jestes

upalony, to twój frywolny i swobodny sposób zachowania pozwala prowadzic ci luzne rozmowy ze wszystkimi. Ale

jak tu rozmawiac z ludzmi w naturalny sposób "na trzezwo" gdy tak czesto gadalismy ze wszystkimi na upaleniu?

Duza kleska przepasci czarnego punktu jest stan kiedy mam np. pogadac z jakas zajebioza dziewczyna(niesmialosc

itd :) i sobie mysle "kurde - nie teraz, nie teraz. Teraz jestem trzezwy. Jak sie upale to z nia pogadam, ale

nie dzisiaj!" Ale gdy brniemy dalej w czarnym punkcie dochodzi do tego, ze nawet na upaleniu nie da sie

pogadac "kurde, ale jestem zajebany. Nic nie kumam. Nie teraz, pózniey, yutro, ale nie teraz :)"


Nie lubie tego.


W poczatkowym okresie palenia mj po przerwie albo gdy wejscie w czarny punkt jest jeszcze melodia przyszlosci

zapalenie mj znacznie pomaga mi w rozmowach z ludzmi. Np. Mozna palic trzy dni pod rzad i nawet gdy juz nie

jestem upalony, to latwiej prowadzi mi sie luzne rozmowy. Jednak w czarnym punkcie w momencie gdy brniemy w

niego dalej i dalej staje sie to coraz trudniejsze.

Zanik ambicji/motywacji do dzialania/inicjatywy/odpowiedzialnosci.


Tia, tia - szkoda, ze mj to powoduje, szkoda, ze mj powoduje, ze czlowiek zaczyna myslec `niech swiat gna do

przodu tym szalenczym biegiem, niech inni sie ucza, niech inni dzialaja, niech inni robia cos

KONKRETNEGO(!!!), niech inni osiagaja sukcesy, ja pójde do parku i sobie zapale na laweczce. A pózniej niech

sie dzieje co chce. Zycie moze sie toczyc, ja stane z boku wszystkiego, ja bede to obserwowal, ale bron Boze

nie wezme sie do zadnego dzialania`


Kolejna rzecza jaka mozna zauwazyc przy duzej czestotliwosci palenia mj, to cosik co nazywam `rozmycie

konkretów` - do mysli, do zachowania, do zainteresowan, do stanu umyslu zaczyna wdzierac sie marijuanowa

abstrakcja, marijuanowa metafizyka, która dosc skutecznie zajmuje miejsce konkretnemu mysleniu i dzialaniu.

Palacz mj przenosi sie w swiat marzen swojego umyslu.

Np. po miesiacu palenia dzien w dzien, po kilka razy na dzien potrafilem upalony siedziec w parku(Chorzowski

park - zajebioza miejscówka do palenia ahh :) i rozmyslac o wszystkim. Miejsce dzialania i konkretów zostalo

zastapione przez mysli/marzenia/abstrakcje. Tak. Potrafilem siedziec i rozmyslac, wyobrazac sobie w cudowny

sposób np. jak bardzo chcialbym miec taka jedna dziewczyne. Upalony duzo myslalem o niej, marzylem itd, tylko

prawde mówiac "marzylem" i "myslalem" intensywnie, ale nic kur... nie zrobilem zeby ja miec.

Kumacie o co biega?


Dlugie palenie powoduje, ze nasz umysl rozsadzaja wielkie idee, plany, marzenia, ale nic kurwa, nic(!) nie

robimy zeby je urzeczywistnic, aby wcielic je w zycie. Kumacie?


Pamietam w tamtym okresie gdy czarny punkt coraz bardziej odslanial przede mna kolejne twarze jedynymi moimi

zajeciami bylo wlasnie chodzenie do parku i palenie. Abstynenci mj zaczeli zartowac ze mnie, ze wszystko o

czym mówie jest zwiazane z paleniem. Np. jeden kolo mówi, bylem wczoraj na filmie...

...a ja od razu teksty w stylu `nie wyobrazam sobie isc na trzezwo do kina" albo "ja tez bylem na tym filmie,

ale taki zajebany, ze..."


Coraz wiecej rzeczy zaczyna sie wiazac z mj. Nawet na trzezwo coraz czesciej

okazuje sie, ze myslimy katergoriami mj. Wzrasta rozkojarzenie i to znacznie.

Zatraca sie umiejetnosc zmobilizowania sie do nauki, umiejetnosc podjecia jakiegos przedsiewziecia(z czasem

coraz drobniejsze cele staja sie coraz trudniejsze do osiagniecia, bo pozostaja tylko w sferze marijuanowych

marzen)


I wtedy, któregos dnia nadchodzi ten moment kiedy trzeba zaprzestac palenia

po to, aby konkretnie wziasc sie za zycie.


Nastaje wiekopomny moment wychodzenia z czarnego punktu :-)


[tutaj taka mala dygresja zwiazana z tematem. W pewnym uproszczeniu [musialem napisac, ze zatraca sie

umiejetnosc uczenia sie, motywacji, tego,[owego itd, bo w zasadzie bedac nawet w czarnym punkcie da sie jako

tako [funkcjonowac, ale nie bede macil w glowie czytelnika na czym to polega, jak [to przebiega, bo nie

chcialbym zbytnio komplikowac tego opisu. Kiedys moze [opisze to dokladniej, ale nie teraz, nie teraz :)

["kiedys moze opisze to dokladniej, ale nie teraz, nie teraz" - z kad ja to [znam? :) Czy mi sie zdaje, czy

syndrom amotywacyjny znowu pokazuje swoje [pazurki? he he :)]

Wszystko kiedys, wszystko potem, wszystko idzie na bok, ja tu siedze i pale sobie, nic mnie nie obchodzi, wy

se róbcie co chcecie, ja jutro, ja potem, ja jestem trzezwy wiec zrobie dopiero jak sie spale, nie teraz bo za

bardzo zajebany jestem, nie chce mi sie, nie kumam, co?, nie wiem, amotywacja, amotywacja, amotywacja...



Ale wracajac do tematu wychodzenia z czarnego punktu i przestawania palenia, to u mnie przebiega to w

nastepujacy sposób.(tylko nie wiem który z przebiegów wychodzenia opisac? Jak wyglada u mnie wychodzenie z

przecietnej wielkosci czarnego punktu, czy opisac mój najwiekszy w zyciu czarny punkt w jaki sie wpakowalem?

hmm? hmm? Wybieram opcje pól na pól)


Jesli chodzi o przestawanie palenia mj, to nigdy nie moge powiedziec, ze polega

to na wytrzymaniu bez mj. Wytrzymac to ja moge bez papierosów, ale mj po prostu sie nie pali. Nie ma jakichs

glodów jak przy gównianej nikotynie, ani niczego okrutnego. Wytrzymuje to sie bez papierosów, a mj sie po

prostu nie pali! Wiec bez takich mi tutaj :)

Nie powinno sie robic czegos takiego jak liczenie dni/godzin. - znajdz se konkretny argument dla którego nie

chcesz palic i na tym koniec, a pózniej po

prostu nie pal. Dla mnie powodem jest oczywizna "czarny punkt".


Jezeli palilem dlugo, to w pierwsze 2-3 dni niesamowice kusi, zeby zapalic sobie chociaz ostatnia fifeczke w

parku, ostatni raz zapodac muze, ostatni raz isc upalony, ale jest to dosc latwe do wytrzymania. Przez

pierwsze 2-3 dni jezeli wczesniej palilem "na usniecie" mozna zauwazyc problemy w zasypianiu, zauwaza sie, ze

dawniej to tak jakby "samo sie zasypialo", a jak tu zasnac kiedy nie jest sie upalonym. Jezeli duzo i czesto

palilem to ogólnie przez

pierwsze 2 tygodnie mozna zaobserwowac zmniejszenie apetytu.


Przez pierwsze dni pojawia sie myslenie typu "kurde. Jak ja pójde trzezwy do szkoly? Przeciez ja sie zanudze

na lekcjach :)"


"jak ja sie z nimi dogadam?" "jak moge sluchac techniawy, skoro na tzrezwo bedzie taka chujowa?"


"jak moge jechac na miasto i na trzezwo snuc sie po ulicach?"


"jak ja wytrzymam..."


itd, itd? Kumacie o co chodzi? Bo nie wiem czy dobrze wytloomaczylem swoje mysli - chodzi o to, ze trudno jest

sobie wyobrazic, ze z rzeczami i czynnosciami które tak fajnie odbieramy na upaleniu bedziemy musieli obcowac

na trzezwo. Rozumiecie?


Ale tu nadchodzi niesamowite pocieszenie - po kilku dniach okazuje sie, ze jednak da sie sluchac muzy, ze da

sie cieszyc piekna pogoda, ze CORAZ lepiey da sie rozmawiac z ludzmi, ze coraz lepiej to, siamto, owamto, ze

jednak muza na trzezwo moze sie podobac, ze jednak nie jest zle, a wczesniej wydawalo sie, ze dana czynnosc w

ogóle nie bedzie sprawiala przyjemnosci na trzezwo. To duzy plus. Wydawalo sie, ze bez palenia nic nie bedzie

sie nam podobalo, a jednak jest calkiem odwrotnie. Tak jakbysmy przypominali sobie na nowo, na nowej

plaszczyznie czynnosci, które obserwowane z perwpektywy czlowieka palacego wydawaly sie chujowe.(ni wim, czy

dobrze to wytloomaczylem).


Z biegiem czasu coraz bardzej zauwazamy, ze zanika roztargnienie, ze jestesmy bardziej "kumaci", ze to nie

jest nic takiego wziac telefon i zadzwonic do tej czy owej, ze mozna zaczac dzialac. Wyraznie daje sie odczuc

wzrost testosteronu w wielu pozytywnych przejawach dzialalnosci tego hormonu :)

Negatywnych tez, ale ja nigdy nie bylem i agresywny, wiec akurat to mi nie doskwiera. Testosteron zwieksza

sie, a wiec wraca ten `byczy vigor` :), itd.


Stajemy sie coraz bardziej kumaci, motywacja stopniowo wzrasta(dziwnie wygladalby wykres zaleznosci `kumatosci

od czasu`).


Coraz wiecej dzialamy i przychodzi to nam z coraz wieksza latwoscia.

Sposób rozmawiania z osobami zmienia sie na sposób w jaki rozmawia niepalacy czlowiek, ale rozmawia sie o

wiele latwiej. Szczególnie _drastycznie_ latwiej prowadzi sie rozmowy przy których zwykle towarzyszyla

niesmialosc.(niesmialosc - gówno, nie nawidze niesmialosci - ). Nauka przychodzi latwiej, muzyka mimo ze

odbierana inaczej da sie lubic. Jest coraz lepiej.


$I ten dziwny stan - np. nie pale tydzien i zauwazam - "Rany boskie! Ale ja rozkojarzony bylem. Po tygodniu

niepalenia nauka idzie o wiele latwiej"

$nie pale 3 tygodnie - i znowu - "Rany boskie! Jestem coraz bardziej kumaty. Po tygodniu niepalenia juz bylo

lepiej, ale teraz widze, ze nauka idzie na prawde spox."


$nie pale 1,5mc - "kurde. Po 3 tyg niepalenia myslalem, ze to koniec wzrostu moich zdolnosci intelektualnych,

ale widze, ze caly czas idzie coraz lepiej"


Kumacie o co mi chodzilo?


Tak jest ze wszystkim - nie tylko z nauka, ale i z nastrojem, rozmowami, motywacja, itd.


Po okolo 2 tygodniach niepalenia mozna powiedziec, ze nauka idzie spox


Po okolo 1 tygodniu niepalenia mozna zauwazyc wzrost testosteronu.


Po okolo 2 tygodniach drastycznie zauwazam latwosc rozmawiania.


Po okolo 2 miechach abstrakcja i marzenia zostaly wygonione przez Konkretne myslenie przez duze "K"! Bardzo

duze K!


Niech zyje konkretne myslenie, niech zyje dzialanie!


Marijuanowa abstrakcjo, marijuanowe marzenia - spakujcie walizki i wynoscie sie stopniowo. Od dzis do umyslu

Vico sprowadzamy wylacznie najswiezsze konkretne myslenie oraz motywacje. Was juz tu nie potrzebujemy.



I tu taka dziwna rzecz, dosc dziwna, ale fajna - jak wiadomo po mj ma sie duzo niesamowicie zakreconych mysli,

których nie mialo by sie na trzezwo.

Ale niestety duzo z nich ulatuje naszej pamieci. Jednak gdy przestajemy palic te zapomniane mysli niejako

wyplywaja na wierzch "marijuanowa oliwa, gdy przestajesz palic zawsze na wierzch wyplywa".

To jest fajne bo te idee zostaja przypomniane i mozemy uszeregowac w pamieci co ciekawsze przemyslenia. Jednak

gdy z uplywem czasu nasze myslenie zostaje zastapione przez myslenie czlowieka trzezwego, nasze przemyslenia

coraz zadziej wyplywaja.


Ahhh!! Nie umiem przekazac w tym przypadku dokladnie co mam na mysli.

Wiem co mam na mysli, ale nie umiem tego przekazac. Sorki czytelniku, ale jest 2:00 w nocy, a ja ostatnio malo

spalem, wiec dlatego stopniowo zmierzam do konca listu i juz nie mam za bardzo sily na tlumaczenie bardziej

zawilych aspektów przestawania palenia. Bo jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, ale jusch jej nie opisze bo oczy

zamykaja mi sie tak niemilosiernie, ze zaraz pójde spac.

Sprawa dotyczy przestawania palenia i zjawiska "dejavi"


Tak dejavu - nie wiem kiedy, bo nie zawsze gdy przestaje palic mi sie

to zdarza(chyba zalezy od tego czy kuracja jest polaczona z piciem dziurawca)

,ale liczac od okolo 4 tego dnia do 2 tygodni po przestaniu palenia zdarzalo mi sie czasami po kilka,

kilkanascie(!) dejavu na dzien. Wysnulem pewna teorie na temat tego stanu i dzis wiem, ze dejavu dzieli sie na

2 kategorie, ale nie bede opisywal, bo to zbyt zawile jak na moja domagajaca sie snu psychike, zbyt zawile,

zebym teraz o tym pisal(spac! spac! Zaraz ide spac! :)

I jeszcze jedno jest zajebiste przy przestawaniu palenia. Nie wiem, ale zwykle wystepuje to okolo przy 3

tygodniu niepalenia. No moze w polowie drugiego - czasem zdarza sie taki dzien, ze lapie mnie niesamowicie

nieuzasadniona, chora, zajebista, wykrecona smiechawka, mimo, ze dwa tygodnie niepale. Okreslam ten stan jako

"tluszcze, które wycisnely z siebie ostatnie rezerwy thc" - po tym dniu zwykle do umyslu coraz bardziej

wdziera sie konkret zastepujac miejsce abstrakcji.

Napisal bym cosik jeszcze, ale jestem taki sleeppy, ze juz nie moge sie doczekac. Acha! Jeszcze ostatnia

rzecz - przemyslenie, motto które przyszlo mi do glowy gdy bylem upalony i dobrze tyczy sie wchodzenia w

czarny punkt, oraz przestawania palenia mj.



"palenie mj jest jak mieciutkie lózeczko, jak mieciutenka chmurka.

powoli dostrzegasz jak leniwie kladziesz sie na to lózeczko, na ta chmurke
lezysz i lezysz, zycie plynie, a ty lezysz i nic nie robisz.
Jednak gdy zaczynasz sie z niego podnosic uswiadamiasz sobie jak wiele
czasu bezmyslnie spedziles lezac na nim i nic nie robiac. Kladzenie sie bylo
takie przyjemne. Lezenie tez, ale do czasu. Gdy sie podnosisz z dziwna doza
obrzydzenia patrzysz ile czasu zmarnowales. Jak mogles tak marnowac czas?
Pora wziac sie do dzialania. Zegnaj lozeczko syndromu amotywacyjnego
lenistwo sie skonczylo. Nastala era dzialania! Twoja era! Wiec podnos
sie z tego lózeczka i dzialaj i zacznij zyc. Zostaw te miekkosci, w których
tak dlugo traciles czas. Podnies sie i zyj! Bierz sie za zycie!"





Vico (Od 12 dni nie pali narkotyku zwanego marihuana :)


I coraz przyjemniej wychodzi mi sie z czarnego punktu.


Obiecalem kumpeli, ze jutro z nia zapale(w poniedzialek), ale zmienilem zdanie i chocby sie nie wiem jak

wkurzala nie zapale! Nie, nie, nie!


Matura - mój najblizszy cel zyciowy.


A do czarnego punktu jeszcze kiedys zajrze, ale nie teraz :)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media