Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ciężka próba psychiczna na mj

detale

Natura:

raporty unknown

ciężka próba psychiczna na mj

Witam, chciałbym się podzielić moim średnio-przyjemnym aczkolwiek niesamowitym spotkaniem ze sqn\'em. A więc:


Doświadczenie:



  • MJ [kilka razy, w tym jeden bad-trip],

  • Alkohol [dużooo]...


Set & settings:



  • Wakacje, rowerowa wycieczka do lasu,

  • Okolica dobrze znana (daleko od domu),

  • Ciepło i pochmurnie,

  • Towarzystko miłej koleżanki,

  • Atmosfera zniecierpliwienia...





Zaczynajmy!


Zaczęło się tak że pewnego pięknego dnia z bandą ziomków byliśmy w mieście. Tamteż doszło do kosmicznego zjarania się i popicia winka taniego... Tak się złożyło że w tych okolicznościach dostałem do kieszeni pół grama mocnego sqn\'a...


Dwa dni później umówiłem się ze wspomnianą wcześniej panną na standartową rowerową wycieczke. 10 km laskiem, potem sklepik i browar. Pamiętam, że to był jeden ŻUBR :) Jak to młodzież licealna wyczorchaliśmy tego browca w krzakach przy rzeczce rozmawiając o nowych hardrockowych inspiracjach...


W leciutkim humorku postanowiliśmy pojechać dalej naszymi wehikułami czasu nad jezioro. W odległości 200 metrów od brzegu wkroczyliśmy w leśne zarośla i zagłębiłem się w nie ciągnąc za sobą koleżankę ]:-> W kępie trzciny iście po indiańsku pokazałem niespodziankę. Oczka jej się zaświeciły bo jak i ja lubiła sobie przyjarać...


Tak więc nabijam pierwszą rurę. Palimy na zmianę po machu. Czuję w ustach ten smaczek. Mocne!! Oczy mi na wierzch wychodzą ale to nic... Po pierwszej dawce lekkie oszołomienie i wiadomo co. Wpadam na pomysł żeby przybić drugą. Trzęsą mi się ręce... Nabijam...


Ona pali pierwsza, zaraz biore ja i ciągne - bardzo głęboki buch... I następny. Rurka się wypaliła. Chciałem nabić jeszcze raz, odwracam głowę i z perspektywy doznałem uczucia uderzenia młotem w łeb. Przechylenie horyzontu. Natychmiastowa zmiania percepcji i zwężenie pola widzenia! Ledwo co nabijam trzecią (ostatnią) rurę i daję koleżance bo ona się trzyma, przypalam jej, ciągnę jednego małego buch i padam... Daję jej rure i niech się bawi. Ona jak gdyby nigdy nic wypala ją i siedzi...


Po tym nagłym uderzeniu narkotyku w mój mózg zupłenie straciłem orientację. Nie wiem gdzie jestem, widze tylko małą elipsę. To jest tak jakby na ścianie ktoś powiesił lustro i w tym lustrze jest rzeczywistość a reszta ściany to rozmazane zielono białe desenie. Okolicę znałem doskonale a tu nagle hop, nie wiem gdzie jestem, nie wiem z której strony jest dom, nie wiem kim jestem! Przerażenie mnie ogarnia, czuję paraliż strachu, padam na ziemie nakrywam głowę kocem i leże... Przypominam sobie jak to za pierwszym razem przyjaciel wyciągał mnie ze złego filmu: TO PSYCHIKA ROBI CI KAWAŁ! OLEJ JĄ!, tak też próbuję, ale boje się dalej że mogę zabłądzić w obcym mojemu stanowi świadomości lesie. Podczołguję się do towarzyszki. Ona coś do mnie mówi, to mnie uspokaja... Wiem że to marihuana tak na mnie podziałała i że to przejdzie niedługo a jednak wiem że ten bad-trip potrwa jeszcze troche. Fizycznie czułem się źle, ból w skroniach i rozbicie towarzyszyło mi cały czas...


Liczę czas... Minuty wloką się jak godziny, ulgą jest przykrycie głowy kocem i dotykanie twarzą zimnej trawy... Chyba po godzinie rozejrzałem się po okolicy, leżąc oczywiście. Głowę trzymałem na nogach (praktycznie już wtedy opiekunki mojej) i patrząc na niebo, które się trochę wypogodziło widziałem na horyzoncie nad drzewami tańczące kwiaty, cała planeta miło pulsowała, obraz falował w rytmie bicia serca Matki-Ziemi. Wizje były niesamowicie kolorowe a jednak stonowane i dalekie. Nie towarzyszyło im uczucie eufori a raczej lekki dołek że dałem dupy. Patrząc się na dziewczyne widziałem że jest zwieszona jak koniec świata i o czymś myśli. Czasem coś mówiła chyba do mnie ale ja nie byłem w stanie odpowiedzieć.


Leżałem taki biedny i samotny tam ponad 4,5 godziny. Aż moja partnerka tripowa zdecydowała że czas wracać bo słońce zaszło. Wstałem i upadłem, ach okropne uczucie. Widziałem już więcej jednak oczy miałem wąziutkie. O dziwo udało mi się poprowadzić rower do ścieżki, zacząłem też rozmawiać trochę. Kilka słów: kurwa ale jazda przejabana czy coś w tym stylu... Wsiadłem na rower i pojechaliśmy w strone domu, powrót zszedł mi bardzo inaczej czasem zastanawiałem się czemu to tak długo trwa ale przez większą cześć czasu jechałem zwieszony i nie wiedziałem co sie dzieje, nie miałem ochoty na nic.


Około 2 km od domu zaczęła mnie boleć głowa... Byłem totalnie rozjebany, psychicznie wycieńczony i fizycznie zmęczony jak po długim biegu. Postanowiłem jechać do Babci na noc. Jakoś dotarłem, w między czasie rozstałem się z towarzyszką. Zostawiłem rower bezpiecznie przypięty do drzewa. Babcia z Dziadziem przywitali mnie bardzi miło. Łeb napierdzielał mnie coraz bardziej. Po krótkich konwenansach Babcia pościeliła mi łóżko i poszedłem w kimono. Leżąc musiałem zadzwonić do mamy i poinformować ją o tym że nocuje tu i tu. Było to o tyle trudne że miałem agresje na maksa z powodu potwornego bólu głowy :/


Jedna pigóła, druga, powoli żołądek (też bolał) popuszcza, głowa nic, ale zasypiam... Budzę się po 14 godzinach snu wypoczęty i pełen energi, wczorajsze wydarzenia potraktowałem z większym dystansem i mogłem je przemyśleć...


Ogólnie to był najgorszy bad-trip jaki miałem do tej pory, ale on nauczył mnie radzić sobie z innymi, nad następnym zapanowałem błyskawicznie i wprowadzałem sobie miłe filmy. A to że było to nie tylko psychiczne zwątpienie ale i fizyczne zatrucie (alkohol + duzo MJ dość szybko + nie oszczędzania się w wakacje) dało swoje. Wiem tyle że po tej podróży miałem większą ochotę zajarać jeszcze raz niż po udanych i miłych jazdach. Chyba należę do grupy psychodelikowców :-D~ Nie wiem co czuła moja koleżanka - nie spytałem. Ale mniejsza z tym. Polecam innym próby ze zmianami świadomości bo jest miło i ciekawie tylko trzeba uważać bo można dostać młotem w łeb... Od tamtego czasu próbowalem już dużo więcej trafki (teraz mam 4 miesiace przerwy), dxm, efedryne, salvie divinorum, mam chrapke na tramal i lsd...


AVE!! :* ("szatanskielby" rulez i niuniek co była ze mną też)


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media