Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ayahuasca howto

detale

Natura:

raporty unknown

ayahuasca howto

UWAGA! PONIŻSZY TEKST JEST CAŁKOWICIE FIKCYJNY, A PRZEDSTAWIONE

TU WYDARZENIA SĄ PŁODEM WYOBRAŹNI AUTORA. KAŻDY, KTO MA ZAMIAR SKORZYSTAĆ

Z ZAWARTYCH TU INFORMACJI, CZYNI TO WYŁĄCZNIE NA WŁASNE RYZYKO I ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Niniejszy tekst jest kompilacją dokumentów znalezionych w Sieci, oraz

doświadczeń autora.





     Opiszę tu pewną podróż, którą zawdzięczam AYAHUASCE.

Z punktu widzenia chemika główne składniki tej substancji to N,N-DMT (N,N

- dimetylotryptamina), oraz harmalina. DMT jest odpowiedzialna za `trip`,

zaś harmalina jest inhibitorem MAO, czyli czasowo hamuje działanie enzymu

MonoAminoOksydazy, który w normalnych warunkach niszczy cząsteczki DMT.

Inne związki również są obecne, ale w niczym nie zmienia to zasady działania,

choć może mieć duży wpływ na efekty końcowe. Zanim ktokolwiek zabierze

się za te substancje, powinien zaznajomić się z dokumentami w sieci traktującymi

o niebezpieczeństwach (takich jak np. śmierć) związanych z użyciem inhibitorów

MAO.

Skąd wziąć wehikuł o nazwie `ayahuasca`?


    Polecam [TAC]

Ethnobotanicals
. Ceny są chyba najlepsze w Europie, zaś wybór towaru

- szeroki. Będą potrzebne: kora korzenia Mimosa hostilis, oraz nasiona

Peganum harmala. Istnieją oczywiście inne kombinacje (np. Psychotria viridis/

Banisteriopsis caapi), lecz nie będę się tu nimi zajmował. Powody są co

najmniej dwa: cena, oraz fakt, że używałem właśnie M. hostilis i P. harmala,

mogę więc powiedzieć na ten temat coś konkretnego. Co do pochodzenia reszty

surowców:




  • sklep spożywczy: kwasek cytrynowy, ocet, filtry do kawy, woda destylowana;




  • sklep z farbami: benzyna ekstrakcyjna;




  • sklep z odczynnikami lub znajomy chemik: wodorotlenek sodu (NaOH).




  • sklep akwarystyczny: papierki wskaźnikowe (do badania pH)





  • Duży czy mały?


        Zarówno kora, jak i nasiona są sprzedawane w paczkach

    po co najmniej 30g. Oznacza to, że P. harmala wystarczy na maksimum pięć

    porcji, chyba, że życzymy sobie zwiększonej ilości halucynacji wzrokowych.

    Do unieszkodliwienia MAO wystarcza 5g nasion. M.hostilis w ilości 60g,

    to dwie mocne, lub trzy-cztery średnie porcje. Oczywiście dużą rolę odgrywa

    tu osobnicza wrażliwość, ale podane tu wartości na pewno zadziałają (może

    nawet zbyt dobrze). Radzę poczytać raporty z podróży na lycaeum,

    i zorientować się w użytych dawkach.

    Jak zrobić, żeby działało?


        To pierwszy poważny problem na drodze wielu podróżników,

    a jak wiadomo, w życiu eksperymentatora porażki są nieuniknione. Opisane

    tu metody pochodzą z różnych stron w sieci, więc jak ktoś ma ochotę, to

    niech znajdzie sobie oryginały.

    Uwaga: używałem wyłącznie wody destylowanej. Nadmiar minerałów w wodzie

    z kranu ma jakoby negatywnie wpływać na zawartość DMT.

    P.harmala:


        W niewielkiej ilości  wody (100-150 ccm), rozpuścić

    kwasek cytrynowy spożywczy, tak aby uzyskać pH 4-5. Wsypać pół łyżeczki,

    zamieszać, sprawdzić pH, wsypać, zamieszać... itd. Zmielone nasiona (5g)

    wsypać do wody i gotować przez ok. pół godziny. Po tym czasie odsączyć

    (filtry do kawy działają całkiem dobrze, choć wolno, i mają tendencję do

    pękania), a nasiona zalać porcją świeżej wody o odpowiednim odczynie i

    gotować dalej. W roztworze mamy teraz to, co dobre, czyli inhibitory MAO.

    Oznaką ich obecności jest żółty kolor płynu. Gotowanie należy powtórzyć

    przynajmniej trzykrotnie. Zamiast gotowania można również nasiona zalać

    wrzącą wodą (pH jak wyżej), i zostawić na noc. Rano odsączyć, zalać świeżej

    itd. Obie metody działają równie dobrze. Uzyskane roztwory należy zlać

    razem. Można pić bezpośrednio (smakuje obrzydliwie), lub odparować. W tym

    celu należy płyn wstawić w naczyniu żaroodpornym  (oczywiście szkło)

    do piekarnika i zostawić na jakiś czas w temperaturze, powiedzmy, 200-250

    stopni. Czas zależy od kształtu pojemnika i ilości cieczy. Nie polecam

    odparowania w piekarniku do końca, a są ku temu dwa powody. Pierwszy jest

    taki, że łatwo jest miksturę spalić na węgiel, zaś powód drugi to fakt,

    że masę o konsystencji gęstego miodu o wiele łatwiej jest usunąć z dna

    naczynia.  Stan taki łatwo można uzyskać odstawiając ciecz do końcowego

    odparowania w jakimś przewiewnym miejscu w temperaturze pokojowej. Po paru

    dniach na dnie naczynia pozostanie osad zawierający gotowe do użycia alkaloidy

    P.harmala.

    M.hostilis:


        Tu początkowo poniosłem dotkliwą porażkę. Otóż opisana

    powyżej metoda `cytrynowa` ma zastosowanie do alkaloidów w ogóle, więc

    powinna również wyciągnąć DMT z kory M.hostilis. Niestety początkowe próby

    zawiodły całkowicie. Przełomem okazało się zastosowanie `Yoda extraction`

    (szukaj w Internecie) z pewnymi modyfikacjami. Potrzebne będą:



    • kwas: w oryginale kwas solny, ja używałem octu 10%, co też działa. Użycie

      HCl prawdopodobnie czyni ekstrakcję bardziej wydajną.




    • zasada: wodorotlenek sodu. O ile mi wiadomo nie można go niczym zastąpić.

      Do kupienia w sklepach z odczynnikami, oraz w chemicznych jako `kret do

      rur` (80% NaOH). W tym drugim przypadku wpływ dodatków (owe 20%) pozostaje

      zagadką, więc zdecydowanie odradzam ten sposób. Z tego co się dowiedziałem,

      wynika również, że nie można użyć innej zasady, np. wodorotlenku magnezu.




    • rozpuszczalnik niepolarny: mamy tu do wyboru benzynę ekstrakcyjną, aceton,

      oraz eter (`petroleum ether`). Najłatwiej dostać benzynę, i jej właśnie

      używałem. Ma tę wadę, że produkt finalny śmierdzi pod niebiosa, a podróżnikowi

      benzyna odbija się jeszcze parę godzin po tripie.


    Do dzieła:

    1. 30g kory pokruszyć i drobno zmielić w młynku do kawy. Uwaga: młynka

    po użyciu nie myć: dzięki temu zmielona później kawa dostarczy naprawdę

    nieziemskich wrażeń :).


        Do dokładnie wymytego słoika wsypać korę i zalać

    gorącym octem. Zakręcić i zostawić na kilka (2-3) dni, często i silnie

    wstrząsając. Odsączyć materiał roślinny i zalać go świeżym octem, wcześniej

    uzyskany roztwór zachować. Cały cykl należy powtórzyć przynajmniej trzykrotnie.

    Wszystkie roztwory połączyć. Efektem tych zabiegów są sole DMT (i innych

    alkaloidów) rozpuszczone w kwasie.

    2. Odtłuszczanie ( opcjonalne - daje czystszy produkt, niezbędne jeśli

    chcemy uzyskać DMT do palenia )


        Do naczynia z roztworem DMT dodać rozpuszczalnik

    niepolarny ( jedna część rozpuszczalnika na trzy części roztworu) , który

    nie zmiesza się, co oczywiste, z kwasem. Zostawić na jeden dzień, często

    i silnie wstrząsając, tak aby zamiast dwóch rozdzielonych warstw utworzyły

    się trzy: rozpuszczalnik (na górze), emulsja (pośrodku)  i kwas (na

    dole). Etap ten ma na celu usunięcie zanieczyszczeń (głównie tłuszczów)

    które mogły pozostać np. w osadzie.

    2a. Rozdzielenie warstw


        Metod jest kilka, ale ja użyłem polskiego, oryginalnego

    patentu: plastikowej butelki. Butelkę o odpowiedniej pojemności (np. ilość

    kwasu + ilość  rozpuszczalnika + 20%) należy bardzo dokładnie wymyć

    i wysuszyć. Wlewamy do niej mieszankę, i zostawiamy w spokoju, dopóki się

    nie rozdzieli na dwie warstwy. W razie potrzebny można jej w tym pomóc

    delikatnie mieszając, lub dodając odrobinę soli kuchennej. Gdy mieszanka

    (`bełt`) dojdzie, zaczynamy rozdzielanie: w pobliżu dna butelki trzeba

    igłą przebić otwór, przez który powoli, acz niechybnie wycieknie znajdujący

    się na dole kwas, czyli roztwór DMT. Pomysłowości używkowiczów pozostawiam

    takie manewrowanie butelką, aby wszystko co trzeba wyciekło do podstawionego

    naczynia. Pozostały w butelce rozpuszczalnik nie nadaje się do dalszego

    użycia w procesie ekstrakcji.  W efekcie otrzymujemy oczyszczony roztwór

    soli DMT (pytanie do chemików: czyżby to octan DMT?).

    3. Konwersja do wolnej aminy


        Do kwasu powoli dodajemy NaOH, tak, aby osiągnąć

    pH 11-12: małą ilość rozpuścić, sprawdzić pH, dodać następną porcję, rozpuścić,

    itd. Zwykle oznaką dobrego pH jest zmiana koloru roztworu. Uwaga: NaOH

    jest silnie żrący: należy użyć rękawic i okularów ochronnych. Również wsypanie

    zbyt dużej ilości jednocześnie, może skończyć się zagotowaniem roztworu

    i poparzeniem przez wyskakujące z naczynia krople. Gdy ciecz ostygnie należy

    dodać rozpuszczalnik niepolarny w proporcji 1:1 i zamknąć naczynie. W ciągu

    następnych kilku godzin  otwierać w celu wyrównania ciśnienia. Oczywiście

    podstawową kwestią jest silnie i częste wstrząsanie naczyniem. Tak przygotowana

    ciecz powinna po upływie doby nadawać się do dalszej obróbki: nierozpuszczalne

    w wodzie DMT przejdzie do rozpuszczalnika niepolarnego. Kilkanaście godzin

    przed przystąpieniem do rozdzielania warstw należy naczynie zostawić w

    spokoju, tak aby kwas i rozpuszczalnik mogły się rozdzielić. Dalej postępujemy

    zgodnie z opisem z punktu 2a,  z tym, że teraz to rozpuszczalnik zawiera

    DMT, i pod żadnym pozorem nie należy go wylewać. Kwas zalewamy jeszcze

    raz rozpuszczalnikiem niepolarnym i całą operację powtarzamy, najlepiej

    trzykrotnie. Celem jest wyciągnięcie z roztworu maksimum DMT: to zawarte

    w pierwszym rozpuszczalniku wystarcza, żeby wysłać w podróż, drugi roztwór

    jest nieco słabszy, zaś trzeci zawiera jedynie niewielkie ilości alkaloidów.

    Generalnie najlepiej jest zlać razem wszystkie uzyskane roztwory i dopiero

    wówczas wykonać...

    4. ...odparowanie


        Do dużego płaskiego garnka na dno wkładamy ściereczkę,

    na niej stawiamy płaskie naczynie ( koniecznie szkło! ), zaś do garnka

    powoli nalewamy wody, tak aby nie znalazła się ona w naczyniu, a jednocześnie

    naczynie nie pływało po powierzchni, lecz stało na ścierce.  Wewnętrzne

    naczynie delikatnie napełniamy rozpuszczalnikiem uzyskanym w pkt. 3 i odparowujemy

    na b. małym ogniu. Zbyt intensywne ogrzewanie może skończyć się tym, że

    gotującą się woda przewróci naczynie. Uwaga: sprawą kluczową jest,  

    bardzo dobra wentylacja: nagromadzenie się par np. benzyny grozi wybuchem.

    Pod żadnym pozorem nie należy również dolewać rozpuszczalnika przy zapalonym

    ogniu: może się skończyć pożarem. Po odparowaniu na dnie naczynia pozostanie

    tłusty osad, bez śladów kryształków DMT (!). Nie jest to wcale żart: trzeba

    zaczekać dwa-trzy dni, aż się wykrystalizuje. Czasami krystalizacja nie

    zachodzi, lecz na dnie naczynia pozostaje ciecz o konsystencji miodu. Zawiera

    ona alkaloidy i zanieczyszczania z rozpuszczalnika, ale działa równie dobrze.

    5. Test


        Żeby sprawdzić, czy wszystko dobrze poszło należy

    wziąć 5-10% rozpuszczalnika i odparować. Uzyskany produkt można spalić

    w specjalnej lufce. Musi mieć cybuch wygięty pionowo do góry, a do cybucha

    włożone coś w rodzaju naczynia z folii aluminiowej. Naczynie w górnej części

    musi mieć otworki do przepływu powietrza. Cybuch delikatnie podgrzewamy

    z zewnątrz, tak aby stopić DMT, a jednocześnie nie dotknąć go płomieniem.

    Jeśli ekstrakcja była udana, a podróżnik jest w stanie spalić cały ładunek

    w ciągu 30 sekund i utrzymać dym w płucach, to niechybnie przeżyje wstrząs

    sejsmiczny. Utrzymanie dymu w płucach to zadanie bardzo trudne, ponieważ

    smakuje jak płonący plastik, i benzyna nie ma tu nic do tego.

    6. Użycie


        Zażyć MAOI, odczekać godzinę, zażyć DMT, fazować.

    Obie substancje smakują obrzydliwie, więc dobrym pomysłem jest np. podzielenie

    ich na porcje wielkości zairna grochu i spożywanie po obtaczaniu w miodzie.

    Uwaga! Ayahuasca jest naprawdę potężna, jeśli ktoś chce uzyskać minimalne

    wobrażenie o początkowej fazie podróży, niech użyje podwójnego Hoffmana

    Millenium. W swoje pierwszej podróży użyłem 6g P. harmala i pierwszego

    roztworu z 60g M. hostilis. Co do opisów, proponuję `Dream from Hell` na

    lycaeum.

    Cytat z owego `trip report` świetnie oddaje atmosferę podróży: `Ultimate

    chaos, ultimate fear`. Pierwsza podróż składa się często z dwóch części.

    Początek, to katharsis, oczyszczenie duszy, pozbycie się tego, co zaśmieca

    umysł. Faza ta w niektórych przypadkach może być, delikatnie mówiąć, bardzo

    nieprzyjemna. Mogą wystąpić reakcje takie jak robienie pod siebie albo

    próby samobójcze. Również zdolność poruszania się jest mocno ograniczona:

    w najlepszym razie można się przeczołgać kilka metrów. Faza druga to doświadczenie

    jak najbardziej pozytywne, bardzo indywidualne, tak więc nie ma sensu go

    tu opisywać. Zakończenie jest nadspodziewanie łagodne, przypomina końcówkę

    grzybów, niż raczej meczący zjazd po kwasie. Bardzo dobrym pomysłem jest

    zapewnienie na drugą część tripu dobrej muzyki oraz `eyecandy`. Przyznaję,

    że po DMT po raz pierwszy w życiu słuchałem naprawdę muzyki, choć była

    to płyta, którą znam na pamięć. Po prostu zmiana w postrzeganiu jest tak

    wielka, że umożliwia doświadczanie na kompletnie nowym poziomie. Zaznaczam,

    że wcześniej miałem okazję posłuchać tej samej płyty po kwasie oraz po

    paleniu, jednak nie mogą się te dwa środki równać z ayahuascą.

    7. Uwagi końcowe


     



    1. Teoretycznie użycie octu zamiast kwasku cytrynowego powinno umożliwić przeprowadzenie

      ekstrakcji w uproszczonej wersji `cytrynowej`.




    2. Cała podróż, od zażycia DMT do samego końca, kiedy już już można zasnąć,

      to zwykle 7-8 godzin.




    3. Dobrze jest mieć w czasie podróży opiekuna.




    4. Jak podczas każdego poważnego tripu bardzo ważne jest miejsce. Musi zapewniać

      spokój i bezpieczeństwo.




    5. Polecane lektury: `Tybetańska księga umarłych`, Grof, fizyka kwantowa,

      raporty z podróży.




    6. Jednym z efektów jakie zazwyczaj wywołuje ayahuasca są bardzo silne wymioty.

      Nie ma sensu z tym walczyć, lepiej jest pozwolić, aby rzeczy toczyły się

      swoim rytmem.





    P.S. Podziękowania dla Kasi za sprawdzenie wersji beta.

    Ocena: 
    Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
    © hyperreal.info 1996-2019
    design: Metta Media