Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

atak serca

detale

Natura:

raporty unknown

atak serca

Bardzo dawno temu wybrałem się na obóz żeglarski nad Wdzydze (to takie duże jezioro koło Kościeżyny - woj. gdańskie). Oczywiście na obozie ponowały jasne zasady: żadnego alkoholu, fajek, nie mówiąc już o dragach. A że organizator był trochę pojebany to przestrzegał tych zasad, w każdym razie trzeba było strasznie uważać. Do wyjazdu długo się przygotowywałem i ostatecznie zabrałem kilka lufek i ze 4 gramy dobrego skunika. Jedengo wieczora uznałem, że czas już iść przypalić. Było już ciemno i niepostrzeżenie mogłem się oddalić z obozu. Wcześniej zrobiłem rundkę i zapytałem czy ktoś jeszcze reflektuje. Ponieważ nie było chętnych poszedłem sam.

Paliłem dosyć dużo i długo, będzie pare lufek. W końcu postanowiłem wracać (do obozu bylo z 300m). Najpierw wydawało mi się, że idzie szef obozu więc się schowałem w krzakach. Siedziałem tam z 20 minut. Potem maskując się dotarłem jakoś do namiotu. Bałem się, że kierownik wezwie mnie i zapyta gdzie byłem i co robiłem a tego testu już bym nie przeszedł. Byłem zbyt nafazowany by coś powiedzieć. Na szczęście znalazłem się w środku namiotu w ciepłym śpiworze.

Ale wtedy zaczeła się dopiero jazda...Właczyłem walkman`a. Słuchałem głośno muzyki, w pewnym momencie gwałtownie ściszyłem. Poczułem paralizujący ból w okolicach serca. Skumałem, że to przez tą muzykę. Walkman działał jak respirator, ponieważ go wyłączyłem to już po mnie. Próbowałem dać muzykę głośniej, nie pomagało. Wtedy zrozumiałem - to zawał serca...

Czułem jak powoli tracę kontakt z rzeczywistością. Jak zamykają mi się oczy. Byłem pewien, że już nigdy ich nie otworzę. Oczami wyobraźni widziałem karetkę, która następnego ranka zabiera mnie sztywnego z namiotu. Widziałem płaczących rodziców. Sąsiadów, który mówili "kto by pomyślał, że takie pożądne dziecko może być narkomanem". Nauczycieli, którzy opowiadali o mnie dziennikarzom. I wreszcie znajomych płaczących. Niektórzy obwiniali siebie o wprowadzenie mnie w dragi. Czułem, że to już koniec mojego życia, że nie zdążyłem nic konkretnego osiągnąć. Ciało moje zostało w namiocie a ducha zaczął się gdzieś rozpływać...końca nie pamiętam...

Następnego ranka odziwo obudziłem się....pomyślałem "o, qrwa, ja żyję".

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media