Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zmysłowa strona efedryny

zmysłowa strona efedryny

Wiek i doświadczenie: 18; alkohol, MJ, dxm, benzydamina, efedryna, kodeina, bieluń.

Set & setting: ja i R, jedna z nocy, które spędzamy wspólnie, bierzemy coś i bawimy się w dom. Puste mieszkanie, duże łóżko i przemożna chęć odurzenia się tym bardzo czarodziejskim gównem kolejny raz.

Mój trzeci i najmocniejszy przypadek z efedryną. Za każdym razem brałam zaledwie 10 tabletek (Tussipectu), a jakość odurzenia nigdy nie była taka sama.

Zaczęliśmy późno, około 2.00. Byłam strasznie zmęczona, ale nie chciałam tracić czasu z R. na spanie. Połknęliśmy po 10 tabletek i wypiliśmy trochę kawy, niestety od razu zmogło nas do tego stopnia, że położyliśmy się. Po 10 minutach zaczęłam czuć bardzo przyspieszone bicie serca, oczy miałam zamknięte i leżałam nieruchomo, ale wiedziałam, że już nie zasnę. I dobrze.

Po kolejnych 10 minutach, mój organizm był już mocno rozbudzony, wyłączając jedynie mózg, który chyba „chciał zasnąć”. Cały czas leżałam na łóżku, czułam się bezpiecznie, byłam zupełnie spokojna i nie miałam ochoty nic zmieniać. Słyszałam, jak R. oddycha obok mnie i przypomniał mi się „List do M.”. Serce biło mi coraz mocniej, puls przyspieszał, czułam bardzo charakterystyczne dla efedryny mrowienie skóry głowy, miałam wrażenie, że cała lekko się trzęsę.

Po paru minutach zaczęłam zasypiać i mogłam zadziwiająco kontrolować nadchodzący sen. Widziałam już oniryczne obrazy, ale ciałem nadal leżałam na łóżku. Odpływało mi się zajebiście, cały czas miałam mgliste wyobrażenie, co się ze mną dzieje. Zaczęłam coś mówić, spojrzałam na swoje ręce, szorowałam talerz do ciasta. W zlewie było mnóstwo brudnych naczyń, wiedziałam, że muszę je umyć, ale cieszyłam się, że mam R. na całą noc i nikt nam nie przeszkadza. Talerz był jakiś niebieski, nie miałam nigdy podobnego i oto zorientowałam się, że to jest sen, a w rzeczywistości leżymy w łóżku. Otworzyłam oczy, ale przez moment czułam, że nadal jestem w kuchni, mimo że widziałam już sufit mojego pokoju. Oobe? Po paru sekundach poczułam, że naprawdę się obudziłam.

Po chwili miałam coś podobnego, siedziałam na dywanie i opierałam się o kant łóżka. Wiedziałam, że w łóżku leży R. i że powinnam do niego wrócić. Bardzo się zdziwiłam, kiedy otworzyłam oczy i zrozumiałam, że nadal leżę i ani na chwilę się stamtąd nie ruszyłam, nie mówiąc o siedzeniu na podłodze.

To wszystko mogło trwać najwyżej pół godziny. Tymczasem prawdziwy R. obudził się i zaczął głaskać mnie po głowie. Czułam nieziemskie dreszcze, które przebiegały po moich plecach, karku, głowie i twarzy.

Kolejną godzinę spędziliśmy siedząc na łóżku, skrzyżnie, naprzeciwko siebie i całkiem nago. Czułam się bardzo swobodnie i bezpiecznie, miło mi się rozmawiało, byłam spokojna i zrelaksowana. [Łatwość poruszania nawet problematycznych tematów mogłabym porównać do upojenia alkoholowego, ale myśli skażone efedryną są bardziej klarowne i jasne, a język w ogóle się nie plącze.] Tussipect zawsze bardzo wyostrza u mnie zmysł dotyku, nie upośledzając pozostałych. Wystarczy, że poczuję delikatne dotknięcie, a po całym ciele przechodzą mnie przyjemne dreszcze, wzdrygam się z podekscytowania, ciarki, ciarki, ciarki! Zjawisko całkowicie nie do pomyślenia w „prawdziwym” życiu.

Później zaczęło trochę mi przechodzić, nie czułam już szybkiego bicia serca ani przyspieszonego oddechu. Poszliśmy do kuchni zapalić, wszystko było takie przyjazne, R. wyglądał bosko i podobało mi się to, co mówił. Bomba minęła, wróciło zmęczenie, nad ranem poszliśmy spać. Nie mam pojęcia, czy moje wcześniejsze quasi-oobe było wywołane efedryną, czy też silnym zmęczeniem, ale to pewnie kwestia odpowiedniego momentu połączenia jednego i drugiego. Mózg odmawiał mi już posłuszeństwa, a ciało zostało skutecznie rozbudzone.

Oceniam to doświadczenie barrrdzo pozytywnie, podobnie jak inne przygody z efedryną. Bardzo zmysłowe, seksowne, ciepłe, uspokajające, ciche, uwodzicielskie, kuszące i relaksujące. Wrażenia dotykowe są silnie wyostrzone, czyli jeszcze przyjemniejsze niż zwykle. Efekty fizycznego pobudzenia (bicie serca, szybki oddech) nie są w żaden sposób niepokojące, wręcz przeciwnie: masz głębokie przekonanie, że wszystko będzie dobrze. Bo będzie.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media