Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wielka moc drzemie w tych łodygach - ephedra sinica

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
2.5g drobno zmielonego suszu Ephedra Sinica + 200mg kofeiny farmaceutycznej zalane wrzątkiem i parzone pod przykryciem przez 10 minut
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Bylem przede wszystkim ciekaw, jak ten specyfik zadziała. Często chodzę kompletnie zmulony i szukałem jakiegoś remedium
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
Wiele różnych substancji, głównie pochodzenia naturalnego - zwłaszcza rozmaite okazy etnobotaniczne, ale także nieco chemii. Polecam poczytać moje sprawozdania z tripów. Poza nikotyną i ogromnymi ilościami herbaty nie zażywam niczego regularnie.

wielka moc drzemie w tych łodygach - ephedra sinica

Od dłuższego czasu chodziłem mocno zmulony. Zawdzięczam to zapewne siedzącemu trybowi życia typowego programisty, co na dodatek przyczyniło się do powolnego wzrostu wagi. Postanowiłem znaleźć coś, co spowoduje że będę bardziej zmotywowany, pobudzony, a przy tym sprawi że zacznę chudnąć. Wiem oczywiście o tabletkach Tussipect, ale są one obecnie na receptę i wolałem poszukać czegoś naturalnego. Na dodatek miało być to coś legalnego. Niemożliwe? Możliwe. Na dodatek efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania.

Zaczęło się od tego, że szukałem jakichś naturalnych stymulantów. Kofeina działa, ale dość kiepsko. Ba - mam nawet jakieś 40g w woreczku strunowym, ale wolno schodzi, a w większych ilościach jest nie do zniesienia. Po jakimś czasie moją uwagę przykuła w szczególności efedryna. Naczytałem się o niej sporo i opinie były wręcz skrajne - od "prawie mnie zabiło", przez "w ogóle nie działa", a skończywszy na "zmieniła moje życie". Przy tak szerokim spektrum opinii związanych z tą dobrze znaną substancją, pozostało wypróbować ją na sobie i znaleźć jej źródło. To okazało się jednak nieco trudniejsze. Ponieważ efedryna jest prekursorem w produkcji metamfetaminy, to bez recepty nie da się jej dostać w Polsce w postaci soli, ani tym bardziej w postaci czystej. Wybór padł więc na rośliny z gatunku Ephedra, które zawierają efedrynę. Okazało się że z tym też jest problem - na polskim rynku nie sposób znaleźć którejkolwiek z tych roślin. Po krótkim przeglądzie zawartości efedryny w poszczególnych odmianach Ephedra, wybór padł na chyba najłatwiej dostępną - Ephedra Sinica, zwaną też Ma Huang, lub Przęślą Chińską. Jak już wspomniałem - w Polsce nie dało się jej dostać, więc postanowiłem poszukać u Chińczyków. Okazało się, że mieli ją na Aliexpress w promocyjnej cenie. Aż 300g z darmową wysyłką, za zaledwie 50zł! Od razu kupiłem.

Na paczkę przyszło mi trochę poczekać. Od tego czekania zacząłem się bać. że paczka nie przeszła kontroli celnej w związku z tym, że to prekursor do produkcji metki i stanę się za chwilę przestępcą, bo to przecież aż 300g! Wiem, straszny ze mnie paranoik, ale moje obawy rozwiały się po 3 tygodniach. Paczka przyszła i moim oczom ukazał się wielki worek czegoś, co przypominało trochę igły sosnowe i pachniało trochę jak zielona herbata z nutką czegoś nieokreślonego. Ponieważ mam trochę doświadczenia z rozmaitymi ziołami, od razu postanowiłem zmielić to na proszek. Z pomocą przyszedł młynek elektryczny. Pozostało jeszcze dobrać właściwą dawkę tak, żeby się nie przekręcić. Wbrew pozorom można od tego wykitować i były takie przypadki m.in. w USA, gdzie ludzie chcący schudnąć brali suplementy zawierające ten specyfik w ogromnych ilościach. W rezultacie FDA zdelegalizowało całkowicie suplementy zawierające efedrynę. Wracając do tematu - znalazłem pewien artykuł naukowy, w którym było napisane, ze Ephedra Sinica zawiera od 0.5 do 2.5% alkaloidów, z czego 60-90% to efedryna, a reszta to pseudoefedryna i inne związki o mało interesującym działaniu. Typowa dawka efedryny to 25 do 50mg. Dawki powyżej 100mg jednorazowo potrafią być niebezpieczne, więc łatwo przesadzić - zwlaszcza w przypadku rośliny która zawiera w sobie bliżej nieznaną ilość. Założyłem więc najczarniejszy scenariusz, czyli maksymalną zawartość alkaloidów na poziomie 2.5%, z czego 90% to efedryna. Odważyłem, wyszła płaska łyżeczka proszku. Wrzuciłem do szklanki, zalałem wrzątkiem, zaparzyłem przez 10 min pod przykryciem. Poczekałem aż wystygnie nie odcedzając fusów i wypiłem.

Smak był dość paskudny i cierpki, wręcz jakby szorstki, ale nie takie napary się piło. Efekty dało się odczuć po nieco ponad 30 minutach. Ogarnęła mnie lekka euforia, serce biło nieco szybciej i był to naprawdę przyjemny rausz. Mało tego - dostałem takiej motywacji, że nie mogłem wysiedzieć w miejscu i musiałem jakoś spożytkować nagły przypływ energii - umyłem gary, które zalegały chyba od 2 dni w zlewie i wysprzątałem kuchnię na błysk. Ależ byłem z siebie zadowolony! Po kofeinie do której przywykłem nie było nawet mowy o takich efektach.

W końcu przyszedł czas na dalsze eksperymenty - efedryna w połączeniu z kofeiną ma silne działanie pobudzające i wzmaga metabolizm. W końcu na początku napisałem że chcę trochę schudnąć i tutaj rezultaty również przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Tym razem posypałem lekko kopiastą łyżeczkę i wrzuciłem jeszcze od serca 200mg kofeiny farmaceutycznej, po czym zaparzyłem w ten sam sposób i zamieszałem żeby kofeina od razu się rozpuściła. Efekty były znacznie silniejsze - pobudzenie, ale zupełnie inne od kofeinowego, ale do tego doszło pocenie się. Nie mierzyłem temperatury ale mógłbym się założyć że miałem więcej niż standardowe 36.6. Już przy wcześniejszej próbie zauważyłem, że zmalał mi apetyt, ale tym razem - pewnie za sprawą większej dawki - efekty były silniejsze. Przez pół dnia praktycznie nie chciało mi się jeść. Na dodatek zauważyłem, że nieporóywnywalnie łatwiej mi się skupić na tym, co w danej chwili robię. Na ogół mam problemy z koncentracją i nie potrafię skupić się na niczym dłużej niż 30 minut. Siadłem do dość skomplikowanego algorytmu nad którym od pewnego czasu pracowałem i 4 godziny zleciały w mgnieniu oka. Jeśli ktoś próbował amfetaminy, to mogę śmiało powiedzieć, że w połączeniu z kofeiną, przy większych dawkach efedryny działanie jest dużo słabsze, ale zdecydowanie porównywalne. Zauważyłem jeszcze jeden przyjemny efekt podczas seksu - nie dość że kondycja jest nieporównywalnie większa, to orgazm po efedrynie z kofeiną jest taki, że myślałem że mnie rozerwie na kawałki. Ochota na seks też jakby znacznie większa! Inni pisali wręcz o tym, że nie mogą dojść po efedrynie, ale widać na mnie działa kompletnie inaczej.

Po dalszych próbach zacząłem także doświadczać pewnych efektów ubocznych. Na szczęście są one dość małe w porównaniu z ogromnymi korzyściami, jakie przyniosło mi spożywanie tego naparu. Po pierwsze - suchość w ustach. Nie jest ona tak koszmarna, jak w przypadku metamfetaminy, ale jednak potrafi dać się we znaki. Z pomocą przychodzi picie wody w dużych ilościach, co na dodatek zdaje się niwelować nieprzyjemne skutki towarzyszące końcowi działania efedryny. Gdy efedryna z kofeiną przestają działać, daje się odczuć wyraźne zmęczenie, ale jest ono dość przyjemne - jak po naprawdę długim spacerze. Niektórzy pisali o niepokoju i stanach lękowych, a także o problemach z zasypianiem, ale w moim przypadku - mimo lekkiej nerwicy i czasem bezsenności - było wręcz na odwrót. Napar działa przez jakieś 6 godzin, więc miło go wziąć koło godziny 16 aby się pobudzić, po czym wykorzystać towarzyszące końcowi działania zmęczenie do zaśnięcia. Sen mam po tym jak beton. Brak apetytu można uznać za zaletę, jak i za skutek uboczny. W moim przypadku daje się on we znaki do tego stopnia, ze mogę cały dzień nic nie jeść o ile się do tego świadomie nie zmuszę, co potrafi być niebezpieczne. Mój kolega również postanowił to na sobie wypróbować - ma barykardię, więc pomyślał, że może mu to pomóc w podniesieniu tętna i ciśnienia krwi. Dla niego napar był tak obrzydliwy w smaku, że prawie zwymiotował, ale to samo miał po gorczycy i paru innych specyfikach, którymi raczyłem "zadowolić" jego podniebienie. Na barykardię faktycznie mu pomogło, ale co ciekawe, stwierdził on, że prawie wcale go to nie pobudza (nie próbował z kofeiną). Postanowił więc wziąć efedrynę zaraz przed zaśnięciem i powiedział mi, że miał po tym sny nie do odróżnienia od rzeczywistości i że wręcz łatwiej mu się zasypiało. Wątpię żeby na mnie to tak podziałało, ale może kiedyś sprawdzę. Wolę nie fundować sobie bezsennej nocy, więc może w któryś weekend...

Jest jeszcze jeden nieciekawy efekt - przy codziennym zażywaniu, po tygodniu wyraźnie rośnie tolerancja. Rośnie ona do tego stopnia, że trzeba zwiększyć dawki dwukrotnie, a mimo tego skutki nie są już tak przyjemne ani intensywne. Po paru dniach przerwy tolerancja wyraźnie spada i można ponownie zaczynać od standardowej dawki. Zażywaniu efedryny towarzyszy także wydzielanie dopaminy, co może się przekładać na pewien potencjał uzależniający. Mimo tego, ze względu na szybko rosnącą tolerancję i malejącą atrakcyjność działania, wątpię żeby łatwo się było od efedryny uzależnić.

Podsumowując - warto było sprowadzić paczkę aż z Chin. Dzięki tej roślinie zmieniło się moje życie - napar zażywam kiedy czeka mnie ciężki dzień, lub kiedy mocno mnie muli. Od trzech miesięcy popijam sobie efedrynę w sporych odstępach czasu i nie zauważyłem żadnych poważnych skutków ubocznych ani uzależnienia poza tym, co napisałem powyżej. Po 2 łyżeczkach i 200mg kofeiny można się po tym poczuć jak nadczłowiek. Tej dawki lepiej nie przekraczać i trzeba uważać - przy tak dobrym samopoczuciu można się uzależnić psychicznie.

Na koniec krótka notka dla osób, którym przyszło do głowy spróbować pseudoefedryny. Jej działanie jest zupełnie inne - co najwyżej nadaje się jako lek na katar, a efekty pobudzające są znikome, jeśli nie żadne. Kiedyś miałem katar i próbowałem na sobie Sudafedu przez kilka dni w znacznie większych dawkach niż zalecane i jedyne czego się nabawiłem to nieżytu nosa. Był on tak paskudny, że w nosie zaczęły mi się robić strupki i przez 2 tygodnie nos był totalnie zapchany. Nie warto.

Jeśli chodzi o produkcję metamfetaminy z Ephedra Sinica, to moim zdaniem też szkoda zachodu. Czytałem nieco na ten temat i ekstrakcja efedryny z tej rośliny jest naprawdę kłopotliwa. Bez sprzętu laboratoryjnego i sporego doświadczenia jest to w zasadzie niemożliwe, jeśli chcemy czystego produktu, a nie czegoś, co nie wiadomo jak nas sponiewiera. Zresztą po metkę nie zamierzam już nigdy sięgać - Ephedra dała mi to, czego było mi trzeba bez wypadających zębów i twarzy jak zombie :)

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Wielka MOC w tych łodygach drzemie, mmmmh? Pewnie pełne midichlorianów są... Bardzo elegancki raport, takch nam więcej trzeba.

W sumie ostatnio naszła mnie śmieszna myśl - cała masa suszów roślinnych, których próbowałem ma pewną wspólną cechę: Jedna, lub 2 łyżeczki jest najczęściej odpowiednią dawką. Kakao, kawa, herbata, ephedra sinica, damiana, mierznica czarna, pasiflora, tatarak, lupulina, mulungu (musze o nim napisać!) jamajski sen ryby, tymianek, koper włoski, bacopha molineri... Jest tego tyle że mógłbym wymieniać bez końca! Doprawdy dziwna zależność.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media