Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

tropikalne sny, czyli mulungu oraz jamajski sen ryby

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
1 do 2 łyżeczek zmielonego na proszek mulungu wrzucona do garnka z 300ml wody i gotowana pod przykryciem na małym ogniu przez 20 minut, tak samo z jamajskim snem ryby. Można łączyć jedno z drugim, ale jest to raczej nieekonomiczne i nie wiadomo na dłuższą metę jakie mogą być tego skutki. Są to rośliny z 2 różnych rejonów świata, a ich działanie jest słabo przebadane.
Set&Setting:
Bezsenność, stany lękowe! Trzeba było jakoś temu zaradzić!
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
Wiele różnych substancji, głównie pochodzenia naturalnego - zwłaszcza rozmaite okazy etnobotaniczne, ale także nieco chemii. Polecam poczytać moje sprawozdania z tripów. Poza nikotyną i ogromnymi ilościami herbaty nie zażywam niczego regularnie.

tropikalne sny, czyli mulungu oraz jamajski sen ryby

Nieraz miewam bezsenne dni. Higiena umysłu jest tak samo ważna jak higiena ciała, a ja często zaniedbuję jedno i drugie. Skutkiem myślenia o problemach matematycznych przez cały dzień i przed zaśnięciem są dziwne sny, nieprzespane noce, poty i uczucie ciężkiego zmęczenia mimo 10 godzin snu. Jestem cholernym leniem jeśli chodzi o robienie czegoś dla ciała, a z drugiej strony strasznym pracoholikiem. Na dodatek interesuję się etnobotaniką, więc postanowiłem spróbować czegoś nowego. Piszę ten raport po pół roku od pierwszego zażycia, więc mogę już trochę nie pamiętać jakie dokładnie były skutki zażywania tych roślin. Tak czy inaczej efekty były na tyle silne, przyjemne i interesujące, że postanowiłem się trochę rozpisać.

Wybór padł na dwa bardzo interesujące specyfiki - w obu przypadkach surowcem jest kora. Pierwszym z tych specyfików jest Mulungu - jest to kora drzewa z rodzaju Erythrina (Koralodrzew). Roślina pochodzi z Amazonii i stosowana jest tam tradycyjnie od niepamiętnych czasów. Drugi preparat to kora Derenia Jamajskiego, zwana zwyczajowo Jamajskim Snem Ryby. Nazwa jest dość ciekawa i wzięła się stąd, że używano tej rośliny jako swego rodzaju trutkę na ryby - odurzała je do tego stopnia, że dawały się bez problemu wyciągać z wody rękami. Na szczęście człowiek nie ryba - dla ludzi Dereń Jamajski nie jest aż tak silnie odurzający, za to ma dość ciekawe działanie.

Zacznijmy od Mulungu. Z doświadczenia wiem, że najczęściej jeśli ma się doczynienia z korą, to trzeba ją najlepiej zmielic na drobny proszek (jeden młynek od tego już szlag trafił) i porządnie wygotować. W tym przypadku zrobiłem podobnie. Na szczęście kora mulungu nie jest szczególnie twarda i po zmieleniu robi się z niej coś w rodzaju puchu. Wrzuciłem kopiastą łyżeczkę sproszkowanego mulungu do garnuszka, wlałem 300ml wody (ok. 50ml wyparuje) i przez 20 minut gotowałem na małym ogniu pod przykryciem. Kora zawiera chyba saponiny, bo po osiągnięciu temperatury wrzenia, całość tak się zapieniła, że prawie mi wykipiała z garnuszka. Zmniejszyłem ogień do minimum i gotowałem dalej. Napar miał bardzo ciekawy drzewiasty smak, jakby z nutką krochmalu - dla mojego podniebienia i nosa napar był łagodny i przyjemny, na myśl przywodził lasy deszczowe. Barwa naparu była również ciekawa - mętno-bursztynowa. Na efekty przyszło czekać niecałe 30 minut. Ogarnął mnie błogostan - wręcz dosłownie! Przyjemne mrowienie, uczucie miłego ciepła, myśli zaczęły się swobodnie rozpływać i było mi naprawdę dobrze. Trudno mi powiedzieć ile utrzymywało się działanie odwaru, ponieważ mijało ono bardzo płynnie. Myślę że było to dobre kilka godzin. Zażyłem to później przed zaśnięciem i pamiętam że dawno nie zasypiało mi się tak dobrze i dawno nie miałem tak kolorowych snów po których byłem tak bardzo wypoczęty. Wyśmienite! Efektów ubocznych w sumie brak. Jeśli ktoś próbował nielegalnej od 2009 roku (sic!) Kava Kava, którą pił nawet nasz papież, to efekty są podobne, ale moim zdaniem silniejsze i bardziej przyjemne. Próbowałem także 2 kopiastych łyżeczek i efekty były silniejsze - wręcz hipnotyczne, przy czym dało się po nich normalnie pracować. Dla umysłu efekt jest bardzo ciekawy - myśli zdają się być niczym bańki mydlane, które powoli się unoszą - po każdą da się swobodnie wyciągnąć dłoń i przy odrobinie szczęścia utrzymać. Zdałem sobie sprawę z ich ulotności oraz łatwości z jaką mogę sięgać do każdej z nich. Wady? Nie zauważyłem praktycznie żadnych poza dość wysoką ceną w porównaniu z innymi działającymi uspokajająco roślinami (np mierznicą czarną, chmielem) - za jakieś 10 dawek (25g) przyszło mi zapłacić 25 zł. Teraz jest taniej i można w tej samej cenie kupić 50g. 

Przejdźmy na koniec do Jamajskiego Snu Ryby. W starych tekstach można wyczytać, że dawkowanie powinno wynosić od pół do jednej drachmy, czyli od 2 do nieco ponad 4 gram (wychodzi 1 do 2 łyżeczek). Wywar sporządziłem w dokładnie ten sam sposób z takiej samej ilości surowca. W smaku był nieco gorszy, przy gotowaniu zaczał wyglądać jak smoła - czarna kipiąca breja z której wychodziły pękające czarne bąble. Trzeba było podobnie jak przy Mulungu zmniejszyć ogień do minimum. W smaku od Mulungu było to nieco gorsze, ale całkiem znośne. Trudno opisać jak dokładnie to smakowało. Wywar był mętny, niemalże czarny jak kawa. Efekty były nawet podobne, cena niższa, forma przystępniejsza (gotowy proszek), ale nie było aż tak przyjemnie. Czuć było silne działanie uspokajające, ale bardziej mulące - wręcz jak przy barbituranach, ale nie tak intensywne. Praca po tym specyfiku jest raczej utrudniona, chce się mocno spać i faktycznie zaśnięcie przychodzi bez najmneijszego problemu, ale sny nie są tak kolorowe jak po Mulungu. Działanie nasenne jest moim zdaniem w przypadku jamajskiego snu ryby znacznie silniejsze. Wyczytałem gdzieś także o rzekomych właściwościach ochraniających/regenerujących wątrobę. 

Podsumowując - oba specyfiki mają bardzo korzystne efekty. Koją zszargane nerwy, zdecydowanie ułatwiają zasypianie - nieporównywalnie lepiej od melisy, czy chmielu, lub lupuliny. Działanie Mulungu jest moim zdaniem znacznie ciekawsze i daje lekko mistyczne efekty, które z pewnością dałoby się wykorzystać do wejścia w stan transu. Dereń Jamajski działa za to znacznie silniej uspokajająco i nasennie i poleciłbym go ludziom którzy cierpią na silną bezsenność. Efektów ubocznych w obu przypadkach nie zauważyłem, ale większe od dwóch łyżeczek dawki Derenia są podobno niebezpieczne - może wystąpić bardzo silna sedacja, potem drżenie rąk i fale gorąca. Odradzam w przypadku obu naparów prowadzenie pojazdów mechanicznych po ich spożyciu - błogostan i silna sedacja nie sprzyjają poprawie czasu reakcji... W przypadku Mulungu nie mam pojęcia co by się stało w przypadku przekroczenia zalecanej dawki. Nie znalazłem żadnych rzetelnych badań na ten temat. Moim zdaniem po prostu nie warto próbować, ponieważ zalecane dawki dają dość silne i bardzo przyjemne doznania. Oczywiście jeśli ktoś szuka odurzenia jak przy opium, to może spróbować, ale to raczej nie dla mnie.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media