Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[łysiczka lancetowata] co za dużo, to niezdrowo

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Łysiczki lancetowate (świeże, duże) 90 szt.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Grzybowa polanka, samochód, nadmorskie miasteczko, wolne popołudnie spędzane z ziomkami, zero obowiązków, zero problemów, lekcje odrobione. ;)
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:

WTEDY: alkohol, marihuana, łysiczki, różne skuny, amfetamina.
PÓŹNIEJ: MDMA, różne mieszanki ziołowe i sole dopalaczowe, AM2201, MeOPP, 3,4-DMMC, DXM.
TERAZ: jestem czysty.

[łysiczka lancetowata] co za dużo, to niezdrowo

Pisałem gdzieś już o tym, jednak myślę, że warto podzielić się swoją przygodą również tutaj.

Historia z 2000 r. - dawno temu, więc opisy faktów mogą być niedokładne, jednak opiszę tyle, ile pamiętam. Jeden z dwóch moich grzybowych badtripów. We wczesnojesienne sobotnie popołudnie ok. 15:00 wyjechałem z czwórką ziomków na polankę po grzybki. Polanka bogata, więc po ok. 20 min wszyscy mieliśmy jakoś po 60 sztuk. W drodze do auta znalazłem jeszcze 10 i zjadłem od razu, bo "dzisiaj chciałem mieć dobrze." Wsiedliśmy do samochodu, wyjęliśmy kanapki, ketchup (przygotowani ;)) i przystąpiliśmy do kolekcjonowania trofeów. Kierowca (też jadł) [POUCZENIE SERWISU NEUROGROOVE: OBSŁUGIWANIE POJAZDÓW LUB URZĄDZEŃ MECHANICZNYCH W STANIE NIETRZEŹWYM LUB ZMIENIONEJ ŚWIADOMOŚCI JEST SKRAJNIE NIEODPOWIEDZIALNYM ZACHOWANIEM, MOGĄCYM SPOWODOWAĆ ŚMIERĆ BĄDŹ KALECTWO POSTRONNYCH OSÓB. JEŚLI COŚ BRAŁEŚ - NIE JEDŹ. JEŚLI PRZEBYWASZ Z OSOBĄ NIETRZEŹWĄ PROWADZĄCĄ LUB PLANUJĄCĄ PROWADZIĆ SAMOCHÓD - POWSTRZYMAJ JĄ, ZANIM NASTĄPI TRAGEDIA.] dał mi 10 od siebie, żeby móc prowadzić.  ;) Ciągle mówiłem chłopakom, że "dzisiaj chcę mieć naprawdę dobrze." Pozostali dali mi jeszcze po 5 od siebie. Razem 90.

T=0
Zrzuta na paliwo -> wyjazd do miasta -> tankowanie -> McDonald's... minęło ponad 1h od ekspozycji zanim z miasta ruszyliśmy nad morze - nasz cel. Koleś odpalił samochód i silnik zabrzmiał jakoś dziwnie - wtedy poczułem pierwszy powiew - jest dobrze. Pierwsze utraty wątków, pierwsze spojrzenia na coś zwykłego, co w ułamku sekundy wydawało się być jakieś dziwnie inne...

Do morza jest kilkadziesiąt km, to przez ten czas dobrze się wkręci. Świeże wchodzą szybciej i mocniej. Już przy wyjeździe z miasta czułem, że bania rośnie szybko, trochę boli brzuch, ale grzyby tak właśnie wchodzą - normalka. Jest cieplej, wygodniej, zaczyna się.

T+~2:00
W pewnym momencie jazdy zrozumiałem, że jest już dobrze, skoro ziomki gadają o czymś, a ja nie wiem o czym. Jakoś nie umiałem wkręcic się w ich temat. Spoglądam na drogę - znaki drogowe mijają nas chyba wolniej, jakby chciały, żeby się im przyjrzeć. Uśmiecham się sam do siebie, bo wiem, skąd te myśli. Oglądam swoje ręce - trochę falują, ale dlaczego są takie czerwone? ...i ten samochód, też jakiś większy się zrobił,  jest więcej miejsca... Ktoś wysiadł? Nie, kurwa, przecież ciągle jedziemy. "O, kurwa!" - powiedziałem głośno. Spojrzeli na mnie i pytają, co się stało. Powiedziałem "Nic. Myślałem, że..." i już urwał mi się wątek. Zaczęli się śmiać i pytać, czy już "mam dobrze" Potwierdziłem z uśmiechem kiwając głową. Kierowca zapytał "Co myślałeś?" Powiedziałem mu "nie, już nic", bo wiedziałem, że nie dam rady opisać mu tego tak, żeby w połowie zdania nie stracić wątku. Zresztą już nie wiedziałem, o co chodzi. Było ostro, a dopiero się wkręcało.

Zastanawiałem się, czy ich już coś wzięło, nie potrafiłem tego ocenić. Zacząłem się bać, bo miałem już ładne cevy, urwania wątków myślowych, w ogóle nie kumałem o czym oni gadają, a oni - jakby nic. Nie rozmawiałem, bo nie wiedziałem, co powiedzieć. Kierowca spoglądał na mnie w lusterku i zapytał "Zajebałeś się, co?" On wiedział , a ja już nie wiedziałem, gdzie jesteśmy. Obrazy drogi i okolic były dla mnie znajome, ale nie wiedziałem, gdzie to miejsce się znajduje i jak to pokazać. Na mapie? Przecież nie mam żadnej mapy! Na ostro się kręci!  Patrząc w podłogę samochodu zastanawiam się, co dalej będzie, bo pałeru coraz więcej, a ja nie wiem, jak się podrapać po tyłku, bo strasznie swędzi, albo mi się zdaje... Złapię uchwyt nad boczną szybą i podniosę się, a drugą ręką podrapię..., ale czy ten uchwyt wytrzyma? Chyba nie, bo jest pęknięty. Jest pęknięty, czy nie, bo już kurwa nie widzę?! Podnoszę się na tym uchwycie, żeby zobaczyć, czy jest pęknięty? :)  Patrzę, oglądam... "Co ty kurwa robisz????" - zapytał koleś obok mnie. Usiadłem, chciałem coś powiedzieć, ale tylko machnąłem ręką uśmiechnąłem się na chwilkę, choć do śmiechu mi nie było, bo zaraz koniec trasy i będziemy wysiadać, a nie wiem, czy tego chcę. Czułem, że jest trochę jakby za dobrze. Niebardzo ogarniałem, co się dzieje, a przecież nie o to mi chodziło. To co działo się w tym samochodzie, było ułamkiem tego, co działo się w moim świecie.

T+~2:30
Wysiadłem z trudem, długo to trwało (samochód 3-drzwiowy, siedziałem z tyłu). Twardy grunt i świeże powietrze polepszyły mi samopoczucie, ale ogólnie to już tak zrobiony byłem, że najchętniej zostałbym w tym samochodzie. Ten grunt też nie do końca sprawiał wrażenie twardego. Poszliśmy w stronę portu. Najgorsze, że po nich nie było nic widać, bo ciągle o czymś gadali, a ja skupiałem się na tym, żeby iść prosto i patrzeć prosto, bo gdy patrzyłem na te wszystkie pootwierane sklepy i turystów, to zapominałem o tym, że idziemy razem i albo zbaczałem z kursu, albo stawałem w miejscu. Ziomki wyczaili, że połamało mnie trochę, to żeby zachować kontakt ze mną rozmawiali ze mną, zadawali jakieś pytania, ale nie było mi łatwo utzrymać konwersację to. Najlepsze były pytania, na które można było odpowiedzieć to "tak" lub "nie" - proste. Zdaniami nie potrafiłem już mówić. Momentami nie poznawałem już kumpli. Zaczynałem gubić sie w czasoprzestrzeni. Zamykałem na chwilę oczy, "żeby odetchnąć", ale po ich otwarciu było coraz gorzej. ;)

Usiedliśmy na ławce. Wszędzie grała muzyka, turyści chodzili dokoła, a ja siedziałem na maxa już wystrzelony na orbitę. Usłyszałem "Kurwa, co my teraz z nim zrobimy?" Wiedziałem, że mówili o mnie. To pogłębiało doła, poczucie nieogaru i początek badtripa. Chłopaki ruszyli do sklepu, bo sucho w gardle. Czasem wpadał mi jakiś film, cevy całkiem fajne, fraktale, łańcuszki różnych kolorów, figury, śmiejące się twarze - wszystkie w tym samym czasie, jak w jakiejś grze lub wizualizacji. Nie wiedziałem już, co to znaczy być w jakimś miejscu, a zrozumieć, jak płynie czas i co to znaczy, że dzisiaj jest sobota było mi trudno. Ta ławka jest zajebista! To taki mój azyl. Tutaj mogę wszystko! :D Nie chciało mi się jeść, ani pić. Prędzej bym się wyrzygał, ale nie wiedziałem, co nacisnąć, żeby to zrobić, który przycisk... Otwierałem oczy, widziałem ich knujących coś... Mało mnie to już obchodziło. Zamykałem oczy i byłem na lepszej imprezie, takiej bez grawitacji, i innych głupot znanych z lekcji fizyki. Po którymś takim odlocie odzyskałem trochę świadomości i zapytałem ich, czy idziemy dalej. Zdziwili się trochę i uśmiali, bo raczej nie spodziewali sie takiego pytania z mojej strony. Nie wiem ile czasu minęło ale chyba sporo, bo dwójka kumpli zdążyła wypić po piwie, a sączyli powoli.

T= ...czas był już pojęciem abstrakcyjnym, więc wybaczcie ;)
Chwilę staliśmy na molo. Jest dość szerokie, a ja i tak bałem się, że wpadnę do wody. Masakra. Naprawdę miałem obawy. Jakieś statki pływają, ludzie przechodzą, bałem się wszystkiego poza moimi ziomkami. Koleś krzyknął "patrzcie, statek zawraca na ręcznym!" Nie wiedziałem, czy mówi poważnie, czy żartuje. Chore jazdy. Staliśmy w kółku, jeden coś powiedział i cofnął się krok do tyłu, drugi powiedział co innego i krok do tyłu, trzeci - to samo. Kurwa, co się dzieje?! Poczułem, że muszę zrobić tak samo, tylko nie wiedziałem, co powiedzieć. Wiedziałem, że muszę to zrobić dla zachowania ciągłości filmu. :D Napady lękowe miałem częste. Powiedziałem "Nie wiem co powiedzieć" i zrobiłem krok do tyłu. Poczułem ulgę, ale nic się nie stało, tylko usłyszałem "To lepiej nic już nie mów" i zaczęli się śmiać, ja razem z nimi. Ktoś zapytał, czy wracamy do samochodu, na co z miejsca krzyknąłem, że tak. Poszliśmy. Te same uliczki i powróciły te same chore filmy. Baczność! Na wprost - patrz! Przechodząc obok tej ławki powiedziałem, że zabieram ją do domu. Buchnęliśmy śmiechem i brechaliśmy się aż do samochodu.

Wejście do wózka było łatwiejsze, ale gdy usiadłem powróciły demony ciemności i znów miałem masę problemów. Dlaczego ten samochód jest taki krzywy? Jedziemy do przodu czy w bok, dlaczego nikt nic nie mówi, mieliśmy wypadek czy co? Ta myśl rozjebała mnie już całkiem, bo zacząłem analizować jak powinien wyglądać samochód po wypadku, my po wypadku i czy mieliśmy ten wypadek. Zdawało mi się, że widzę nad schowkiem rozjebany telefon kierowcy. Jak on się rozwalił? Po wypadku? To jak my zadzwonimy po pogotowie. Ten samochód taki krzywy. Niewygodnie mi. Chora giera wkręca się na maxa i myślałem, że to wszystko jest naprawdę, że oni są tak spruci, że nawet nie kumają, że mieliśmy wypadek!!! O co tu kurwa chodzi??? Patrzę na swoje nogi i widzę, że są nierówne (jedno kolano dalej a drugie bliżej - krzywo siedziałem, bo miałem subwoofer pod nogami). To utwierdziło mnie w przekonaniu, że mieliśmy crasha i że mam połamane nogi. To w ogóle nie było śmieszne.

Wodziłem ręką po głowie, szukając pęknięć po tym fake'owym wypadku... głowa wydawała mi się taka dziwna, krzywa, zimna... językiem szukałem pęknięć szczęki i zębów, ale nie byłem w stanie tego ocenić, czy to górna szczęka, dolna, język, zęby i czy to wogóle jestem ja... próbowałem skupić się na czymś, ale odpływałem w inne miejsca... co zrobić, żeby język nie przeszkadzał... koleszka obok próbował wystraszyć mnie znienacka krzycząc coś, ale jakoś to do mnie nie dotarło... miałem inne sprawy... szukałem powodu, przez który nogi wydawały mi się nierówne, np. złamań... nic nie mówiłem do ziomków, ciągle rozgryzając co jest grane... nie było możliwości skupienia się na czymkolwiek przez dłużej niż kilka sekund...

2 km przed naszą wiochą krzyknąłem do kierowcy, żeby zatrzymał się, że chyba jestem połamany i że muszę zaraz spróbować stanąć na nogach, bo nie wiem, czy umieram już, czy to jest naprawdę i o co tu w ogóle chodzi. Kierowca nie wytrzymał już mojego marudzenia i zatrzymał się. Wysiedliśmy. Na świeżym powietrzu poczułem się trochę lepiej - zapomniałem, co było samochodzie - inny świat. Stanąłem i powiedziałem "Nie wiem jak wy, ale ja idę lać". Więc wkurwili się trochę na mnie, bo po tym wszystkim okazało się, że to tylko pełny pęcherz. Na świeżym powietrzu klimat całkiem inny, bardziej do ogarnięcia, chociaż tamta ławka ładnie mi porobiła.

Wracając do domu utykałem tak, jakbym faktycznie miał coś z nogami... Miałem klucz od domu, a i tak nacisnąłem dzwonek ;D ... ojciec otworzył drzwi i nie zadawał pytań... dobrze, bo i tak bym go nie zrozumiał, a on mojej odpowiedzi... myślałem, czy powiedzieć rodzicom o wypadku... ale zdecydowanie nie teraz... położyłem się w domu...

T+~5:00 ...chyba
Leżę już w swoim łóżku w pokoju na piętrze. Kojarzę włączone radio i to, że rozumiałem słowa, a nie rozumiałem zdań. Śmiesznie brzmiały radiowe rozmowy i chyba dopiero to poprawiło mi samopoczucie. Gostek mówił cos z takim przekonaniem, powagą i taką wszechogarniającą chęcią bycia zrozumianym przez słuchaczy, że rozwalała mnie świadomość tego, że w moim przypadku jego zabiegi były bezcelowe... nie kumałem polskiego... w tej chwili był to chyba mój jedyny problem... humor wracał na swoje miejsce... szkoda, że dopiero teraz. Trochę się uspokoiłem i skończyły się chore giery. Długo czekałem, zanim zasnąłem - jak zawsze po grzybach. Spida nie ma, ale myśli nie dają spokoju. Jakoś zasnąłem.

Rano dowiedziałem się od kumpli, że nie było żadnego wypadku.


Opisałem tu tylko sytuacje, których jestem pewien co do miejsca, czasu i chronologii... czyli bardzo mało. Pomijając odległą datę tripowania i dziury po innych używkach, miałem niesprawny rejestrator, przez co następnego dnia ziomkowie przypominali mi sytuacje, których w ogóle nie kojarzyłem.

Ocena: 

Odpowiedzi

Motyw z wypadkiem konkretnie rozłożył mnie na łopatki. Made my day. ;)

Mnie też zniszczył :D :D

"I właśnie to co najlotniejsze, to, rdzeniem jest wszechświata, to rzeczywistość, to Atman. TO JESTEŚ TY..."

Moim zdaniem zachowanie kierowcy skrajnie nieodpowiedzialne.
Poza tym jakoś nie dziwi mnie, że podróż nie była szczególnie miła przy zaistniałych set&setting...

Bardzo ładny TR, naprawdę świetny, aż wzburza się we mnie podniecenie zblizającego sięmojego Psylocybinowego odurzenia :]

Przyjemnie sie czytalo, szkoda troche tych zlych momentow, moze lepiej jak sam bedziesz przezywal takie chwile w ulubionych terenach przy muzyce.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media